Politycy PiS wykonali ogromną pracę, by Niemców - w tym kanclerz Merkel osobiście - obrazić, postawić w niezręcznej sytuacji, obarczyć winą za przeszłe i współczesne winy. Sporo udało się napsuć w stosunkach z najpotężniejszym państwem Europy. W dniu niemieckich wyborów OKO.press przedstawia filary antyniemieckiej retoryki PiS. Bez nadziei na zmianę

Dość niewyraźne zwycięstwo CDU/CSU Angeli Merkel (33 proc.), przy zaskakująco dużym poparciu dla skrajnie prawicowej, antyimigranckiej Alternatywy dla Niemiec (13,5 proc. wg sondaży, a one zwykle zaniżają poparcie dla tego typu partii), zostanie z pewnością powitane przez przywódców PiS uprzejmymi gratulacjami. Już rano 24 września 2017, wiceszef MON Bartosz Kownacki cieszył się z prawdopodobnego zwycięstwa Merkel i  oceniał: „Jest prowadzony dialog z Niemcami, jest współpraca na właściwym poziomie. Oczywiście są różne wizje Europy, różne spojrzenia na poszczególne sprawy, ale te relacje są dobre”.

Podobne tony pojawiają się od czasu do czasu, np. w wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego: „najkorzystniejsze dla Polski byłoby zwycięstwo Angeli Merkel”, która „rzeczywiście zabiega o interesy Europy, w tym uwzględnia interesy polskie”.

Takie deklaracje drastycznie rozjeżdżają się jednak z praktyką. OKO.press zestawia główne wątki antyniemieckiej retoryki PiS. Tworzą spójną całość.

II wojna światowa wiecznie żywa

Zapowiedzi starań o wymuszenie na Niemcach wypłaty reparacji wojennych nie są wypadkiem przy pracy ani ad hoc pomysłem politycznym. Oparte na fałszywej analizie prawnej i oderwane od realiów ładu międzynarodowego wyrastają z rozwijanego przez PiS resentymentu historycznego, który jest fundamentem narracji antyniemieckiej.

Już w programie PiS z 2014/15 roku była mowa, że trzeba odwrócić dotychczasową politykę PO/PSL „zmierzającą do relatywizacji winy Niemców za największe zbrodnie II wojny światowej i obciążanie nimi Polaków”.

„Polska nie potrzebuje od Niemiec lekcji demokracji” – komentował Kaczyński w TV Republika (11 grudnia 2015) satyryczne komentarze berlińskich mediów na swój temat. I dalej:

„Niemcy są nam winni bardzo dużo w każdym wymiarze, począwszy od moralnego, a skończywszy na ekonomicznym. Rachunek krzywd jest ogromny. Od wojny te sprawy nie zostały wyjaśnione, a w sensie prawnym są aktualne”.

Wątek niemieckich zbrodni obsesyjnie powraca jako argument we współczesnych sporach.
Kiedy Martin Schulz, wówczas przewodniczący Parlamentu Europejskiego, przypomniał (w Telewizji ARD, 17 listopada 2015), że Polska jest „wielkim beneficjentem europejskiej solidarności i nie powinna teraz twierdzić, że uchodźcy to tylko problem Niemców”, poseł PiS Mariusz Błaszczak w TVN24 uznał to za „słowa skandaliczne i butę”. I pojechał tak:

„Rozmawiamy w Warszawie. Warszawa została zniszczona przez Niemców. Na Woli 50 tys. ludzi wymordowali funkcjonariusze państwa niemieckiego. Niemcy się zachowują, jakby tego wszystkiego nie było”.

Niemcy są na pozór najważniejszym partnerem handlowym i politycznym w UE, ale jednak partnerem gorszego sortu. Niemcom w stosunkach międzynarodowych wolno mniej, bo nie odpokutowali jeszcze za zbrodnie II wojny światowej. Najgorsze, że o tym zapominają i zaczynają krytykować PiS, który ucieleśnia polskość razem z wojenną martyrologią.

„Hitlerowcy bestialsko mordowali kobiety i dzieci, a później wracali do domów, do swoich rodzin, jakby nic się nie stało. Dziś dzieci i wnuki tych zwyrodnialców pouczają nas, co to jest demokracja. A powinni zamilknąć! – mówił Kownacki w rocznicę Powstania Warszawskiego w 2017 roku.

Zagrywki wojenne PiS są do pewnego stopnia przemyślaną strategią.

„Po 1989 zaczęto dziękować, przepraszać, budować symetrię między potwornością zbrodni niemieckich wobec Polski a incydentami, które się zdarzały Polakom wobec Niemiec, bo się przecież zdarzały, ale to były incydenty, a nie polityka państwa. To były Himalaje głupoty politycznej” – mówił w marcu 2017 Jarosław Kaczyński. I dalej:

„Zamiast budować Niemcom, jak to mi radził austriacki minister spraw zagranicznych w 1991 roku „złe sumienie”, no to myśmy budowali polskie złe sumienie.

Oczywiście efekty tego były fatalne. Pozwalaliśmy na przykład na ekspansję ich mediów w Polsce.  To była cena tego poparcia”.

Niemcy są zagrożeniem dla polskich interesów

Problemy z Niemcami Polska ma jednak do dziś. Odrzucając kłamliwą narrację III RP o niemieckiej życzliwości i wspólnych interesach polsko-niemieckich, PiS nie przestaje ostrzegać przed zagrożeniem ze strony sąsiada.

„Żałuję, że stosunki polsko-niemieckie ostatnio pogorszyły się. Wina leży moim zdaniem po stronie niemieckiej” – powiedział w wywiadzie dla „Neue Osnabrücker Zeitung” 20 kwietnia 2017 polski ambasador w Berlinie Andrzej Przyłębski (małżonek mgr Przyłębskiej z Trybunału Konstytucyjnego).

Dodał, że

„zasługujemy na więcej niż bycie traktowanym tylko jako mniejszy partner”.

To dość typowa wypowiedź. Kierując się trudnym do ukrycia kompleksem niższości politycy PiS  – zamiast wykorzystać niekwestionowaną potęgę Berlina oraz jego ponadprzeciętne przywiązanie do projektu europejskiego – podejmują próby prowadzenia kontr-polityki. Partnerami miały być kraje Europy Środkowo-Wschodniej oraz Wielka Brytania. Projekt spalił na panewce z braku zainteresowania w Grupie Wyszehradzkiej i z powodu Brexitu.

Jednocześnie PiS definiuje swoją politykę wobec Niemiec jako zerwanie poddańczej relacji poprzednich władz: „Po 1989 roku Polska uzyskała szansę oparcia relacji dwustronnych na zasadzie partnerstwa, ale obóz rządzący [PO-PSL – red.] przyjął postawę odmienną – klientystyczną, niekiedy serwilistyczną, odrzucając koncepcję bardziej podmiotowych działań”  – głosi program PiS. Zadaniem PiS jest upodmiotowienie tej polityki. Nie jest to łatwe, bo inni historyczni szatani są tam czynni.

Już w książce „Polska naszych marzeń” (2011) Jarosław Kaczyński demaskował sojusz niemiecko-rosyjski, który może zdeptać Polskę:

„Merkel reprezentuje to pokolenie polityków niemieckich, które chce odbudować mocarstwowość Niemiec. Elementem tego jest strategiczna oś z Moskwą, a w tym może przeszkadzać Polska, czyli nasz kraj musi być w jakiś sposób podporządkowany. Oczywiście ta polityka jest realizowana innymi metodami, ale nadal jest w tym dość bezczelne nieliczenie się z nami.”

Dlatego za „wspólne inwestycje” należy zabrać się dopiero, gdy poziomy gospodarcze Polski i Niemiec  zostaną wyrównane. Inaczej, zdaniem Kaczyńskiego, „obudzimy się w mniejszej Polsce”.

Niemcy nigdy nie ustępują

W programie PiS mowa, że dla rządu PO-PSL „interes niemiecki okazał się ważniejszy niż polski”. I skutki tego trwają, pomimo podmiotowej polityki, jaką prowadzi PiS (we własnym mniemaniu, rzecz jasna).

Przed spotkaniem z niemiecką kanclerz, 16 stycznia 2017, prezes stawiał sprawę odważnie, po polsku: „Będę musiał powiedzieć kanclerz Angeli Merkel, że Niemcy muszą zdecydować się, co do charakteru stosunków z Polską; bo nie można Polski atakować i jednocześnie liczyć na to, że stosunki będą dobre”.

W marcu 2017 mówił o kanclerz Merkel w podobnym duchu, ale mniej uprzejmie:

„Pani kanclerz jest osobą bardzo sprawną w pewnym sposobie prowadzenia polityki: żeby utrzymać bardzo dobre stosunki osobiste przy braku jakichkolwiek zmian realnych. Nie możemy się na to dalej nabierać. Stosunki z Niemcami muszą być na miarę polityki Niemiec wobec nas.

Ta polityka, począwszy od polityki historycznej, a skończywszy na polityce energetycznej jest skierowana przeciwko naszym interesom. Z tego trzeba wyciągać wnioski”.

Dominacja Niemiec w UE jest  „atomowa” i nieuprawniona – tłumaczył lider PiS niemieckim mediom w lutym 2017 roku.

„Jak to powiedział Nicolas Sarkozy mojemu śp. bratu: Niemcy nigdy nie ustępują. A mówił to przedstawiciel Francji, państwa bardzo silnego, pod wieloma względami silniejszego niż Niemcy” – mówił Kaczyński  w marcu 2017.

„Brexit to przecież zasługa Angeli Merkel” – przesądzał przy innej okazji Kaczyński.

Także problem uchodźców to po prostu wina Niemiec. Jak to zgrabnie ujął minister Błaszczak, „jedno z państw zachodu Europy doprowadziło do tego kryzysu, a potem, kiedy kryzys dotknął ten kraj, to wymyślono, że koszty tego kryzysu poniosą inne państwa”. Na szczęście PiS się tej ingerencji Niemiec bohatersko oparł.

Niemcy zdradzili Polskę. Ostateczny dowód

Antyniemiecki hejt wylał się z PiS-owskich ust po marcowym szczycie UE w Brukseli, który – ignorując farsę z kontrkandydatem Jackiem Saryusz-Wolskim – wybrał Donalda Tuska na drugą kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej. Choć głosowały tak wszystkie państwa, w tym sojusznicze Węgry Orbána, agresja partii poszła w kierunku Berlina (i trochę Paryża).

„Zderzyliśmy się z dużą dozą nielojalności, a nawet kłamstwa. Mieliśmy zapewnienia, że niektóre kraje popierają nasze stanowisko”  – opowiadał minister Waszczykowski TVP Info. Ale, wiadomo, Niemcy…

„Jeśli na pół dnia przed rozpoczęciem szczytu w niemieckim Bundestagu kanclerz Merkel, wygłasza opinię, że cieszy się z wyboru Tuska, to znaczy, że

z Berlina poszła dyrektywa do tych państw, które słuchają” – demaskował Waszczykowski.

Kaczyński, też nie miał 8 marca wątpliwości: „Jesteśmy zawiedzeni postawą premiera Węgier. Ale to tylko dowód na dominację Niemiec w Europie”.

Bon mot Ryszarda Legutki podbił internet (choć może nie całkiem zgodnie z intencjami europosła PiS): „Nie może być tak, że jeden kraj dyktuje warunki, a wszyscy na nie przystają”.

Tusk, niemieckie popychle

Nawet na tle retoryki PiS zaskakujące jest obrażanie Donalda Tuska epitetem „Niemiec” i traktowanie tego, jako synonimu skrajnie antypolskiej postawy. „Tusk jest kandydatem Merkel, niemieckim” – powiedział Kaczyński przed szczytem w Brukseli.

Intelektualista obozu władzy, prof. Zdzisław Krasnodębski 5 marca 2017 przesądzał sprawę:

„Sądzę, dla jasności sytuacji Donald Tusk powinien przyjąć obywatelstwo niemieckie”.

Po szczycie Kaczyński rzucał narodowymi obelgami:

„Donald Tusk nie będzie już w tej chwili mógł funkcjonować z biało-czerwoną flagą, że nie będzie mógł swoich interwencji w polskie sprawy i innych wypowiedzi jakoś łączyć z Polską”.

Wstać z kolan, postawić się Niemcom

Niemiecka obsesja PiS otwiera przed politykami tej partii nieoczekiwaną szansę, nawet jeśli zupełnie absurdalną, by mimo ośmieszających porażek budować „potęgę”. A nawet dzięki takim porażkom. Kaczyński opisywał to tak:

„Państwo, które potrafi postawić się wszystkim, także Niemcom, w bardzo ważnej dla nich sprawie, to jest państwo o wysokim statusie. O bardzo wysokim statusie. Być może nikt inny w Europie nie mógłby dziś poważyć się na coś podobnego”.

„Gdybyśmy się zgadzali na wszystko, to bylibyśmy w sytuacji pochyłej wierzby, na którą każda koza może wskoczyć. Nie jesteśmy taką pochyłą wierzbą i dzisiaj w Europie już o tym wiedzą, a wcześniej nie wiedzieli” – dodawał.

„Beata Szydło się nie gięła, nie kłaniała, tylko z podniesioną głową walczyła o to, co jest najważniejsze. Realizowała misję polskiego męża stanu”.

Wychodzi na to, że mąż stanu to osoba, która stawia się Niemcom. Państwo o wysokim statusie rządzone przez takich mężów stanu skazane jest na bycie w UE samotną wyspą, ale to już zupełnie inna historia.

Propaganda nie działa, Niemców lubimy coraz bardziej

Jak pokazują sondaże CBOS systematycznie robione od ćwierćwiecza, antyniemiecka propaganda PiS nie przekłada się na wzrost niechęci do zachodnich sąsiadów. Wręcz przeciwnie, sympatii przybywa, zwłaszcza w 2017 roku (CBOS nie tłumaczy, skąd wzięły się aż tak duże tegoroczne wzrosty). W 2017 r. równo dwa razy więcej Polaków odczuwa sympatię do Niemców niż w 1993 roku. Większy skok zanotowano tylko wobec Żydów.

Sympatia (w proc.) do sąsiedzkich narodów w badaniach CBOS 1993-2017

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press