Przyczajony Piłsudski, rozmarzony Dmowski – polskie reakcje na sukcesy Hitlera
Czy w II Rzeczypospolitej zdarzali się politycy chwalący Hitlera i cieszący się z jego sukcesów? Oczywiście! Nawet, jeśli nie zgadzali się z wieloma jego poglądami, podziwiali organizację i dynamikę ruchu nazistowskiego. Najwięcej braw zebrał, gdy rozpoczął represje wobec Żydów.
Adolf Hitler początkowo nie budził ani większego niepokoju, ani entuzjazmu polskich polityków. Jako pierwszy donosił o jego aktywności politycznej konsul generalny w Monachium Leszek Malczewski w połowie roku 1922.
Polski dyplomata z uwagą śledził napiętą sytuację w Bawarii – skonfliktowanej z rządem centralnym i marzącej o niezależności. Z jednej strony Bawarczycy pamiętali rządy dynastii Wittelsbachów, a z drugiej w 1919 roku powołano efemeryczną Bawarską Republikę Rad. Uwagę konsula zwrócił dynamiczny orator, przywódca partii narodowosocjalistycznej NSDAP, atakujący w przemówieniach „kapitalistyczny rząd żydowski”.
Tę wrogość do Żydów uznał Malczewski za cechę charakterystyczną Hitlera, jednak antysemickie akcje nazistów zinterpretował dosyć osobliwie: „Mają być tylko pretekstem i początkiem przewrotu, z których skorzystają inne tajne organizacje, celem doprowadzenia do takich stosunków, aby dyktatura wojskowa – której przeciwne są sfery rządowe, a na którą rodzina królewska, a nawet ponoć [generał] Ludendorff i inni nie są jeszcze zdecydowani – stała się koniecznością”.

Komentarze