Prawa autorskie: Patryk Ogorzalek / Agencja Wyborcza.plPatryk Ogorzalek / A...
07 października 2022

Latanie do Rzeszowa za publiczne pieniądze to nie było najgorsze, co zrobił Kuchciński

Komentatorzy wypominają Markowi Kuchcińskiemu loty do Rzeszowa. Według mnie zapisał się w historii politycznej jako jeden z głównych niszczycieli polskiego parlamentaryzmu

Marek Kuchciński został szefem Kancelarii Premiera. To kończy obecną odsłonę walk w obozie władzy.

„Z punktu widzenia Nowogrodzkiej jest doskonałym kandydatem. Nie buduje frakcji, nie ma dworu, jest lojalny tylko wobec Jarosława Kaczyńskiego. To wystarczy, to jest najwyższa rekomendacja” – tłumaczyła ten awans w rozmowie z Dominiką Sitnicką z OKO.press dziennikarka polityczna „Gazety Wyborczej” Agata Kondzińska.

Według doniesień różnych mediów Kuchciński miał nie knuć w ramach ostatnich walk frakcyjnych w PiS. Nie stanął ani po stronie Mateusza Morawieckiego, ani po stronie Jacka Sasina. Dostał posadę po Michale Dworczyku – wiernym współpracowniku premiera.

Posłuchaj także:

Posłuchaj

time

Wspominając dokonania Marka Kuchcińskiego, komentatorzy najczęściej wymieniają jego kosztowne loty do Rzeszowa. To z ich powodu stracił stanowisko marszałka Sejmu w sierpniu 2019. Jednak moim zdaniem, Kuchciński ma na koncie inne „zasługi”, których nie można mu zapomnieć. W skrócie: jest jednym z głównych niszczycieli polskiego parlamentaryzmu.

Był kluczową postacią kryzysu sejmowego w 2016

„Wydarzenia 16 grudnia 2016 – wykluczenie posła Szczerby, przeniesienie obrad do Sali Kolumnowej, blokada Sejmu – wstrząsnęły polską polityką. Wstrząsnęły też życiem autora tego tekstu. Z winy marszałka Kuchcińskiego zostałem dziennikarzem prawnym” – napisał w styczniu 2017 roku dziennikarz OKO.press Daniel Flis.

Te wydarzenia zmieniły też życie innych osób, między innymi sędziego Igora Tuleyi. Ale nie marszałka Kuchcińskiego.

W pisanej na gorąco analizie wydarzeń z tamtej nocy Daniel Flis stwierdził, że „marszałek Kuchciński złamał regulamin w co najmniej czterech miejscach: nie sprawdzając kworum, nie dopuszczając posłów opozycji do głosu, pozwalając na łączenie poprawek opozycji w bloki oraz nie wpuszczając dziennikarzy do Sali Kolumnowej”. Nasz dziennikarz konkludował:

„Kuchcińskiemu grozi za to do trzech lat więzienia – tyle może dostać funkcjonariusz publiczny za przekroczenie uprawnień”.

Sprawę karną wytoczył Kuchcińskiemu poseł Michał Szczerba. Oskarżył go o nadużycie uprawnień (art. 231 kk). Kuchcińskiemu jednak nic nie grozi, dopóki chroni go immunitet. A chroni, sprawa pozbawienia go ochrony prawnej do dziś nie stanęła na sejmowej „wokandzie”. Zupełnie inaczej niż sprawy immunitetu posłów opozycji – Joanny Scheuring-Wielgus czy Sławomira Nitrasa. W międzyczasie zresztą przestępstwo nadużycia władzy przez marszałka się przedawniło.

View post on Twitter

Tymczasem Kuchcińskim zajmie się Europejski Trybunał Praw Człowieka. Poseł Szczerba zgłosił się bowiem nie tylko do polskich organów ścigania, ale również do Trybunału w Strasburgu, a ten właśnie zaczął badać sprawę. Oceni, czy „arbitralne wykluczenie posła z obrad Sejmu narusza jego wolność słowa i prawo uczestnictwa w debacie publicznej”.

Osobą, która jak dotąd ponosi największe konsekwencje kryzysu sejmowego, jest sędzia Igor Tuleya. Po tym, jak prokuratura po raz pierwszy umorzyła postępowanie dotyczące tego, co działo się w Sejmie w grudniu 2016, sprawa trafiła do Tuleyi.

„Na wniosek czterech posłów sędzia Igor Tuleya w 2017 roku bada sprawę i nakazuje przeprowadzić postępowanie i posprawdzać, co się naprawdę w Sejmie działo. Prokuratura wszczyna i umarza sprawę ponownie. Zaś w lutym 2020 roku wnosi o uchylenie immunitetu Tuleyi. Powodem wniosku jest… podejrzenie ujawnienia informacji z postępowania przygotowawczego oraz danych i zeznań świadka, które naraziły bieg śledztwa” – pisała w OKO.press Agnieszka Jędrzejczyk.

Tuleya do dziś nie wrócił do pracy.

Otoczył Sejm barierkami

Kiedyś na teren Sejmu mógł wejść każdy obywatel i obywatelka. Marszałek Kuchciński to zmienił.

„W sierpniu 2016 roku, w reakcji na protesty Obywateli RP pod Sejmem, marszałek Marek Kuchciński powiększył »strefę bezpieczeństwa«, do której wejście mają jedynie osoby z przepustkami. Kiedyś należały do niej tylko budynki parlamentu. Na teren otaczający je każdy mógł wejść swobodnie. Teraz przepustka potrzebna jest także na tym terenie. A Straż Marszałkowska nakłada roczny zakaz wejścia do Sejmu na każdego, kto – z przepustką czy bez – wejdzie tam i np. rozwinie flagę Polski” – pisała w OKO.press Bianka Mikołajewska.

Latem 2017 roku Sejm został ogrodzony. Barierki raz były bliżej, raz dalej, czasem zajmowały chodnik. Stały się wyrazistym symbolem: tu są obywatele, a tam władza.

Bezprawnie ograniczał pracę mediów

To najbanalniejsza z banalnych obserwacja: władza wykazuje naturalną wręcz skłonność do kontrolowania informacji na swój temat. Dlatego fundamentalną instytucją demokracji i kluczowym elementem równowagi władz są media. Od początku swoich rządów w Sejmie Marek Kuchciński w ten fundament uderzał.

16 grudnia 2017 roku Kuchciński zakazał dziennikarzom wstępu do Sejmu. Z perspektywy pięciu lat wydaje mi się wręcz nierealne, że coś takiego mogło się wydarzyć. Żadnej kamery, mikrofonu, dziennikarki z dyktafonem, notesem? A jednak. W czasie, gdy w Sejmie trwały wydarzenia poruszające opinię publiczną (opozycja blokowała mównicę w proteście przeciwko odebraniu głosu posłowi Szczerbie), do budynku nie mógł wejść żaden dziennikarz ani dziennikarka. Opinia publiczna była zdana na to, co posłowie i posłanki pokażą w swoich relacjach.

To nie był jedyny przypadek działalności marszałka Kuchcińskiego wymierzonej w wolność prasy i prawo obywateli do informacji. Wydzielanie dla dziennikarzy specjalnych stref, odmawianie wydawania jednorazowych przepustek, wprowadzanie zakazów dla konkretnych osób – tak to wyglądało za Kuchcińskiego.

Wspomniany już dziennikarz OKO.press Daniel Flis wygrał niedawno proces w tej sprawie:

„Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną Marszałka Sejmu na wyrok sprzed trzech lat. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie stwierdził wtedy, że Marszałek Sejmu bezprawnie odmówił dziennikarzowi OKO.press wstępu na posiedzenie Sejmu 10 maja 2018 roku”.

Zbudował legislacyjny taśmociąg

Kuchciński zapewniał władzy komfort uchwalania, co chce i kiedy chce.

Ustawa za ustawą, często nocą, bez konsultacji i de facto bez debaty, bo wypowiedzi parlamentarzystów zostały skrócone do minimum. Nierzadko nie mogli nic powiedzieć, bo marszałek wyłączał im mikrofon. To za kadencji Kuchcińskiego jako marszałka, PiS przepchnął przez parlament ustawy niszczące Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny.

„Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej”. Wedle Konstytucji władzę ustawodawczą sprawuje parlament, a wykonawczą – prezydent i rząd. Za PiS (i Kuchcińskiego) to Sejm został władzą wykonawczą – wykonującą to, czego chce szef partii rządzącej.

Kuchciński wykonał też dla PiS robotę propagandową porównywalną z tym, co równolegle robił Jacek Kurski w TVP. Zapracował na jak najgorszą opinię parlamentu w polskim społeczeństwie. To, co bowiem dla jednych było walką o sądy, standardy, demokrację, dla innych było spełnieniem koszmaru. Oto „darmozjady, które się kłócą nie wiadomo o co, a my nic z tego nie mamy”.

Latał „w misje specjalne” z żoną i dziećmi. Do domu

Na trasie Warszawa-Rzeszów Marek Kuchciński leciał 92 razy – ujawnili dziennikarze w 2019 roku. Kosztowało to 4 miliony złotych. Czasem na pokładzie towarzyszyła mu rodzina. Loty miały tzw. status HEAD: „Lot statku powietrznego, na którego pokładzie znajdują się: Prezydent RP, Marszałek Sejmu, Senatu, Premier RP, wykonywany w misji oficjalnej, posiada status HEAD”. Dokumentację pięciu lotów HEAD, podczas których w weekendy wraz z Kuchcińskim leciała żona i dzieci, ujawnił poseł KO Sławomir Nitras.

Prokuratura nie wszczęła śledztwa wobec Kuchcińskiego. Na celownik wzięła za to osobę, która ujawniła całą sprawę. To były wysoki rangą funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa. Pełnił on „funkcję dowódcy ochrony przy wizytach pana prezydenta Donalda Trumpa i wizyty papieża, i innych ważnych uroczystości”. Co mu zarzuciła prokuratura? Korupcję. „W zamian za ujawnienie tajemnicy służbowej, a tą miała być lista lotów marszałka Kuchcińskiego, mój klient miał przyjąć propozycję pracy w spółkach Skarbu Państwa czy ratuszu warszawskim” – ujawnił adwokat Marek Mikołajczyk, pełnomocnik funkcjonariusza.

Paradoks? Ironia służb? Korupcją bowiem można nazwać to, co robił Kuchciński, latając „w oficjalne misje” do domu.

„Najprostsza definicja korupcji, którą posługuje się międzynarodowa organizacja Transparency International, mówi, że korupcja to nadużycie powierzonej władzy do celów prywatnych. Koniec, kropka. Zatem postępowanie marszałka po prostu jest korupcją, może nie w rozumieniu kodeksu karnego (choć wypadałoby, żeby zbadała to prokuratura), ale w sensie społecznym, politycznym i etycznym” – pisał w OKO.press ekspert od polityki antykorupcyjnej Grzegorz Makowski.

I jeszcze jeden fragment z tekstu Markowskiego:

„Marek Kuchciński został jedynie «ukarany» nieformalnie przez kolegę posła – prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. Jednak ten ostatni nakazał nie zwrot pieniędzy (bo zwrócone mogłyby być tylko tam, skąd zostały wyprowadzone), ale rodzaj «pokuty» w formie wpłaty na cele charytatywne. Co więcej, nie jest jasne, dlaczego pieniądze zostały przekazane w ten sposób na te, a nie inne cele, w tej, a nie innej kwocie, i właściwie na jakiej podstawie prawnej.

Trudno o bardziej plastyczną ilustrację rozmycia prawa i obyczaju dotyczących całego państwa”.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne