0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

20 minut temu

Prawa autorskie: (Photo by CNS / AFP) / China OUT(Photo by CNS / AFP)...

Wybuch w kopalni węgla w Chinach. Zginęło 90 osób

W kopalni węgla w prowincji Shanxi w Chinach w piątek o godzinie 19:29 czasu lokalnego eksplodował gaz – podała w sobotę chińska agencja Xinhua. W momencie eksplozji pod ziemią znajdowało się 247 osób, 90 zginęło. Policja zatrzymała zarząd spółki kierującej kopalnią

Co się wydarzyło?

Do wybuchu gazu w kopalni węgla Liushenyu w prowincji Shanxi w Chinach, ok. 520 km na południowy zachód od Pekinu doszło w piątek wieczorem czasu lokalnego.

W momencie wybuchu pod ziemią przebywało 247 górników. 201 osób udało się wydostać, 123 osoby trafiły do szpitali, w tym dwie w stanie krytycznym i dwie w stanie ciężkim – informuje państwowa agencja Xinhua.

Informacje na temat zabitych nie są spójne. Serwis South China Morning Post podaje, że w wybuchu zginęło ponad 90 osób, natomiast chińska agencja państwowa Xinhua podaje znacznie niższe liczby.

Na miejscu trwa szeroko zakrojona akcja ratunkowa. Bierze w niej udział 755 osób, w tym ratownicy i personel medyczny. Na miejsce eksplozji udał się wicepremier Chin Zhang Guoqing, który będzie osobiście nadzorował akcję ratunkową.

South China Morning Post informuje, że do wybuchu doszło krótko po tym, jak władze kopalni Liushenyu same wydały ostrzeżenie, że niebezpiecznie wzrasta pod ziemią stężenie tlenku węgla. Policja zatrzymała już zarząd spółki kierującej kopalnią – poinformowała Xinhua.

Głos zagrał przywódca Chin Xi Jinping, który wezwał, by „nie szczędzić wysiłków” w akcji poszukiwawczo-ratunkowej. Zarządził również przeprowadzenie szczegółowego śledztwa badającego przyczyny wypadku i pociągnięcie winnych do odpowiedzialności.

Jaki jest kontekst?

„Władze w całym kraju muszą wyciągnąć wnioski z wypadku, zachować czujność w kwestii bezpieczeństwa w miejscu pracy oraz zintensyfikować działania mające na celu identyfikację i eliminowanie potencjalnych zagrożeń w celu zapobiegania poważnym wypadkom – powiedział Xi Jinping cytowany przez agencję Xinhua.

Prowincja Shanxi to jeden z najbiedniejszych regionów kraju. Odpowiada za ponad 25 proc. krajowego wydobycia węgla, który nadal jest najważniejszym źródłem energii w Chinach.

Nie bez przyczyny Xî Jinping wspomniał o konieczności wzmożenia działań, by zapobiegać poważnym wypadkom. W latach 2010-2025 w chińskich kopalniach doszło do ponad 3 tys. wypadków i to według oficjalnych chińskich danych.

Kraj ten już od początku XXI wieku stosuje surowsze przepisy bezpieczeństwa, co oficjalnie poskutkowało znaczącym zmniejszeniem ofiar śmiertelnych w kopalniach węgla, które najczęściej spowodowane są wybuchami gazu lub powodziami. Istnieje jednak wiele poszlak, że dane na temat śmiertelności są przez władze zaniżane.

Przeczytaj także:

10:11 23-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

Demokraci w USA upominają się o Ziobrę

Dwóch czołowych demokratów z Izby Reprezentantów USA zwróciło się do Sekretarza Stanu Marco Rubio z prośbą o wyjaśnienie, czy jego zastępca Christopher Landau pomógł przyspieszyć wydanie wizy Zbigniewowi Ziobrze – informuje agencja Reuters. Jeśli tak, „to poważne nadużycie władzy i lekceważenie wobec legalnych procedur imigracyjnych USA” – piszą kongresmeni

Co się wydarzyło?

Sprawa wjazdu Zbigniewa Ziobry do USA, którą od kilku tygodni żyje Polska, zaczyna nabierać rozgłosu również w Stanach Zjednoczonych.

Jak podaje Reuters, dwóch ważnych kongresmenów z Partii Demokratycznej – Gregory Meeks i James Raskin – napisało w piątek 22 maja list do Sekretarza Stanu Marco Rubio domagając się wyjaśnień, czy jego zastępca pomógł przyspieszyć wydanie wizy dla Zbigniewa Ziobry. Wizy, która umożliwiła byłemu ministrowi sprawiedliwości ucieczkę z Węgier do USA.

Informację, że to właśnie zastępca Rubio Christopher Landau polecił wyższym rangą urzędnikom Departamentu Stanu ułatwienie i przyspieszenie wydania wizy amerykańskiej Zbigniewowi Ziobrze, podał kilka dni wcześniej Reuters.

Według agencji Landau polecił wyższym urzędnikom Biura Spraw Konsularnych Departamentu Stanu w Waszyngtonie, aby nakazali ambasadzie USA w Budapeszcie wydanie wizy dla Ziobry. Informację tę podały Reutersowi trzy źródła, z których jedno informowało, że Ziobro w ten sposób uzyskał wizę dziennikarską.

Jeśli to prawda, „te wydarzenia i decyzje stanowią poważne nadużycie władzy i lekceważenie prawnych procedur imigracyjnych Stanów Zjednoczonych” – napisali kongresmeni w liście do Marco Rubio.

Dodali, że przyznanie wizy stanowi „bezprecedensowy poziom ingerencji w politykę wewnętrzną i systemy sądownicze dwóch długoletnich sojuszników USA”, mając na myśli Polskę i Węgry.

Podkreślili, że wydanie wizy Ziobrze grozi poważnym kryzysem dyplomatycznym z Polską i zażądali, by administracja Trumpa zastosowała się do wszelkich wniosków ekstradycyjnych, jeśli takowe wpłyną z Warszawy.

Departament Stanu dotąd nie chciał skomentować listu demokratycznych kongresmenów. „Generalnie rzecz biorąc, nie komentujemy korespondencji z Kongresem” – powiedział rzecznik Departamentu Stanu.

Gregory Meeks i James Raskin poprosili sekretarza stanu Marco Rubio, by odpowiedział na ich pytania najpóźniej do 21 czerwca.

Domagają się także udostępnienia wszelkich dokumentów i korespondencji między Christopherem Landauem, Biurem Spraw Konsularnych, ambasadami USA w Warszawie i Budapeszcie oraz wszelkich dokumentów związanych z ewentualnym zaangażowaniem w tę sprawę Toma Rose'a, ambasadora USA w Polsce.

Jaki jest kontekst?

Zbigniew Ziobro jest poszukiwany w Polsce pod zarzutem 26 przestępstw, głównie związanych ze sprzeniewierzeniem środków z Funduszu Sprawiedliwości czy zakupem oprogramowania szpiegującego, które wykorzystywał przeciwko rywalom politycznym.

Nie wydano za nim jednak Europejskiego Nakazu Aresztowania ze względu na przewlekłość sądowego postępowania w tej sprawie. Nie ma również tzw. czerwonej noty Interpolu, która umożliwiłaby zatrzymanie go na całym świecie i ekstradycję do Polski.

Interpol odmówił jej wystawienia, ponieważ Ziobro otrzymał jeszcze za rządów Victora Orbána status uchodźcy na Węgrzech. Peter Magyar zaraz po wygraniu wyborów zapowiedział, że dokona ekstradycji Ziobry w pierwszym dniu urzędowania.

Tego właśnie dnia media obiegły zdjęcia Zbigniewa Ziobry na amerykańskim lotnisku Newark.

Przeczytaj także:

09:00 23-05-2026

Prawa autorskie: Photo by Attila KISBENEDEK / AFPPhoto by Attila KISB...

Magyar: Nie dla zboża z Ukrainy, ale tak dla Trybunału Karnego

Nowy węgierski rząd zmienił decyzję Viktora Orbána i Budapeszt nie opuści Międzynarodowego Trybunału Karnego. Ale jednocześnie Węgry utrzymają dotychczasową politykę wobec produktów rolnych z Ukrainy. Peter Magyar zdecydował o przedłużeniu zakazu ich importu

Co się wydarzyło?

„Rząd wycofuje decyzję Węgier dotyczącą opuszczenia Międzynarodowego Trybunału Karnego i zakazuje importu produktów rolnych z Ukrainy”

- napisał w piątek Peter Magyar w mediach społecznościowych.

To oznacza, że nowy premier Węgier jedną z decyzji swojego poprzednika cofa, ale drugą podtrzymuje.

Decyzję o wycofaniu Węgier z Międzynarodowego Trybunału Karnego podjął Viktor Orbán po tym, jak MTK wydał nakaz aresztowania premiera Izraela Benjamina Netanjahu w listopadzie 2024 roku. Powód to odpowiedzialność Netanjahu za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości popełnione w Palestynie i Izraelu.

Orbán uznał wówczas, że Trybunał nie jest obiektywny, a jego działania są upolitycznione. Dodał, że Netanjahu może czuć się bezpiecznie na terytorium Węgier, bo nie będzie tam ścigany, a na dodatek Budapeszt nigdy nie traktował poważnie swojego udziału w MTK, bo nigdy nie podjął wszystkich kroków, by Trybunał stał się integralną częścią prawa węgierskiego.

Formalnie węgierski parlament przyjął ustawę inicjującą proces występowania kraju z MTK w maju 2025 roku. Węgry miały pozostać w Trybunale do czerwca 2026 roku.

Decyzja Magyara dotycząca zakazu importu produktów rolnych z Ukrainy jest z kolei zgodna z polityką, jaką prowadził jego poprzednik. Nie została jednak podjęta natychmiast, a na nowego premiera w ostatnich tygodniach naciskały związki rolników.

Jaki jest kontekst?

Zakaz importu zboża i nasion oleistych z Ukrainy rząd Orbána wprowadził po raz pierwszy w kwietniu 2023 roku. Zakazem objętych zostało 25 produktów rolnych wrażliwych z punktu widzenia interesów rodzimych rolników.

Uchwały dotyczące zakazu straciły jednak moc wraz z zakończeniem stanu wyjątkowego na Węgrzech – wyjaśnia portal Telex. To oznacza, że zakaz przestał obowiązywać już 14 maja.

Nie jest jasne, czy nowy rząd wahał się w tej sprawie, czy nie zdążył z przedłużeniem zakazu importu. Rząd Tiszy bowiem nie informował w międzyczasie, aby miał zamiar liberalizować zasady handlu z Ukrainą. Ale nie mówił też nic o przedłużeniu zakazu. Tymczasem związki rolnicze wzywały nowego premiera do pilnego przywrócenia zakazu importu, a eksporterzy nie wykorzystywali sytuacji, ale czekali na jasny sygnał albo otwarcia rynku, albo przedłużenia zakazu.

Ostatecznie już w czwartek 21 maja minister Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej Szabolcs Bona powiedział, że nie pozwoli, aby ukraińskie ani żadne inne importowane towary zagrażały źródłom utrzymania węgierskich rolników. A w piątek 22 maja decyzję o dalszym zakazie importu towarów rolnych z Ukrainy ogłosił Peter Magyar. Została ona opublikowana w piątek po południu w „Gazecie Węgierskiej”.

Zgodnie z nowymi przepisami zakaz importu z Ukrainy obejmuje w szczególności: wołowinę, wieprzowinę, mięso baranie i kozie, mięso drobiowe, jaja, miód, warzywa, pszenicę, żyto, jęczmień, kukurydzę, grykę, mąkę, nasiona słonecznika, olej jadalny i wino.

Jednocześnie zakaz nie obejmuje produktów, które przewożone są jedynie przez Węgry tranzytem.

Przeczytaj także:

18:37 22-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Julia Demaree Nikhinson / POOL / AFPFot. Julia Demaree N...

Chaos w NATO po zapowiedziach Trumpa. Sikorski: „Zmyliliśmy nawet Putina”

Trump zapowiada wysłanie do Polski 5 tys. żołnierzy, ale NATO nadal nie wie, czy chodzi o realne wzmocnienie flanki, czy tylko przywrócenie wcześniej wstrzymanej rotacji. Sikorski ironizuje, że zamieszanie jest takie, że udało się zdezorientować nawet Putina.

Co się wydarzyło?

Dwudniowe spotkanie ministrów spraw zagranicznych NATO w szwedzkim Helsingborgu (21–22 maja) nie przyniosło wyjaśnień w sprawie planowanych redukcji amerykańskich wojsk w Europie i finalnej wielkości kontyngentu w Polsce. Według relacji dziennika „The Guardian”, sekretarz stanu USA Marco Rubio odmawiał odpowiedzi na konkretne pytania sojuszników twierdząc, że to „techniczne decyzje wojskowe”, a nie polityczne. Tymczasem spotkanie ministrów spraw zagranicznych NATO ma jego zdaniem charakter polityczny.

Jak po spotkaniu ironizował minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który ze Szwecji przyleciał prosto do Pragi na konferencję „Globsec”, wyjaśniło się, że po ogłoszonych w ciągu ostatnich kilku dni cięciach i zwiększeniu amerykańskiego kontyngentu w Polsce, poziom obecności amerykańskich żołnierzy będzie „mniej więcej taki sam, może nieco większy”.

„Jeśli chodzi o rozmieszczenie wojsk w Polsce, oczywiście cieszymy się, że prezydent Trump wyjaśnił, iż poziom obecności amerykańskiej w Polsce będzie mniej więcej taki sam jak do niedawna, a może nieco większy. Szczególnie satysfakcjonujące jest to, że udało nam się zmylić nawet Putina. Nie ma on pojęcia, co zamierzamy zrobić” – mówił Sikorski.

Minister żartował, że właśnie tak powinno się uprawiać „strategiczną decepcję”.

Wypowiedź Sikorskiego podtrzymuje więc wątpliwość, czy czwartkowe ogłoszenie Trumpa, że wyśle do Polski dodatkowych 5 tysięcy żołnierzy, może de facto oznaczać jedynie zaplanowaną rotację pancernej brygadowej grupy bojowej, którą wcześniej Waszyngton miał wstrzymać. Jeśli ten scenariusz okaże się prawdziwy, liczebność amerykańskich żołnierzy w Polsce wzrośnie być może o około tysiąc żołnierzy.

Co powiedzieli Amerykanie?

Jak wynika z relacji spotkania w Szwecji brytyjskiego dziennika „The Guardian”, sekretarz stanu Marco Rubio potwierdził, że administracja Trumpa przygotowuje dalsze zmiany w obecności wojskowej USA w Europie. Powtarzał, że „nie powinno to być dla nikogo zaskoczeniem”, bo proces trwa od początku kadencji Trumpa. Tłumaczył, że to skutek tego, że USA mają zobowiązania także wobec Indo-Pacyfiku, Bliskiego Wschodu i innych regionów świata.

„Myślę, że wszyscy w NATO dobrze rozumieją, że obecność wojskowa Stanów Zjednoczonych w Europie będzie dostosowywana i że proces ten już trwał oraz był koordynowany z sojusznikami. [...] Ten proces trwa od dłuższego czasu i nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem” – mówił Rubio, dodając, że ostatecznie liczba amerykańskich żołnierzy w Europie będzie „mniejsza niż historycznie”

Według relacji „The Guardian” Rubio miał też potwierdzić, że zmiany obejmą amerykański wkład w model sił NATO, czyli system sił szybkiej gotowości na wypadek kryzysu lub wojny. Jak w środę donosiła agencja Reutera, Amerykanie mają planować zmniejszenie amerykańskich sił dostępnych dla NATO w ramach tzw. modelu sił NATO (z ang. NATO Force Model).

Model sił NATO to ramy organizacyjne udostępniania Sojuszowi sił krajowych. Daje on przywódcom politycznym i wojskowym NATO wiedzę o tym, jakie siły krajowe mogą być udostępnione dla Sojuszu w czasie pokoju, kryzysu i konfliktu w celu wsparcia trzech podstawowych zadań NATO: odstraszania i obrony, zapobiegania kryzysom i zarządzania nimi oraz obrony zbiorowej. Amerykanie mają planować zmniejszenie tych sił. Tu też nie wiadomo, czy chodzi tylko o te siły, które mają zostać wycofane z Europy, czy o kolejne jednostki, a Rubio nie podał szczegółów.

Według relacji polskiego szefa MSZ ten temat był poruszany podczas spotkania za zamkniętymi drzwiami, z której Sikorski nie chciał zdradzać szczegółów.

Jednocześnie w trakcie spotkania mocno miała wybrzmieć frustracja Trumpa wobec europejskich sojuszników. Rubio powiedział wprost, że podczas lipcowego szczytu NATO w Ankarze jednym z głównych tematów będzie „rozczarowanie” Trumpa reakcją NATO na amerykańskie działania wobec Iranu. Nazwał nadchodzący szczyt jednym z najważniejszych w historii Sojuszu.

„To będzie musiało zostać omówione. Nie da się tego dziś rozwiązać ani zaadresować. To temat dla przywódców” – mówił Rubio o „rozczarowaniu” Trumpa reakcją NATO na działania USA na Bliskim Wschodzie.

Jaki jest kontekst?

Europejscy członkowie NATO liczyli na to, że dwudniowe spotkanie ministrów spraw zagranicznych sojuszu z sekretarzem stanu USA Marco Rubio przyniesie jakieś rozstrzygniecie w kwestii planowanej redukcji amerykańskiego kontyngentu wojskowego w Europie. Od początku maja z Waszyngtonu napływały chaotyczne informacje o tym, że:

Jeśli chodzi o Polskę, to kluczową niejasnością w sprawie jest to, czy ogłaszając w czwartek 21 maja rozmieszczenie w Polsce kolejnych 5 tysięcy żołnierzy we wpisie na platformie Truth Social Donald Trump miał na myśli tylko przywrócenie planowej rotacji pancernej brygady bojowej, czy przywrócenie rotacji i dodatkowo wysłanie do Polski 5 tysięcy żołnierzy. Gdyby prawdziwy okazał się ten drugi scenariusz, amerykańska obecność w Polsce wzrosłaby nawet do 15 tysięcy żołnierzy – no chyba że żołnierzy z Polski zostaliby rozmieszczeni też w innych państwach wschodniej flanki NATO.

Te niejasności dotyczące zaangażowania Amerykanów w NATO zdominowały dyskusje na tegorocznej edycji konferencji Globsec. Dopytywany o to, na ile zmniejszenie amerykańskiej obecności wojskowej w Europie wpłynie na europejską siłę odstraszania i zdolności obronne, Sikorski usiłował bagatelizować problem.

„Aby lepiej zrozumieć znaczenie liczby 5 tysięcy żołnierzy, warto wspomnieć, że Stany Zjednoczone mają obecnie w Europie około 85 tysięcy żołnierzy. Ukraina, która – co prawda – funkcjonuje w warunkach wojennych, dysponuje prawie milionem żołnierzy. Polska, działająca w warunkach pokojowych, ma ich 200 tysięcy” – mówił Sikorski.

Takie podchodzenie do sprawy ze strony europejskich decydentów krytykował dziś w rozmowie z OKO.press Ian Brzeziński, ekspert ds. bezpieczeństwa i obrony Atlantic Council. Brzeziński podkreślał, że Trump tnie w Europie wojska metodą salami – po kawałku. A niepokojący jest ogólny trend.

„Administracja Trumpa nie dokonuje jednego dużego cięcia, lecz stopniowo ogranicza amerykańską obecność wojskową w Europie „metodą salami” – kawałek po kawałku. Z jednej strony daje to Europejczykom więcej czasu na dostosowanie się do zmian, z drugiej strony nie zmienia to zasadniczego faktu: administracja Trumpa jest zdecydowana wyraźnie zmniejszyć amerykańską obecność wojskową w Europie. A to mnie niepokoi, bo uważam, że żyjemy dziś w czasach, w których należałoby ją raczej wzmacnia” – mówił ekspert.

