19 kwietnia 2020

Każdy śni o dniu, gdy będzie mógł wyjść z domu. Ale na razie przyjeżdżają ciężarówki z trumnami

"Wybory w Polsce mają być w maju? Szaleństwo. U nas w środę przyjechały z północy wojskowe ciężarówki z trumnami. Coś nierealnego. Aż mnie dreszcze przechodzą, jak pomyślę o tych osobach, co były same w chorobie i same w ostatnich momentach życia" - relacja z Włoch Zofii Leszkiewicz

Włochy są pierwszym krajem europejskim, w który tak mocno uderzył koronawirus. Wiedzieliśmy wprawdzie co miesiąc, dwa miesiące wcześniej działo się w Chinach, ale nikt nie wierzył, że ten scenariusz może się powtórzyć. Tymczasem epidemia w naszej części świata przybrała jeszcze znacznie bardziej tragiczny obrót.

Do niedzieli 19 kwietnia we Włoszech wirusem SARS-CoV-2 zakaziły się 178 972 osoby, zmarło 23 660. Więcej ofiar odnotowano tylko w USA (39 651) zakażeń zaś więcej jest w USA i Hiszpanii.

Symbolem tragedii Włoch stało się Bergamo, liczące 120 tys. mieszkańców piękne miasto w Lombardii, w północnej części kraju. Od 1 marca do 12 kwietnia w Bergamo zmarło 795 osób, tj. blisko cztery razy więcej niż średnia w tym samym okresie z poprzednich 10 lat.

Opublikowaliśmy niedawno w OKO.press poruszającą relację prof. Fabiano Di Marco, szefa oddziału pulmonologii miejscowego szpitala. „W Bergamo każda rodzina będzie mieć kogoś z bliskich lub przyjaciół, kto umrze” – mówił Fabiano Di Marco. „Muszę przyznać, że moi koledzy – lekarze i pielęgniarki – codziennie płaczą.”

We Włoszech najpierw zamknęła się Lombardia, 4 marca już cały kraj. Dziś sytuacja jest nadal bardzo trudna. Pomimo tego w kraju toczy się już dyskusja o przejściu do drugiej, nieco lżejszej fazy obostrzeń.

Poprosiliśmy Zofię Leszkiewicz, która mieszka we Florencji (z Polski wyjechała w 1981 roku), żeby opowiedziała nam o sytuacji w kraju, o tym jak Włosi znoszą zamknięcie w domach, jak rząd pomaga ludziom tracącym pracę i czy Włosi mają żal do Europejczyków, że nie przyszli im w porę z pomocą.

Żyjemy jak w środku filmu

Wydaje się nam, że żyjemy w środku filmu. Zamknięci w czterech ścianach, możemy wychodzić tylko w niezbędnych sprawach, tj. po zakupy, do lekarza, itp. Można też wychodzić z psem, ale tylko w pobliżu domu i na jak najkrótszy spacer. Ulice są puste.

Muszę powiedzieć, że widząc (w dziennikach TV) Florencję bez samochodów, motorowerów i skuterów - można podziwiać jej piękno. Ale tylko w TV, bo miasta nie można przecież zwiedzać. W normalnym warunkach Florencja jest dosłownie zalana turystami. Wszędzie tłumy, kilometrowe kolejki do muzeum, gwar. Nieliczni florentczycy, którzy jeszcze się nie wyprowadzili z centrum, zawsze skarżyli się na ten potop. Dziś jest tam kompletna cisza i pustka. Jakoś to wszystko nierealne.

Włosi od początku zaakceptowali kwarantannę, ale trzeba też powiedzieć, że wielu osobom wydawało się, że jak pójdą do parku, to nikomu to nie zaszkodzi. W efekcie zapełniły się wszystkie parki, więc burmistrz zmuszony był je zamknąć.

Wyjście do parku, lasu, nad rzekę wiąże się z przejściem przez klatkę schodową, często zjazdem windą, dotykaniem przycisków, klamek, potem to samo w drodze powrotnej. Po jakimś tygodniu ciągłych apeli „SIEDŹCIE W DOMU” nareszcie większość Florentczyków naprawdę zaczęła przestrzegać wszystkich wskazówek i zakazów.

W ubiegłym tygodniu w Toskanii zaczęto rozdawać maseczki i już pod koniec tygodnia, w miastach, gdzie zdążono je wszystkim rozdać, są obowiązkowe. Trzeba ich używać w miejscach publicznych zamkniętych takich jak markety, sklepy, gabinety, itp.

Jesteśmy bardzo zmęczeni

Stan kwarantanny zostały tu przedłużony do 3 maja, a co będzie potem nie wiadomo. Dyskutuje się o tym dużo, bo będzie to (jeśli w ogóle nastąpi w tym terminie) otwarcie stopniowe. Jest silna presja przedsiębiorców, bo straty ekonomiczne są ogromne, tym bardziej że wiele krajów nie zatrzymało produkcji.

Od środy 15 kwietnia mogą być otwarte sklepy z odzieżą dla dzieci, papiernicze i księgarnie. Oczywiście pod warunkiem przestrzegania wszystkich zasad i wskazówek bezpieczeństwa, które są bardzo surowe i często trudne do realizacji. Wprowadzono np. obowiązek dezynfekcji lokali 2 razy dziennie. Wielu właścicieli od razu nie otworzyło sklepów, bo musieli mieć czas, by się zorganizowanie.

Jesteśmy bardzo zmęczeni tą sytuacją. Mnie ciąży fakt, że nie mogę się fizycznie spotkać z moimi córkami i ich rodzinami, wnuczkami. Z jedną córką widywałam się codziennie w przerwie obiadowej, teraz pracuje z domu 20 km ode mnie, w innej miejscowości i nie możemy się spotkać. Jest to dla mnie trudne, bo mieszkam sama, całe szczęście mam psa.

Ile jeszcze wytrzymam? Czasami wydaje mi się, że jestem już u kresu sił. Zrzeszenie psychologów zorganizowało bezpłatne porady. Namiary na psychologów można też znaleźć na stronach internetowych rządu i ministerstwa zdrowia. Każdy chyba śni o dniu, kiedy będzie mógł wreszcie wyjść z domu. Ale jak to już się stanie i tak nie będzie można się ściskać, obejmować, całować.

W środę do Florencji przyjechały z północy (nie pamiętam skąd dokładnie) wojskowe ciężarówki z trumnami. To wstrząsający obraz. Te transporty odbywają się co kilka dni, raz tu, potem gdzieś indziej. Coś nierealnego. Aż mnie dreszcze przechodzą, jak pomyślę o tych osobach, co były same w chorobie i same w ostatnich momentach życia.

Bergamo przestrogą

Pytasz, czy w innych rejonach może się dojść do tego, co w Bergamo?

Mam nadzieję, że nie. Że wiadomości i obrazy z Bergamo będą przestrogą. Poza tym trzeba pamiętać, że północne Włochy były pierwszym w całej Europie regionem, w które uderzył wirus. Na początku nikt się nie spodziewał takiego zagrożenia. I dlatego zarazek początkowo krążył i rozprzestrzeniał się bez przeszkód. Tej fazy inne regiony Włoch (jak również inne państwa) już nie doświadczyły.

Trzeba jednak też powiedzieć, że we Włoszech początkowo lekceważono cały problem. Giorgio Gori, burmistrz Bergamo, jeszcze 27 lutego namawiał mieszkańców do wychodzenia, chodzenia do restauracji, na zakupy, a tymczasem epidemia już się rozpoczęła.

Szpital w Alzano (miejscowość blisko Bergamo) był już zablokowany. Zrobiono to, by ratować ekonomię ("questo e tanto altro", czyli „to i wiele więcej”).

Historia szpitala w Alzano jest przykładem co najmniej nieodpowiedzialności. Gdy pojawił się tam pierwszy przypadek osoby z koronawirusem, najpierw placówkę całkowicie zamknięto. Ale dzień później otworzono jak gdyby nigdy nic. Bez żadnej informacji, bez żadnej ochrony.

W efekcie szpital bardzo szybko zapełnił się osobami zakażonymi wirusem, którzy z kolei zakazili personel. Prokuratura prowadzi teraz w tej sprawie śledztwo. 15 kwietnia prokuratura zarekwirowała również dokumenty w Gubernatorstwie, by sprawdzić, jak wprowadzano wszystkie wskazania i przeciwwskazania związane z koronawirusem.

400 tys. testów ma być receptą

Zaczynają się przygotowania do tzw. fazy 2, która w Toskanii – mamy nadzieję - zacznie się po 3 maja. W każdym programie TV nie mówi się o niczym innym. Bardzo naciskają przemysłowcy. Wydaje się, że jak tak dalej pójdzie, w Toskanii będzie to możliwe, w Lombardii raczej nie.

Toskania organizuje przeprowadzenie ok. 400 tys. testów serologicznych (rezultaty są bardzo szybkie) i w przypadku pozytywnego wyniku wymaz z gardła. Chodzi o to, by mieć obraz rzeczywistej sytuacji. Bo jest zupełnie prawdopodobne, że jest wiele osób pozytywnych, bez żadnych objawów, które zetknęły się z wirusem i ciągle zarażają.

Badania te już zaczęto - od personelu pracującego bezpośrednio z chorymi. Będą też nimi objęci m.in. kasjerzy w supermarketach, kierowcy autobusów i inne osoby stykające się codziennie z racji pracy z wieloma ludźmi. Potem testy obejmą wybranych losowo mieszkańców.

W Toskanii już od kilku dni z rzędu spada ilość osób hospitalizowanych. To dobry znak i jeżeli pójdzie tak dalej, to może rzeczywiście 3 maja przejdziemy w fazę 2. Mówi się też, że osoby w pewnym wieku (jak na razie niezbyt określony - po skończeniu 60? 65 lat?) będą mogły wychodzić trochę później.

Na pewno nasza przyszłość jest w maseczkach. Na pewno restauracje będą jednymi z ostatnich, które będą się mogły otworzyć.

Nadzieja w osoczu

We Włoszech pobiera się też osocze od osób, które wyzdrowiały i podaje chorym w bardzo ciężkim stanie. Pokłada się w tym dużo nadziei. Krew jednego dawcy może posłużyć dwóm (lub trzem - różnice wynikają z informacji podanych przez dwa różne dzienniki) pacjentom.

Pytasz, ile osób zaraziło się w Toskanii. Otóż w tym liczącym 3,7 mln mieszkańców regionie w środę, 15 kwietnia na godz. 18 było 6417 zakażeń. Od 1 lutego do czwartku, 16 kwietnia zmarło 556 osób. 361 chorych całkowicie wyzdrowiało. 332 osoby uważa się za wyzdrowiałe, ale ich wymaz jest jeszcze pozytywny).

Codziennie o godz. 12 jest nowy komunikat Protezione Civile o bieżącej sytuacji. A o godz. 18 premier Giuseppe Conte ma na ogół konferencję prasową (nie codziennie, choć prawie).

Okropna sytuacja panuje w Domach Opieki Społecznej. W tych placówkach nie ma żadnych różnic między regionami Włoch. Wszędzie masakra.

W niektórych Domach Opieki na początku wydano rozporządzenie na piśmie, by nie nosić maseczek. Chodziło o to, by nie siać paniki. Teraz oczywiście już takich rozporządzeń nie ma i nikt już nie dyskutuje, czy będą one straszyć, czy nie.

Mamy zaufanie do premiera

Co do „nastrojów antyeuropejskich” we Włoszech, to może termin jest trochę za ostry. Ale prawdą jest, że Europa przez dłuższy czas była nieobecna. A jak Włochy zwróciły się do Europejskiego Banku Centralnego z prośbą o pomoc, odpowiedź prezes Christine Lagarde była taka, że każde państwo musi sobie samo radzić. Dopiero później zmieniła zdanie.

Szefowa Komisji Europejskiej Ursula Von der Leyen przepraszała Włochy i obiecała pomoc i nie tylko Włochom. Teraz w toku są pertraktacje dotyczące Europejskiego Mechanizmu Stabilności, którego na ogół państwa południowe nie chcą, bo pamiętają kryzys z 2008 roku i boją się uzależnienia od Niemiec oraz innych krajów Północy.

Rząd włoski wprowadził specjalne zasiłki dla osób, które teraz nie pracują, bo wiele zakładów pracy jest zamkniętych i ma kłopoty z wypłatami pensji. To nie to samo co zasiłek dla bezrobotnych, bardziej coś w rodzaju odpowiednika polskiego postojowego. Do tej pory prawo do takich zasiłków mieli pracownicy większych przedsiębiorstw, którzy mieli kłopoty z pracą, teraz dotyczy to wszystkich zatrudnionych.

Rząd wprowadził też pomoc finansową dla tych, którzy pracują na własny rachunek i teraz nie zarabiają. Gminy za pomocą Regione Toscana wprowadzają kupony na posiłki dla różnych osób, które nie dają sobie rady.

Jest też niestety wiele osób, które dorabiały lub wręcz pracowały na czarno, więc nie mają prawa do żadnej pomocy. I teraz wielu dziennikarzy i innych osób apeluje, by o nich nie zapominać, bo się nimi zainteresują i im "pomogą" organizacje kryminalne jak ndrangheta (pochodzi z Calabrii), mafia (z Sycylii) czy camorra (z Neapolu).

Muszę powiedzieć, że jest tu dużo solidarności między ludźmi.

Pytałeś też, czy Włosi mają zaufanie do władz. Jak na razie większość osób popiera nie tyle władze, co premiera kraju - Giuseppe Conte.

Pusta Piazza della Signoria

Przyszła mi jeszcze do głowy taka ciekawostka: gdy wprowadzono dekret, który rozszerzał na teren całego kraju różnego rodzaju ograniczenia w przemieszczaniu się, ale jeszcze nie były one bardzo ostre, już wtedy oglądany w dziennikach TV Piazza della Signoria [plac w centrum Florencji] wydawał mi się pusty.

I mówiłam: „Jak na tym obrazie, co przedstawia stos, na którym palono Savonarolę [florencki reformator religijno-polityczny, męczennik]”. Savonarola zginął na Piazza della Signoria 23 maja 1498 roku. Na tym obrazie jest niewiele osób kręcących się po placu.

Więc już na początku marca plac wydawał mi się pusty. Dzisiaj nie ma tam nikogo.

******

Tyle nowości. Myślę, że w sytuacji Polski i naszej jest wiele podobieństw. Choć w Polsce i innych krajach jest nieco lepiej, bo nie było tego początkowego okresu, kiedy to wirus spokojnie krążył nierozpoznany. Uważam jednak – zaznaczam, że to moja prywatna opinia - że wybory w maju są nie tylko bezsensowne i niebezpieczne, ale są wręcz szaleństwem.

Wysłuchał: Sławomir Zagórski

Udostępnij:

Sławomir Zagórski

Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Założył tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne