Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Prezydent USA skierował do Kalifornii kolejnych 2 tys. funkcjonariuszy Gwardii Narodowej oraz 700 żołnierzy piechoty morskiej. Władze stanowe przekonują, że nie potrzebują ich do opanowania protestów przeciwko polityce imigracyjnej
Prezydent USA Donald Trump nie rezygnuje z prób siłowego stłumienia protestów przeciwko federalnym nalotom imigracyjnym na miejsca pracy. W sobotę Trump postanowił wysłać do stanu Kalifornia, gdzie demonstracje przerodziły się w zamieszki, 2 tys. funkcjonariuszy Gwardii Narodowej. Teraz podwyższa ich liczebność o kolejne 2 tys. i dosyła 700 żołnierzy piechoty morskiej, tzw. marines. Poinformował o tym na X amerykański Sekretarz Obrony Pete Hegseth.
Jak pisaliśmy, Kalifornia, w której rządzi wywodzący się z Partii Demokratycznej gubernator Gavin Newsom, nie wzywała rządu federalnego do pomocy w opanowaniu sytuacji. Aktywowanie Gwardii Narodowej to osobista decyzja Donalda Trumpa, pierwszy taki przypadek od 1965 roku. I duża ingerencja w stanową suwerenność.
Gubernator Newsom ruch Trumpa nazwał pogwałceniem amerykańskiej konstytucji i rozmontowywaniem zasad państwa prawa. „To oczywiste nadużycie władzy” – napisał na platformie X. Ostro skrytykował też pomysł wysłania do Los Angeles marines.
„Żołnierze amerykańskiej piechoty morskiej są temu krajowi potrzebni do obrony demokracji. To nie polityczne pionki. Sekretarz Obrony nielegalnie wysyła ich na ulice USA, żeby Trump miał o czym opowiadać podczas parady w najbliższy weekend” – stwierdził Newsom we wpisie z 10 czerwca.
Na 14 czerwca w Waszyngtonie zaplanowana jest parada wojskowa z okazji 250-lecia istnienia amerykańskiej armii, a przy okazji 79. urodzin Trumpa.
„Pójdziemy do sądu, by to powstrzymać. Sądy i Kongres muszą zareagować. Niszczone są mechanizmy kontroli. To czerwona linia i oni właśnie ją przekraczają. OBUDŹCIE SIĘ!” – ostrzega gubernator Kalifornii.
Jak donosi Associated Press, w poniedziałek 9 czerwca demonstracje w Los Angeles zaczęły się uspokajać. Tysiące osób wzięło udział w pokojowym proteście pod urzędem miasta, a setki demonstrowały pod kompleksem federalnych budynków, gdzie przetrzymywane są osoby zatrzymane w wyniku nalotów na miejsca pracy.
Mimo to sytuację w Los Angeles Trump opisuje jako skrajnie niebezpieczną, co od początku było kwestionowane przez władze miejskie i stanowe. Burmistrzyni Karen Bass i gubernator Newsom przekonywali, że lokalna policja radzi sobie z protestującymi. Komendant Jim McDonnell wydał oświadczenie, w którym skrytykował dosyłanie na miejsce wojsk bez koordynacji z policją. To „duże wyzwanie logistyczne i operacyjne” – napisał.
Newsom oświadczył z kolei, że to jawny brak szacunku dla sił zbrojnych USA. „Nie chodzi o bezpieczeństwo, ale o niebezpieczne schlebianie prezydenckiemu ego” – napisał na platformie X.
Protesty w centrum Los Angeles rozpoczęły się w piątek w reakcji na działania federalnych funkcjonariuszy imigracyjnych z Urzędu Celno-Imigracyjnego (ang. Immigration and Customs Enforcement, ICE). Aresztowanych zostało wówczas 40 osób, uznanych za „nielegalnych imigrantów”. ICE realizuje ostrą politykę antyimigracyjną wprowadzoną przez administrację Trumpa, polegającą na wyłapywaniu ludzi bez dokumentów i ich deportowaniu. W poniedziałek w kolejnych miastach Kalifornii – San Francisco i Santa Ana – doszło do kolejnych aresztowań.
Demonstracje przeciwko nalotom ICE na miejsca pracy w weekend przerodziły się w zamieszki. Tłum zablokował autostradę w mieście i podpalał samochody. Policja odpowiedziała gazem łzawiącym, gumową amunicją i granatami hukowymi.
Przeczytaj także: