Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Ofiarami Ryszarda G. były 15-letnie dziewczynki. Sąd skazał byłego proboszcza na karę 2,5 roku więzienia. Prokuratura domaga się surowszego wyroku
We wtorek 24 marca Sąd Okręgowy w Sosnowcu skazał byłego proboszcza parafii z diecezji sosnowieckiej za napastowanie seksualne 15-letnich dziewczynek. Ryszard G. spędzi 2,5 roku za kratami. Sąd uznał go winnego trzech przestępstw z użyciem przemocy. Pierwsze zakwalifikowano jako czyn o charakterze seksualnym, drugie – usiłowanie zmuszenia pokrzywdzonej do określonego zachowania, trzecie – działania na szkodę małoletniej.
Do molestowania doszło podczas wycieczki do Włoch, na której ksiądz był opiekunem. Z sentencji wyroku wynika, że jedną z dziewcząt ksiądz siłą złapał, po czym próbował dotykać jej piersi i krocza. 15-latka wyrwała się i uciekła. Podobnie zrobiła jej koleżanka. Trzeciej z ofiar molestowania nie udało się uciec. Ksiądz całował ją po czole i dotykał pośladków.
Uzasadnienie wyroku, ze względu na dobro małoletnich, zostało utajnione.
Prokuratura domaga się wyższej kary i już zapowiada apelację.
„Nie mogę mówić o szczegółach, ale z pewnością w przypadku jednego z opisywanych czynów, będziemy głęboko analizować pisemne uzasadnienie wyroku. Nasze ustalenia znacznie różniły się od tego, co przedstawił sąd. Wnioskowaliśmy o znacznie surowszy wymiar kary, również pod względem finansowym” – przekazał dziennikarzom prokurator Bartosz Kilian po ogłoszeniu wyroku.
Dla jednej z pokrzywdzonych sąd zasądził zadośćuczynienie w wysokości 10 tys. złotych, dla reszty ofiar – po 1 tys. zł.
Ksiądz Ryszard G. to już czwarta osoba z diecezji sosnowieckiej, która usłyszała zarzuty. W lokalnej prokuraturze od 2023 roku prowadzone jest duże śledztwo, które obejmuje przestępstwa wobec nieletnich i oszustwa.
W tym samym czasie na polecenie biskupa Artura Ważnego powołano też komisję „Wyjaśnienie i Naprawa”, której celem jest zbadanie spraw wrażliwych.
Jak wyliczało radio TOK FM, tylko w ostatnich trzech latach na terenie diecezji sosnowieckiej doszło do:
Komisja w pierwszej kolejności rozprawia się z problemem molestowania osób poniżej 18 roku życia od 1992 roku, czyli od powstania diecezji sosnowieckiej. W tym czasie pracowało w nim 590 księży. Czyny pedofilskie dotyczą 23 z nich. A liczba ofiar przekracza 50 osób.
Przeczytaj także:
Kraje Azji Południowej oraz Australii i Oceanii w coraz większym stopniu doświadczają skutków kryzysu paliwowego wywołanego wojną USA i Izraela z Iranem. Uruchamiane są pierwsze środki nadzwyczajne
Na skutek kryzysu paliwowego wywołanego przez amerykańsko-izraelskie ataki na Iran coraz więcej krajów Azji Południowej oraz Australii i Oceanii sięga po nadzwyczajne środki, by ograniczyć niedobory paliw lub równoważyć skutki wzrostu ich cen.
W Australii rośnie liczba stacji benzynowych, na których brakuje paliw. Premier Chris Minns poinformował, że w 3 najludniejszych stanach kraju braki wystąpiły na łącznie 184 stacjach – a sytuacja ulega dalszemu pogorszeniu. W związku z tym australijski rząd powołał specjalny sztab kryzysowy ds paliw. Jego pierwsze posiedzenie przewidziano na dzisiaj (wtorek 24 marca).
"Sytuacja jest krytyczna dla naszych sojuszników w dziedzinie dostaw energii na całym świecie. Wszyscy odczuwamy skutki uboczne w zakresie cen gazu i ropy, naszych przedsiębiorstw i naszych społeczeństw, ale niezwykle ważne jest, abyśmy wynegocjowali rozwiązanie, które położy kres wrogości, którą obserwujemy na Bliskim Wschodzie” – tak mówiła o skutkach kryzysu paliwowego wywołanego wojną w Iranie przebywająca w Australii szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Szefowa KE przyjechała do Canberry, by podpisać umowę handlową UE-Australia.
Wietnam z powodu braku wystarczających zapasów paliw zapowiedział zawieszenie od 1 kwietnia części lotów krajowych państwowego przewoźnika lotniczego. „Ograniczone dostawy paliwa lotniczego (Jet A-1) z powodu konfliktu na Bliskim Wschodzie naraziły krajowe linie lotnicze na ryzyko niedoborów paliwa” – poinformował wietnamski urząd lotnictwa cywilnego. Wietnam niedawno zwrócił się o dodatkowe wsparcie paliwowe do kilku krajów, w tym Kataru, Kuwejtu, Algierii i Japonii, a w poniedziałek podpisał z Rosją umowę o produkcji ropy naftowej i gazu w obu krajach.
Rząd Nowej Zelandii uruchamia natomiast program bezpośrednich dopłat paliwowych do dochodów rodzin z dziećmi. Dopłaty mają być uzależnione od wysokości dochodów – objętych nimi zostanie ok 160 tysięcy rodzin (Nowa Zelandia ma łącznie 5,4 mln mieszkańców). Dopłaty mają wynosić do 50 dolarów nowozelandzkich (równowartość ok 107 zł) tygodniowo. Na skutek kryzysu paliwowego ceny benzyny bezołowiowej wzrosły już w Nowej Zelandii o ok. 50 centów za litr i wynoszą powyżej 3 dolarów.
Irańska blokada cieśniny Ormuz będąca skutkiem amerykańsko-izraelskich ataków na Iran powoduje zatrzymanie transportu około 20 proc. całej światowej produkcji ropy. Właśnie tyle wydobywają jej państwa leżące nad Zatoką Perską i w całości lub w znacznym stopniu uzależnione od transportu morskiego – Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Katar, Oman i Bahrajn oraz (w części) Arabia Saudyjska. Ropa z Zatoki Perskiej trafiała przed wybuchem wojny przede wszystkim do państw Azji Południowej oraz Australii i Oceanii. To właśnie kraje tych regionów świata są dziś najbardziej narażone na bezpośrednie skutki zatrzymania eksportu ropy i gazu z Zatoki Perskiej.
50 proc. badanych uważa, że inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy powinni mieć prawo do zmiany umów zleceń, o dzieło i kontraktów B2B w umowy o pracę. Przeciwnego zdania jest 27 proc. Poparcie dla większych uprawnień inspektorów PIP przekracza podziały polityczne. Czy Prezydent podpisze ustawę?
12 marca Senat przyjął nowelizację ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy.
Centralnym punktem reformy jest zwiększenie uprawnień inspektorów pracy. Dostaną oni możliwość przekształcania — w drodze decyzji administracyjnej — pozornych umów cywilnoprawnych i kontraktów B2B w umowy o pracę. Chodzi o sytuacje, w których występuje stosunek pracy, istnieją więc kodeksowe przesłanki do zawarcia umowy o pracę. Pracodawca będzie miał prawo odwołania się od decyzji okręgowego inspektora w terminie 30 dni do sądu pracy.
Reforma zwiększa też m.in. kary za wykroczenia przeciwko prawom pracowniczym i daje PIP możliwość przeprowadzania zdalnych kontroli.
Centrum Badania Opinii Społecznej zbadało, co na temat rozwiązań zawartych w reformie PIP sądzą obywatele.
Połowa badanych (50%) uważa, że inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy powinni mieć prawo do zmiany umów zleceń, o dzieło i kontraktów B2B w umowy o pracę, a przeciwnego zdania jest nieco więcej niż co czwarty badany (27%). Znaczna część ankietowanych więcej niż co piąty nie ma sprecyzowanego zdania na ten temat (23%).
Większe uprawnienia inspektorów PIP popiera 54%.respondentów o poglądach lewicowych, 52% o poglądach centrowych i 49% o poglądach prawicowych (przeciwnicy to odpowiednio 26%, 27% i 32%)
CBOS zbadał też, jak powszechne jest doświadczenie pracy na pozornych umowach cywilnoprawnych. Z deklaracji Polek i Polaków wynika, że 13% z nich pracowało lub pracuje jak na etacie, ale zamiast umowy o pracę zawarło umowę zlecenie, o dzieło lub kontrakt B2B.
W tej grupie wyróżniają się osoby młode. “W grupie badanych od 18 do 24 lat 29% respondentów pracuje lub pracowało na pozornej umowie cywilnoprawnej lub kontrakcie B2B, mimo wykonywania pracy jak na etacie. Rzadziej takie sytuacje dotyczą osób najstarszych (6% w grupie wiekowej 65+)” – pisze CBOS.
Ponad jedna czwarta (26%) ankietowanych zadeklarowała, że ktoś z ich otoczenia wykonuje bądź wykonywał pracę jak na etacie, ale zamiast umowy o pracę zawarto z nim umowę cywilnoprawną.
Zdecydowana większość respondentów (68%), która zetknęła się osobiście bądź w swoim otoczeniu z pozornymi umowami cywilnoprawnymi, uważa, że taka forma zatrudnienia zazwyczaj narzucana jest przez pracodawców (22% ocenia, że pracownicy sami wybierają taką umowę).
Zgodnie z art. 22 kodeksu pracy osoby, które pracują pod kierownictwem pracodawcy i w miejscu, i czasie przez niego wyznaczonym powinny być zatrudniane na podstawie umowy o pracę. Często tak się jednak nie dzieje: umowy o prace zastępowane są umowami zlecenia, umowami o dzieło lub fikcyjnym samozatrudnieniem.
Problem jest coraz większy. Jak podał niedawno GUS, we wrześniu 2025 r. pracę wyłącznie na podstawie umów zlecenia i pokrewnych wykonywało w Polsce 1502,1 tys. osób. To o 5,4% więcej niż we wrześniu 2024 r. W porównaniu do czerwca 2025 r. ta liczba zwiększyła się o 3,5%.
Nie każda taka umowa jest “śmieciówką”, czasem nie są spełnione przesłanki stosunku pracy. Ale wzrost liczby wykonujących pracę wyłącznie na podstawie umów zlecenia i pokrewnych wskazuje, że uśmieciowienie polskiego rynku pracy postępuje.
Wyjątkowo wysoki jest też w Polsce – na tle innych państw UE – odsetek samozatrudnionych. Wśród ogółu pracujących jest ich prawie 13 proc. (nie uwzględniając rolników).
Na erozji kodeksowego zatrudnienia tracą pracownicy pozbawieni stabilności zatrudnienia i możliwości korzystania ze swoich praw – szczególnie dotyczy to osób pracujących na umowach zlecenia. Natomiast w przypadku pozornego B2B często mamy do czynienia z wyborem pracownika motywowanym perspektywą płacenia niższych składek i podatków – dotyczy to zwłaszcza osób o wysokich dochodach.
Ale traci na tym państwo i ostatecznie całe społeczeństwo.
“Samozatrudnieni odprowadzają składki dalece zaniżone względem ich rzeczywistej sytuacji ekonomicznej, a emerytury i inne świadczenia będą wymagały proporcjonalnie wyższych dopłat ze strony państwa, co należy postrzegać jako redystrybucję od ogółu społeczeństwa na rzecz zamożniejszych” – pisali dr Janina Petelczyc i dr Tomasz Lasocki w głośnym raporcie na temat konsekwencji przywilejów składkowych dla samozatrudnionych.
“Powszechność fałszywego samozatrudnienia nie jest (...) jedynie problemem sprawiedliwości społecznej ani politycznym sporem o preferowany model gospodarki rynkowej. To bariera rozwojowa, która pogłębia nierówności społeczne, uderza w stabilność klasy średniej, sprzyja postępującej katastrofie demograficznej i zasila polityczny radykalizm, podkopując demokrację” – pisał w OKO.press dr Wocjiech Zomerski.
“Zamiast bronić uczciwych przedsiębiorców, którzy w sytuacji stosunku pracy zatrudniają na umowę o pracę, dyskutujemy o tym, jak nie skrzywdzić tych, którzy próbują ten obowiązek na wszystkie sposoby ominąć” – mówił w rozmowie z OKO.press przewodniczący OPZZ, Piotr Ostrowski
Reforma PIP, która jest jednym z kamieni milowych polskiego KPO, wywołała głośny spór w rządzie. Na początku stycznia 2026 roku Donald Tusk oświadczył, że prace nad reformą PIP nie będą kontynuowane (premier miał się “wściec” na dwie ministry Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk i Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz; ten spektakl gniewu był szeroko komentowany w mediach – chodziło o rzekomo zbyt duże uprawnienia PIP i opór środowisk biznesowych).
Zmieniona wersja ustawy została jednak w marcu przyjęta przez parlament. Teraz czeka na podpis prezydenta.
Przeczytaj także:
Rosja przeprowadziła w nocy z 23 na 24 marca zmasowany atak rakietowy i dronowy na wiele ukraińskich miast. Zginęły co najmniej trzy osoby, a 16 zostało rannych
Eksplozje słychać było najpierw w Odessie, Zaporożu i Połtawie, potem w Kijowie i Chersoniu, oraz obwodzie iwanofrankowskim na zachodzie Ukrainy. Alerty przed nalotami wydano w nocy w niemal wszystkich regionach Ukrainy, a rosyjskie drony wzięły na celownik różne rejony kraju.
Ukraińskie siły radiotechniczne wykryły 426 środków ataku powietrznego, w tym 34 rakiety różnych typów. SZU udało się zestrzelić 390 celów, w tym 25 rakiet. 6 rakiet – w większości balistycznych – i 27 dronów trafiło celów. Odnotowano również upadki zestrzelonych odłamków dronów w 10 lokalizacjach. Informacje o pozostałych trzech pociskach są weryfikowane.
Polskie Siły Powietrzne podały, że poderwały polskie i sojusznicze myśliwce, aby chronić polską przestrzeń powietrzną. Poprzedni tak wielki atak Rosja przeprowadziła 14 marca.
W obwodzie połtawskim uszkodzono budynki mieszkalne i hotel, wybuchły tam pożary. Zginęły również dwie osoby, a 11 osób odniosło obrażenia.
W Zaporożu rosyjskie drony i rakiety uszkodziły obiekt handlowy, budynki wielorodzinne i prywatne, a także budynki niemieszkalne. W mieście zginęła jedna osoba, a dziewięć zostało rannych.
Rankiem 24 marca rosyjski dron uderzył w stojący na stacji pociąg elektryczny w obwodzie charkowskim. Zginął 61-letni pasażer. Oprócz tego rosyjscy żołnierze ostrzelali z systemów rakietowych wieloprowadnicowych centralną dzielnicę Chersonia. Zginął mężczyzna, zniszczono co najmniej dwa prywatne domy. Dwie osoby odniosły obrażenia.
W Dniprze dron trafił w 14-piętrowy blok. Uszkodzeniu uległy ściany, balkony, okna. Na dwóch najwyższych piętrach budynku wybuchły pożary. Siedem osób jest rannych, dwoje z nich jest w stanie ciężkim.
Rosja zaczęła atak wczoraj (23 marca) wieczorem. Jeden z dronów uderzył w przystanek autobusowy w Odessie. Dwie osoby zostały ranne: 18-letnia dziewczyna i 51-letni mężczyzna. Lekarze oceniają ich stan jako średnio ciężki. W wyniku ataku w obwodzie odeskim uszkodzeniu uległy również obiekty infrastruktury transportowej i energetycznej.
W obwodzie sumskim dron uderzył w samochód osobowy, w którym znajdowali się 13-letni chłopiec i jego ojciec. Rosjanie ostrzelali magazyn zboża. Podczas gaszenia pożaru przeprowadzili kolejny atak, ratownicy zdążyli się wycofać w bezpieczne miejsce.
Ukrenergo, ukraiński operator systemu przesyłowego energii elektrycznej, informowało, że przez trudną sytuację w systemie energetycznym Ukrainy wprowadza awaryjne przerwy w dostawie prądu w niektórych regionach.
Wieczorem 23 marca, w trakcie rosyjskich ataków na Ukrainę, doszło do awarii transgranicznej linii energetycznej Isaccea-Vulcanesti, łączącej sieci energetyczne Mołdawii i Rumunii.
„Rosyjskie ataki na cywilną infrastrukturę energetyczną na Ukrainie stanowią zbrodnię wojenną – i są atakiem na nas wszystkich. Nocne naloty spowodowały przerwanie kluczowego połączenia energetycznego Mołdawii z Europą. Wyznaczono już trasy alternatywne, ale sytuacja pozostaje niestabilna. Odpowiedzialność za to ponosi wyłącznie Rosja” – napisała dziś rano na X prezydentka Mołdawii Maia Sandu.
Wieczorem prezydent Ukrainy ostrzegał, że wojska rosyjskie mogą przygotowywać nowy zmasowany atak na Ukrainę, i wezwał obywateli do „zwracania uwagi na sygnały alarmowe”.
Wołodymyr Zełenski przypomniał, że ukraińskie służby wywiadowcze dowiedziały się o planach Rosji dotyczących uruchomienia nowych naziemnych stacji sterowania dronami dalekiego zasięgu na tymczasowo okupowanym terytorium Ukrainy, a także czterech stacji na terytorium Białorusi.
„Będziemy zdecydowanie reagować na fakt, że Białoruś nadal wspiera Rosję w działaniach terrorystycznych przeciwko Ukrainie. Już wcześniej zdarzało się, że na terytorium Białorusi instalowano specjalny sprzęt do wspierania ataków Shahidów na Kijów i nasze północne regiony wzdłuż granicy. Niestety, spowodowało to wówczas nasilenie rosyjskich ataków, ale podjęliśmy działania i zlikwidowaliśmy odpowiednie anteny” – powiedział Zełenski.
Rosja nadal próbuje terroryzować Ukrainę. Jej stratedzy zakładali, że zniszczenie ukraińskiej infrastruktury, zwłaszcza energetycznej, doprowadzi do zawalenia się ukraińskiego państwa i skłoni ukraińskie społeczeństwo do zaakceptowania kapitulacji. Tak się nie dzieje. Ukraina przetrwała wyjątkowo mroźną zimę. Natomiast od zeszłego roku narastają ataki Ukrainy na Rosję. Ukraińcy sięgają teraz aż pod Ural. Mierzą w infrastrukturę wojskową i zasilającą wojnę. Wczoraj trafili naftowy port w Primorsku. Spłonęły magazyny ropy, a sam port wstrzymał eksport.
„Rosja odnotowuje bezprecedensową liczbę ukraińskich ataków dronów w całym kraju, w tym w Moskwie i obwodzie moskiewskim” – poskarżył się w ONZ 23 marca stały przedstawiciel Rosji przy ONZ, Wasilij Niebenzja.
Tymczasem w związku z wojną na Bliskim Wschodzie zawieszone zostały negocjacje w sprawie Ukrainy. Prowadzone były w formacie trójstronnym: Ukraina-USA-Rosja. Rosja powtarza, że chce negocjować. Ale przez pojęcie „negocjacje” rozumie kapitulację Ukrainy. Winą za brak sukcesu w tych „negocjacjach” obarcza Unię Europejską i Wielką Brytanię.
Tymczasem Ukraińcy odbyli w weekend kolejną rundę spotkań z Amerykanami. „Delegacje ukraińskie i amerykańskie omawiały gwarancje bezpieczeństwa i kwestie humanitarne” – powiedział sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Rustem Umerow.
Przeczytaj także:
PKB Rosji w styczniu w stosunku do stycznia 2025 spadł o 2,1%. Dodatkowe dochody ze sprzedaży ropy w czasie wojny USA i Izraela z Iranem należy wykorzystać przede wszystkim do spłaty zadłużenia rosyjskich firm naftowych – powiedział Putin na specjalnym spotkaniu dotyczącym sytuacji gospodarczej Rosji.
„Na początku tego roku w Rosji zaobserwowano nieznaczny spadek kluczowych wskaźników makroekonomicznych, ale nie jest to niczym zaskakującym” – ogłosił Putin 23 marca. – W styczniu PKB Rosji „ było o 2,1% niższe niż rok wcześniej”.
Putin kładł nacisk na to, że wskaźniki go nie zaskakują, a tylko potwierdzają wcześniejsze założenia. W zeszłym roku Putin ogłosił, że gospodarka Rosji spowolni, ale wzrost wyniesie 1,3 proc. Jeszcze rok temu rosyjski PKB urósł o 4,3 proc. Teraz tłumaczy styczniowy spadek tym, że w tym roku było więcej dni wolnych.
Przekonując, że wszystko jest pod kontrolą, Putin wydał jednak ministrom polecenie, by wrócili rosyjską gospodarkę „na ścieżkę zrównoważonego wzrostu”. Nie byłoby to potrzebne, gdyby wszystko rzeczywiście przebiegało „zgodnie z planem”.
Sytuację gospodarczą Rosji Putin opisał w sposób wyjątkowo zagmatwany dla zwykłego odbiorcy: „Oczywiście, dla skutecznej polityki makroekonomicznej ważne jest uwzględnianie wszystkich istotnych czynników i proaktywne reagowanie na zagrożenia zewnętrzne. Takie zagrożenia są obecnie szczególnie widoczne na rynkach globalnych i w systemie międzynarodowych stosunków gospodarczych. Mam na myśli ogólne napięcia na świecie i związane z nimi wahania na rynkach energii, a to samo dzieje się z wieloma innymi towarami. Wszyscy jesteśmy tego świadomi. Łańcuch energetyczny obejmuje wiele towarów i grup towarowych”.
Putin podkreślił, że „stopa bezrobocia w Rosji na początku roku utrzymywała się na niskim poziomie 2,2% [co nie dziwi, skoro wojna pochłania żołnierzy a przemysł zbrojeniowy pracowników – red.] , a inflacja w ujęciu rok do roku wyniosła mniej niż 6%. „To zdecydowanie plus” – powiedział.
Teraz rosyjskie spółki naftowe i gazowe powinny przeznaczyć rosnące przychody na spłatę zadłużenia wobec krajowych banków: „To byłaby dojrzała decyzja” – zachęcił Putin. – „Jeśli chodzi o budżet federalny, konieczne jest również podejmowanie zrównoważonych decyzji dotyczących krótkoterminowych dochodów – aby, powtarzam, zagwarantować długoterminową równowagę głównego dokumentu finansowego kraju”.
O stanie gospodarki Putin poinformował osobiście, kładąc nacisk na to, że nic złego się nie dzieje. Mimo że władca osobiście wystąpił z tym komunikatem, nie była to pierwsza wiadomość telewizyjnych dzienników. Moskwa jak może, stara się minimalizować kłopoty gospodarcze.
Tymczasem od początku roku wzrosły w Rosji podatki i opłaty. Małe firmy straciły ulgi podatkowe. To, że ceny nie rosną gwałtownie, wynika prawdopodobnie z tego, że Rosjanie zaczęli gwałtownie oszczędzać. Kreml nie ukrywa już, że wszystko to związane jest z wojną w Ukrainie, na które Putin wydaje ogromne pieniądze.
„Do 2024 roku Kreml miał dość rezerw, aby utrzymywać gospodarkę w dobrym stanie. Teraz jednak, gdy te rezerwy się wyczerpały, gospodarka zaczęła trzeszczeć, stąd strach przed widmem recesji” – pisał w OKO.press Tomasz Makarewicz
Przeczytaj także:
Przed gwałtownym, spowodowanym wojną na Bliskim Wschodzie wzrostem cen ropy naftowej i innych nośników energii, Rosja zmagała się ze spadkiem dochodów budżetowych. Ceny na jej ropę utrzymywały się poniżej minimum założonego w budżecie. Teraz jest inaczej, Putin jednak już kilka razy sugerował, że taka sytuacja może nie potrwać długo. 23 marca już drugi raz wezwał do tego, by dodatkowe przychody firmy naftowe zużyły na spłatę zadłużenia.
Rosyjski rząd miał już przygotować pakiet środków oszczędnościowych, w tym cięć o 10 proc. „wydatków nieistotnych”. Teraz jednak Rosja otrzymuje dodatkowe dochody.
Wydając zalecenia rządowi Putin podkreślił „potrzebę zmiany struktury zatrudnienia i przyciągnięcia kadr do branż high-tech”: „Musimy przyciągnąć pracowników do branż zaawansowanych technologii, gdzie generowana jest znacząca wartość dodana” – powiedział.
Ta wypowiedź ma być może łagodzić obawy biznesu związane z trwającymi od 5 marca włączeniami mobilnego internetu w Rosji. Nawet oficjalne źródła w Rosji przyznają, że wyłączenia te – tłumaczone względami bezpieczeństwa – uderzają w biznes, w tym nowoczesne usługi i rozwój nowych technologii.
Wyłączenia, początkowo dotykające tylko prowincję, objęły teraz także Moskwę i Petersburg. Pojawiły się plotki mówią o blokowaniu domowych sieci wi-fi. 21 marca Rostelekom musiał te pogłoski dementować po tym, jak jeden z kanałów rosyjskiego Telegramu podał, że system „białych list” obejmie cały, a nie tylko mobilny internet w Rosji.
Władze nie dementują zamiaru wprowadzenia systemu „białych list”, który polega blokowaniu wszystkiego z wyjątkiem wyjątków z „białej listy”. Według agencji RIA Novosti „biała lista” rosyjskiego Ministerstwa Rozwoju Cyfrowego, Komunikacji i Mediów obejmuje obecnie „ponad 120 usług”.
To ma być – przynajmniej teoretycznie – dostępne mimo blokad internetu mobilnego. Na liście wyjątków są strony rządowe, media społecznościowe (ale nie Facebook, X czy Instagram – tylko rosyjski, kontrolowany przez służby komunikator Max), wybrane sklepy internetowe, wybrane banki, media rosyjskie, serwisy streamingowe, strony operatorów telekomunikacyjnych oraz strony internetowe oferujące podróże i rezerwacje lotnicze. Take jest założenie, ale w zeszłym tygodniu pojawiły się informacje, że pogrążającej się w kryzysie Rosji brakuje infrastruktury telekomunikacyjnej, by taka totalna zapora internetowa zadziałała.
Przeczytaj także: