Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Sławomir Mentzen chce deportować ukraińskie dzieci z zakładów poprawczych, bo państwo rzekomo przeznacza na ich utrzymanie 1,2 mld zł rocznie. To kłamstwo. W rzeczywistości wydajemy 1000 razy mniej, a sprawa dotyczy zaledwie kilku osób
11 maja lider Konfederacji był gościem w podcaście Bogdana Rymanowskiego. Zapowiedział, że po przejęciu władzy, Konfederacja przeprowadzi audyt wydatków państwa. Jako przykład niegospodarności podał koszty utrzymania ukraińskich dzieci w polskich zakładach poprawczych. Według Sławomira Mentzena na ten cel wydajemy 1,2 mld zł rocznie. „Ich wszystkich trzeba deportować na Ukrainę i od razu mamy miliard dwieście milionów rocznie więcej” – mówił Mentzen.
Dopytywany o to, ile Ukraińców przebywa w poprawczakach, skoro kwota jest tak wysoka, polityk Konfederacji kluczył. „Nie wymyśliłem sobie tego, wszystko jest w dokumentach. Koszt utrzymania osoby w poprawczaku pomnożony przez liczbę Ukraińców w poprawczaku i razy dwanaście miesięcy. Wychodzi 1,2 mld zł” – mówił.
Rewelacje Mentzena skomentowała wiceministra sprawiedliwości Maria Ejchart. Okazuje się, że utrzymanie wszystkich dzieci w zakładach poprawczych kosztuje 40 mln zł, a Ukraińców – 1,2 mln.
To tysiąc razy mniej niż według szacunków Mentzena.
Ejchart dodała, że w polskich placówkach przebywa zaledwie kilkoro ukraińskich dzieci.
Nawet gdyby zsumować koszty prowadzenia wszystkich zakładów dla nieletnich – ośrodków wychowawczych, poprawczaków i schronisk – roczne wydatki wynoszą 100 mln zł. To kwota dla wszystkich dzieci niezależnie od narodowości.
Rzecznik rządu Adam Szłapka uznał, że słowa Mentzena „to ordynarne, najniższych lotów kłamstwo”.
Dla Konfederacji antyukraińskie hasła są głównym paliwem politycznym. Już w kampanii prezydenckiej Mentzen budował przekaz na populistycznych opowieściach o tym, jak obcokrajowcy zajmują Polakom miejsca w kolejce do lekarzy. A wkład Ukraińców w państwo, w postaci podatków, rzekomo nie dorównuje kosztom, które wydajemy na „socjal”. W tej kadencji Konrad Berkowicz z Konfederacji rozpowszechniał teorie spiskowe na temat ukraińskiego sabotażu na polskiej kolei, a Mentzen grzmiał, że rząd zadłuża Polaków, żeby pomóc Ukraińcom (i nie dostaje nic w zamian). Nowa piątka Konfederacji, którą partia ogłosiła po wizycie Wołodymyra Zełenskiego w Warszawie, w całości wymierzona była w Ukrainę. Znalazły się w niej takie hasła jak: „Koniec przywilejów”, „Nic za darmo”, „Bez polskiego żołnierza”, „Ukraina poza Unią Europejską”, „Ukraina poza NATO”.
Antyukraińskie przekazy nie są jednak tylko domeną skrajnej prawicy. Wielomiesięczna przepychanka o rzekome przywileje dla Ukraińców skończyła się wygaszeniem pomocy dla uchodźców wojennych. Politycy zdecydowali, że wsparcie mieszkaniowe, 800+ oraz opieka medyczna nie będą przysługiwać uchodźcom, którzy nie pracują, czyli akurat tym, którym są najbardziej potrzebne. Zostawili wyjątki: dzieci do 18 lat, kobiety w ciąży i osoby pozostające w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania, ale przyszłość ośrodków też jest zagrożona.
OKO.press razem Fundacją Polskie Forum Migracyjne założyło zbiórkę na pomoc dla tych najbardziej potrzebujących, których nie stać na kontynuację leczenia, drogie operacje czy zakwaterowanie. W ciągu pierwszej doby udało się zebrać ponad 700 tys. zł.
Dorzucić można się tutaj.
Przeczytaj także:
Nie cichną kontrowersje wokół koncertu muzyki house i techno na terenie Muzeum Króla Jana III w warszawskim Wilanowie. Biuro RPO przyjrzy się procedurze udzielenia zgody na organizację nocnej imprezy w zabytkowej przestrzeni tuż obok rezerwatu przyrody.
Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich ogłosiło dziś (12 maja), że „w związku z wpływającymi skargami (...) prowadzi postępowanie wyjaśniające dotyczące zgody na organizację 9 maja br., na terenie Muzeum Pałacu Króla Jana III Sobieskiego w Wilanowie, imprezy pn. »Circoloco«.”
RPO domaga się od dyrektora Stołecznego Centrum Bezpieczeństwa Jarosława Misztala wglądu do akt postępowania zakończonego wydaniem zezwolenia na organizację imprezy. „Jednocześnie, mając na uwadze, że miejsce odbywania wspomnianej imprezy sąsiaduje z Rezerwatem Przyrody Morysin, [RPO] zwrócił się do Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska z prośbą o informację, czy organizator tej imprezy występował o zezwolenie na odstępstwo od zakazów obowiązujących na terenie Rezerwatu, a jeżeli tak, czy zezwolenie takie zostało udzielone” – czytamy w komunikacie.
Jak pisaliśmy w OKO.press, koncert, zakończony ok. godziny 4 nad ranem 10 maja zaburzył nocny odpoczynek mieszkańców Wilanowa, a także wzbudził wątpliwości co do udostępnienia przedpola historycznego pałacu w Wilanowie na komercyjną imprezę dla tysięcy ludzi, podczas gdy dla zwykłych odwiedzających obowiązują tam surowe reguły dotyczące jazdy rowerem czy choćby spacerowania.
Media społecznościowe obiegły zdjęcia przedstawiające zaśmiecone i rozjeżdżone przedpole pałacu. Ponadto miejsce koncertu znajduje się tuż obok rezerwatu przyrody Morysin, siedliska wielu chronionych gatunków ptaków. Maj to pełnia sezonu lęgowego.
Zarówno organizator koncertu, firma Awake Events, jak i miejskie instytucje zapewniają, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem, przedłożona dokumentacja nie dawała podstaw do nieudzielenia zgody na wydarzenie, a teren zostanie przywrócony do stanu pierwotnego. Niemniej do mazowieckiej Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska nie trafił wniosek organizatora o uzyskanie zezwolenia na odstępstwo od zakazów obowiązujących w rezerwacie przyrody. RDOŚ zapowiada zgłoszenie sprawy na policję.
Systematyczne wykonywanie zadań domowych może podnieść ocenę na koniec roku, a każde wykonanie zadanie ma być skomentowane i sprawdzone przez nauczyciela. MEN chce zmian w przepisach dotyczących oceniania i prac domowych. Projekt jest już na stronach Rządowego Centrum Legislacji.
Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowało projekt nowelizacji przepisów o ocenianiu i klasyfikowaniu uczniów. Nowe przepisy trafiły już na stronę Rządowego Centrum Legislacji i przez najbliższy miesiąc, aż do 10 czerwca będą w tzw. konsultacjach publicznych.
Resort Barbary Nowackiej chce m.in. zakazać pisania egzaminów i sprawdzianów w formie zdalnej.
Przepisy uściślają też, ile może trwać taki sprawdzian (30-45 minut dla uczniów szkół podstawowych i 40-60 minut dla uczniów starszych) oraz aby w ciągu jednego dnia uczeń zdawał maksymalnie trzy egzaminy.
MEN chce też, by
prace domowe, dopuszczalne dla uczniów klasy IV szkoły podstawowej i starszych odgrywały większą rolę.
Dziś nieobowiązkowe, miałyby być uwzględniane przy ocenie na koniec roku szkolnego. Nowacka chce umożliwić nauczycielom ewentualne podniesienie oceny tym, którzy systematycznie odrabiają lekcje. Nowe przepisy nakładają też dodatkowe obowiązki na nauczycieli. Jak czytamy w projekcie, MEN chce doprecyzowania, że „każda wykonana przez ucznia praca domowa pisemna lub praktyczno-techniczna musi być przez nauczyciela sprawdzona i uczeń musi otrzymać informację o wykonanym zadaniu”.
Projekt trafił do RCL-u 8 maja i jest na etapie konsultacji społecznych. Prace i zmiany w zakresie zadań domowych ministra Barbara Nowacka obiecywała od miesięcy — również w odpowiedzi na wnioski nauczycieli i rodziców.
Jak pisał na łamach OKO.press Anton Ambroziak, powołując się na raport Instytutu Badań Edukacyjnych, choć rezygnacja z obowiązkowych zadań domowych nie wpływa ani pozytywnie, ani negatywnie na wyniki egzaminów, to większość (2/3) nauczycieli zauważa spadek motywacji i samodzielności w uczeniu się.
Nauczyciele naukę w domu zaczęli wymuszać w inny sposób — częściej sięgając po kartkówki i sprawdziany i w ten sposób zachęcać do systematycznego powtarzania materiału.
MEN obiecywało wielką reformę prac domowych przed wrześniem 2026 roku. Do jej realizacji przystępuje teraz.
IBE rekomendowało resortowi Nowackiej, by prace domowe wróciły do szkół, ale w okrojonej formie. „Chcemy, by prace domowe miały sens i służyły uczeniu się. Uczeń powinien otrzymywać informację zwrotną, a nie tylko ocenę. Chodzi o rozwój, nie o kontrolę” – mówiła wiceministra Katarzyna Lubnauer.
Przeczytaj także:
Trzy dni po wyborach na Węgrzech, które przegrał Victor Orbán, polski MSZ wysłał do amerykańskiej ambasady notę, w której prosi rząd USA o nieingerowanie w polski wymiar sprawiedliwości i nieutrudnianie postępowania przeciwko Ziobrze i Romanowskiemu — ustaliła „Wyborcza”.
„Celem niniejszego aide-mémoire jest podkreślenie znaczenia postępowań prawnych prowadzonych w Polsce przeciwko dwóm obywatelom polskim, panu Zbigniewowi Ziobrze oraz panu Marcinowi Romanowskiemu — przebywającym obecnie na Węgrzech — którzy są podejrzanymi w śledztwie dotyczącym sprzeniewierzenia środków publicznych. Utrudnianie trwającego postępowania karnego stanowiłoby niedopuszczalną ingerencję polityczną w niezależny polski wymiar sprawiedliwości. Rząd Rzeczypospolitej Polskiej ufa, że władze Stanów Zjednoczonych w pełni rozumieją tę sytuację i że o tej ważnej kwestii zostaną powiadomione właściwe organy w Waszyngtonie” – to treść pisma, które Ministerstwo Spraw Zagranicznych wysłało 15 kwietnia do Departamentu Stanu za pośrednictwem ambasady amerykańskiej w Warszawie.
O sprawie napisała „Gazeta Wyborcza”.
Pismo powstało trzy dni po wyborach na Węgrzech, które przegrał Orbán. To jego rząd udzielił azylu politycznego zarówno Ziobrze, jak i Romanowskiemu. Peter Magyar, który wybory wygrał, od razu zapowiedział, że uchyli decyzję poprzednika, bo Węgry „nie będą chronić przestępców politycznych”.
Jak ustalił Wojciech Człuchowski z „Gazety Wyborczej”, ambasador USA Tom Rose zapewnił Radosława Sikorskiego (szefa MSZ), że jest przeciwny wjazdowi Ziobry i Romanowskiego do Stanów Zjednoczonych. Podobnego zdania miał być też Marco Rubio, amerykański Sekretarz Stanu.
12 maja MSZ wysłał do władz amerykańskich kolejne pismo. Tym razem to nota dyplomatyczna, w której polska strona pyta, na jakiej podstawie Zbigniew Ziobro wjechał do USA
W rządzie wrze, bowiem Agencja Wywiadu, która miała pilnować Ziobrę i Romanowskiego, o ucieczce polityków dowiedziała się z mediów. Systemy informatyczne Unii Europejskiej nie odnotowały też opuszczenia przez obu Strefy Schengen, co oznacza, że albo uciekali przez Serbię, albo samolotem podstawionym przez amerykańskie władze — podnosi Czuchnowski.
Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro 9 maja wylądował w Stanach Zjednoczonych. Portal „wpolityce.pl” podał, że w Ameryce jest też Zbigniew Romanowski.
Jak pisała w OKO.press Paulina Pacuła, zgodę na przyznanie mu wizy miał wydać sam Donald Trump. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiedział wniosek o ekstradycję, ale jak podawał u nas Mariusz Jałoszewski, może się to wydarzyć dopiero we wrześniu, bo sąd nie spieszy się z wydaniem ostatecznej decyzji o areszcie.
Przypomnijmy: zarówno Ziobro, jak i były wiceszef MSZ Marcin Romanowski, uciekli z Polski z uwagi na śledztwo w sprawie nieprawidłowości w funkcjonowaniu Funduszu Sprawiedliwości za rządów PiS. Jak wynika z ustaleń OKO.press, fundusz, który miał wspierać ofiary przestępstw i finansować pomoc postpenitencjarną, był wykorzystywany do finansowania projektów związanych z politycznym zapleczem Suwerennej Polski oraz organizacjami powiązanymi z obozem władzy.
Śledczy badają mechanizm ustawiania konkursów, przekazywania środków podmiotom niespełniającym wymogów oraz politycznego wpływu na podział pieniędzy.
Prokuratura zarzuca Ziobrze popełnienie 26 przestępstw. Według śledczych były minister miał polecać podwładnym działania naruszające prawo w celu zapewnienia wybranym organizacjom dotacji z Funduszu Sprawiedliwości, ingerować w przygotowywanie ofert konkursowych oraz dopuszczać do przyznawania środków nieuprawnionym podmiotom.
Z kolei Marcin Romanowski, który nadzorował Fundusz Sprawiedliwości jako wiceminister sprawiedliwości w latach 2019–2023, usłyszał jesienią 2024 roku 11 zarzutów, w tym udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i ustawiania konkursów dotyczących funduszu.
Po postawieniu zarzutów obaj politycy wyjechali na Węgry. Tam otrzymali ochronę od rządu Viktora Orbána, co – według polskich władz – miało umożliwić uniknięcie odpowiedzialności karnej w Polsce. Sytuacja zmieniła się po wyborach parlamentarnych na Węgrzech, wygranych przez partię Pétera Magyara. Zwycięzca wyborów, który w sobotę 9 maja został zaprzysiężony na premiera, zapowiedział podczas pierwszej konferencji prasowej po wyborach, że jego rząd będzie respektował europejskie procedury prawne, w tym Europejski Nakaz Aresztowania, i wyda Polsce Ziobrę oraz Romanowskiego, jeśli nadal będą przebywać na terytorium Węgier.
Według informacji mediów Ziobro miał opuścić Węgry jeszcze przed formalnym uruchomieniem procedur ekstradycyjnych wobec niego. Za politykiem nie wystawiono jeszcze Europejskiego Nakazu Aresztowania. W lutym 2026 Prokuratura Krajowa wystawiła za nim list gończy.
Przeczytaj także:
Prace nad rozwiązaniem problemu na Ukrainie sugerują, że jest ono bliskie, ale wciąż brakuje konkretów – ogłosił rzecznik Putina Dmitrij Pieskow
„Oczywiście, ogrom pracy wykonanej w ramach procesu pokojowego pozwala nam powiedzieć, że koniec jest rzeczywiście bliski, ale w tym kontekście nie sposób na razie mówić o żadnych konkretach” – powiedział Pieskow dziennikarzom 12 maja.
Na wieczornej konferencji prasowej 9 maja Putin wplótł do swojego wywodu zdanie o tym, że wojna „dobiega końca”. Jest ono od tego czasu analizowane, a Kreml powtarza to, co zwykle. Że jest gotów do rozmów pokojowych. Ale tylko wtedy, jeśli Ukraina uzna rosyjskie warunki i ugodę zawartą między Putinem a Trumpem na Alasce. Chodzi tu o kapitulację, wycofanie się Ukrainy z jej ziem, których Rosja nie zdobyła mimo ponad czterech lat starań, i – szerzej – poddanie się rosyjskiej dominacji. Poza tym Kreml zastrzega, że ostateczna umowa pokojowa wymaga przenegocjowania wielu szczegółów, więc nie może to stac się szybko.
Wszystko jednak wskazuje na to, że wtręt o „dobieganiu końca” był celowym zabiegiem Putina.
Putin zmienił narrację o wojnie i zaczął przekonywać poddanych, że celem wojny jest jej zakończenie, a nie zwycięstwo.
Tyle że zakończenie jest żmudnym celem.
Przeczytaj także: