Niełatwo być ideowcem w naszym systemie ochrony zdrowia. Rozmowa z Bartoszem Fiałkiem
Smutno słuchać historii młodego, zapalonego lekarza z niewyparzoną gębą, który po 12 latach pracy zostaje wypchnięty z publicznego sektora. I teraz będzie leczył wyłącznie zamożnych Polaków. „Zapamiętano te 4 tys. zł, ale sam też popełniłem błąd. Powinienem był podać kwotę za wizytę, 190 zł brutto, a nie za dzień pracy”
Lekarz Bartosz Fiałek, specjalista reumatolog, ma 38 lat. Z racji niewyparzonego języka, mówienia i pisania co myśli, naraził się wielu ludzio. Zarówno kolegom lekarzom, odbiorcom mediów, jak i — przede wszystkim — kolejnym przełożonym.
O Fiałku zrobiło się głośno, gdy publicznie zaprotestował przeciw nakazowi dyrektora szpitala im.dr Jana Biziela w Bydgoszczy, by jednocześnie czuwał nad pacjentami na SOR-ze i na macierzystym oddziale. Dyrektor wkrótce stracił funkcję, a Fiałek po zdaniu egzaminu specjalizacyjnego wyjechał z wilczym biletem z Bydgoszczy.
Podobnie zakończył się jego pobyt w szpitalu miejskim w Płońsku. Właściciele placówki nie tolerowali jego pomysłów na usprawnienie funkcjonowania lecznicy oraz wypowiedzi w mediach. Wręczyli mu wymówienie.

Komentarze