Czy obecność wojsk USA w Europie ogranicza zdolności Ameryki do działania w innych częściach świata, albo generuje dla USA nadmierne koszty koszty? Co naprawdę oznaczają decyzje administracji Trumpa dla bezpieczeństwa Europy i NATO, oraz czy zgodnie z zapewnieniami polskich władz, Polska może liczyć na specjalne traktowanie? Czytaj więcej w rozmowie z Ianem Brzezińskim przeprowadzonej podczas konferencji Globsec w Pradze.

Przeczytaj także:

16:42 22-05-2026

Prawa autorskie: Photo by Iranian Foreign Ministry / AFPPhoto by Iranian For...

Pakistański generał w Teheranie. Blisko porozumienia Iran-USA?

Obecność Asima Munira w Teheranie to przede wszystkim znak, że dochodzi do rozmów na najwyższym poziomie. Munir ma dobre stosunki z Trumpem. Porozumienia jeszcze jednak nie osiągnięto

Co się wydarzyło

Dowódca pakistańskiej armii, marszałek Asim Munir, wylądował w Teheranie. Munir jest najpotężniejszą osobą w Pakistanie, ma dobrą relację z Donaldem Trumpem i jest kluczową postacią pośredniczącą w rozmowach między Amerykanami a Irańczykami.

Jego wizyta w irańskiej stolicy może oznaczać, że jesteśmy coraz bliżej porozumienia między USA a Iranem. A nawet jeśli nie chodzi o ustalenie ostatnich szczegółów, to wizyta Munira w Teheranie z pewnością oznacza rozmowy na najwyższym możliwym poziomie. Z kolei Reuters donosi, że Katar wysłał dziś grupę negocjatorów, którzy mają pomóc w osiągnięciu porozumienia. Irańskie źródła przekazywały agencji w czwartek, że nie ma jeszcze mowy o porozumieniu, ale podejmowane są kroki w dobrym kierunku.

W podobnym tonie wypowiadał się dziś amerykański sekretarz stanu Marco Rubio.

Nawet gdyby udało się jednak w najbliższych dniach osiągnąć jakiś rodzaj porozumienia, nie oznacza to jednocześnie, że wszystkie problemy w relacjach amerykańsko-irańskich uda się załatwić. Tych dalej będzie wiele, a umowa najpewniej oznaczać będzie kilka podstawowych ustaleń i zgodę na dalsze rozmowy o kolejnych szczegółach – takich jak irański program atomowy.

Nie wiemy bowiem, co dokładnie znajduje się w propozycjach, które są obecnie omawiane. W niektórych przeciekach jest mowa m.in. o obustronnym zaprzestaniu blokady cieśniny Hormuz.

Jaki jest kontekst

Zawieszenie broni w wojnie USA i Izraela z Iranem trwa od 8 kwietnia.

Izraelczycy w rozmowach nie biorą udziału. A wiele wskazuje na to, że najchętniej wróciliby do wojny i zadawania kolejnych ciosów Iranowi. Axios pisze, że po ostatniej rozmowie z Trumpem, izraelski premier Benjamin Netanjahu był wściekły. Jednocześnie, choć Trump w ostatnich tygodniach wielokrotnie groził wznowionym atakiem, a następnie się wycofywał, nie można w pełni wykluczyć, że Amerykanie w końcu z tej opcji skorzystają.

Postęp w rozmowach nie oznacza, że napięcia ustały. Sytuacja w cieśninie Hormuz dalej jest trudna, pomimo niewielkiego zwiększenia liczby statków, jakie otrzymują zezwolenie na przepłynięcie cieśniny. Z kolei w niedzielę 17 maja blisko elektrowni atomowej Baraka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wybuchł pożar – według władz Emiratów wybuchł w wyniku ataku dronowego. Drony miały zostać wystrzelone z terytorium Iraku. Szczegóły nie są jasne, ale między wierszami można wyczytać, że Emiratczycy oskarżają o atak irackie organizacje wspierające Iran.

Tego rodzaju atak mógł być ostrzeżeniem i demonstracją, co może się stać, jeśli Amerykanie wznowią wojnę. Tego nie można wykluczyć, ale jednocześnie od 8 kwietnia nigdy nie byliśmy jeszcze tak blisko jakiegoś rodzaju porozumienia.

Przeczytaj także: