Nie ma, nie ma wody w naszych rzekach. Europejska energetyka w opałach przez upały
Miały być pomarańczowe gaje i wieczna zieloność. Są – wysychające rzeki i wyłączenia strategicznych elektrowni. Europejska elektroenergetyka mierzy się z kolejną falą blisko 40-stopniowych upałów, których coraz częstsze występowanie jest wprost skutkiem wywołanego przez ludzi ocieplenia klimatu. Adaptacja do wszechkryzysu jest potrzebna na wczoraj
Problemy z produkcją prądu w czasie upałów nie są niczym nowym, niemniej w miarę wzrostu średniej temperatury globu – na którym Europa należy do najszybciej ocieplających się obszarów – fale upałów będą coraz częstsze, dłuższe i z wyższymi temperaturami maksymalnymi.
Przy zmieniającym się rozkładzie opadów (pada co prawda intensywniej, ale rzadziej), wyższym parowaniu, zabudowie terenów zielonych i braku retencji wody oznacza to obniżanie się poziomu wód powierzchniowych i zasilających je wód podziemnych. W efekcie wody będzie (tak naprawdę: już jest) coraz mniej: dla gospodarstw domowych, rolnictwa, w cennych obszarach chronionej przyrody i wreszcie – dla energetyki. A problemy z energią elektryczną oznaczają problemy całego kraju, łącznie z – w ekstremalnym scenariuszu – masowym zagrożeniem życia i zdrowia ludzi i funkcjonowaniem państwa jako takiego.
Od kilku dni mnożą się wiadomości o kolejnych problemach europejskiej energetyki. Na Węgrzech elektrownia jądrowa Paks była „o milimetry” od całkowitego wstrzymania produkcji, a odpowiada za ok. 50 proc. węgierskiego prądu. Mówiąc o milimetrach, węgierski premier Peter Magyar miał na myśli ekstremalnie niski poziom Dunaju, który, dzięki wahnięciu w górę o 1,5 cm zdołał zapewnić elektrowni Paks minimum potrzebne do funkcjonowania, choć i tak w mocno ograniczonym zakresie. A węgierskie firmy i gospodarstwa domowe pomogły, dobrowolnie ograniczając zużycie prądu.

Komentarze