Pieniądze były, ale się skończyły. Teraz trzeba restrukturyzować 30 proc. szpitali [ROZMOWA]
NFZ przez sześć lat miał za dużo pieniędzy, więc płacił za wszystko każdemu. A szpitale pustoszały. I zamiast zamykać oddziały, na których nie ma pacjentów, brały z NFZ pieniądze i wykonywały operacje, których nie powinny, rękami lekarzy, których nie miały. To źródło dzisiejszego kryzysu — mówi OKO.press dr n. med. Bernard Waśko.
Agata Kołodziej, OKO.press: Czy NFZ przypadkiem nie zabrał się właśnie za robotę Ministerstwa Zdrowia – bo temu brakuje odwagi politycznej – i nie zaczął likwidować oddziałów szpitalnych, tyle że bocznymi drzwiami?
Mówię o tym, że NFZ ogłosił niedawno, że ograniczy finansowanie 25 specjalistycznych procedur w szpitalach o profilu podstawowym. Zabiegi takie jak artroskopia, chirurgia kręgosłupa czy operacje urologiczne będą mogły być wykonywane tylko w placówkach specjalistycznych. Branżowe portale podliczają, że zmiana dotknie blisko 90 oddziałów chirurgii ogólnej. To znaczy, że oddziały mogą się okazać niepotrzebne.
Dr n. med. Bernard Waśko, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Państwowego Instytutu Badawczego: Przede wszystkim należy wyjaśnić kilka kwestii. Po pierwsze, likwidacja oddziałów wcale nie jest zadaniem Ministerstwa Zdrowia, jak pani zasugerowała. Ale o tym za chwilę. Po drugie, NFZ robi teraz to, co należało zrobić już wcześniej, czyli usuwa źródłową przyczynę rozkwitu „medycyny walizkowej”. Robi to zresztą w granicach swoich bardzo już okrojonych kompetencji. O tym, czy oddziały są potrzebne, nie powinna decydować dodatkowa działalność przyjezdnych lekarzy „wizytatorów”. A dziś w jakiejś mierze tak się dzieje.

Komentarze