0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: AP Photo/Niranjan ShresthaAP Photo/Niranjan Sh...

W Nepalu trwa akcja ratunkowa. Na miejscu pracują służby i wojsko, do akcji zaangażowano psy tropiące, rannych spod zwałów błota wyciąga się nawet koparkami.

„Moja żona wciąż jest gdzieś pod błotem” – mówił Reutersowi Keshav Prasad Baral. Opisywał, że powódź wyglądała jak „ogromna fala błota pędząca prosto na nas”. Kiedy woda wtargnęła do jego domu, próbował złapać żonę za rękę. Nie udało się. Kobieta została porwana przez żywioł, a błoto dotarło aż do najwyższego piętra domu. Baral czekał przez kilka godzin na helikopter ratunkowy, ale o żonie wciąż nie ma żadnej informacji.

Stacja CNN rozmawiała z mieszkanką Katmandu, stolicy Nepalu, Asmitą Dahal, która straciła kontakt z młodszym bratem. 21-latek był przewodnikiem pielgrzymek i wycieczek. „Martwimy się, że jego autobus mógł zostać porwany przez powódź, po prostu nie wiemy” – powiedziała Asmita. Ostatnią rzeczą, jaką brat powiedział jej w środę, było: „Do zobaczenia rano”.

Na wiadomości o swoich bliskich czekają siostry Ashna i Shreya Ahuja z Teksasu, z którymi rozmawiała stacja BBC. Ich rodzice, Deepak i Madhu, pojechali na górę Kailash w ramach grupowej pielgrzymki zorganizowanej przez grupę duchową Isha Foundation. Miała to być podróż na 60. urodziny Deepaka. W momencie, kiedy doszło do katastrofy, przekraczali granice Tybetu i Nepalu. Od tamtej pory nie ma z nimi kontaktu.

Nepal liczy ofiary

Sanket Pandey, dyrektor zarządzający firmą Himalayan Glacier US organizującą wycieczki w te rejony, przekazał BBC: „Mamy w sumie 47 osób, wliczając w to naszych przewodników, którzy zaginęli i nie mają z nami kontaktu od czasu zdarzenia”.

Wśród zaginionych są turyści z USA, Kanady, Australii, Wielkiej Brytanii, Singapuru. W tej grupie jest też dziewięcioro zaginionych Nepalczyków – siedmiu przewodników i dwoje klientów. Ta grupa również odbywała pielgrzymkę na górę Kailash.

Przeczytaj także:

W sumie po błyskawicznej powodzi w Nepalu i Tybecie zaginionych jest około 1300 osób (choć niektóre źródła mówią już o 1500). Zaginieni są nie tylko Nepalczycy, ale turyści z całego świata, którzy przyjeżdżają w te rejony na pielgrzymki, górskie wyprawy i spływy kajakowe.

Władze Indii podają, że nie ma kontaktu z 288 obywatelami ich kraju. Zaginionych jest (to dane przekazane przez Nepalską Organizację Turystyczną) 65 obywateli USA, 55 Ukraińców, 51 Malezyjczyków, 35 Australijczyków, a także obywatele Wielkiej Brytanii, Kanady, Łotwy, Singapuru, Niemiec czy Japonii. Nie ma żadnych informacji o zaginionych turystach z Polski.

W czwartek (27.08) po godzinie 15:00 bilans ofiar śmiertelnych w Nepalu wynosi 359, ale niemal z każdą godziną rośnie. W Tybecie zginęły trzy osoby.

Co się wydarzyło?

Był wczesny ranek, 26 sierpnia. W dystrykcie Rasuwa w Nepalu, na granicy z Tybetem, można było usłyszeć hałas, przypominający ten, który towarzyszy trzęsieniom ziemi. Z nagrań wideo – potwierdzonych jako prawdziwe, a nie wygenerowane przez sztuczną inteligencję – możemy odtworzyć przebieg zdarzeń.

Najwięcej pokazuje nagranie z kamery monitorującej przejście graniczne w Gyirong. Widać na nim betonowy parking, na którym stoją autokary wycieczkowe i samochody. W pewnym momencie w kadrze pojawiają się biegnący ludzie, a za nimi widać gigantyczną falę ciemnej wody. Momentalnie woda zajmuje cały parking, niszczy graniczne budynki, pojazdy znikają pod błotem. Na innych nagraniach widać, jak żywioł zmiata z powierzchni ziemi mosty, drogi i zabudowania.

View post on Twitter

Bibek Kumal, nepalski robotnik relacjonował w rozmowie z dziennikarzami: „Zacząłem biec. Wtedy spadła na mnie ściana wody niczym podczas trzęsienia ziemi”. Prąd porwał go w dół rzeki, razem z błotem i gruzem, ale „na szczęście utknąłem na drzewie mango” – powiedział.

Służba Geologiczna Stanów Zjednoczonych (USGS) o poranku zanotowała w tym rejonie trzęsienie ziemi o magnitudzie 4,4. Minister spraw zagranicznych Nepalu Shisir Khanal przekazał, że według wstępnych doniesień do katastrofy doszło w wyniku tego trzęsienia ziemi. To ono miało spowodować lawinę, a ta doprowadziła do powodzi.

Niedługo później okazało się jednak, że trzęsienia ziemi nie było. USGS podała, że zmierzone przez nią zjawisko sejsmiczne miało magnitudę 5,2 i było spowodowane zapadnięciem się lodowca oraz spływem gruzu. „Nie doszło do żadnego trzęsienia ziemi” – podkreśliła Służba.

Musimy wyraźnie podkreślić: na razie nie znamy dokładnych przyczyn katastrofy. Są jednak poszlaki, które mogą wyjaśnić, dlaczego żywioł doszczętnie zniszczył tę popularną część Nepalu.

Co wiadomo?

Jak podaje BBC, wstępne badania wskazały, że przyczyną gwałtownej powodzi było zawalenie się lodowca – co potwierdza informacje przekazane przez USGS. Dolna część lodowca w Nepalu, znajdującego się w pobliżu szczytu Langtang Lirung, zapadła się w kierunku północno-zachodnim. Następnie przesunęła się na zachód w dół rzeki.

Nie wiemy jednak, dlaczego do tego doszło. Doniesienia USGS przekreślają scenariusz, według którego to trzęsienie ziemi naruszyło lodowiec. Jednak naukowcy z Międzynarodowego Centrum Zintegrowanego Rozwoju Obszarów Górskich (ICIMOD) wskazują, że „wstępna analiza zapisów sejsmicznych ujawniła nietypowe sygnały zarejestrowane w okresie katastrofy. Dane z sejsmometru w Jilong, około 12 kilometrów od obszaru dotkniętego katastrofą, wykazały anomalie. Druga stacja w Zhangmu również odnotowała nietypową aktywność”.

„Potwierdzono, że znaczna część czoła lodowca zapadła się, co zapoczątkowało to zdarzenie — prawdopodobnie zabierając ze sobą lub porywając znaczną ilość skał i osadów” — powiedział Vikram Gupta, specjalista w dziedzinie geologii inżynierskiej, wykładowca na indyjskim Uniwersytecie Sikkim.

Ta lawina złożona z lodu i skał zeszła ze zbocza góry i wpadła do rzeki Lhende Khola (dopływu rzeki Bhote Koshi), która płynie z Chin do Nepalu, często głębokimi wąwozami. CNN cytuje Daniela Shugara, geologa z University of Calgary w Kanadzie, który jest członkiem zespołu badającego przyczyny katastrofy.

Według niego osuwisko — szybko poruszająca się mieszanina lodu i skał — przemieściło się kaskadowo w dół góry, zabierając ze sobą rzeczne osady.

To z kolei spowodowało nagły wzrost poziomu wody – ten podniósł się o siedem do dziewięciu metrów w ciągu 30 minut. Kilka stacji monitorujących poziom wody zostało zmytych lub uszkodzonych.

Wylały w sumie trzy rzeki płynące przez ten rejon: Lhende Khola, Trishuli i Bhote Koshi.

Naukowcy szukają przyczyn

Naukowcy wskazują potencjalne dodatkowe czynniki, które spowodowały tak ogromny rozmiar katastrofy.

Przede wszystkim nie pomogła topografia tego obszaru. Szczyt Langtang Lirung leży na grzbiecie wysokich Himalajów, a po obu stronach góry znajdują się strome doliny. Takie warunki mogły powodować szybsze spływanie wody.

Mike Searle, profesor nauk o Ziemi na Uniwersytecie Oksfordzkim, wskazywał w BBC również, że Langtang Lirung, podobnie jak reszta Himalajów, powoli się podnosi w wyniku długotrwałych ruchów tektonicznych. Góra się podnosi, a lodowiec staje się coraz bardziej stromy, przez co narażony na to, że jego części odpadną. Zazwyczaj jednak – dodał – odpadają mniejsze bryły, które nie powodują takich katastrof.

Profesor Mike Searle ma również dodatkową tezę: „Ogromna fala gruzu wskazuje, że najpierw mogło dojść do osuwiska. Woda się spiętrzyła, zatamowała rzekę, a następnie nastąpiła wielka powódź”. Takie hipotezy BBC przedstawiało już w dniu katastrofy: woda na rzece miała zostać spiętrzona, a kiedy zapora pękła, woda błyskawicznie spłynęła w dół, niosąc ze sobą kamienie i osady oraz niszcząc górskie osady.

Co więcej, eksperci sprawdzają, czy na rzekach w regionie nadal nie ma żadnych zawałów, które mogłyby wywołać ponowną powódź. „Taka blokada może stworzyć zagrożenie wtórne w przypadku nagłego uwolnienia spiętrzonej wody. Władze i naukowcy nadal oceniają rozmiar, lokalizację i stabilność potencjalnej blokady” – podaje ICIMOD.

Opady? Mało prawdopodobne

Mało prawdopodobna z kolei jest teza dotycząca wpływu opadów deszczu na powódź. Choć w Nepalu trwa pora monsunowa, w ostatnich dniach opady nie były intensywne. Naukowcy podejrzewają również, że do katastrofy tym razem nie przyczyniły się wylewające jeziora polodowcowe – choć w 2025 roku rzeka Bhote Koshi wylała właśnie z tego powodu. Zginęło dziewięć osób, a 24 zaginęły.

Kiedy lodowce topnieją, w górach powstają ogromne jeziora, w których zbiera się woda. Gdy jej poziom jest zbyt wysoki, jezioro „wybucha”, niszcząc naturalną tamę (morenę czołową) i wypuszczając wodę po zboczach gór.

„Jak dotąd zdjęcia satelitarne sugerują, że powyżej szlaku powodziowego nie ma żadnych dużych jezior, co oznacza, że ​​można wykluczyć wylew jezior polodowcowych” – powiedział CNN Wolfgang Schwanghart, profesor geomorfologii na Freie Universität Berlin w Niemczech.

Nepal w obliczu zmiany klimatu

Mimo tego Nepal jest narażony na takie wylewy jezior lodowcowych w przyszłości. ICIMOD wskazuje na przykład, że jezioro glacjalne u podnóża lodowca Thulagi, w pobliżu masywu Manaslu w Nepalu, jest jednym z najbardziej zagrożonych. Jeszcze w latach 60. XX wieku było niewielkim zbiornikiem, ale stale się powiększa. Dziś gromadzi blisko 38 miliardów litrów wody i zajmuje powierzchnię około 1 km².

Topnienie lodowców wiąże się bezpośrednio ze zmianą klimatu.

Naukowcy podkreślają, że to, w jakim stopniu zmiany klimatyczne doprowadziły do tej konkretnej katastrofy w Nepalu, będzie dopiero zbadane.

„Zmiany klimatyczne stwarzają warunki, które mogą destabilizować wysokogórskie skały i lód” – powiedział agencji Reuters Simon Cox, główny naukowiec programu Mountains to Sea w Earth Sciences New Zealand. „To z kolei powoduje, że zawalenia i kaskady śnieżne. Takie jak te, które widzieliśmy w tym tygodniu, zdarzają się częściej” – dodał. Również cytowany wcześniej Mike Searle wskazywał, że katastrofę mogły wywołać dwa czynniki: ruchy tektoniczne i katastrofa klimatyczna.

Nepal i topniejące lodowce

Zespół ICIMOD w marcu 2026 roku opublikował analizy dowodzące, że ​​lodowce Hindukuszu i Himalajów tracą obecnie lód dwukrotnie szybciej niż w 2000 roku. Rejon Hindukuszu i Himalajów (HKH) obejmuje „największą objętość lodu poza biegunami, liczącą ponad 63 700 lodowców pokrywających prawie 55 782 kilometry kwadratowe” – czytamy w opracowaniu.

„Lodowce te są źródłem co najmniej dziesięciu głównych azjatyckich systemów rzecznych, zapewniając miliardom ludzi żywność, wodę, energię i środki do życia. Jednak około 78 proc. tego obszaru lodowcowego, położonego na wysokości od 4500 do 6000 metrów nad poziomem morza, jest silnie narażone na ocieplenie zależne od wysokości” – wskazują naukowcy.

Autorzy raportu wyliczają, że w latach 1990–2020 lodowce HKH straciły około 12 proc. swojej całkowitej powierzchni. „Straty te są najbardziej dotkliwe w przypadku najmniejszych lodowców regionu – tych o powierzchni poniżej 0,5 km² – które kurczą się szybciej niż inne” – powiedział główny autor opracowania Sudan Bikash Maharjan.

„Stwarza to bezpośrednie ryzyko lokalnych niedoborów wody dla społeczności wysokogórskich i nasila zagrożenia, takie jak powodzie wywołane wylewami jezior lodowcowych. Zagrożenie jest tym większe, że 3/4 lodowców w regionie należy do tej wrażliwej klasy wielkości. Nie tylko tracimy lód; stoimy w obliczu gwałtownego wzrostu zagrożeń” – dodał.

Najwyższy odsetek utraty powierzchni lodowców występuje we wschodnich górach Hengduan Shan. Niektóre obszary w tamtym rejonie straciły nawet 33 proc. powierzchni lodowców w ciągu zaledwie trzech dekad.

To nie pierwsze ostrzeżenie

O szybkim topnieniu lodowców w Himalajach naukowcy ostrzegali już wcześniej. W 2019 roku Marcin Popkiewicz z portalu Nauka o Klimacie cytował badania, według których „w latach 2000-2016 Himalaje traciły średnio 8 mld ton lodu rocznie, podczas gdy nie tak dawno – w latach 1975-2000 – utrata lodu wynosiła średnio 4 mld ton rocznie”.

Popkiewicz wskazywał, że aby lodowce w Himalajach kurczyły się w zaobserwowanym tempie, „temperatura w okresie okresu 2000-2016 musiałby być o 0,4-1,4°C wyższa niż w latach 1975-2000. Jest to zgodne z obserwowanym wzrostem temperatury w regionie, który wyniósł w tym czasie ok. 1°C”.

Jeśli udałoby się zatrzymać ocieplenie klimatu na poziomie 1,5°C powyżej temperatur sprzed epoki przemysłowej, lodowce Himalajów i Hindukuszu do 2100 roku – wyliczał Popkiewicz – skurczą się średnio o ok. 1/3. W gorszym – a niestety, prawdopodobnym, scenariuszu – skurczą się o 2/3, w wielu regionach znikając w ponad 90 procentach.

Na zdjęciu Katarzyna Kojzar
Katarzyna Kojzar

Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.

Komentarze