0:00
Prawa autorskie: Sławomir Kamiński / Agencja GazetaSławomir Kamiński / ...
20 maja 2021

Nowy ład podatkowy “pogrzebie klasę średnią”? Uspokajamy: za wcześnie na taki nekrolog

Wbrew twierdzeniom wielu polityków i publicystów, zmiany podatkowe zapowiedziane przez rządzących nie są "pogrzebem klasy średniej". Wprowadzają (tylko i aż) nieco większą równość we wciąż bardzo nierównych obciążeniach pracowników i samozatrudnionych. Pisowskie ministerstwo dziwnych kroków robi tym razem krok w dobra stronę. Ale na drodze są też pułapki

Wydrukuj

Zaprezentowany w sobotę “Polski Ład” - swego rodzaju program wyborczy Zjednoczonej Prawicy, choć oficjalnie żadnych wyborów nie ma na horyzoncie - to mieszanka pomysłów o różnym poziomie głębi i sensu: od niezłych, przez byle jakie, po doskonale idiotyczne.

Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło w sobotę 15 maja 2021 „Polski Ład” – kompleksową zapowiedź zmian m.in. w systemie podatkowym, systemie ochrony zdrowia, programie mieszkaniowym. W OKO.press omawiamy kolejne jego elementy. Opublikowaliśmy już m.in. analizę warstwy ideologicznej „Polskiego Ładu”, analizę pomysłów mieszkaniowych i artykuł wpływie ładu na dochody samorządów.

Po pierwszej fali reakcji nie ma jednak wątpliwości, który z punktów budzi największe zainteresowanie i emocje - to pakiet zmian w systemie podatkowo-składkowym.

“Narodowym socjalistom nie w smak niezależna od władzy klasa średnia” - napisał Radosław Sikorski z PO.

„PiS postanowił zaorać najbardziej aktywną klasę średnią” – komentowała dla OKO.press Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej.

“Nowy Ład może pogrzebać klasę średnią” - prognozował w Onecie publicysta Łukasz Warzecha.

“»Polski ład« to kolejna propozycja, która uderza w i tak już mocno przetrzebioną klasę średnią i przedsiębiorców” - to z kolei publicystka Eliza Michalik na łamach “Gazety Wyborczej”.

Czy klasa średnia faktycznie stanęła przed pisowskim plutonem egzekucyjnym? Część takich obaw da się zrozumieć. Krytyczne opinie formułują zresztą nie tylko politycy liberalnej i prawicowej opozycji, ale też drobni przedsiębiorcy - ci ostatni podnoszą, że zmiany mają nastąpić, gdy część z nich liże jeszcze rany po pandemii, a koszty działalności (np. ceny prądu) rosną.

Musimy jednak (na swój sposób) uspokoić czytelników: zagrożenie dla rzeczywistej, a nie publicystycznej klasy średniej - jeśli w ogóle istnieje - jest w “Polskim Ładzie” zupełnie inne.

Podatki w dół, podatki w górę

W całej ostrej debacie, która wybuchła po prezentacji "Polskiego Ładu", chodzi o dwie zapowiedzi obniżki podatków:

  • Podniesienie kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł rocznie i, jak można wnioskować z zapowiedzi rządzących, uczynienie jej powszechną.
  • Podniesienie drugiego progu podatkowego (32 proc.) z 85 528 zł do 120 tys zł rocznie.

Oraz dwie zapowiedzi podwyżki podatków:

  • Zmiana w rozliczaniu składki zdrowotnej. W tej chwili 7,75 proc. z 9-procentowej składki odlicza się od podatku dochodowego. Ta zasada zostanie zlikwidowana.
  • Likwidacja ryczałtu składki zdrowotnej dla przedsiębiorców. Składka ma być naliczana liniowo, tak jak u pracowników etatowych.

Do tego mamy deklarację wprowadzenia “ulgi dla klasy średniej”. Przedstawiciele rządu najpierw twierdzili, że będzie to kroczący wzrost kosztów uzyskania przychodu, dzięki któremu dla osób z dochodami do 11 tys. brutto reforma podatkowa będzie nieodczuwalna. Potem Ministerstwo Finansów oświadczyło, że nie będzie to zmiana kosztu uzyskania przychodu tylko “specjalny algorytm”. Niewykluczone, że rząd sam jeszcze do końca nie wie, jak praktycznie zrealizuje swoją zapowiedź (według "Dziennika Gazety Prawnej" swoje trzy grosze próbuje jeszcze dodać wicepremier Gowin), niemniej warto brać ją poważnie.

Uwaga: choć komunikaty Zjednoczonej Prawicy są chaotyczne, możemy zakładać, że “ulga dla klasy średniej” obejmie wyłącznie osoby zatrudnione na umowie o pracę, ominie natomiast samozatrudnionych.

No dobrze, ale co z tego wszystkiego wynika dla tzw. zwykłego człowieka?

Kto zyska, kto straci

Konkretne zyski i straty podatników różnią się w zależności od sposobu, w jaki się rozliczają (samodzielni podatnicy i małżeństwa, osoby z dziećmi lub bez itp.).

Etatowcy

Podstawowa tabela korzyści i strat dla pracowników etatowych wygląda następująco (za Min. Finansów):

Widać, że względnie najwyższe korzyści odnoszą osoby o niskich zarobkach, w okolicach płacy minimalnej (w tym roku to 2800 zł brutto). Dla pracowników z medianą (dziś zapewne ponad 4 tys. zł brutto - dane o wynagrodzeniach w Polsce nie są wystarczająco regularne i precyzyjne) reforma oznacza zysk ok. 100 zł netto. Dla pracownika z przeciętnym wynagrodzeniem (5167 zł w 2020 roku, ale płace cały czas rosną) reforma - gdy już wejdzie w życie - będzie prawdopodobnie neutralna.

Emeryci

Spójrzmy teraz na emerytów - głównych beneficjentów reformy (o czym jeszcze za chwilę). Poniższe zestawienie przygotował Instytut Emerytalny. Opiera się ono na założeniu, że emeryci też nie będą mogli odliczyć składki zdrowotnej od podatku dochodowego - zapowiedzi rządzących nie są tu całkiem jasne.

W przypadku emerytek pobierających emeryturę minimalną (w tym roku 1251 zł brutto) miesięczna korzyść netto wyniosłaby prawie 70 zł. Przy przeciętnej emeryturze (ok. 2500 zł brutto) “zysk” na rękę wyniósłby ponad 180 zł.

Zmiany podatkowe zapowiedziane przez rządzących najbardziej dotkną część samozatrudnionych. Tabelę zysków i strat przedstawiła organizacja audytorsko-doradcza Grant Thornton.

Powyższa kalkulacja zakłada podwyższenie kwoty wolnej dla wszystkich samozatrudnionych - bo tak należałoby rozumieć hasło "wyższa kwota wolna dla wszystkich". Dziś z kwoty wolnej nie korzystają przedsiębiorcy, którzy wybrali bardzo opłacalną przy wysokich dochodach opcję liniowego opodatkowania 19 proc. Jeśli kwota wolna ich nie obejmie, ich strata będzie wyższa niż podana w tabeli. Część z nich - ci, których dochody nie przekraczają 200 tys. rocznie - będzie musiała rozważyć powrót do zwykłego opodatkowania wg skali, bo PIT36L przestanie im się opłacać.

Średniacy zyskują najbardziej

Według ministerstwa finansów zmiany oznaczają, że zyskuje:

  • 90,6 proc. emerytów - 3/4 nie zapłaci podatku PIT (9 na 10 emerytów zyskuje - 8,16 mln emerytów)
  • 67,9 proc. osób zatrudnionych na umowę o pracę - 8,32 mln osób
  • 40 proc. osób prowadzących działalność gospodarczą - 0,5 mln działalności

Całkowite korzyści netto dla gospodarstw domowych w wyniku reformy mają wynieść między 5,1 mld zł a 7,0 mld zł rocznie.

Centrum Analiz Ekonomicznych CenEA opublikowało analizę skutków zapowiadanych zmian dla podatników o różnych dochodach. Co z niej wynika?

  • Na proponowanych rozwiązaniach podatkowych 10,9 mln gospodarstw domowych odniesie korzyści powyżej 10 zł miesięcznie.
  • Dla kolejnych 1,5 mln gospodarstw zmiany dochodu w wyniku propozycji będą ograniczone w przedziale od -10 do + 10 zł miesięcznie.
  • 1,0 mln gospodarstw straci od 10 do 250 zł miesięcznie, co daje łączną stratę w wysokości 1,3 mld zł rocznie,
  • Dochody 0,4 mln gospodarstw spadną o więcej niż 250 zł miesięcznie.

I tutaj istotna informacja w kontekście dyskusji o "grzebaniu klasy średniej": to właśnie średniacy zyskują na zmianach najbardziej.

Przeciętnie bowiem najwięcej zyskają gospodarstwa domowe ze środka rozkładu dochodów. Dochody gospodarstw w grupach decylowych 4-6 wzrosną średnio o około 260 zł miesięcznie.

(W metodzie decylowej pierwszy decyl - pierwsze 10 proc. - to najuboższa cześć społeczeństwa, a ostatni decyl - ostatnie 10 proc. - najbogatsza. Grupy decylowe 4-6 są w środku tego rozkładu - przyp. red.)

Zyskają też, choć mniej, gospodarstwa z najniższej grupy dochodowej - przeciętnie 64 zł miesięcznie. Dochody gospodarstw z najwyższej grupy decylowej spadną przeciętnie o 1 390 zł miesięcznie.

CenEA wyliczyła zmiany dochodu dla sześciu typów rodzin – czterech w wieku produkcyjnym (osób samotnych, rodziców samodzielnie wychowujących dzieci, małżeństw bez dzieci, małżeństw z dziećmi) oraz dwóch w wieku emerytalnym (osób samotnych i małżeństw w wieku 60+ i 65+ odpowiednio dla kobiet i mężczyzn).

Okazuje się, że grupą, która na zmianach skorzysta najbardziej, są rodziny osób w wieku emerytalnym, których głównym źródłem dochodu są świadczenia emerytalno-rentowe.

Dochody rodzin osób w wieku 60+/65+ wzrosną łącznie o 11,3 mld zł rocznie. To ponad połowa łącznych kosztów reformy w systemie PIT dla systemu finansów publicznych (jak podaje Ministerstwo Finansów – 21 mld zł rocznie).

Klasa średnia nie straci

Co z tego wszystkiego wynika? Po pierwsze, naprawdę trudno nazwać podatkowy nowy ład zamachem na klasę średnią. Definicji klasy średniej jest co niemiara - stąd bez wątpienia bierze się część sporu - ale gdy mówimy o podatkach, najlepiej sięgnąć po tę ekonomiczną.

Według popularnej definicji stosowanej przez OECD klasę średnią stanowią osoby z zarobkami rzędu od 75 do 200 proc. mediany dochodów (taka definicja jest całkiem zgodna z potocznym rozumieniem: wg CBOS 76 proc. Polaków uważa się za przedstawicieli klasy średniej).

Takie osoby nie stracą na zapowiadanych przez rządzących zmianach podatkowych, znaczna część natomiast zyska.

W Polskiej publicystyce klasą średnią nazywa się jednak często osoby należące do najzamożniejszego segmentu społeczeństwa, które wg praktycznej ekonomicznej definicji należałoby raczej nazwać klasą wyższą. Część takich osób faktycznie straci na zmianach zapowiadanych przez PiS. Zmiana będzie szczególnie zauważalna w przypadku zamożnych samozatrudnionych.

Warto jednak podkreślić:

  • Obciążenie najzamożniejszych osób w Polsce i tak będzie znacząco niższe niż w wielu krajach europejskich.
  • Samozatrudnieni o wysokich dochodach pozostaną względnie mało obciążeni - podatkowy nowy ład jest tu zaledwie korektą wciąż mało progresywnego systemu składkowo-podatkowego.

Czy jest się czego bać?

Nie znaczy to, że z propozycją prawicy wszystko jest ok. Pomysł reformy miejscami wygląda chaotycznie, "ulga dla klasy średniej" wyliczana przy pomocy enigmatycznego algorytmu sprawia wrażenie doraźnej łatki na nie całkiem przemyślanym systemie - to nie wzbudza zaufania.

Problemem jest też forma przedstawienia planu: na dziwnej parawyborczej konwencji partyjnej, bez szerszej debaty i sensownego harmonogramu. Cześć przedsiębiorców mogła poczuć, że ich sposób prowadzenia księgowości lada moment zostanie wywrócony do góry nogami (składka zdrowotna uzależniona od dochodów to faktycznie mała rewolucja).

Eksperci - w tym autorzy cytowanego raportu CenEA - zwracają uwagę, że w okresie odbudowy po pandemii lepszym narzędziem niż kwota wolna mogło być zwiększenie kosztów uzyskania przychodu. W praktyce to kwota wolna od podatku dostępna tylko tym, którzy pracują. "Wyższa kwota wolna podniesie dochody z transferów czy z emerytur, ale emeryci otrzymują 13. i 14. emeryturę i dochody w pandemii nie spadają. Spadają natomiast dochody pracujących" - mówił OKO.press Piotr Lewandowski, szef Instytutu Badań Strukturalnych. "W ten sposób można zmniejszyć obciążenia pracujących osób z niskimi dochodami. A koszt fiskalny takiej zmiany będzie o rząd wielkości mniejszy".

Ale chyba największe wątpliwości budzi fakt, że reforma jest skalibrowana tak, że zmniejszy dochody sektora publicznego - w tym samorządów.

To bodaj jeden z nielicznych w historii przypadków, gdy wprowadzenie większej progresji podatkowej zmniejszy możliwości finansowe państwa, zamiast je zwiększyć.

Rzecznik PiS Radosław Fogiel wyraził parę dni temu nadzieję, że skłoni to samorządy do pozytywnej próby zracjonalizowania wydatków. W języku gładkiej politycznej nowomowy oznacza to po prostu cięcia w wydatkach i politykę zaciskania pasa.

Jeśli w wyniku reformy podatkowej szeroko rozumiane państwo zacznie w ten sposób oszczędzać na usługach publicznych, wówczas faktycznie będziemy mogli mówić o "zamachu na klasę średnią". Odrobinę większa progresja podatkowa takim zamachem nie jest.

Udostępnij:

Bartosz Kocejko

Redaktor OKO.press. Kieruje działem społeczno-ekonomicznym. Czasem pisze: o pracy, podatkach i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne