21 stycznia 2020

Niemieckie miasta żądają przyjęcia uchodźców. Bo krajowi politycy coraz częściej ulegają wpływom skrajnej prawicy

Politycy zbijają kapitał, podsycając antyuchodźcze nastroje, a w przeludnionych obozach uchodźcy żyją w rozpaczliwych warunkach. Niemieckie miasta pokazują, że można inaczej: "Musimy działać. Jaka jest alternatywa do ratowania ludzi na morzu? Pozwolić im utonąć?"

Jak informuje Deutsche Welle, w poniedziałek, 13 stycznia 2020 roku koalicja kilkudziesięciu niemieckich miast, wśród nich Poczdam i Düsseldorf, zażądała od rządu, żeby pozwolił na natychmiastowe przyjęcie uchodźców uratowanych na Morzu Śródziemnym. "To nasz humanitarny obowiązek" - mówią zgodnie.

"Bylibyśmy gotowi przyjąć więcej osób, gdyby tylko nam pozwolono. Obecnie obowiązuje polityka czekania i obserwowania, a to przeciwieństwo działania" - mówił burmistrz Poczdamu Mike Schubert i pyta:

"Jaka jest alternatywa dla ratowania ludzi na morzu? Pozwolić im utonąć?".

Koalicja nadziei

Koalicja Bezpieczny Port (ang. Safe Harbour, niem. Seebrücke) powstała w lipcu 2018 roku, kiedy kilku łodziom, które uratowały uchodźców, zabroniono wpłynięcia do europejskich portów. "Uznaliśmy, że kiedy państwa łamią międzynarodowe prawa i utrudniają organizacjom pozarządowym ratowanie życia, społeczeństwo obywatelskie musi odpowiedzieć" - tłumaczyła Liza Pflaum z Seebrücke.

"Inicjatywa ma na celu znalezienia bezpiecznej przystani dla tych, którzy zostali zmuszeni do ucieczki z domu" - czytamy w formule deklaracji przynależności do ruchu. "Głęboko wierzę, że tam, gdzie polityka federalna nie wypełnia swoich powinności, działanie musi podjąć polityka lokalna. Dlatego wzywam nasze miasta i gminy do ogłoszenia się Bezpiecznym Portem".

Taka deklaracja zobowiązuje m.in. do:

  • gotowości do przyjęcia większej liczby uchodźców (niż przewidziane w limitach przydziału)
  • wspieranie ich pomyślnego osiedlenia w społeczności lokalnej poprzez zapewnienie opieki, szczególnie w zakresie mieszkalnictwa, zdrowia i edukacji;
  • protestowanie przeciwko kryminalizacji operacji poszukiwawczo-ratowniczych na Morzu Śródziemnym oraz zapewnienia wsparcia finansowego dla cywilnych łodzi ratowniczych;
  • zaangażowanie w tworzenie sojuszu Bezpiecznych Portów w Europie, w celu kształtowania europejskiej polityki migracyjnej z poszanowaniem praw człowieka.

Dzisiaj miast jest już 120. Domagają się od rządu uruchomienia art. 23 niemieckiej ustawy o pobycie, która zezwala na natychmiastowe przyznawanie specjalnych zezwoleń na pobyt ze względów humanitarnych.

„Gminy muszą mieć więcej do powiedzenia w tej sprawie” - powiedziała Miriam Koch, dyrektorka departamentu migracji i integracji w Düsseldorfie. Deklaruje też, że miasto jest w stanie pomieścić jeszcze 5 tys. osób.

„Liczba osób gotowych zapobiegać tej katastrofie rośnie z każdym dniem" - deklaruje Schubert.

Miasta bliżej ludzi

Niemieckie ministerstwo spraw wewnętrznych zadeklarowało chęć dialogu z miastami, ale daty rozmów nie wyznaczono. Miasta są rozgoryczone, bo choć spotkania domagają się od dawna, nigdy do niego nie doszło.

Pflaum zapytana, skąd ta przepaść między narodową i europejską polityką a solidarnością na poziomie społeczeństwa obywatelskiego i miast, mówi:

"Sama zadaję sobie to pytanie. W 2015 roku widzieliśmy, jak niemieckie społeczeństwo obywatelskie okazało wielką solidarność z przybywającymi uchodźcami. W ostatnich latach coraz głośniejsza jest jednak populistyczna prawica, a krajowi politycy posłuchali niestety właśnie jej".

"Wiele osób, które pomogły w 2015 roku, dziś dzieli życie z ludźmi, którzy do nas wtedy trafili. Zdajemy sobie sprawę, że gdyby ci sami ludzie próbowali przepłynąć Morze Śródziemne teraz, pewnie by zginęli. Na poziomie lokalnym ludzie zbudowali już więzi i relacje, ale politycy na szczeblu krajowym są od tych doświadczeń oderwani".

"Gminy i miasta są o wiele bliżej związane z mieszkańcami, więc okazują więcej solidarności" - dodaje Pflaum. "Historycznie idea "obywatelstwa" wyszła w końcu z miast. Dzisiaj, w ruchach takich jak Seebrücke, ludzie organizują się oddolnie w opozycji do poziomu krajowego, który próbuje organizować społeczeństwo odgórnie".

Europa w bezruchu

Rząd Angeli Merkel kojarzony jest z jednym z najbardziej prouchodźczych i proimigranckich w Europie. Od czasu kiedy w 2015 z otwartymi ramionami przyjęto milion uchodźców, niemiecka kanclerz jest łatwym celem prawicowej krytyki - Trump zarzucał jej nawet spowodowanie Brexitu. Od czasu przyjęcia uchodźców rząd skupiał się więc na "balansowaniu między promowaniem integracji, a kontrolowaniem imigracji" - podsumowuje DW.

Europejska polityka uchodźcza nigdy do końca nie otrząsnęła się z porażki solidarnej relokacji i ugrzęzła w martwym punkcie. Przy dumnym udziale Polski część państw nie zważając na kary odmówiła przyjęcia uchodźców.

Wprowadzenie rozporządzenia Dublin III spowodowało z kolei, że napływ uchodźców do Europy został zablokowany tak, żeby skupiał się w kilku krajach przyjmujących (pierwszy kraj, w którym złożono wniosek, jest tym, który rozstrzyga).

W praktyce oznacza to, że kraje graniczne UE, do których najczęściej trafiają uchodźcy (Grecja, Włochy, Hiszpania, Malta) zostają z problemami same. Obozy dla uchodźców są przeludnione, oczekiwanie na rozpatrzenie wniosku o azyl może trwać latami.

Doprowadziło to niektóre rządy do tak nieludzkich pomysłów, jak kryminalizacja akcji ratujących życie uchodźców przepływających Morze Śródziemne na prowizorycznych tratwach. UE całkowicie się z ratowania wycofała. Z danych Międzynarodowej Organizacja ds. Migracji ONZ wynika, że w samym 2019 roku przez Morze Śródziemne do Europy przedostało się prawie 105 tys. ludzi. 1 246 zginęło podczas próby przedostania się na ląd.

Potrzeba rąk do pracy

Postulat niemieckich miast jest nie tylko humanitarny, ale też racjonalny. W Niemczech i w całej Europie brakuje rąk do pracy, a będzie coraz gorzej.

Wiedeński Instytut Międzynarodowych Studiów Ekonomicznych w opublikowanym w czerwcu 2019 raporcie informuje, że Europa zbliża się do "punktu zwrotnego", kiedy popyt na pracę stanie się równy podaży - innymi słowy, niedobór rąk do pracy zacznie ograniczać wzrost gospodarczy.

Z problemem jako pierwsze będą musiały zmierzyć się państwa Europy Środkowo-Wschodniej osłabione emigracją do Europy Zachodniej. Niemcy już dziś starają się przeciwdziałać osłabiającym gospodarkę brakom na rynku pracy i otwierają rynek dla imigrantów spoza UE.

„Zapewnienie wykwalifikowanej siły roboczej jest kluczowym wyzwaniem dla utrzymania dobrobytu i bezpieczeństwa w perspektywie długoterminowej” – mówił niemiecki minister pracy Hubertus Heil.

Polska: rząd przeciwko miastom

Polski rząd na imigrantów i uchodźców (między którymi nie widzi różnicy) jest wiecznie obrażony. Mimo że przyjmujemy najwięcej imigrantów spoza UE, ekipa PiS woli unikać tematu, a kiedy trzeba, wraca do kampanii strachu przed imigrantami.

Rząd PiS do dzisiaj uważa zablokowanie solidarnej relokacji uchodźców za swój wielki sukces. "Pomagamy na miejscu" - chwaliła się Beata Kempa, chociaż - jak pisaliśmy: jesteśmy jednym z państw, które pomaga najmniej (jak na swoje możliwości) i w dodatku mało efektywnie.

Beata Szydło uważała, że Polska swoje już zrobiła, bo przyjęła milion uchodźców z Ukrainy - ten milion to tak naprawdę imigranci z Ukrainy, którzy nie przyjeżdżają po pomoc, tylko do pracy i ratują naszą gospodarkę.

Kiedy w grudniu 2016 roku radni i prezydent Sopotu zwrócili się do rządu o umożliwienie przyjęcia sierot z Aleppo, MSWiA odpowiedziało, że to zbyt skomplikowane, Polska wystarczająco pomaga Syryjczykom. "Poinformowano nas, że w ubiegłym roku do Polski przyjętych zostało 40 uchodźców z Syrii, więc jeśli miasto chce, może pomóc tym, którzy już tu są" – relacjonowała rzeczniczka miasta Sopot.

Uchodźców nie musimy szukać daleko. Do Polski wciąż próbują uciekać Czeczeni. Próbują, bo polska straż graniczna udaje, że prośby o azyl nie słyszy i łamiąc prawo międzynarodowe, nie wpuszcza uciekających.

Miasta, które otworzyły się na uchodźców i imigrantów, np. Gdańsk, gdzie przy magistracie powstała Rada ds. Imigrantów były przez rządowe media bezlitośnie oczerniane. Rok po śmierci prezydenta Adamowicza, sąd ukarał TVP za naruszenie dóbr gminy.

Udostępnij:

Marta K. Nowak

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne