Największy polski ptak wraca? Przywrócenie dropia polskiemu krajobrazowi będzie trudne
„Dropie wracają do Polski”! Nagłówki tego rodzaju pojawiły się w sierpniu na głównych stronach wielu portali. Mają związek z kolejną próbą reintrodukcji dropi, które wyginęły w naszym kraju jeszcze w ubiegłym wieku. Jest jednak za wcześnie, by mówić o sukcesie. To dopiero początek długiej drogi.
Poprzednia próba ocalenia ostatnich osobników dropia, które ostatecznie zniknęły z Polski w 1986 roku, okazała się porażką. Taki los spotkał inicjatywę prowadzoną w latach 70. ubiegłego wieku w stacji poznańskiej Akademii Rolniczej w Siemianicach. Obecnie, przy zaangażowaniu przyrodników z Uniwersytetu Zielonogórskiego, trwa nowy projekt, realizowany już w zupełnie nowych realiach. Dlaczego? Ponieważ drop wyginął w Polsce kilkadziesiąt lat temu.
W 1958 roku Jan Sokołowski w książce poświęconej ptakom Polski pisał o dropiach: „Drop jest najokazalszym ptakiem europejskim i pod względem wagi jednym z najcięższych gatunków latających. Samiec waży przeciętnie około 10 kilogramów”.
Pomimo okazałych rozmiarów i dobrze umięśnionych nóg drop zachował zdolność do lotu. Trudniej przyszło mu zaadaptować się do zmieniających się warunków w jego historycznych siedliskach w Polsce. Sokołowski konkludował: „Skoro warunki otoczenia zmienią się choćby nieznacznie, drop czuje się źle i nie może utrzymać się tam, gdzie inne ptaki, jak na przykład kuropatwy, dają sobie doskonale radę. Na rzeczy nowe reaguje jedynie ucieczką i opuszcza okolicę”.

Komentarze