12 listopada 2022

Kocioł Niepodległości. Obywatele RP 6 godzin na zimnie w kordonie policji. "Testujemy system"

"W niczym nie naruszyliśmy prawa. Użycie siły było bezprawne, podobnie jak przetrzymywanie w policyjnym kotle. Jedynym powodem akcji policji było zapewnienie komfortu nacjonalistom" - mówi OKO.press adwokat Radosław Baszuk, Obywatel RP

"Przyjechałem do nich około 20:00. Stali zziębnięci, około 16 osób, w taką pogodę nie posiedzisz na ziemi. Otaczał ich ciasny krąg 60 może nawet 80 policjantów. Działo się to na tyłach hotelu Indigo przy ul. Smolnej [w Warszawie]. Była już na miejscu dr Hanna Machińska, zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich, znana z tego, że interweniuje w takich przypadkach. Negocjowała, żeby nasi mogli chociaż skorzystać z toalety. Dopiero wtedy im pozwolili, a przecież obok stoją toi-toie. Udało nam się z żoną wejść do środka, podaliśmy koleżankom i kolegom herbatę" - opowiada Radosław Baszuk, adwokat, w ruchu Obywateli RP od 2019 roku.

Obywatele RP tradycyjnie manifestowali swój sprzeciw wobec nacjonalistycznych treści Marszu Niepodległości.

"Akcja zaczęła się po 14:00. Naszej grupie udało się zejść z ulicy Smolnej na trawnik przy Alejach Jerozolimskich, czyli tuż przy trasie marszu i rozwinąć transparent Nacjonalizm to nie patriotyzm. Około 14:30 policja rzuciła się na nich, bez żadnego pouczenia, nie wydali nawet polecenia rozejścia się. Ktoś powiedział Siadamy, ale nie zdążyli usiąść. Znosili ich jedno po drugim na tyły hotelu Indigo i odkładali na ziemię, a potem otoczyli kordonem" - mówi Baszuk. - "Na szczęście nie mam informacji, by ktokolwiek poważniej ucierpiał".

Policjanci wynoszą Obywateli RP, Warszawa, 11.11.2022. Robert Kuszyński/OKO.press

Przez kilka następnych godzin policja blokowała aktywistów i aktywistki, cały czas żądając wylegitymowania się, ale Obywatele RP odmawiali.

Baszuk: "Bo nie było żadnego powodu do legitymowania. Art. 57 Konstytucji mówi, że »każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich«. Konstytucja precyzuje w art. 31, że »ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw«".

Niektórzy prawnicy doradzają jednak, by w takich sytuacjach dać się wylegitymować i pójść do domu.

To byłaby zgoda na działanie bezprawne. Legitymowanie ma na celu ustalenie tożsamości. Policja może go dokonać w momencie wystąpienia rzeczywistego podejrzenia popełnienia przestępstwa lub wykroczenia. Są wyroki sądów, które potwierdzają, że nie wolno legitymować bez powodu.

Art. 14 ustawy o policji mówi, że policja wykonuje swoje czynności w celu "rozpoznawania, zapobiegania i wykrywania przestępstw, przestępstw skarbowych i wykroczeń". A art. 15, że "policjanci wykonując czynności, o których mowa w art. 14, mają prawo do legitymowania osób w celu ustalenia ich tożsamości".

Bardzo słusznie. Jak mówił Wojtek [Kinasiewicz jeden z liderów Obywateli RP], oni nawet mówili o tym art. 15, "jak katarynki". Tylko tu nie było żadnego przestępstwa ani wykroczenia. Nasza akcja nie miała na celu blokowania Marszu Niepodległości. Legitymując obywatela policjant musi wskazać podstawę prawną, a oni tego nie potrafili zrobić.

"Około 16:00 wydawało się, że zaraz ich puszczą. Dzwonił do mnie Wojtek, że to taki standard, nic groźnego. Powiedział nawet, że będą dawali protokoły zatrzymania do podpisywania. To by było coś, pierwszy raz policja przyznałaby, że kocioł to forma zatrzymania, a nie że po prostu trzymają cię, bo trwają czynności. Jednak niczego nie dali, tylko cały czas żądali wylegitymowania się. Nikogo nie wypuścili z kotła, nawet do toalety.

Po 18:00 Wojtek wydzwonił już dr Machińską. Powiedział mi, że to zaczyna przypominać Sylwestra 2020. Przygotowaliśmy z żoną herbatę i ruszyliśmy w drogę.

[31 grudnia 2020 od godz. 19:00 policja trzymała w kordonie Obywateli RP i innych protestujących przeciwko sylwestrowej i noworocznej godzinie policyjnej. Policjanci odpuścili dopiero przed 1 w nocy. Jeden z liderów Obywateli RP, Paweł Kasprzak, mówił wtedy OKO.press, że życzy „tym, którzy, jak tu obecni, uprawiają zawód rewolucjonisty, żeby zdali sobie sprawę, że to pasmo niepowodzeń to jest normalny los rewolucjonisty, bo on polega na waleniu głową w ścianę. I to się nie udaje, frustruje, rodzi uczucie porażki, a udaje się tylko raz. I wtedy rewolucjonista może wrócić do domu, do rodziny, do swoich normalnych zajęć. Ja o tym marzę i myślę sobie, że tego właśnie mógłbym Państwu życzyć: żeby tacy wariaci, jak ja, wrócili do domu i żeby wreszcie w Polsce było normalnie i spokojnie”].

Po naszym przyjeździe wciąż trwały negocjacje z policją, żeby nas wypuścić. A jeśli popełniliśmy jakieś przestępstwo czy wykroczenie, to proszę podać jakie. Pojawiła się reporter TVN24, a także poseł PO Michał Szczerba, to chyba zrobiło na nich wrażenie" - relacjonuje Baszuk.

Po godz. 21:00 policjanci wyprowadzili kilka osób z kotła w kierunku radiowozów.

Baszuk: "Tym, których znali z nazwiska, jak Wojtek Kinasiewicz, Danuta Zawadzka czy Anka Paździejewska, wręczyli protokoły zatrzymania. Na komendę zabrali m.in. Piotra Olejniczaka, Michała Dadleza, prywatnie profesora Uniwersytetu Warszawskiego, Danutę Zawadzką, Pawła Kopyta i kilka osób nam nieznanych. które dołączyły do protestu. Brutalnie wyciągnęli też do radiowozu Mariusza Piłata. W nocy wszyscy zostali zwolnieni".

Czy jest sens robić takie akcje, skoro wiadomo, że was spacyfikują?

Oczywiście, że jest, testujemy system.

Jeśli tego nie zrobimy, nikt nie podda działań policji kontroli. Pokazujemy, że policja łamie prawo. Uniemożliwia pokojowa manifestację, która mogłaby drażnić nacjonalistów.

Czyli policja działała dla komfortu narodowców?

Nie widzę innego powodu. W niczym nie naruszyliśmy prawa. Taka kontrmanifestacja to rzecz w demokracji całkowicie legalna. Ludzie mają prawo dawać wyraz swoim przekonaniom, a nawet demokracja tego od nas, obywateli i obywatelek, oczekuje. Słyszałem w TVN24, że rzecznik policji Sylwester Marczak użył ciekawego słowa "ewakuacja", powiedział, że osoby demonstrujące znalazły się w "strefie działania policjantów i zostały ewakuowane stamtąd przez policjantów". Przyjmijmy na moment tę absurdalną tezę, że trzeba było Obywateli RP "ewakuować".

No to skoro zostali "ewakuowani" i zagrożenie ustąpiło, dlaczego nie można było ich puścić?

Ktoś postanowił, że lepiej potrzymać ludzi parę godzin na zimnie. Policjanci się zmieniali, żeby nie zmarznąć.

W rozmowie z TVN 24 Marczak powołał się na art. 65a Kodeksu wykroczeń: „Kto umyślnie, nie stosując się do wydawanych przez funkcjonariusza Policji lub Straży Granicznej, na podstawie prawa, poleceń określonego zachowania się, uniemożliwia lub istotnie utrudnia wykonanie czynności służbowych, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”.

Ale nawet tam jest wyraźnie powiedziane, że polecenia mają być wydawane na podstawie prawa.

Podczas Marszu Niepodległości 2019 roku usunęli was, dopiero gdy czoło pochodu podeszło do miejsca zgromadzenia.

Tym razem lepiej zadbali o komfort nacjonalistów, których mógłby zdenerwować transparent informujący, że ich postawa nie ma nic wspólnego z patriotyzmem.

Czytaj inne materiały OKO.press o Marszu Niepodległości:

Obejrzyj też nasze relacje z Marszu Niepodległości

Oraz z antyfaszystowskiej manifestacji "Za wolność waszą i naszą"

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne