0:00
0:00

0:00

06 października 2026

Kto sprawdził Berka? [SIEDLECKA]

przeczytasz w 4 minuty

Nikt. Bo nikt nie sprawdza formalnych kwalifikacji kandydatów do Trybunału Konstytucyjnego. Bo podstawy prawnej do badania czy kandydat spełnia wymogi, nie ma.

Google News

Prezydent nie odbiera przyrzeczenia od wybranego przez Sejm do Trybunału Konstytucyjnego Macieja Berka, bo – jak tłumaczy jego rzecznik prasowy Rafał Leśkiewicz – są wątpliwości czy Berek spełnia formalny wymóg co najmniej 10-letniego wykonywania zawodu radcy prawnego.

Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki wciąż nie dostał odpowiedzi od Marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego na pytanie, „czy, stawiając jako punkt pod głosowanie wybór Macieja Berka na sędziego TK, marszałek Sejmu dopełnił wszystkich formalności?” A więc, czy sprawdził spełnianie wymogów ustawowych przez kandydatów na sędziów TK.

Nikt nie ma prawa pytać

Marszałek Czarzasty nie odpowiada, bo – jak stwierdził szef Kancelarii Sejmu Marek Siwiec – prezydent nie ma podstawy prawnej, żeby o to pytać.

Kancelaria Prezydenta odpowiada, że podstawą prawna jest przepis ustawy o TK mówiący o składaniu ślubowania „wobec prezydenta”.

No i panowie teraz będą się przerzucać tą piłeczką: ma prawo pytać, czy nie ma. Tymczasem problem tkwi głębiej i od lat jest nierozwiązany.

Polega na tym, że podstawy prawnej do badania czy kandydat spełnia wymogi, nie ma.

Do zbadania tej kwestii nie jest uprawniony nikt: ani grupa posłów, która zgłasza kandydata, ani Prezydium Komisji Sprawiedliwości, która kandydata opiniuje dla Sejmu, ani Marszałek Sejmu.

Oczywiście można uznać za zrozumiałe samo przez się, że np. grupa posłów zgłaszając kandydata, bada tę sprawę, więc do tego nie trzeba specjalnego zobowiązania za pomocą przepisów. Tyle że

jeśli nikt formalnie nie jest do tego zobowiązany, to nie można tego od niego formalnie wymagać.

O tym, że coś jest nie tak, jak być powinno, świadczy nie tylko wymiana korespondencji, czy raczej oświadczeń pomiędzy rzecznikiem prezydenta a szefem Kancelarii Sejmu. Świadczy o tym także przebieg przesłuchania kandydatów w Komisji Sprawiedliwości, kiedy to pytania ze strony opozycji o dowody na to, że Maciej Berek ma wymagany staż jako radca, zostały zbyte zapewnieniem, że oczywiście ma.

To nie jest pierwszy raz

Problem braku podstawy prawnej do badania kwalifikacji kandydata pojawia się nie po raz pierwszy.

Np. swego czasu zgłoszono kandydata, który miał szereg postępowań dyscyplinarnych przed organami adwokatury. Inny kandydat, jak się okazało, był ścigany listem gończym. Co do tych kandydatów najwyraźniej nie sprawdzono spełniania warunku nieskazitelności charakteru.

Jeśli chodzi o wymogi formalne skonkretyzowane, to był też kandydat, który miał tytuł naukowy doktora habilitowanego, ale nie z dziedziny prawa (jako prawnik doktoratu nie miał). A także kandydatka, co do której były wątpliwości co do stażu radcowskiego.

Potem doszły do nich też wątpliwości dotyczące nieskazitelności charakteru, gdy okazało się, że została przez sąd pozbawiona funkcji syndyka z powodu braku kwalifikacji etycznych.

We wszystkich tych przypadkach kwalifikacji kandydatów nie zbadało żadne sejmowe ciało. Wyszły one na jaw tylko dzięki sprawdzeniu kandydatów przez dziennikarzy, którzy nie potrzebują do tego osobnej podstawy prawnej (choć były przypadki gróźb ze strony kandydatów wytoczenia dziennikarzom spraw o zniesławienie z art. 212 kk).

Dlaczego zgłaszają w ostatniej chwili?

We wszystkich wymienionych tu przypadkach – oprócz ostatniego – dziennikarze zdążyli z publikacjami jeszcze przed głosowaniem kandydatur w Komisji Sprawiedliwości. Stąd też wziął się zwyczaj zgłaszania kandydatur w ostatniej chwili tak, by utrudnić dziennikarzom ich prześwietlanie. Kandydatka, która utraciła funkcję syndyka z powodu braku kwalifikacji etycznych, zgłoszona została na dzień przed głosowaniem w Komisji Sprawiedliwości.

A wystarczyłby przepis np. w Regulaminie Sejmu nakładający na zgłaszających kandydaturę na sędziego TK obowiązek udokumentowania spełniania przez zgłaszaną osobę wymogów. A na Prezydium Komisji Sprawiedliwości – sprawdzenia, czy obowiązek ten został należycie dopełniony.

Nietypowy casus Berka

Casus Macieja Berka jest jednak dość nietypowy. Kiedy i gdzie pracował – wiadomo. Natomiast co do tego, czy i które jego zatrudnienia liczą się mu do stażu pracy w charakterze radcy prawnego – to już są dwie szkoły: falenicka i otwocka. W związku z tym jest problem ze stwierdzeniem, czy spełnia, czy nie spełnia wymogów.

Maciej Berek przedstawił mediom zaświadczenie od dziekanki Warszawskiej Okręgowej Izby Radców Prawnych Anny Sękowskiej, że od czerwca 2002 roku jest wpisany na listę radców prawnych i „zgłosił wykonywanie zawodu” od stycznia 2006 r. do 30 lipca 2009 r. i od 1 sierpnia 2021 r. „do chwili obecnej”.

Jak wynika z jego biogramu, w tym czasie był zatrudniony w Najwyższej Izbie Kontroli, m.in. jako wicedyrektor w Departamencie Prawnym i Orzecznictwa Kontrolnego, od grudnia 2007 został powołany na stanowisko prezesa Rządowego Centrum Legislacji, a od stycznia 2008 objął równocześnie funkcję sekretarza Rady Ministrów.

To pierwszy okres.

W drugim okresie, od 1 sierpnia 2021 r. do teraz był: dyrektorem generalnym Biura Rzecznika Praw Obywatelskich i głównym koordynatorem do spraw rozwoju strategicznego. Potem, w 2023 r. został zatrudniony jako główny legislator Pracodawców RP, prowadząc własną kancelarię radcowską.

12 grudnia 2023 r. został ministrem-członkiem Rady Ministrów i przewodniczącym Komitetu Stałego Rady Ministrów. Od 24 lipca 2025 r. był ministrem nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu.

Ustawa nie wymaga

Na żadnym z tych stanowisk nie był zatrudniony jako radca prawny, co sprawdzili posłowie opozycji. Ale ustawa o radcach prawnych nie wymaga, by radca zatrudniony był jako radca, by uznać, że wykonuje zawód radcy.

Art. 6. 1. tej ustawy stanowi, że „Świadczenie pomocy prawnej przez radcę prawnego polega w szczególności na udzielaniu porad i konsultacji prawnych, sporządzaniu opinii prawnych, opracowywaniu projektów aktów prawnych (…)”.

Można więc twierdzić, że będąc zatrudniony na wymienionych stanowiskach, świadczył tam „pomoc prawną” w rozumieniu ustawy o radcach.

Ale…

Art. 9 ustawy o radcach precyzuje warunki zatrudnienia radcy. Otóż musi on zajmować „samodzielne stanowisko, podległe bezpośrednio kierownikowi jednostki organizacyjnej”.

A jeśli jest zatrudniony w organie państwowym lub samorządowym „wykonuje pomoc prawną w komórce lub w jednostce organizacyjnej, w biurze, w wydziale lub na wyodrębnionym stanowisku do spraw prawnych podległym bezpośrednio kierownikowi tego organu”.

Zaś „w organie państwowym radca prawny może być zatrudniony także w innej wyodrębnionej komórce lub jednostce organizacyjnej i podlegać jej kierownikowi”.

Czy liczne miejsca zatrudnienia Macieja Berka spełniały te warunki?

Zapewne szkoły falenicka i otwocka będą miały różne zdania. Jednak to, że funkcja ministra w rządzie nie da się zaliczyć do stażu radcy prawnego, jest poza sporem.

Ten tekst Ewy Siedleckiej ukazał się najpierw na jej Blogu Konserwatywnym.

Na zdjęciu Ewa Siedlecka
Ewa Siedlecka

Dziennikarka, publicystka prawna, w latach 1989–2017 publicystka dziennika „Gazeta Wyborcza”, od 2017 publicystka tygodnika „Polityka”, laureatka Nagrody im. Dariusza Fikusa (2011), zajmuje się głównie zagadnieniami społeczeństwa obywatelskiego, prawami człowieka, osób niepełnosprawnych i prawami zwierząt.

Komentarze