„Wiadomości” TVP to jedyny program informacyjny emitujący strumienie świadomości swoich pracowników. W odcinku z 12 listopada Konrad Wąż przedstawił własną wizję patriotyzmu. Tak odrealnioną, że zachodzi obawa przedawkowania dymu z rac na Marszu Niepodległości

To, co robią „Wiadomości” TVP w dziedzinie informacji, w przemyśle filmowym określa się mianem „kina klasy Zet”. W tej kategorii mieszczą się filmy na bakier z logiką, zdrowym rozsądkiem i profesjonalizmem. To przedsięwzięcia charakteryzujące się tym, że scenarzysta nie potrafi pisać scenariuszy, reżyser reżyserować, natomiast aktorzy – grać. Wszyscy wymienieni mają za to mnóstwo pasji do tej roboty.

Za czołowego przedstawiciela tego gatunku uznaje się Eda Wooda, nazywanego „najgorszym reżyserem świata”. Niestety, Wood umarł 41 lat temu, ale gdyby żył, byłby idealnym szefem „Wiadomości”, dziennika klasy Zet. Bez pudła można też domniemać, że ulubionym reporterem Wooda zostałby Konrad Wąż.

12 listopada redaktor Wąż przedstawił najnowsze dzieło, zatytułowane, jak głosił pasek, „Koniec pogardy wobec Polskości”.

Mniej uważnym obserwatorom mogło się wydawać, że pogarda wobec polskości zakończyła się w 2015 roku wraz z wygraną PiS w wyborach parlamentarnych. A jeśli nie wtedy, to już na sto procent 11 listopada 2018 roku, gdy prezydent Andrzej Duda poprowadził Biało-Czerwony Marsz, czyli połączoną paradę rządową i Marsz Niepodległości z udziałem włoskich neofaszystów.

Jednak najwidoczniej pogarda wciąż się odradza. Ale hydrę na szczęście demaskuje Wąż.

Patriotyzm, czyli wstydliwe brzemię pseudoelit

Materiał Wąża jest tak chaotyczny, że próba streszczenia mogłaby być jedną z dyscyplin sportów ekstremalnych. Dlatego dalszą lekturę podejmują państwo na własne ryzyko.

Gotowi? 3, 2, 1, 0 start!

Tak więc niestety „ludzie deklarujący miłość do Polski byli przez lata wyszydzani”, a „pseudoelity lansowały tezę, że polskość to wstydliwe brzemię”. Przedstawicielem pseudoelit jest oczywiście Donald Tusk (Wąż najwyraźniej przegapił informację o wycofaniu się Tuska z kandydowania na urząd prezydenta), który w 1987 roku napisał, że „polskość to nienormalność”.

Skoro opozycjonista Tusk był w 1987 roku zły, to, logicznie rzecz biorąc, generał Wojciech Jaruzelski powinien być dobry, ale też nie: fakt, że Daniel Olbrychski na pogrzebie generała składał kondolencje jego córce, Wąż uznał za koronny argument na rzecz tezy, że

„elity chętnie okazywały pogardę wobec Polaków, ale tym chętniej oddawały honory komunistycznym dygnitarzom”.

Cięcie.

Wyjęte z kontekstu wypowiedzi Andrzeja Celińskiego (o „wyłażącym polskim gównie”) i Krystyny Jandy („Czuję się, jakby ktoś na mnie srał cały czas”) również okazują się symboliczne. Otóż mówienie o kupie to przykład pedagogiki wstydu, co wyjaśnił widzom ekspert z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego pan Arkadiusz Jabłoński.

Ale to nie koniec, o nie.

Duda kontra neomarksizm

Ni z gruszki, ni z pietruszki Wąż zarzucił prezydentowi Wrocławia Jackowi Sutrykowi, że używając niemieckiej nazwy Breslau w kontekście Nocy Kryształowej, tak naprawdę zdejmuje winę z nazistowskich Niemiec za antysemicki pogrom.

Niestety, tak się niefortunnie złożyło, że nie dowiedzieliśmy się, jakim tropem podążył ciąg skojarzeń Wąża, gdyż na ekranie objawiła się posłanka Lewicy Joanna Scheuring-Wielgus wraz z Obywatelami RP sypiąca piach w tryby patriotycznego Marszu Niepodległości. Mieczysław Ryba z KUL (i zupełnie przypadkowo również z PiS, o czym Wąż nie poinformował) wyjaśnił, że to „przykład walki tego, co tradycyjne, patriotyczne, z tym, co nowoczesne kosmopolityczne i mocno zakorzenione w neomarksistowskiej ideologii”.

Po Rybie włączył się Wąż, recytując:

„Dlatego politycy PiS podkreślają, że trzeba manifestować dumę z polskości i nieprzypadkowo cztery lata temu właśnie 11 listopada Jarosław Kaczyński ogłosił, że kandydatem jego partii na prezydenta będzie Andrzej Duda”.

Całość zakończył kanoniczny zestaw wypowiedzi prezesa o Dudzie („potrzebujemy człowieka o determinacji Piłsudskiego”) i Dudy o sobie („kandyduję, aby służyć Polakom”). Wszystko zaś okraszały przebitki z Marszu Niepodległości. Uff.

Podsumujmy, na czym polega „Koniec pogardy wobec Polskości” według Wąża:

Chodzi o to, że Duda z odwagą socjalisty Piłsudskiego sprzeciwia się neomarksistowskiej ideologii, ramię w ramię z ONR, zdelegalizowanym za rządów Piłsudskiego, natomiast przeciwko pobłażającym nazistom pseudoelitom, które – jak ustalił Wąż – czują się obsrane przez Polskę.

Patriotyczny kociokwik

Metoda „Wiadomości” jako zbrojnego ramienia obozu władzy na odcinku medialnym, polega (jeśli nie jest zwykłą nieudolnością) na tworzeniu tak wielkiego kociokwiku i chaosu pojęciowego, aby o tym, co jest patriotyzmem, a co nie, decydowali politycy PiS i prezydent Andrzej Duda.

Czy ten zabieg może się powieść? Niekoniecznie. Jak wynika z badań, podejście Polaków do patriotyzmu jest bardzo zdroworozsądkowe.

Z jednej strony cenimy sobie narodowy frazes i kultywujemy martyrologiczną wersję historii, z drugiej – wielbimy Unię Europejską i w większości przyznajemy instytucjom unijnym prawo do wpływu na polskie sprawy.

Jak pokazywał sondaż OKO.press, aż 74 proc. badanych uważa, że naród polski wycierpiał więcej niż inne narody (a tylko 4 proc. jest pewne, że tak nie jest).

„Trzy czwarte Polaków i Polek uważa, że wycierpieliśmy więcej niż Żydzi, Rosjanie, Białorusini, Syryjczycy, Khmerzy, Ormianie, Kongijczycy, Etiopczycy czy rdzenni Amerykanie. Holocaust, rzeź Ormian, Pola Śmierci Czerwonych Khmerów, masakra Tutsi w Rwandzie, wielki głód w Ukrainie i inne zbrodnie stalinowskie, los Kurdów czy Bośniaków – wszystkie te cierpienia nie dorównują naszym” – pisała Dominika Sitnicka.

Czy Pana/Pani zdaniem Polacy doświadczyli więcej zła i cierpień w swojej historii niż inne narody?

Ale to nie wyczerpuje naszej tożsamości. Również z badań OKO.press dowiadujemy się, że Polacy od cierpienia uciekają w ramiona Europy.

Pomimo antyeuropejskiej propagandy władzy i mediów narodowych, wciąż jesteśmy euroentuzjastami. W badaniu OKO.press z sierpnia 2018 roku aż 77 proc. ankietowanych było zdania, że obecność w UE „wzmacnia niepodległość Polski”. Tylko 16 proc. respondentów uznało, że to „osłabia niepodległość” – wyraźnie mniej, niż zagłosowało przeciwko wejściu Polski do Unii w referendum akcesyjnym 2003 roku – 23 proc.

Obecność Polski w Unii Europejskiej jest dla polskiej niepodległości:

W sondażu z grudnia 2018 roku 56 proc. ankietowanych chciało, aby Komisja Europejska nadal domagała się od władz PiS przestrzegania w Polsce praworządności, a tylko 39 proc. wolałoby, by „odpuściła rządowi”.

W tym samym badaniu większość respondentów opowiedziała się również za ściślejszą współpracą państw członkowskich UE.

[SONDAŻE OKO.PRESS W STYCZNIU I GRUDNIU 2018]. Według powszechnej opinii UE przeżywa kryzys. Czy uważasz, że Polska powinna opowiedzieć się za...

Odpowiedzi w styczniu 2018
 
Odpowiedzi w grudniu 2018

Wniosek? Wytęskniona w PRL i zrealizowana w III RP ścisła integracja Polski z Europą Zachodnią wciąż przemawia do wyobraźni większości Polaków.

Pomimo politycznych zawirowań, dominacji nacjonalistycznego języka w przestrzeni publicznej i wygranej – póki co – przez skrajną, narodową prawicę bitwy o symbole, wciąż jako społeczeństwo zachowujemy rozsądny balans. Między tym, co w naszej zbiorowej wyobraźni martyrologiczne i wsobne, a tym, co bardziej kosmopolityczne i europejskie.

I na szczęście niewiele wskazuje, by brawurowe szarże redaktora Wąża to zmieniły.

Polska potrzebuje wolnych mediów.
Wykup Abonament na wolność słowa OKO.press

Pochodzi z Sieradza. Socjolog, redaktor, publicysta. Wieloletni dziennikarz i redaktor "Gazety Wyborczej".


Komentarze

  1. Zenon Nowak

    Jakoś pod wpływem tego emocjonalnego szantażu nikt nie pyta zakochanych co to właściwie znaczy "kochać Polskę". Bo czy można, idąc ulycą, odróżnić kochających od niekochających? Nie, nie można. No dobrze, ale czy ci co kochają, kochają bez ustanku, nawet kiedy im się film po pijaku urwie (oraz przy okazji innych mniej odświętnych czynności), czy też kochają przez jakiś czas, a potem robią sobie pieriedyszku, bo też można zapytać, czy to kochanie jest, jak kazdy wysiłek, męczące. I na czym własciwie ta czynność polega, co sie na nią składa? Bo jeżeli jest to jakas aktywność ukryta gdzieś w środku, na ulycy nie poznasz czy ktoś właśnie kocha Polskę, czy nie, to na przykład czy można studiując czyjąś biografię, ślad tego kochania da sie wyczuć? Taki Euzebiusz Pratchawiec z Wąchocka, urodził się, odbył edukację, ożenił się, wychował dzieci, śmigał do arbajtu a wieczorami gapił się w telewizor. Aż został emerytem i w końcu umarł. Żył jak miliony. A kochał?
    Czyżby fakt kochania Polski można było zaobserwować tylko w postaci deklaracji przez miłośników składanych? I w żaden inny sposób? Czy jednak deklaracja miłości, raz złożona, wystarczy? Może należy, by być przekonującym, powtarzać co jakiś czas to zapewnienie o miłości i czy wystarczy raz dziennie czy może trzeba co kwadrans?

    • Zenon Nowak

      Najgorsza wśród tych wielu jest jednak ta wątpliwość, ze można przecież oszukiwać. I często się zdarza, że, przynajmniej w wypadku miłości, by tak ją nazwać, cielesnej, zapewnienia o miłości sa nieprawdziwe i obliczone na korzyść jakąś tylko. Czy tak samo z miłością do Polski być nie może? Kocham, więc mi sie należy. To lub owo. Innych zasług nie mam, ale ta miłość moja jest taka gorąca, taka wszechogarniająca, taka och, och, niewysłowiona, że to czy tamto po prostu mi się należy. Natychmiast. A kto śmie nie uznawać moich roszczeń to pewnie dlatego, że sam gardzi Polską.
      U na koniec: czy Polska ma w tej sprawie coś do gadania? Czy obowiązkowo musi odwzajemniać ową wykrzyczaną miłość za każdym razem?

    • Jan Helak

      A co ma do rzeczy przynależność do partii w PRL – zwłaszcza że były trzy, tj. PZPR, ZSL i SD, wszystkie mające kluby poselskie w Sejmie PRL, więc o którą konkretnie chodzi? Bo nie każdy należący do partii w PRL był ideowym komunistą. Jak dla mnie, urodzonego w 1959 r., chyba większość członków partii zapisywała się z przyczyn czysto koniunkturalnych – by nie blokować sobie awansu, zwłaszcza na stanowisko dyrektorskie (co samo w sobie przecież nie jest niczym złym, jeśli ma się ku temu predyspozycje), załatwić przydział na mieszkanie albo talon na samochód, ułatwić sobie drogę do wyrobienia paszportu lub dzieciom przyjęcie na prestiżowy kierunek studiów etc. etc. Ale niektórzy też zapisywali się pod presją, zwłaszcza jeśli mieli zwierzchników zaangażowanych ideologicznie i/lub starających się nabijać sobie punkty w komitecie wojewódzkim przez produkcję nowych członków. Na studiach miałem kolegę, który był członkiem PZPR – bo dyrektor technikum, do którego kolega chodził prawie na siłę podsuwał pełnoletnim uczniom deklaracje członkowskie. Czego się nie zrobi, by gładko przejść maturę… za to mój kumpel miał ogólnie zwis na wszystko, a najbardziej na swoje członkostwo w partii (choć ponoć dostał kiedyś partyjne polecenie, by podwyższyć średnią ocen w indeksie). Tacy ludzie już dawno rzucili legitymacje – najodważniejsi już w 1980 r., inni w 1989. Tyle że opisane wyżej podejście do życia egzystencjalnym rozterkom jakoś nie sprzyja, a poza tym jak mówi przysłowie, tylko krowa nie ma wątpliwości…

  2. Mikołaj Pełka

    "Rzadko na moich wargach –
    Niech dziś to warga ma wyzna –
    Jawi się krwią przepojony,
    Najdroższy wyraz: Ojczyzna."
    [Jan Kasprowicz]

    Jakoś tak intuicyjnie unikam tych, którzy o swej miłości do Polski zapewniają mnie werbalnie na okrągło.

  3. Jan Helak

    Proponuje kapitule Węży (dla niewtajemniczonych – to polska antynagroda filmowa, odpowiednik hollywoodzkiej Złotej Maliny) rozszerzyć konkurencję o kategorie takie jak "Najgorszy program telewizyjny" (z podziałem na programy rozrywkowe i informacyjne) czy "Najgorszy prezenter TV". Redaktor Konrad Wąż nagrodzony Wielkim Wężem – bezcenne…

  4. Ciotka Emerytka

    "Najmniej wartościowym natomiast rodzajem dumy jest duma narodowa. Kto bowiem nią się odznacza, ten zdradza brak cech indywidualnych, z których mógłby być dumny, bo w przeciwnym wypadku nie odwoływałby się do czegoś, co podziela z tyloma milionami ludzi. Kto ma wybitne zalety osobiste, ten raczej dostrzeże braki własnego narodu, ponieważ ma je nieustannie przed oczyma. Każdy jednak żałosny dureń, który nie posiada nic na świecie, z czego mógłby być dumny, chwyta się ostatniej deski ratunku, jaką jest duma z przynależności do danego akurat narodu; odżywa wtedy i z wdzięczności gotów jest bronić [rękami i nogami] wszystkich wad i głupstw, jakie naród ten cechują".

    Arthur Schopenhauer – W poszukiwaniu mądrości życia. Parerga i paralipomena. t. 1

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!