0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Il. Iga Kucharska / OKO.pressIl. Iga Kucharska / ...

We Lwowie nie padało od kilku tygodni, ale na betonowej wylewce widać kałuże. Woda, która wlała się z przeciekającego dachu, jeszcze nie wyschła. Rury na suficie są niepozasłaniane panelami, a część z nich jest nawet ze sobą niepołączona. Konstrukcja budynku zieje dziurami. Nie ma drogi dojazdowej, instalacji przeciwpożarowej, systemu odprowadzania wody.

IMG_4353
Zakład przetwarzania odpadów, stan w lipcu 2026 r. Fot. Krystyna Garbicz / OKO.press
Zakład przetwarzania odpadów, stan w lipcu 2026 r. Fot. Krystyna Garbicz / OKO.press
IMG_4330
Zakład przetwarzania odpadów, stan w lipcu 2026 r. Fot. Krystyna Garbicz / OKO.press

Zakład przetwarzania odpadów komunalnych, który we Lwowie – 4,5 kilometra od centrum miasta – budowała polska firma Control Process, nadal jest placem budowy, choć budynek powinien być gotowy od roku.

  • Polacy twierdzą, że Ukraińcy ich oszukali, nie wypłacając wszystkich pieniędzy, mimo że polska firma ukończyła 95 proc. projektu.
  • Ukraińcy z kolei – że to Polacy oszukali ich i chcieli wyłudzić pieniądze, w budynku jest do zrobienia o wiele więcej aniżeli ostatnie pięć proc.

W transgranicznym sporze biznesowym polski rząd bierze stronę polskiej firmy, natomiast Andrij Sadowy, mer Lwowa, i jego ludzie – stronę miejskiej inwestycji przetwarzania odpadów komunalnych.

W czerwcu, kiedy relacje polsko-ukraińskie były bardzo napięte, sprawa błyskawicznie obiegła internet. Mocno podbijali ją głównie politycy prawicy, PiS i Konfederacji. Dominuje jeden przekaz: polska firma zrobiła swoją robotę, wygrała przed każdym sądem i arbitrażem, a mimo to mer Lwowa Andrij Sadowy robi, co chce — zajmuje mienie, blokuje przedstawiciela polskiej ambasady, wysyła listy do Tuska, zamiast płacić faktury.

Gdzie leży prawda?

Przeczytaj także:

Wojna polsko-ukraińska pod flagą biało-czerwoną

„Przykład inwestycji realizowanej we Lwowie przez krakowską Control Process S.A. to sygnał, że trzeba być przygotowanym na rzeczy, od których przedsiębiorcy w Polsce już trochę odwykli” — pisał równo rok temu „Business Insider”. Demonizował ukraińską stronę, wskazując na nieetyczne działania, które mają na celu podkopać autorytet polskiego przedsiębiorstwa.

Control Process to krakowska firma, działająca na rynku od 35 lat. Buduje tłocznie gazu, oczyszczalnie ścieków, elektrociepłownie, zakłady przetwarzania odpadów. Ten ostatni miała wybudować również dla Lwowa. W 2020 roku wygrała przetarg, zobowiązując się, że za 35 mln euro w trzy lata zbuduje dla ukraińskiego miasta zakład przetwarzania odpadów.

Był to największy kontrakt, jaki polska firma podpisała dotąd z Ukrainą. Budowa ruszyła w 2021 roku. Po roku w Ukrainie wybuchła pełnoskalowa wojna.

Dziś obie strony twierdzą, że współpraca od początku układała się źle. W międzyczasie termin oddania zakładu przesunięto (najpierw do sierpnia, potem do października 2025 roku), a polska strona, za – jak wówczas twierdziła – wykonanie 75-80 procent prac otrzymała łącznie 29 mln euro.

Międzynarodowy skandal wybuchł jednak znacznie później. W sierpniu 2025 roku władze Lwowa napisały list do premiera Donalda Tuska:

„Na placu budowy fabryki we Lwowie biało-czerwona flaga Rzeczypospolitej Polskiej powiewa obok ukraińskiej. Dlatego chodzi nie tylko o kontrakt, ale także o reputację biznesową państwa. Wzywamy premiera Polski do interwencji w tej sytuacji w ramach ustawodawstwa krajowego. Lwów jest gotowy do współpracy i oczekuje, że Control Process wypełni swoje zobowiązania. Jest to test dla dalszego ukraińsko-polskiego partnerstwa gospodarczego” — czytamy.

W sprawę zaangażowali się dyplomaci i, jak słyszymy dziś w Ukrainie, obiecano, że zakład zostanie wybudowany do końca.

Zerwana umowa i międzynarodowy skandal

Wiosną 2025 roku kontakt z polską dyplomacją jednak się urwał. W marcu Lwów zerwał więc umowę z polską firmą.

„W związku z systematycznym niewykonywaniem swoich zobowiązań przez firmę Control Process S.A., a także z powodu niewykonania zaleceń inżyniera projektu i braku reakcji na te uwagi, podjęliśmy decyzję o rozwiązaniu umowy z tym wykonawcą” — przekazał Ołeksandr Jehorow, dyrektor Lwowskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego Zielone Miasto, cytowany na stronie internetowej Rady Miejskiej Lwowa.

Control Process w mediach twierdził już wtedy, że prace wykonał w 95 proc., a z resztą czekał na wypłatę, która wówczas miała urosnąć do 55 mln euro. Skąd ten wzrost? Jehorow tłumaczy nam, że to efekt indeksacji wartości prac. „Na przykład, jeśli na początku umowy litr oleju napędowego kosztował około 0,90 euro, to w 2024 roku – około 1,15 euro” – wylicza.

Sprawa oparła się o FIDIC (Międzynarodowa Federacja Inżynierów Konsultantów), która pełni rolę głównego arbitra i faktycznego kierownika projektu. Polska strona w mediach twierdzi dziś, że wygrała 9 procesów arbitrażowych i że w całości przyznano jej rację.

Tymczasem Ukraina podaje, że komisja FIDIC ds. rozstrzygania sporów nie ma charakteru arbitrażowego, a FIDIC sprawą zajmuje się dopiero wtedy, gdy podpisana zostanie trójstronna umowa, do czego nie doszło.

— Firma Control Process dysponuje jedynie decyzją prywatnego eksperta, który nie uwzględnił żadnych argumentów wynikających z umowy. Jest to opinia doradcza. I w żadnym wypadku nie jest to arbitraż. Ekspert ten odbył prywatne spotkania z firmą Control Process i wydał orzeczenie zdalnie, choć ani razu nie przyjechał na miejsce realizacji projektu — mówi dziś OKO.press dyrektor Jehorow.

Rozbieżności co do decyzji FIDIC mają też decydenci na najwyższym szczeblu.

„Ignorowanie ustaleń międzynarodowego arbitrażu jest niedopuszczalne” – pisał na portalu X Marcin Wewiór, rzecznik prasowy polskiego MSZ, w czerwcu 2026 roku, gdy o sprawie zrobiło się głośno.

„Szanowny Panie Rzeczniku, Jest w języku polskim powiedzenie, które bardzo lubię: »Co ma piernik do wiatraka?«. Zanim zacznie Pan komentować sprawę polskiej firmy we Lwowie, radziłbym choć trochę zapoznać się z jej istotą. A na początek proszę uprzejmie udostępnić to »ustalenie międzynarodowego arbitrażu«, o którym Pan mówi” — odpowiedział z kolei mer Lwowa Sadowy.

Wymiana zdań przypadła na gorący politycznie okres, kiedy Karol Nawrocki odbierał order Wołodymyrowi Zełenskiemu. Sprawa Control Process i inwestycji we Lwowie była m.in. przedmiotem rozmów w Gdańsku, na Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy, na którą część ukraińskiej delegacji (z prezydentem Zełenskim na czele) nie przyjechała.

Wiceminister spraw zagranicznych Władysław Teofil Bartoszewski na antenie radia RMF FM mówił wówczas, że Lwów „oszukał polską firmę”. „Nie możemy rekomendować żadnej polskiej firmie, by inwestowała w mieście Lwowie” — powiedział wiceminister.

„Takimi działaniami mer Lwowa odcina swoje miasto od Europy” — grzmiał z kolei w TVN24 pełnomocnik rządu ds. odbudowy Ukrainy, Paweł Kowal. Na antenie zapewniał, że Control Process ma pełne wsparcie polskiego rządu.

Control Process pod lupą prokuratury

Żaden z nich nie wspominał wówczas, że w polskiej prokuraturze toczą się postępowania przeciwko Control Process i że spółka w swojej 35-letniej historii ma szereg projektów, które skończyły się zarzutami o wyłudzenie pieniędzy.

Portal OKO.press dotarł do trzech takich historii:

  • W 2018 roku burmistrz Łowicza, Krzysztof Kaliński, wypowiedział umowę podpisaną rok wcześniej na budowę oczyszczalni ścieków w Łowiczu. Miasto twierdziło, że otrzymywało zawyżone faktury, nawet za niewykonane prace (np. wycinkę drzew, której nie było). Control Process zarzucał w odpowiedzi miastu przygotowanie wadliwego projektu i ryzyko katastrofy ekologicznej. Sprawa trafiła do sądu.
  • W 2019 roku miejska spółka Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w Jarocinie zerwała umowę na budowę oczyszczalni ścieków w Cielczy k. Jarocina. „Wykonawca zszedł z terenu budowy i nie powrócił na niego pomimo wezwania” — informuje w wydanym oświadczeniu Remigiusz Nowojewski z PWiK w Jarocinie. Control Process twierdziło wówczas, że to miejska spółka utrudniała realizację inwestycji.
  • W 2024 roku Zakład Energetyki Cieplnej w Starachowicach zerwał umowę na budowę spalarni śmieci z powodu braków i niedociągnięć w dokumentacji, nieotrzymania pozwolenia na budowę i braku zabezpieczenia finansowego.

27 lipca wysłaliśmy do krakowskiej firmy Control Process szereg pytań. Chcieliśmy porozmawiać zarówno o lwowskiej inwestycji, jak i o innych przetargach, które firma wygrała, ale budowy nie dokończyła.

16,3 mln złotych wyłudzeń

29 lipca dziennikarz Szymon Jadczak na łamach Wirtualnej Polski oraz money.pl podał, że Prokuratura Regionalna w Łodzi przedstawiła władzom spółki Control Process zarzuty oszustwa na szkodę pięciu miejskich przedsiębiorstw.

„Według śledczych prezes i wiceprezes próbowali wyłudzić 16,3 miliona złotych” — pisze Jadczak. W jaki sposób? Menadżerowie firmy wprowadzali polskie firmy w błąd. Stając do przetargów finansowanych z unijnego programu Infrastruktura i Środowisko twierdzili, że dysponują wykwalifikowanym personelem i podwykonawcami. „Wygrywa przetarg, a potem usiłuje wyłudzić zapłatę za prace, których nie wykonała” — pisze Jadczak.

Pierwsze zarzuty Tomaszowi W., obecnemu wiceprezesowi firmy Control Process, prokuratura postawiła w lipcu 2022 roku. 4 marca, a więc jeszcze przed polsko-ukraińskim sporem z udziałem MSZ – kolejne. Jak pisze Wirtualna Polska, zarzuty dotyczą następujących projektów:

  • Koło (lata 2017–2018) – Control Process EPC Environmental Protection (jedna ze spółek-córek Control Process, o czym niżej), kontrakt wart 34,4 mln zł netto. Prokuratura podejrzewa fałszywe oświadczenia dot. greckiej firmy Karkanias Environmental Technology i kilku innych podmiotów podwykonawczych. Usiłowanie wyłudzenia 8 548 500 zł.
  • Łowicz (2017–2018) – Control Process EPC Environmental Protection 2, kontrakt wart 60,59 mln zł. Prokuratura podejrzewa usiłowanie wyłudzenia 1 783 500 zł oraz podrobienie dokumentu.
  • Jarocin/Cielcza (2017) – Control Process EPC Environmental Protection 3, kontrakt wart według prokuratury 115 mln zł (89,6 mln zł netto dla samej części projektowo-budowlanej, wg lokalnego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji). Usiłowanie wyłudzenia 6 mln zł.
  • Święty Wojciech/Międzyrzecz (2017–2021) – konsorcjum Control Process Silesia i Control Process S.A. Jedyny przypadek, w którym zamawiający nabrał podejrzeń co do prawdziwości oświadczeń jeszcze przed podpisaniem umowy. Do wyłudzenia nie doszło.
  • Starachowice (2017–2018) – zdaniem prokuratury, Control Process EPC Environmental Protection 4 fałszywie wskazało kierownika budowy i turecką firmę Arbiogaz Cerve Teknolojileri jako podwykonawcę. Żadne z nich faktycznie nie uczestniczyło w projekcie.

„Do tego dochodzą procesy cywilne, w których gminne spółki walczą o odzyskanie pieniędzy od Control Process. W samym Jarocinie chodzi o ok. 102,5 mln złotych” – pisze Jadczak.

Firma próbowała cedować część obowiązków na spółki-córki i to one formalnie wygrywały przetargi. W Kole jest to Control Process EPC Environmental Protection, które powstało miesiąc po ogłoszeniu przetargu, w Łowiczu — Control Process EPC Environmental Protection 2, w Jarocinie — Control Process EPC Environmental Protection 3, w Starachowicach — Control Process EPC Environmental Protection 4.

Jak pisze Jadczak, za każdym razem spółka próbowała uczynić spółkę-matkę, czyli Control Process, podwykonawcą prac. Po co? Bo gdyby miasto nie odebrało inwestycji, podwykonawca – który ma czystą kartę i jest zupełnie nowym podmiotem, mógłby pozwać miejską spółkę o zapłatę. Wszystkie wspomniane wyżej spółki z „Control Process” w tytule mają podobny skład zarządu – ojca Mariana, i dwóch synów Tomasza i Wojciecha W.

To właśnie wydarzyło się w Kole, to miało wydarzyć się w Jarocinie, ale miejska spółka zdążyła ten manewr zablokować. W Międzyrzeczu miejska spółka zorientowała się przed podpisaniem kontraktu i go nie podpisała.

Control Process zapada się pod ziemię

31 lipca, po czterech dniach od wysłania pytań, ponowiliśmy zapytanie do firmy Control Process, prosząc o odpowiedź. Od Moniki Jurkiewicz, asystentki zarządu, otrzymaliśmy jednozdaniową odpowiedź o treści: „Mail został wysłany do osób zajmujących się tym tematem. Osoby te na chwilę obecną przebywają na urlopie”.

Pytania zadaliśmy ponownie 5 i 25 sierpnia. Odpowiedź nie otrzymaliśmy. Firma Control Process nabrała wody w usta.

„(...) badam sprawę budowy zakładu segregacji i przetwarzania odpadów we Lwowie, którą mieli państwo wykonać dla Lwowa.

Bardzo proszę o odpowiedź na pytania: 1. Kiedy rozpoczęły się problemy wokół projektu? 2. Czy koszt budowy po 2021 roku i podpisaniu umowy zmienił się/wzrósł? Jeśli tak, to o ile i jak tę informację przyjęła strona ukraińska? 3. Jak oceniają państwo stan zaawansowania prac? Ile czasu potrzebował Control Process na dokończenie wszystkich prac?

4. Kiedy dokładnie Lwów rozwiązał z państwem umowę? Jaki powód podano? Czy wcześniej w jakikolwiek sposób sygnalizowano, że sięgną po taki krok? 5. Jak Control Process zareagował na tę informację? Czy CP interweniowało w rządzie? 6. Czy była to pierwsza Wasza współpraca z Ukrainą? 7. Czy do tej pory spotykali się z podobnymi problemami w innych miastach/krajach? 8. Jak państwo odbierają i oceniają decyzję dot. wypowiedzenia państwu umowy? 9. Bardzo proszę o wykaz/listę podpisanych umów CP/wygranych przetargów na realizację projektów od 2016 roku.”

Na prośbę o rozmowę odpowiedziało za to lwowskie przedsiębiorstwo komunalne „Zełene Misto” („Zielone Miasto”), które oprowadziło nas po niedokończonym zakładzie.

Ktoś tu robi politykę

— Polska firma zrobiła wszystko, aby wybudować tylko sam budynek zakładu. Zapomnieli jednak, że podpisali umowę typu „Zaprojektuj i zbuduj”, w ramach której ich obowiązkiem było wybudowanie nie tylko jednego budynku, ale całego kompleksu do przetwarzania odpadów komunalnych — mówi OKO.press Ołeksandr Jehorow, dyrektor „Zielonego Miasta”.

— Nie wybudowano dróg dojazdowych, nie zbudowano zbiorników przeciwpożarowych, nie wykonano odprowadzania wody na terenie obiektu. Jest wiele rzeczy, których nie zrobiono. Tutaj nie chodzi o moją subiektywną ocenę, tylko o projekt — ocenia Jehorow.

Pytany przez OKO.press o reakcję polskiego rządu na aferę, która przetacza się przez Warszawę i Lwów od kilkunastu miesięcy, mówi: — Strona polska próbuje obecnie wykorzystać tę sytuację do celów politycznych.

Więcej w wywiadzie Krystyny Garbicz z Ołeksandrem Jehorowym, który wkrótce opublikujemy w OKO.press.

Na zdjęciu Angelika Pitoń
Angelika Pitoń

Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".

Na zdjęciu Krystyna Garbicz
Krystyna Garbicz

Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.

Komentarze