Pięć lat rządów talibów w Afganistanie. Czy bycie Afgańczykiem to przekleństwo?
Pięć lat po przejęciu władzy przez talibów Afganistan nie zaznał pokoju. Kraj cierpi z powodu pogłębiającego się kryzysu humanitarnego. Kobietom odebrano niemal wszystkie prawa, a nowej władzy zagrażają: Państwo Islamskie, zbuntowani gubernatorzy i konflikt z sąsiednim Pakistanem
Wiosna w Afganistanie jest tradycyjnie okresem wznowienia walk. Nie inaczej było w maju 2021 roku, gdy talibowie ruszyli z ofensywą mającą przywrócić im władzę w kraju. Niewielu wówczas wierzyło, że wyszkolona przez NATO Afgańska Armia Narodowa może rozsypać się jak domek z kart. A jednak tego lata, gdy odliczano już dni do końca amerykańskiej obecności w kraju, armia rządu Aszrafa Ghaniego poddawała się talibom niemal bez walki – wielu żołnierzy służyło w niej nie z lojalności wobec skorumpowanej administracji, lecz dla munduru, butów i żołdu. Nim minął sierpień i termin ogłoszonego przez prezydenta Joe Bidena wycofania się sił NATO, talibowie zdążyli już przejąć Kabul. Tysiące tych, którzy nie widzieli dla siebie życia w państwie talibów, uciekło podczas chaotycznej ewakuacji.
Ci, którzy pozostali, obudzili się w nowej rzeczywistości, od teraz miało ją definiować surowe prawo religijne oparte na wyznawanej przez talibów deobandzkiej, fundamentalistycznej wersji islamu.
Z dnia na dzień Afganistan z republiki stał się emiratem. Niektórzy dostrzegali w tym jednak dobre strony, dla wielu Afgańczyków pierwszym namacalnym benefitem płynącym z nowych rządów stała się poprawa bezpieczeństwa. Za czasów republiki rząd kontrolował większe miasta, ale podróżowanie między nimi było niebezpieczne – na podróżnych napadali wyłudzający haracze bandyci, a mieszkańcy miast drżeli przed atakami terrorystycznymi.

Komentarze