Pamięć w dymie rac. O marszu w Warszawie i marszu w Dreźnie
Młody Meksykanin w Warszawie patrzy na marsz narodowców w rocznicę Powstania i przypomina sobie marsze neonazistów, które widział w Dreźnie. – Tak skrajna prawica przejmuje pamięć tragedii. REPORTAŻ
Victor po raz pierwszy przygląda się marszowi, który przechodzi przez centrum Warszawy w rocznicę Powstania Warszawskiego w 2020 roku. Pochodzi z Meksyku, za kilka miesięcy przeprowadzi się do Warszawy. Chce lepiej poznać miasto, w którym zamieszka. Słyszał, że Powstanie jest częścią tożsamości jego mieszkańców.
Wzrusza się, gdy widzi, jak o siedemnastej ludzie zastygają w ciszy. Po chwili idzie już z tłumem. Obserwuje osoby w strojach imitujących te powstańcze, niosą atrapy karabinów i torby sanitariuszek. Inni przyczepiają do koszulek opaski z kotwicą, symbolem Polski Walczącej. Wielu ma biało-czerwone T-shirty i czapki z godłem Polski, niosą flagi. Maszerują ludzie w różnym wieku, całe rodziny. Victor zauważa, że razem z pochodem porusza się platforma z banerem „Stop masowej migracji”. Czuje, że może nie jest to miejsce przyjazne takim, jak on.
Marsz w Dreźnie i marsz w Warszawie
Wieczorem Victor trafia na podwórko jednego z liceów. Razem z przejętą publicznością słucha powstańczych piosenek śpiewanych przez Warszawską Orkiestrę Sentymentalną. Ludzie śpiewają, komuś po policzkach spływają łzy. Meksykanin w Warszawie zastanawia się wtedy, czym jest ta pamięć i dlaczego aż tak się różni, więc mówię mu o polskiej fladze i historii, która coraz częściej dzieli niż łączy.

Komentarze