„Odbijamy się od dna”. Spadki liczby urodzeń hamują w niemal całej Europie. Dlaczego?
Coś się zmienia – ostatnie dwa lata przyniosły drobne odbicie w liczbie urodzeń. Co się dzieje? I czy to już nowy trend? Rozmowa z Anną Rotkirch, doradczynią ds. ludnościowych w rządzie Sanny Marin
Jeszcze 20 lat temu ustawodawcy z Wielkiej Brytanii, Japonii i USA przyjeżdżali do Helsinek, żeby uczyć się, jaka polityka stoi za cudem na porodówkach. Jednak nawet najhojniejsza oferta socjalna nie uchroniła Finlandii przed demograficzną zapaścią, która dotknęła niemal cały świat. W ostatnich miesiącach coś jednak zaczęło się zmieniać i powoli widać to w statystykach. O demograficznym odbiciu, na które Europa czeka już niemal dwie dekady, rozmawiamy z Anną Rotkirch, badaczką i demografką, dyrektorką Instytutu Badań Populacyjnych z Fińskiej Federacji Rodzin, doradczynią ds. ludnościowych w rządzie Sanny Marin.
Anton Ambroziak, OKO.press: Gdy odwiedziłem wiosną tego roku Helsinki, na ulicach wcale nie potykałem się o elektryczne hulajnogi, tylko wózki dziecięce. Widziałem mnóstwo ludzi w moim wieku nie z jednym, a dwójką lub trójką maluchów. Czy to już nowy trend, a może jedynym, co się zmieniło, jest zachowanie rodziców, którzy nie siedzą w domach, tylko aktywnie wychodzą do ludzi?
Anna Rotkirch: Nie wydaje ci się, sami obserwujemy dokładnie to samo. W moim około dwudziestoosobowym zespole, mimo że nie każdy może już mieć dzieci, aż pięć osób spodziewa się ich w tym roku.

Komentarze