0:00
Prawa autorskie: Fot . Tomasz Stanczak / Agencja GazetaFot . Tomasz Stancza...
23 stycznia 2023

Pieniądze, pieniądze i... pieniądze. Po co PiS chce zmieniać Kodeks Wyborczy tuż przed wyborami?

Zmiany w Kodeksie Wyborczym, które usiłuje przeforsować PiS, nie pomogą w procesie wyborczym, za to pozwolą dofinansować partyjny aktyw. O nowych możliwościach finansowych przekrętów opowiada OKO.press Róża Rzeplińska z Mam Prawo Wiedzieć

Wydrukuj

Projekt nowelizacji Kodeksu Wyborczego wprowadzony przez PiS do Sejmu tuż przed Bożym Narodzeniem, w komisji sejmowej został pozbawiony części najbardziej niebezpiecznych przepisów. Nie zmienia to jednak faktu, że forsowana przez PiS zmiana prawa wyborczego z wielu powodów nadal budzi ogromne zastrzeżenia środowisk prawniczych, ekspertów w zakresie prawa wyborczego i organizacji wyborów, samorządów, organizacji pozarządowych i opozycji.

Sejm ma się zająć projektem na najbliższym posiedzeniu - czyli w środę i czwartek (25 i 26 stycznia).

W OKO.press rozmawiamy o nim z Różą Rzeplińską, szefową portalu Mam Prawo Wiedzieć - na bieżąco monitorującą przebieg prac nad projektem w komisji sejmowej.

Zmiany tuż przed wyborami

Witold Głowacki, OKO.press: Sejm ma ponownie zająć się projektem nowelizacji kodeksu wyborczego. Władza twierdzi że chodzi w nim o zwiększenie frekwencji i ułatwienie obywatelom dostępu do lokali wyborczych. Ale organizacje pozarządowe alarmują, że projekt niesie ze sobą wiele zagrożeń. Czy jest się czego bać?

Róża Rzeplińska: Tak. Mimo poprawek dokonanych na etapie prac w komisji sejmowej wciąż jest wiele powodów, by się tego projektu obawiać.

Zacznijmy od samych terminów i trybu, w jakim zmiany są forsowane. Zgodnie z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego istotnych zmian w prawie dotyczących organizacji wyborów nie można dokonywać później niż na 6 miesięcy przed dniem zarządzenia wyborów.

Dlatego ostatnim dniem, w którym nowelizacja kodeksu wyborczego może zgodnie z prawem wejść w życie, jest 14 lutego

14 sierpnia jest z kolei dniem, w którym prezydent najpóźniej musi zarządzić wybory parlamentarne. To dobra i ważna zasada prawna - bo przecież zmian dotyczących wyborów kolejnych władz dokonują obecne władze. A one, musimy założyć przecież, będą gotowe na wszystko, by wygrać te kolejne wybory

Jeśli tworzenie kodeksu wyborczego jest elementem walki o zwycięstwo w wyborach, to jest to, co najmniej niewłaściwe. Obywatele - a także opozycja - muszą dysponować rodzajem filtru. Jest nim zasada sześciu miesięcy przedwyborczej karencji w zmianach w prawie organizacji wyborów.

Fundacja Odpowiedzialna Polska przygotowała listę pytań i odpowiedzi dotyczących forsowanej przez PiS nowelizacji Kodeksu Wyborczego.

Ten FAQ powstał na podstawie kształtu projektu już po pracach w komisji sejmowej.

Czego dotyczy projekt zmian w Kodeksie Wyborczym?

Projekt zmian w kodeksie wyborczym przewiduje szereg różnych zmian w wielu aspektach organizacji wyborów.

Między innymi zakłada zmiany w:

  • zasadach prowadzenia kampanii wyborczej,
  • pracy komisji wyborczych,
  • warunkach pracy obserwatorów społecznych i mężów zaufania,
  • tworzeniu obwodów głosowania
  • organizowaniu dojazdu do lokali wyborczych,
  • rejestrze wyborców - utworzenie jednego centralnego rejestru,
  • prawach wyborczych - umożliwienie ich realizacji w wyborach gminnych obywatelom brytyjskim mieszkającym w Polsce.

Które ustawy i przepisy zmienia nowelizacja prawa wyborczego?

Główne zmiany organizacji wyborów zawarte są w:

Oprócz tej nowelizacji, propozycje zmian prawa wyborczego są zawarte w dwóch innych projektach:

  • projekcie ustawy wynikającej z umowy dwustronnej z Wielką Brytanią. Umożliwia ona obywatelom polskim mieszkającym w Wielkiej Brytanii głosowanie w wyborach lokalnych. Analogicznie – daje też obywatelom brytyjskim mieszkającym w Polsce prawo do głosowania w wyborach gminnych w RP
  • projekcie powołania centralnego rejestru wyborców.

Na etapie prac w komisji sejmowej wszystkie trzy projekty zostały połączone (druk 2930).

Jakich jeszcze ustaw dotyczy ta nowelizacja?

Oprócz ustawy o kodeksie wyborczym, zmiany w omawianym projekcie poselskim dotyczą również ustaw o:

  • partiach politycznych
  • ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne
  • Krajowym Rejestrze Karnym
  • referendum lokalnym
  • ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990.

Jaki jest dopuszczalny termin wprowadzenia tego typu zmian?

Wedle orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego istotne zmiany w prawie wyborczym powinny być wprowadzane nie później niż na sześć miesięcy przed dniem zarządzenia kolejnych wyborów. Tegoroczne wybory muszą zostać zarządzone najpóźniej 14 sierpnia. Co oznacza, że ostatnie ważne zmiany w Kodeksie Wyborczym powinny zostać przyjęte najpóźniej do 14 lutego 2023 r. Jednak nawet przyjęcie proponowanych zmian przed tym terminem, zdaniem przedstawicieli samorządów, pozostawi zbyt mało czasu organizatorom wyborów na ich wprowadzenie.

Kiedy mogą odbyć się wybory?

Wybory do parlamentu zarządza Prezydent RP nie później niż na 90 dni przed upływem 4 lat od rozpoczęcia kadencji Sejmu i Senatu. Obecna kadencja Sejmu rozpoczęła się 12 listopada 2019 r. W związku z tym, pierwszym terminem, w którym może odbyć się głosowanie, jest 15 października, ostatnim 5 listopada 2023.

Jakie zmiany w nowelizacji Kodeksu Wyborczego są przewidziane w organizacji pracy komisji wyborczych?

Dla obwodowych komisji wyborczych:

  • zostałby zniesiony podział na podwójne komisje (pierwsza otwierająca lokal i przeprowadzająca głosowanie, druga licząca głosy) w wyborach samorządowych.
  • można by powiększyć skład komisji, jeśli spodziewana jest wysoka frekwencja (np. w miejscowości turystyczne, jeśli wybory odbywają się w sezonie).
  • W trakcie głosowania w lokalu wyborczym miałaby być obecna minimum połowa członków pełnego składu komisji (w tym przewodniczący bądź wiceprzewodniczący). Obecnie wymogiem jest obecność ⅔ członków komisji.
  • Każda karta do głosowania będzie musiałaby być pokazana wszystkim członkom komisji obecnym podczas liczenia głosów.

Dla okręgowych komisji wyborczych:

  • zostałby zniesiony wymóg, że zasiada w niej sędzia.

Co projekt nowelizacji Kodeksu Wyborczego zmienia dla warunków funkcjonowania obserwatorów społecznych i mężów zaufania?

Proces powoływania mężów zaufania i obserwatorów społecznych nie ulega zmianie.

Mężowie zaufania i obserwatorzy będą mogli nagrywać prace komisji, również w trakcie głosowania. Ma zostać uruchomiona platforma, na którą można będzie załadować zdjęcia i nagrania. Katalog nagrań będzie tworzony w celu ich wykorzystania na wypadek protestu wyborczego.

Z platformy będą mogli korzystać obserwatorzy/mężowie zaufania zarejestrowani przez organizację/komitet w specjalnym systemie.

Nagrywający będą zobowiązani do niezwłocznego usunięcia materiałów zarejestrowanych w komisji ze swoich urządzeń. Niezwłocznego, czyli – po wykorzystaniu lub umieszczeniu na platformie.

Nadal nie będzie można nagrywać przebiegu dnia głosowania w lokalach wyborczych poza terytorium Polski.

Mężowie zaufania będą mieli prawo do diety i dni wolnych w dniu liczenia głosów i dniu następnym. Dieta męża zaufania ma być równa 50 proc. wynagrodzenia członka komisji. Wypłacana ma być na podstawie zaświadczenia przewodniczącego komisji. Jak zwracają uwagę eksperci – zależność wypłaty od opinii przewodniczącego komisji twarzy konflikt interesów.

Jak ten projekt nowelizacji Kodeksu Wyborczego wpływa na wielkość, liczebność i rozmieszczenie lokali wyborczych?

Projekt obniża minimalną liczbę mieszkańców wymaganą do organizacji obwodu wyborczego do 200 osób.

Tworzenie nowych obwodów może nastąpić na wniosek wójta bądź 5 proc. ogółu wyborców w istniejącym obwodzie. Nowe lokale wyborcze mogą być zorganizowane głównie w gminach wiejskich. Szacuje się, że powstanie od 6 do 10 tys. nowych lokali wyborczych, obok 27 tys. istniejących.

Gminy miejskie praktycznie nie odczują skutków tych zmian. A to te obwody wyborcze doświadczają większych problemów z przeciążeniem obowiązkami z powodu zbyt dużej liczby wyborców na lokal wyborczy.

Liberalizacja wymagań co do wielkości obwodów wyborczych może spowodować trudności logistyczne. Może też zdezorientować wyborców, gdzie mają głosować. Do tego dojdą problemy z rekrutacją i wyszkoleniem członków dodatkowych komisji.

Jak projekt nowelizacji Kodeksu Wyborczego zmienia zasady finansowania kampanii wyborczych?

Projekt nie zakłada zmian zasad finansowania kampanii wyborczych.

Jedyną zmianą bliską tej materii jest potwierdzenie prawa do swobodnej agitacji wyborczej każdemu wyborcy, bez obowiązku uzgadniania agitacji z komitetem wyborczym.

W konsekwencji może to prowadzić do finansowania kampanii przez obywateli poza komitetem wyborczym.

Jak projekt nowelizacji Kodeksu Wyborczego wpływa na dostępność do lokali wyborczych?

Wedle projektu wójtowie mają otrzymać nowe obowiązki (i finansowanie) związane z zapewnieniem dojazdu do i z lokalu wyborczego dla gorzej skomunikowanych obwodów. Przewidziane zmiany zakładają

  • uprawnienie do ubiegania się o bezpłatny transport wyborczy dla osób powyżej 60. roku życia, a także dla osób z niepełnosprawnościami.

Taką potrzebę wyborca musi zgłosić między 20. (powstanie spisu wyborców) a 13. dniem przed głosowaniem.

Ponadto zmiany zakładają, że:

  • w dniu wyborów wyborcy w gminach wiejskich lub miejsko-wiejskich mogliby liczyć na transport, jeśli od najbliższego przystanku do lokalu wyborczego jest co najmniej 1,5 km.
  • taki dowóz organizowany byłby co najmniej dwa razy w dniu wyborów. Samochód musiałby przejechać przez miejscowości zamieszkiwane przez co najmniej pięcioro wyborców.

Samorządy wskazują, że będzie im trudno znaleźć przewoźników w dniu głosowania tak, by zrealizowac ten przepis. A lokale, do których będą "falami" dowożeni wyborcy, mogą być przeciążone.

Co projekt nowelizacji Kodeksu Wyborczego zmienia w sprawie dostępności do głosowania dla osób mieszkających poza Polską?

Projekt likwiduje możliwość dopisania się do spisu wyborców dla osób przyjeżdżających z zagranicy w dniu głosowania.

Polacy mieszkający za granicą będą mogli dopisać się do danego spisu tylko przez portal MSZ lub mailowo.

Czy przewidziane są zmiany w przepisach dotyczących zasad głosowania w zamkniętych ośrodkach medycznych?

Kontekstem do zmian w organizacji wyborów w zamkniętych ośrodkach medycznych jest sytuacja z wyborów prezydenckich w 2020 r. Przepisy ordynacji wyborczej wprowadzone na czas pandemii określały, że DPS-y i inne zamknięte ośrodki medyczne miały wyłonić komisje wyborcze spośród personelu zakładów, inaczej, niż w przypadku powszechnych lokali wyborczych i stałych rozwiązań kodeksu wyborczego.

Propozycje zmian przewidują powrót do poprzednich zasad powoływania składów komisji obwodowych, wyłanianych spośród przedstawicieli komitetów wyborczych.

Nie utrzymano też ograniczeń w prowadzeniu obserwacji wyborów w takich miejscach.

Jakie są inne zagrożenia wynikające z projektu nowelizacji Kodeksu wyborczego?

Zmiany w Kodeksie Wyborczym są sformułowane językiem nieprecyzyjnym, pozostawiającym niejasności w ich interpretacji.

Zakres przewidzianych zmian jest na tyle duży, że trudno zorientować się w ich szczegółowych aspektach, nie mówiąc o przystępnym omówieniu istoty tych zmian.

Przewidziane zmiany są trudne do wprowadzenia przed nadchodzącym cyklem wyborczym, co dodatkowo przyczyni się do podważania zaufania do procesu wyborczego w Polsce. Pośpiech, w połączeniu z nieprzejrzystym językiem oraz niewystarczającym uzasadnieniem projektu zmian, każe stwierdzić, że projekt zmian w Kodeksie Wyborczym niesie za sobą zbyt wiele niebezpieczeństw i nie powinien być procedowany w obecnej formie.

Na ostatnią chwilę

Czasu do 14 lutego jest już tak mało, że termin bardzo łatwo może zostać niedotrzymany. Wystarczy na przykład, że Senat skorzysta prawa do prowadzenia prac nad projektem przez pełne 30 dni.

Obecna nowelizacja powstaje na ostatnią chwilę, w warunkach pośpiechu i kompletnego bałaganu.

Już na etapie prac w komisji sejmowej można było się zastanawiać, co jest realną intencją władzy - tym bardziej, że dokonane przez sejmową komisję zmiany w projekcie sprawiły, że różni się on od swej pierwotnej wersji. Trudno więc powiedzieć, czy władza sama wie, czego chce, forsując ten projekt.

W atmosferze i warunkach, w których on powstaje, nie ma absolutnie miejsca na konsultacje z różnymi środowiskami. A także na zupełnie podstawową refleksję polegającą na przyjrzeniu się, jak nowe przepisy i zmiana sposobu organizacji wyborów wpływają na samych głównych aktorów procesu wyborczego.

A tych aktorów mamy od przecież kilku. To:

  • PKW, która dba o uczciwość wyborów
  • Sąd Najwyższy, który stwierdza ważność wyborów, a z którym mamy wiadome liczne problemy
  • Krajowe Biuro Wyborcze, które organizuje wybory
  • Do tego musimy dodać samorządy, które współodpowiadają za organizację wyborów w terenie
  • organizacje pozarządowe, które organizują proces obserwacji wyborów i odpowiadają za różne działania o charakterze profrekwencyjnym
  • mamy wreszcie ekspertów, którzy przyglądają się na przykład temu, w jaki sposób procesy demograficzne zachodzące w Polsce powinny wpływać na konieczność zmian obrysów okręgów wyborczych i liczbę mandatów przypadających na dany okręg
  • I mamy wreszcie partie polityczne biorące udział w wyborach

Bo przecież także komitety wyborcze ugrupowań startujących w wyborach muszą - dla zachowania równości wobec prawa - wiedzieć, w jakim środowisku prawnym będą startować.

A tego dziś nie wie nikt - łącznie z Prawem i Sprawiedliwością. Niestety opozycja też w tym nie pomaga.

W czym rzecz?

Prawda jest taka, że do tej pory na żadnym z etapów procedowania tego projektu, opozycja nie dała obywatelom przejrzystej odpowiedzi na pytanie, z czym właściwie mamy do czynienia.

Projekt pojawił się w Sejmie 22 grudnia. Do 11 stycznia opozycja właściwie nie przygotowała klarownego wyjaśnienia, dlaczego przepisy forsowane przez PiS są złe i mogą mieć bardzo negatywny wpływ na przebieg procesu wyborczego.

Partie opozycyjne długo nie sięgnęły po specjalistów zajmujących się kodeksem wyborczym. Dzwoniłam do zajmujących się tym projektem posłów opozycji na tydzień przed posiedzeniem sejmowej komisji. Nawet wtedy nie mieli jeszcze gotowych opinii prawnych dotyczących tego projektu.

Gdybym miał być złośliwy, to przypomniałbym, że w OKO.press pierwsza analiza tego projektu pisana przez Mariusza Jałoszewskiego, ukazała się właśnie 22 grudnia. Nawet w takim tempie można było przeprowadzić podstawową analizę tego projektu.

Ależ oczywiście. Mamy więc tak naprawdę dwa obszary problemów. Ten, który stworzyła władza, która w ramach chaotycznego i bałaganiarskiego procesu legislacyjnego usiłuje sobie zorganizować nowy proces wyborczy. Ale też ten, który dotyczy opozycji, która reaguje bardzo wolno i w dużej mierze pozostaje indolentna. Nie informując obywateli o zagrożeniach związanych z forsowanymi przez PiS zmianami w kodeksie wyborczym.

Jakie w tej chwili są te największe zagrożenia?

Po pracy komisji w projekcie zostały co najmniej dwie jednoznacznie złe propozycje.

  • Pierwsza dotyczy projektu wynagradzania mężów zaufania za pracę w komisjach wyborczych,
  • druga – trybu, w którym PiS chce tworzyć nowe obwody wyborcze w najmniejszych miejscowościach.

Są też ważne zmiany, których naprawdę potrzebujemy, a których w tym projekcie od początku nie ma - dotyczą np. ignorowanej przez władze od lat potrzeby korekty demograficznej okręgów wyborczych.

Aktyw partyjny się liczy

Zacznijmy od mężów zaufania i ich wynagradzania.

Mamy w procesie wyborczym kilka funkcji, które sprawują obywatele - w tym dwie funkcje obserwacyjne. Są to:

  • obserwatorzy z ramienia komitetów wyborczych, czyli mężowie zaufania
  • i obserwatorzy z ramienia organizacji pozarządowych.

Ich zadaniem jest sprawdzanie, czy proces wyborczy jest rzetelny, czy komisje pracują właściwie, czy nie są łamane procedury wyborcze. Mają do tego szereg narzędzi - np w postaci możliwości wnoszenia uwag do protokołu, kontrolowania transportu kart do głosowania i procesu liczenia głosów.

Przy czym – uprawnienia obserwatorów z ramienia organizacji są mniejsze, niż mężów zaufania, kierowanych do obserwacji przez komitety.

Szczęśliwie po pracach komisji w projekcie nie ma już tego skrajnie złego pomysłu dotyczącego nagrywania przez mężów zaufania przebiegu głosowania.

Pozostał jednak równie zły pomysł dotyczący ich wynagradzania. Otóż mężowie zaufania pracujący na rzecz poszczególnych komitetów wyborczych mają z budżetu państwa otrzymywać połowę diety członka Komisji, czyli około 175 zł.

Czyli mamy do czynienia z zastrzykiem finansowym dla partyjnego aktywu?

Dokładnie tak. To dodatkowy kapitał dla partii.

Powołanie 27 tysięcy mężów zaufania, a więc po jednym w każdej komisji, to wyzwanie dla komitetu. To więcej niż liczba aktywnych członków partii.

Po zmianach zaproponowanych w projekcie i utworzeniu najmniejszych obwodów potrzeba ich będzie około 30 tysięcy

Jeśli ich praca w ogóle ma być opłacana, pieniądze na to powinny iść z budżetów partyjnych. Przy 30 tysiącach komisji i stawce 175 zł koszt w wyborach parlamentarnych w 2023 r. wyniósłby około 5,25 miliona złotych dla każdego z komitetów wyborczych.

Dlaczego Prawo i Sprawiedliwość nagle ma dostać aż tak wysokie, pięciomilionowe dofinansowanie z budżetu państwa dla swych funkcjonariuszy partyjnych? Dlaczego miałyby je dostać inne partie?

I dlaczego partyjni mężowie zaufania nagle mieliby zacząć zostać wynagradzani z budżetu, a obserwatorzy z ramienia NGO-sów nie?

Od autorów projektu usłyszeliśmy tak naprawdę tyle - że partyjni mężowie zaufania dostaną zapłatę z budżetu, a frajerzy z organizacji społecznych niech sobie obserwują dalej za darmo. Ale!

Ale?

Ale – nie ma nic złego w tym, że proces wyborczy jest w pewnym sensie uspołeczniony. I że mamy ludzi, którzy w ramach wolontariatu dla swej partii albo dla swej organizacji pozarządowej decydują się na uczestnictwo w procesie wyborczym poprzez jego obserwację. To działa i działało nadspodziewanie dobrze. I jeszcze jedno – mąż zaufania nie bierze odpowiedzialności za organizację wyborów, spędza w komisji kilka godzin.

Jeśli kogoś mielibyśmy doposażyć to przewodniczącego i członków komisji. Dzisiaj ich diety to odpowiednio 500 i 350 zł, a praca w obwodowej komisji oznacza znacznie większe zaangażowanie czasowe i odpowiedzialność, to min. udział w szkoleniach, praca w komisji i liczenie głosów. Dlaczego, zamiast zwiększyć diety w komisjach nagle mamy zacząć płacić mężom zaufania - i to w sytuacji, w której na skutek inflacji polskie państwo wcale nie ma tych pieniędzy za dużo?

Moim zdaniem nie chodzi tu o nic innego niż o dodatkowe dofinansowanie komitetów wyborczych.

7 osób w komisji dla 100 wyborców na wniosek 8 osób

Porozmawiajmy teraz o nowych obwodach wyborczych.

PiS powtarza, że to działania profrekwencyjne - co oczywiście samo w sobie jest wielką potrzebą dotyczącą polskiego społeczeństwa. Niemniej jednak tryb tworzenia nowych obwodów wyborczych ociera się o absurd.

Na wniosek 5 procent wyborów nowe obwody mają zostać utworzone nawet w miejscowościach, w których mieszka mniej niż 200 mieszkańców

Policzmy przez chwilę. W miejscowości z 200 mieszkańcami powiedzmy, że 40 osób jest niepełnoletnia i nie ma praw wyborczych - a zatem do złożenia wniosku uprawnionych będzie 5 procent ze 160 czyli... 8 osób.

Z kolei - jeśli weźmiemy pod uwagę dotychczasową frekwencję wyborczą - z tych 160 uprawnionych do głosowania, weźmie udział w wyborach około 100 osób. Spośród siebie lub z pomocą samorządu utworzą komisję - w której musi być łącznie 7 osób. Jest mało prawdopodobne, że w każdej takiej małej miejscowości znajdzie się tylu odpowiednich chętnych - choć PiS i PSL zarzekają się, że nie będzie z tym najmniejszego problemu.

Co w takim razie należałoby zrobić, żeby ułatwić mieszkańcom najmniejszych miejscowości dostęp do procesu wyborczego?

Oczywiście, że ludzie w Polsce mają prawo dostępu do lokalu wyborczego - i że powinno to dla nich być łatwe. Wiadomo też, że często jest to dla nich o wiele za trudne.

Jeżeli ta mała miejscowość jest odległa o 7 czy 8 kilometrów od tej większej, to jest to za daleko, by na przykład starsze osoby dotarły tam piechotą. Zwłaszcza, że czasem nie mają rodziny, która mogłaby w tym pomóc. A równie często ta rodzina nie ma jak im pomóc, bo mieszka w odległym dużym mieście albo i na emigracji.

Mapy wykluczeń transportowych w Polsce mają mnóstwo białych plam.

Podobnie jak mapy dostępu do internetu szerokopasmowego i łączności komórkowej. W wielu najmniejszych miejscowościach w Polsce właśnie z tych powodów tak naprawdę nie ma odpowiednich warunków dla organizacji nowych obwodów wyborczych. Nie mówiąc już o wspomnianych wcześniej problemach z samym zapewnieniem składu komisji.

O wiele lepszym rozwiązaniem byłoby więc systemowe zorganizowanie dowozu i odwozu do i z lokali wyborczych

Samorządy deklarują, że zrobiłyby to bez większych problemów - nawet te najmniejsze. Zarazem jednak samorządowcy otwarcie śmieją się z pomysłów władz. Że pomyślały o dowozie do lokali wyborczych, ale zapomniały o odwożeniu tych wykluczonych transportowo osób z powrotem do miejsca zamieszkania. I tak jednak o wiele łatwiej jest zorganizować dojazd i odwóz, aniżeli lokować dodatkowy obwód wyborczy w miejscu, którym będzie trudno go obsadzić, będzie trudno znaleźć jakikolwiek należący do przestrzeni wspólnej lokal i będzie problem z zasięgiem telefonicznym bądź internetowym.

Na tym jednak nie koniec problemów z dostępem do lokali wyborczych.

Gigantyczne kolejki w wielkich miastach

W czym rzecz?

Autorzy projektu zapomnieli o problemach z dostępem do lokali wyborczych dwóch innych grup. Pierwszą z nich jest część mieszkańców największych miast. Są w nich w takie obwody, w których liczba głosujących jest tak duża, że szybko powstaje realny korek.

Widzieliśmy już takie sytuacje, że koło 18.00 ludzie stali w kolejce i nie mieli gwarancji, że zdążą zagłosować do 21, czyli do zamknięcia lokali wyborczych.

Z kolei komisja, która ma w takim obwodzie policzyć głosy, musi się nastawić na znacznie dłuższe godziny pracy niż gdzie indziej. Granice tych miejskich obwodów są od wielu lat takie same, nikt nie bierze pod uwagę powstawania nowych osiedli, zmian demograficznych w samym obrębie miast.

W efekcie część obwodów jest przeciążona - zdecydowanie ponad miarę. Projekt nijak nie odpowiada na te problemy.

Wyborcy z zagranicy

A drugą grupą, o której projektodawcy zapomnieli lub celowo nie pamiętają, są obywatele mieszkający poza granicami kraju. Nie będą mieli możliwości zgłoszenia swej chęci głosowania telefonicznie, do tego też nie będą mogli dopisać się do spisu wyborców w Polsce, w dniu głosowania, na podstawie paszportu. Mimo że jest to przecież, przypomnę, dokument tożsamości.

To ogranicza ich prawo do dostępu do wyborów, jest utrudnieniem, przez które jakaś grupa wyborców może w ogóle nie zagłosować.

Mówiła pani już o zmianach demograficznych. Zmiany w kodeksie na jeszcze jednym poziomie nie uwzględniają tego, jak pod tym względem zmieniła się Polska.

Tak. PiS od lat ignoruje potrzebę dokonania korekty demograficznej granic już nie okręgów, ale obwodów wyborczych.

A problem dotyczy już 22 z 41 polskich okręgów wyborczych.

"W ośmiu okręgach powinno być przyznawanych więcej mandatów, przy czym:

  • w Krakowie, Gdańsku, Gdyni i Szczecinie o jeden,
  • we Wrocławiu i Poznaniu o dwa,
  • a w Warszawie i okręgu podwarszawskim aż o trzy.

Z kolei czternaście okręgów powinno mieć o jeden mandat mniej: Legnica, Lublin, Chełm, Łódź, Piotrków, Sieradz, Radom, Siedlce, Krosno, Katowice, Sosnowiec, Kielce, Elbląg i Olsztyn." - wyliczał we wrześniu na łamach OKO.press analityk Leszek Kraszyna.

Polska zmienia się demograficznie w szybkim tempie i część tych najgęściej zaludnionych okręgów w tym momencie nie jest już właściwie reprezentowana pod względem liczby mandatów. Część zaś jest zdecydowanie nadreprezentowana. Tymczasem granic okręgów nie zmieniano od chyba 8 lat - mimo że PKW kierowała w tej sprawie odpowiednie wnioski do Sejmu. Prawdę mówiąc kompletnie nie pojmuję, dlaczego opozycja w ogóle nie podejmuje tego tematu - skoro powinna o nim krzyczeć.

Tym bardziej, że niezmienione granice okręgów wyborczych premiują niemal wyłącznie PiS. To głównie partia rządząca korzysta na tym, że wielkie miasta mają za mało mandatów pod względem demograficznym.

Tak. A zatem dlaczego ta sama opozycja, która mówi: "No tak, PiS szykuje sobie łatwość głosowania dla swoich wyborców, żeby ich zapędzić do urn", i która definiuje siebie jako trafiającą bardziej do elektoratu miejskiego czy wielkomiejskiego, nie mówi w imieniu właśnie tej części obywateli?

Dlaczego nie krzyczy o ich trudnościach z dostępem do głosowania ze względu na to, że obwody są za wielkie liczbowo i tryb życia w mieście wyznacza czas "korkowania" się lokali wyborczych o godzinie 18:00? I nie dba o tych, którzy chcą głosować, ale przebywają za granicą? Dlaczego opozycja nie walczy o korektę demograficzną granic okręgów wyborczych? Ja tego po prostu nie rozumiem.

Szczęśliwie nie przetrwał na komisji sejmowej ten koszmarny przepis o nagrywaniu przez mężów przebiegu procesu wyborczego?

Szczęśliwie nie, a był to rzeczywiście koszmarny pomysł.

Wyobraźmy sobie, że po wejściu do lokalu wyborczego stajemy przed trzema mężami zaufania, którzy zawzięcie filmują telefonami nas i siebie nawzajem. W takiej sytuacji każdy czułby się zaatakowany i mógłby zareagować jakąś formą agresji. Na tym nie koniec, bo przepis przewidywał, że te nagrania miałyby znaleźć się na cyfrowej platformie uruchomionej przez ministerstwo odpowiadające za informatyzację. A następnie "niezwłocznie" kasowane z nośników pamięci mężów zaufania.

Już widzę, jak by to śmigało.

Tak, oczywiście, nie pan jeden się z tego śmieje, na komisji sejmowej też z tego żartowano.

Pan minister cyfryzacji Cieszyński bardzo się tym zresztą zdenerwował. Nie tylko tym zresztą

Przypomniałam na komisji, że prokuratury umarzają śledztwa dotyczące gróźb karalnych wysyłanych do posłów za pomocą poczty elektronicznej. Uzasadniają to tym, że serwery znajdują się w Stanach Zjednoczonych i relacje prawne między Polską a USA uniemożliwiają im ściganie sprawcy.

I zapytałam, co w takim razie stałoby się, gdyby w podobny sposób wyciekły nagrania z lokali wyborczych. Minister Cieszyński powiedział, że to się da ustalić, bo przecież wiadomo, kto to nagrywał, bo wiadomo, kto gdzie stał. I że to będzie do ustalenia absolutnie. A ja chyba nie podejrzewam organów ścigania w Polsce, że są aż niesprawne, żeby nie móc tego ustalić?

Szczęśliwie ta poprawka ostatecznie wypadła z projektu - kto wie, czy nie z tego powodu. Został za to artykuł 106

Aaaaby sfinansować kampanię...

I niebezpieczny. On brzmi dokładnie tak: "Agitację wyborczą może prowadzić każdy komitet wyborczy i każdy wyborca, w tym zbierać podpisy popierające zgłoszenia kandydatów po uzyskaniu pisemnej zgody pełnomocnika wyborczego".

Problem tu w przecinku, który powinien znaleźć się po słowie "kandydatów"

- czyli pełnomocnik powinien wydać zgodę na całość tego, co jest w tym zdaniu wcześniej. Komitety będą to interpretowały inaczej, a PKW, z nadmiaru pracy i braku narzędzi, pójdzie im w tym na rękę. I uzna, że tylko do zbierania podpisów podpisów potrzebne jest uzyskanie pisemnej zgody pełnomocnika.

Natomiast jeśli kupię dla pana 300 billboardów, to pan nie będzie musiał się z tego rozliczać w sprawozdaniu finansowym

I to jest dramatyczne. Oznacza, że przepisy, które weszły w życie w lipcu 2022 r., dotyczące rejestru wpłat na partie polityczne powyżej 10 tysięcy złotych, przestają mieć rację bytu.

Nikt nie będzie się już w ogóle kłopotał, żeby wpłacać cokolwiek na partię. Po prostu od razu wynajmie jej salę czy zleci druk ulotek. W tych salach będą się odbywały spotkania wyborcze, ulotki będą reklamować partie, ale kandydaci nie będą musieli tego sprawozdawać.

A teraz proszę to połączyć z obecnym systemem, gdzie ten, kto ma większy dostęp do pieniędzy z posad państwowych, procent od wynagrodzenia przekazuje na rzecz partii rządzącej. Bo to partia umożliwiła mu tę pracę.

To jest prostu kontrybucja na rzecz pełnienia władzy

Znamy nawet dokładne "obowiązujące" tu stawki na przykład w spółkach skarbu państwa.

To cały system. To zresztą nie jest tak, że to problem, który nam sprawiło wyłącznie Prawo i Sprawiedliwość.

Dzieje się tak przecież również w samorządach, w których nie rządzi Prawo i Sprawiedliwość tylko dzisiejsza opozycja. I także w samorządach będą takie sytuacje, że osoby pracujące za dobre stawki w spółkach samorządowych będą liczyły na współpracę i relacje w przyszłości. A w związku z tym będą wpłacały pieniądze na partię czy de facto finansowały jej kampanię.

Czy to jest w ogóle podważenie całego polskiego systemu finansowania partii politycznych?

W tym systemie i wcześniej mieliśmy do czynienia z szeregiem nieprawidłowości. Nie da się powiedzieć, że to akurat jest jego podważenie. Niemniej mamy do czynienia z kolejnym etapem wykolejenia jego przejrzystości i zasad uczciwej konkurencji politycznej. Bo w tym wypadku osoba z dostępem do władzy i jej profitów otrzymuje (i otrzymywała, bo przypomnę, że przepis wszedł w życie w 2018 r.) kolejne narzędzie do wspierania władzy. Narzędzie pozostające poza jakąkolwiek kontrolą. A wspieranie tej władzy jest w jej bezpośrednim interesie. Bo przecież to właśnie dzięki tej władzy ta osoba zarabia pieniądze.

To idzie dalej. Co, jeśli zarobiłem sporo pieniędzy bez pomocy władzy, ale chcę ich zarabiać więcej - już dzięki pomocy władzy. Artykuł 106 daje mi świetną okazję, żeby kupić sobie tę pomoc. To furtka do oligarchizacji polityki.

To dyskusyjne, bo jednak oligarchia działa trochę inaczej - w oparciu o pozasystemową prywatyzację majątku. Ale...

Ale można sobie wyobrazić nieco bardziej miękkie formy oligarchizacji.

Owszem. Na przykład taką: jestem producentem betonu z Dolnego Śląska. I w moim interesie jest utrzymywanie pewnego status quo w relacjach z z lokalną władzą. W związku z tym patrzę, kto wygra, kto nie wygra, kto ma jakiś potencjał i dlaczego. I wynajmę salę Kowalskiemu z Koalicji Obywatelskiej. A Malinowskiemu z PiS-u kupię billboardy, bo lepiej mieć chody i u jednych, i u drugich.

Ba, jeśli ów producent betonu kupi partii naprawdę dużo billboardów, to może też liczyć na korzystną nowelizację małego paragrafu którejś z ustaw dotyczących prawa budowlanego

Na przykład taką, że tylko przedsiębiorstwa posiadające beton takiej a takiej jakości będą mogły realizować projekty rządowe?

Tak, to też można sobie wyobrazić. Mogą zacząć wykształcać się różny formy okazywania tej "wdzięczności" ze strony polityków, którym sfinansowano część kampanii wyborczej.

Ten przepis otworzył drogę do wielu potencjalnych układów, które można by nazwać kupowaniem wpływów politycznych. Ale, co zabawne, obecni na komisji posłowie opozycji byli zaskoczeni tym przepisem i jego interpretacją. "On naprawdę tam był wcześniej?" - pytali. Nie bardzo więc wiem, jak ci ludzie czytają ustawę, dzięki której mogą startować w wyborach. To także sporo mówi o tym, gdzie dziś tak naprawdę jesteśmy.

A jeśli chodzi o sam projekt zmian w prawie wyborczym, to gdzie dziś - na kilka dni przed głosowaniem w Sejmie - jesteśmy?

Można powiedzieć tyle, że w trakcie prac komisji sejmowej temu bardzo złemu projektowi wybite zostały niektóre najostrzejsze zęby. To jednak nadal bardzo zły projekt. Władza nie bardzo potrafi zakomunikować, o co jej właściwie chodzi. Zaś opozycja nie radzi sobie z nazwaniem i wskazaniem obywatelom jej największych wad.

Udostępnij:

Witold Głowacki

Dziennikarz, pracował w "Dzienniku" i "Polsce The Times". W Oko.press od 2021 roku. Zajmuje się tematyką polityczną i okołopolityczną.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne