Myśliwi kontrolują myśliwych, czyli problemy z Państwową Strażą Łowiecką
W całej Polsce jest zaledwie kilkudziesięciu funkcjonariuszy Państwowej Straży Łowieckiej, czyli umundurowanej i uzbrojonej formacji, która ma za zadanie zwalczać kłusownictwo i naruszenia prawa łowieckiego. A to nie jest jedyny problem z tą służbą.
– Znalazłem skórę dzika niedaleko ambony myśliwskiej w Puszczy Białowieskiej, obok leżą zakrwawione chusteczki higieniczne i pozostałości innych zwierząt – z taką informacją zadzwonił do mnie w marcowy dzień Tomasz Onikijuk, znany jako Dziad Borowy, przewodnik po Puszczy Białowieskiej.
Wybraliśmy się razem w to miejsce. Przy otoczonej lizawkami dużej puszczańskiej polanie stała ambona, za którą łatwo można było dostrzec szczątki zwierząt: kości kopytnych, jeszcze ze śladami krwi i skórę dzika, przeciętą ostrym narzędziem, wciśniętą pod konar. Obok leżało kilka zakrwawionych chusteczek.
W marcu na sarny i jelenie trwa sezon ochronny, więc nie można do nich strzelać. W przypadku dzików ze względu na afrykański pomór świń (ASF) niedozwolone jest pozostawienie resztek zwierząt. Myśliwi muszą zgłaszać dokładną lokalizację zastrzelonego dzika do bazy ZIPOD (Zintegrowany Interfejs Padłych i Odstrzelonych Dzików). Można oczywiście podejrzewać, że to robota wilków. Ale one nie użyłyby przecież noża do patroszenia dzika ani nie wytarły łap w chusteczki higieniczne.

Komentarze