Nowy rok szkolny 2026/2027. Pośmiejmy się razem
Zaprzyjaźniona pielęgniarka, gdy przywołuje barwne anegdoty zawodowe, dodaje „w medycynie jak w kinie”. To takie jej powiedzonko, które ma oznaczać, że w szpitalu wszystko się może zdarzyć. Gdy ja opowiadam, co u mnie w pracy, dodaję „kto pracuje w szkole, w cyrku się nie śmieje”
To takie moje powiedzonko, które ma oznaczać, że w polskiej oświacie dzieje się tak dużo, że nie sposób nadążyć i niby chce się człowiekowi z tego śmiać, ale tak naprawdę to jesteśmy zmęczeni. Jak taki smutny klaun z obrazka.
W szkolnictwie nieustannie pojawiają się nowe pomysły rozwiązań, wszystkie bez wyjątku obmyślane przez osoby niepracujące w szkołach. Wdrażanie tych propozycji pochłania gigantyczne zasoby – czas, pieniądze, naszą energię do pracy z dziećmi i młodzieżą – a one nie rozwiązują najbardziej palących problemów polskiej edukacji. Czasem nawet się wydaje, że coś tam rozwiążą, ale potem się okazuje, że jednak nie. Albo że właściwie to nie mamy do czynienia z nowym rozwiązaniem, tylko z powrotem do tego, co było. I było dobre.
Jako przykład posłużyć może kilka incydentów inaugurujących wejście w nowy rok szkolny 2026/2027.

Komentarze