„Nie wiemy, co się stało z danymi z Polski. Są w obcych rękach”. Raport Komisji ds. Pegasusa
Wstrząsającą i nową informacją ujawnioną dziś w Sejmie przez komisję śledczą ds. Pegasusa jest to, że dane z inwigilacji nie tylko mogły, ale na pewno trafiły na obce serwery. I nie wiadomo, co się z nimi stało. Służby wiedziały o takim zagrożeniu, ale władza tak bardzo chciała mieć nowe narzędzie, i to już w 2015/16 r., że ostrzeżenia zignorowała.
Komisja ds. Pegasusa w końcu przedstawiła 12 października swoje ustalenia. Część jawną raportu omówiła w trzy godziny. Została część tajna, której nie poznamy ani my, ani poseł Wipler z Konfederacji, który – choć jest członkiem komisji – nie dostał z ABW poświadczenia bezpieczeństwa.
„Komisja nie kwestionuje potrzeby wyposażenia polskich służb w najnowocześniejsze narzędzia operacyjne. Komisja kwestionuje natomiast to, że państwo zostało w tej sprawie potraktowane jak prywatny folwark, a prawo jako przeszkoda, którą trzeba obejść” – podkreśla Komisja. W tym miejscu zgadza się z obrońcami praw człowieka: takie narzędzia jak Pegasus, można stosować, ale w sposób określony przez prawo. I po spełnieniu rygorystycznych procedur, które chronią nie tylko prawa obywateli, ale i bezpieczeństwo państwa.
PiS zignorował jedno i drugie

Komentarze