Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

10:56 18-02-2026

Prawa autorskie: Fot . Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.plFot . Grzegorz Celej...

Polski prąd w 2025 roku: rozwój OZE, schyłek węgla, atom coraz bliżej

Transformacja energetyczna powoli kończy historię węgla w Polsce. Według najnowszych danych odnawialne źródła energii odpowiadały za niemal 1/3 produkcji energii elektrycznej w 2025 roku. Mocno kurczy się rola węgla – w 2025 z węgla kamiennego i brunatnego uzyskaliśmy 52 proc. krajowej produkcji prądu. W roku 2010 było to 90 proc, a w 1990 roku – 98 proc.

Co się wydarzyło?

Odnawialne źródła energii po raz pierwszy w historii przekroczyły 30 proc. udziału w rocznej produkcji prądu w Polsce, a ich udział w mocy zainstalowanej sięgnął minimalnie ponad 50 proc. na koniec 2025 roku – poinformowało 17 lutego Ministerstwo Klimatu i Środowiska.

Dane Agencji Rynku Energii, na które powołuje się resort, pokazują skalę zmian w ostatnich pięciu latach. W 2020 roku odnawialne źródła stanowiły minimalnie ponad 24 proc. całkowitej mocy zainstalowanej, czyli prawie 12 500 MW. Do 2025 roku moc zainstalowana OZE wzrosła ponad trzykrotnie do niemal 37 800 MW. W efekcie w ubiegłym roku ok. połowa – dokładnie 50 proc. – całkowitej mocy zainstalowanej w Polsce pochodziła z OZE.

Najbardziej dynamicznie rozwijała się fotowoltaika. Moc zainstalowana w instalacjach słonecznych zwiększyła się z niecałych 4 000 MW w 2020 roku do ponad 24 800 MW w 2025 roku. Wyraźny wzrost odnotowała także energetyka wiatrowa – z ok. 6 400 MW do ponad 10 500 MW w tym samym okresie.

W 2020 roku instalacje OZE wytworzyły prawie 28 200 GWh energii elektrycznej. Pięć lat później było to już ponad 54 700 GWh, czyli niemal dwa razy więcej.

W rezultacie udział OZE w krajowej produkcji energii elektrycznej wzrósł z 17,83 proc. w 2020 roku do 31,41 proc. w 2025 roku.

Jaki jest kontekst?

Coraz większa rola OZE w elektroenergetyce przkłada się na spadek emisyjności produkcji prądu w Polsce. A ograniczenie emisji to warunek niezbędny do spowolnienia i jakiejkolwiek kontroli kryzysu klimatycznego.

Według danych o emisyjności krajowych systemów elektroenergetycznych na świecie zbieranych na bieżąco przez serwis Electricity Map, intensywność emisji z wytwarzania prądu w Polsce obniżyła się w ubiegłym roku okresowo do około 650 gramów ekwiwalentu CO2 na kilowatogodzinę (g CO2/kWh). Jeszcze pięć lat temu wartość ta wynosiła praktycznie stale 800-900 g CO2/kWh.

Mimo tego postępu polska energetyka wciąż należy do najbardziej emisyjnych w Unii Europejskiej. Węgiel kamienny i brunatny nadal odpowiadają za ponad połowę krajowego miksu energetycznego. Przełom w kierunku niskoemisyjnej produkcji nastąpi na początku lat 30., kiedy ma ruszyć pierwsza elektrownia jądrowa w Polsce, która umożliwi wyłączenie spalającej węgiel brunatny Elektrowni Bełchatów.

Przeczytaj także:

10:00 18-02-2026

Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Slawomir Kamins...

Odbudowa Pałacu Saskiego pod lupą NIK. Opóźnienia i niegospodarność

Rządowa inwestycja jest w powijakach, nie ma rzeczywistego kosztorysu, a pieniądze wydawane są na słowo – oceniają kontrolerzy NIK

Co się wydarzyło

16 lutego Najwyższa Izba Kontroli opublikowała wyniki audytu ogromnej inwestycji, którą po Prawie i Sprawiediwości przejął rząd Donalda Tuska. Chodzi o odbudowę Pałacu Saskiego, Pałacu Brühla i kamienic przy ulicy Królewskiej, czyli zburzonej w trakcie II Wojny Światowej zachodniej pierzei pl. Płisudskiego w Warszawie.

Jak ustalili kontrolerzy, w latach 2021-2025 żaden z kolejnych ministrów kultury (Piotr Gliński, Dominika Chorosińska, Bartłomiej Sienkiewicz i Hanna Wróblewska) nie oszacował realnych kosztów inwestycji.

Co więcej, skala przedsięwzięcia i przesunięcia w harmonogramie „stwarzają ryzyko niedotrzymania terminu jej zakończenia w planowanej dacie 31 grudnia 2030 r.”. A opóźnienia są ogromne:

  • nabycie nieruchomości pod odbudowę Placu Piłsudskiego o 1462 dni,
  • a opracowanie planu budowlanego o 820 dni.

Kontrola NIK wykazała też błędy w przepływach pieniężnych. W latach 2023-2025 Ministerstwo Kultury przekazało spółce zajmującej się inwestycją prawie 25 mln zł przed zawarciem umów dotacyjnych. A kwota dotacji nie była pomniejszona o przychody spółki.

Kontrolerzy zwrócili też uwagę na przypadki niegospodarności, w tym zamówienie za 46 tys. wytycznych konserwatorskich, które zawierały błędy i okazały się nieprzydatne.

Wątpliwości budzi też sposób funkcjonowania rady odbudowy Pałacu Saskiego, która nie spotykała się przez 1,5 roku, funkcjonowała w niepełnym składzie i z opóźnieniem dostarczała protokoły ze spotkań.

Jaki jest kontekst

W 2021 roku odbudowę Pałacu Saskiego zaproponował prezydent Andrzej Duda. Pl. Piłsudskiego, odtwarzający zabudowę z sierpnia 1939 roku, ma stać się siedzibą Senatu RP, Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego oraz instytucji kultury.

Koncepcja od początku budzila kontrowersje. Po to, by przywrócić zabytek, inwestycja zostanie zrealizowana z pominięciem ustawy o ochronie zabytków, a także z pominięciem wytycznych i pozwolenia konserwatorskiego.

Co więcej, to wcale nie będzie wierne odtworzenie starej zabudowy pierzei. „To, co znamy z 1939 roku, to, co znamy ze starych pocztówek, to nie jest Pałac Saski. To budynek powstały na gruzach Pałacu Saskiego w XIX wieku pod auspicjami władz rosyjskich na zamówienie kupca Iwana Skwarcowa” – mówił w OKO.press Grzegorz Piątek, historyk i krytyk architektury.

Wiele osób wskazywało, że inwestycja zniszczy zachowany i utrwalony w społecznej pamięci Grób Nieznanego Żołnierza. „To ostatnia trwała ruina w centrum Warszawy, przypominająca, że miasto zostało kiedyś zniszczone. Nie warto tego zapudrowywać kolejną odbudową” – oceniał Piątek.

Inną kategorią zarzutów są te dotyczące wątpliwej celowości inwestycji, której wstępne szacunkowe koszty wynoszą 2,5 miliarda złotych z budżetu państwa. Jak pisali w liście otwartym architekci, historycy sztuki i artyści ta kwota pozwoliłaby na uratowanie około tysiąca zabytkowych obiektów. „W naszej ocenie takie działanie miałoby znacznie więcej wspólnego z dbałością o dziedzictwo i historię niż konstruowanie współczesnych, pseudozabytkowych kopii dawno nieistniejących budowli”.

Przeczytaj także:

09:25 18-02-2026

Prawa autorskie: To zdjęcie wykonane w Le-Perreux-sur-Marne pod Paryżem 9 lutego 2026 r. przedstawia nieopatrzone datą zdjęcia udostępnione przez Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych 30 stycznia 2026 r. w ramach akt Jeffreya Epsteina. Martin BUREAU / AFPTo zdjęcie wykonane ...

Afera Epsteina – zbrodnia przeciwko ludzkości?

Eksperci Rady Praw Człowieka ONZ: skala i charakter okrucieństw wobec kobiet i dziewczynek popełnionych przez Jeffrey'a Epsteina i jego krąg była tak duża, że część z nich może spełniać prawne kryteria zbrodni przeciw ludzkości

Co się wydarzyło?

Niezależni eksperci zaangażowani przez Radę Praw Człowieka ONZ wydali 17 lutego 2026 roku oświadczenie w sprawie afery Epsteina, w którym piszą:

„Skala, charakter, systematyczność i międzynarodowy zasięg okrucieństw wobec kobiet i dziewcząt są tak poważne, że wiele z nich może spełniać prawne kryteria zbrodni przeciwko ludzkości”.

Ze zbrodniami przeciwko ludzkości mamy do czynienia, gdy przestępstwa takie jak gwałt, niewolnictwo seksualne, przymuszanie do prostytucji, handel ludźmi, tortury, prześladowania czy morderstwo mają charakter systemowego i szeroko zakrojonego ataku na ludność cywilną – pisze ONZ w swoim komunikacie.

ONZ-owscy eksperci apelują, by przestępstwami, których dowody można znaleźć w ujawnionych 30 stycznia przez amerykański Departament Sprawiedliwości, zajęły się kompetentne sądy krajowe i międzynarodowe.

Upomnieli się również o godność ofiar „siatki Epsteina", zwracając uwagę na to, że przy publikacji dokumentów nie zadbano o ukrycie danych ofiar. „Naraża to je na ryzyko odwetu i stygmatyzacji” – piszą.

Jaki jest kontekst?

Opublikowanie 3,6 mln akt sprawy Epsteina przyniosło nowe informacje na temat rozmiarów procederu, w którego centrum stał finansista Jeffrey Epstein i jego wspólniczka Ghislaine Maxwell. Wynika z nich, że młode kobiety i dziewczynki, które miały zaspokoić seksualne apetyty Epsteina i jego gości, były rekrutowane lub wabione praktycznie na całym świecie. W aktach znajdują się także niepotwierdzone informacje o zabójstwach co najmniej dwóch z jego ofiar.

Jeffrey Epstein został w 2008 roku skazany za wykorzystywanie nieletnich i handel ludźmi, a po ponownym aresztowaniu pod tymi samymi zarzutami w 2019 roku popełnił samobójstwo w więzieniu. Maxwell, która prokurowała swojemu byłemu romantycznemu partnerowi nieletnie dziewczynki, została skazana na 20 lat więzienia.

16:51 17-02-2026

Prawa autorskie: Photo by Valentin Flauraud / AFPPhoto by Valentin Fl...

Pozytywne rozmowy USA-Iran w Genewie. Co dalej?

Po drugim spotkaniu znów słyszymy o ostrożnym optymizmie i bliżej niesprecyzowanych ustaleniach technicznych. Czy Donald Trump wytrzyma żmudny proces rozmów z Irańczykami?

Co się wydarzyło

„Przedstawiono i poważnie przedyskutowano różne koncepcje. Ostatecznie doszliśmy do ogólnego porozumienia w sprawie zbioru zasad kierunkowych, na których będziemy odtąd opierać dalsze działania i rozpoczynać prace nad treścią ewentualnego porozumienia. Nie oznacza to szybkiego osiągnięcia zgody, ale przynajmniej ruszyliśmy z miejsca” – powiedział dziś irańskiej telewizji państwowej po rozmowach z Amerykanami irański minister spraw zagranicznych Abbas Arakczi.

Delegacje USA i Islamskiej Republiki Iranu spotkały się dziś po raz drugi, odkąd w styczniu irańskie władze krwawo stłumiły antyrządowe protesty, a Donald Trump zadeklarował gotowość do pomocy protestującym.

Komunikat Arakczkiego jest bardzo ogólny. Ale umiarkowanym optymizmem napawać mogą deklaracje chęci dalszego dialogu z obu stron. Obecny na rozmowach omański minister spraw zagranicznych Badr Albusaidi powiedział, że rozmowy odbywały się w konstruktywnej atmosferze, a bardzo pomocna była obecność szefa Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej Rafaela Grossiego.

Jaki jest kontekst

Nie wiemy, co dokładnie ustaliły strony. Irański komunikat może jednak sugerować, że ustalono, czego dotyczyć mają rozmowy. Ustalenie tego, czego mają dotyczyć negocjacje może wydawać się banalne. Ale nie jest tak w tym wypadku. Do niedawna Irańczycy podkreslali, że nie zamierzają rozmawiać o swoim programie produkcji rakiet balistycznych. A Amerykanie sugerowali, że Irańczycy muszą się swoich rakiet pozbyć, by nie destabilizować całego regionu (i nie zagrażać Izraelowi). Iran odbijał piłkę i mówił, że kwestia rakiet jest poza dyskusją, bo jest to kwestia bezpieczeństwa narodowego, a posiadanie własnych rakiet dalekiego zasięgu pozwala im odstraszać potencjalnych agresorów.

Jesli kwestia włączenia lub wyłączenia tego tematu w negocjacje została rozstrzygnięta, byłby to faktyczny sukces negocjatorów.

Dalej nie wiemy jednak, jakie tematy faktycznie zostaną włączone w negocjacje. Główne kwestie sporne to program atomowy czy międzynarodowe sankcje.

A pozytywna atmosfera i zgoda na dalsze rozmowy nie oznacza, że porozumienie jest blisko. W zeszłym roku obie strony spotkały sie pięciokrotnie. Na niektórych etapach również wysyłano pozytywne sygnały, a skończyło się atakiem Izraela na Iran i amerykańskim uderzeniem w irańskie instalacje związane z programem atomowym. A poza dzisiejszym spotkaniem atmosfera między obiema stronami jest wciąż bardzo napięta.

„Nikt nigdy nie był w stanie osiągnąć skutecznego porozumienia z Iranem, ale zamierzamy spróbować” – mówił w niedzielę 15 lutego amertkański sekretarz stanu Marco Rubio. Zignorował w ten sposób fakt, że administracja Baracka Obamy w 2015 roku doprowadziła do porozumienia z Iranem, które skutecznie ograniczyło irańskie wzbogacanie uranu. Z porozumienia wystąpił w 2018 roku Donald Trump, argumentując, że było jednostronne i dawało korzyści tylko Iranowi.

W poniedziałek 16 lutego Trump mówił, że Irańczycy chcą porozumienia. „Nie sądzę, by chcieli ponieść konsekwencje braku porozumienia” – mówił. Czy Trump będzie w stanie wytrzymać żmudne negocjacje metodą małych kroczków? Na dziś rozmów z Iranem nie da się prowadzić inaczej. Dalej więc w sprawie przyszłości można kolejny raz powtórzyć refren: wszystko się może zdarzyć.

Przeczytaj także:

15:37 17-02-2026

Prawa autorskie: 23.07.2024 Warszawa , aleje Ujazdowskie 1/3 , KPRM . Ministra rodziny , pracy i polityki spolecznej Agnieszka Dziemianowicz – Bak podczas konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Ministrow . Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.pl23.07.2024 Warszawa ...

Będzie skuteczna walka ze śmieciówkami? Reforma PIP idzie do Sejmu

Po sporach w koalicji i odrzuceniu przez premiera Donalda Tuska pierwszej wersji projektu rząd ostatecznie przyjął reformę Państwowej Inspekcji Pracy. Dokument, który trafi do Sejmu, wciąż dopuszcza przekształcanie zleceń w etaty, choć w ograniczonym zakresie.

Co się wydarzyło

„Rada Ministrów przyjęła dziś przygotowany przez resort pracy projekt o Państwowej Inspekcji Pracy umożliwiający skuteczną walkę z umowami śmieciowymi, wzmacniający PIP i sądy pracy oraz projekt nowelizacji Kodeksu pracy zwiększający ochronę przed mobbingiem!” – napisała w mediach społecznościowych szefowa resortu rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Nadanie PIP uprawnień do przekształcania umów to jeden z tzw. kamieni milowych, od którego realizacji zależy wypłata środków z Krajowego Planu Odbudowy. Polska ma czas na wdrożenie unijnej dyrektywy do 30 czerwca.

Pierwsza wersja projektu reformy PIP przygotowana przez ministerstwo nie została zaakceptowana przez premiera Donalda Tuska. Jak tłumaczył w połowie stycznia szef rządu, przesadna władza dla urzędników wprowadzana reformą, byłaby destrukcyjna dla firm i oznaczałaby utratę pracy przez wielu ludzi.

O tym, co zakłada nowy projekt reformy PIP pisała w OKO.press Ewelina Wołosik. W projekcie zapisano, że:

  • Inspektor pracy nadal będzie mógł zmienić umowę zlecenie lub B2B na umowę o pracę.
  • Ale będzie to możliwe wtedy, gdy w praktyce występuje stosunek pracy, czyli gdy pracownik wykonuje polecenia, pracuje pod nadzorem i w miejscu wskazanym przez pracodawcę.
  • Teraz jest tak, że trzeba czekać na wyrok sądu pracy.

To właśnie ten zapis wcześniej wywołał największe kontrowersje i był powodem odrzucenia pierwszej wersji projektu.

W nowej wersji będzie tak:

  • Najpierw inspektor da pracodawcy szansę zmiany umowy.

A pracodawca będzie mógł:

  • zmienić umowę (B2B lub umowę zlecenie) na umowę o pracę
  • albo zmodyfikować warunki współpracy tak, by nie przypominały etatu.

Jeśli pracodawca nie zareaguje, inspektor będzie mógł wydać decyzję o przekształceniu umowy.

Decyzja jednak nie będzie działać wstecz, jak zakładano wcześniej. Czyli, jeśli ktoś pracuje na zleceniu przez 3 lata, a kontrola zaczęła się po tym czasie, to inspektor nie może administracyjnie uznać, że przez ostatnie trzy lata to był etat.

Inspektor będzie mógł jednak skierować sprawę do sądu pracy, aby ustalić, czy pracodawca powinien zapłacić zaległe składki. I co ważne, od momentu rozpoczęcia kontroli pracownik będzie objęty ochroną przed zwolnieniem.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst

Pod koniec roku dziennikarze TVN 24 ujawnili, że na posiedzeniu rady ministrów premier miał się zdenerwować zapisami do ustawy, które wcześniej nie były z nim dyskutowane.

“Nasz rozmówca z kancelarii premiera opowiadał, że ci, którzy uczestniczyli w posiedzeniu Rady Ministrów pierwszy albo drugi raz zrobili wielkie oczy, bo mieli poczucie, że to jest największa awantura i największa złość, jaką widzą u premiera, będąc z nim w jednym pomieszczeniu” – relacjonował TVN24.

Chodziło o zwiększenie uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy, aby mogła ona skuteczniej walczyć z tzw. fikcyjnym samozatrudnieniem. Adresatkami wściekłości były dwie ministry: Agnieszka Dziemianowicz-Bąk (Nowa Lewica) i Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz (Polska 2050).

We wtorek 6 stycznia 2026 roku Donald Tusk oświadczył, że prace nad reformą PIP nie będą kontynuowane. Trzy grosze dodał Władysław Kosiniak-Kamysz. „Dobrze, że historia tego projektu jest już zakończona” – napisał szef PSL.

Jak pisał na naszych łamach Bartosz Kocejko, Polska ma ogromny problem z pozakodeksowym zatrudnieniem. Według GUS prawie 1,5 mln osób jest zatrudnionych wyłącznie na podstawie umów zlecenia i pokrewnych. Tracą na tym pracownicy pozbawieni stabilności zatrudnienia i możliwości korzystania ze swoich praw, ale traci też państwo: np. składki emerytalne nie są odprowadzane w pełnej wysokości, co skutkuje wypracowaniem emerytur poniżej wysokości emerytury minimalnej – państwo musi się potem mierzyć z tym problemem.

Jednocześnie państwo poniekąd samo zachęca do zatrudniania na zleceniach. Osoby do 26. roku życia pracujące na takiej umowie są zwolnione ze składek (przez co pierwsza praca to najczęściej praca “na śmieciu”), po drugie: zlecenia są oskładkowane wyłącznie do podstawy równej płacy minimalnej (To i tak postęp, bo kiedyś nie były oskładkowane w ogóle. Zmiana nastąpiła za rządów ministra pracy i polityki społecznej Władysława Kosiniaka-Kamysza w 2014 roku.

Czytaj więcej tekstów OKO.press

Przeczytaj także: