0:00
Prawa autorskie: Sławomir Kamiński / Agencja GazetaSławomir Kamiński / ...
21 stycznia 2020

Paniczna decyzja "last minute": Nawacki cofnął delegację i sędzia Juszczyszyn nie obejrzał list do KRS

Prezes olsztyńskiego Sądu Rejonowego Maciej Nawacki przerwał urlop, by w ostatniej chwili wycofać delegację służbową dla sędziego Pawła Juszczyszyna, który przyjechał do Warszawy rankiem 21 stycznia. Sędzia miał w Kancelarii Sejmu obejrzeć listy poparcia do neo-KRS. Nawacki, który sam jest członkiem Rady, zadbał, by nie zobaczył nawet pół podpisu

Wydrukuj

Sędzia Paweł Juszczyszyn z Olsztyna jako pierwszy w Polsce miał poznać najpilniej skrywany sekret rządu Prawa i Sprawiedliwości - listy poparcia członków nowej Krajowej Rady Sądownictwa.

Po kilkutygodniowym odbijaniu piłeczki z Kancelarią Sejmu, która zasłaniała się m.in. przepisami RODO, by nie udostępnić mu list, we wtorek 21 stycznia 2020 przyjechał do Warszawy, by dokonać oględzin na miejscu.

Dopytywany przez dziennikarzy przed budynkiem na ul. Wiejskiej zaznaczył, że wykonuje czynności procesowe i jedyny komunikat w tej sprawie wyda rzecznik prasowy. "Sam nie będę informował o czynnościach, które nie mają charakteru jawnej rozprawy" - powiedział Juszczyszyn.

Ale sędziemu nie było dane zobaczyć nawet pół podpisu pod tajnymi listami. W ostatniej chwili, przerywając urlop w Zakopanem, jego służbową delegację wycofał prezes olsztyńskiego Sądu Rejonowego Maciej Nawacki.

Który sam jest członkiem nowej KRS.

Cofnięcie delegacji posłużyło Kancelarii Sejmu jako pretekst, żeby odmówić Juszczyszynowi wglądu w dokumenty. Kłopot w tym, że to pretekst absurdalny: delegacja lub jej brak nie mają żadnego wpływu na prawo sędziego z Olsztyna do zapoznania się z listami poparcia do KRS. Jego prerogatywa w tym względzie wynika wprost z postanowienia sądu, które sam wydał.

Co nie zmienia faktu, że Nawacki nie miał prawa cofnąć Juszczyszynowi delegacji. "Podróż sędziego Juszczyszyna to suwerenna decyzja sądu w zakresie czynności procesowych, Nawacki powinien był tę delegację wystawić. Zmienił też z samego rana decyzję swojego wiceprezesa - to kuriozalne" - komentuje dla OKO.press sędzia Piotr Gąciarek z Sądu Okręgowego w Warszawie, członek stowarzyszenia "Iustitia".

"Urzędnicy kontrolują sąd"

W zarządzeniu napisanym odręcznie i opatrzonym dokładną datą i godziną - 21 stycznia 2020, 6.30 rano - prezes Nawacki rzeczywiście uchyla decyzję wiceprezesa Sądu Rejonowego w Olsztynie Krzysztofa Krygielskiego.

"W zakresie zastępstwa Prezesa Sądu nie mieści się rozpoznawanie spraw, w których zostało już wydane zarządzenie" - tłumaczy. Bo Krygielski 20 stycznia, pod nieobecność Nawackiego (który przebywał na urlopie w Zakopanem), wystawił Juszczyszynowi delegację.

Poranne wtorkowe zarządzenie Nawackiego musiało niezwłocznie trafić do Kancelarii Sejmu. Jej szefowa Agnieszka Kaczmarska od razu poinformowała prasę. Dokumentu - najpewniej przesłanego mailem - mógł nie zdążyć odczytać sędzia Juszczyszyn, bo był już wtedy w podróży do Warszawy.

Wkrótce po komunikacie z Kancelarii

dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka wyjaśnił, że w związku z wycofaniem sędziemu delegacji, nie mógł on obejrzeć list poparcia do neo-KRS.

Oburzenia nie kryją sędziowie i eksperci prawni.

"Samo cofnięcie delegacji, jakkolwiek błędne, to czynność administracyjna. Dotyczy np. ewentualnego zwrotu kosztów transportu. Natomiast nie ma wpływu na ważność czynności orzeczniczych sądu. Sąd prowadzi tu czynność dowodową. To, co robi Kancelaria Sejmu jest skandaliczne. Urzędnicy próbują kontrolować sąd" - mówi OKO.press sędzia Gąciarek.

"Cofnięcie delegacji to wyłącznie kwestia rozliczenia finansowego kosztów podróży. W żadnym zakresie nie blokuje to czynności urzędowych sądu. Kancelarię Sejmu wiązał prawny obowiązek ujawnienia wszystkich list poparcia do KRS" - komentuje dla nas prawnik karnista dr Mikołaj Małecki z UJ.

NSA, WSA: Listy powinny być jawne

"Obowiązek wynika po pierwsze z orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego, który przesądził, że listy poparcia mają być jawne. NSA wyjaśnił też, że ochrona danych osobowych nie stoi na przeszkodzie, by zostały ujawnione" - przypomina Małecki.

"Wynika to także z ostatniego orzeczenia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który powiedział, że przepisy RODO nie mają zastosowania, gdy o ujawnienie pewnych dokumentów zwraca się sąd" - dodaje karnista, powołując się na wyrok WSA w Warszawie z 20 stycznia 2020.

W OKO.press pisaliśmy, że wkrótce po wyroku NSA z 28 czerwca 2019 świeżo powołany przez PiS prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Jan Nowak wstrzymał jego wykonanie. Powołał się właśnie na przepisy RODO.

"W tej sprawie prezes UODO nie miał żadnych kompetencji, żeby blokować dostęp do list. Jego kompetencja do sprawowania kontroli nad ochroną danych jest wyłączona, gdy mamy do czynienia z działaniem sądu w ramach wymiaru sprawiedliwości - tak jak sędzia Juszczyszyn" - tłumaczy Małecki.

Karnista zaznacza, że na stanowisko prezesa UODO nie może powoływać się Kancelaria Sejmu.

"Mamy do czynienia z powoływaniem się na pozorną podstawę prawną, by - z niewiadomych powodów - ukrywać te listy. Od samego początku Kancelaria Sejmu trwa tym samym w bezprawnym zaniechaniu, ignorując postanowienie olsztyńskiego sądu. To niewypełnianie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego" - podkreśla Małecki.

Zablokować wyjazd

Prezes Nawacki robił wszystko, by uniemożliwić sędziemu Juszczyszynowi wizytę w Kancelarii Sejmu. W piątek 17 stycznia po raz pierwszy odmówił wydania sędziemu polecenia wyjazdu służbowego. Napisał wówczas na Twitterze, że nie zapłaci za delegację Juszczyszyna z publicznych środków.

W OKO.press jako pierwsi napisaliśmy, że łódzka adwokat Anna Rakowska-Trela złożyła w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. Jej zdaniem Nawacki, odmawiając wystawienia delegacji, przekroczył swoje uprawnienia, za co grożą mu sankcje karne z art. 231 k.k. Rakowska-Trela wysłała także do olsztyńskiego sądu rejonowego przekaz pieniężny - 94 zł "na bilet do Warszawy dla sędziego Pawła Juszczyszyna".

Juszczyszyn zapowiedział wówczas, że i tak pojedzie do Warszawy, a transport i obsługę protokolanta miał zapewnić mu olsztyński Sąd Okręgowy. Ostatecznie, w poniedziałek 20 stycznia 2020, delegację wystawił Juszczyszynowi zastępca Nawackiego, wiceprezes Krzysztof Krygielski.

To tę decyzję Krygielskiego uchylił we wtorek rano prezes Nawacki. Na tę okazję musiał... przerwać urlop w górach. O tym, że "pełni obowiązki poza miejscem pracy" miał poinformować Ministerstwo Sprawiedliwości mailem.

"To, że Nawacki postanowił przerwać urlop, by sporządzić to zarządzenie, pokazuje, jak bardzo jest zdeterminowany. Do jakiego stopnia zależy mu, byśmy nie poznali tych list. To się nie dzieje bez powodu. Prezes działa we własnej sprawie" - podkreśla w rozmowie z OKO.press sędzia Gąciarek.

"Ktoś przerywa urlop po to tylko, by z samego rana cofnąć delegację sędziemu, który w indywidualnej sprawie ma podjąć zgodnie z prawem czynności urzędowe w Kancelarii Sejmu. To kolejne potwierdzenie wątpliwości, o których mówił TSUE i o których orzekł Sąd Najwyższy w sprawie Izby Dyscyplinarnej. Trudno o bardziej dobitny dowód na to, że są poważne wątpliwości co do upolitycznienia instytucji wymiaru sprawiedliwości oraz sędziów powołanych przez nową KRS" - mówi Mikołaj Małecki.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej w Brukseli, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne