Dwa dni po wyborach PiS niespodziewanie poparł drakoński projekt ustawy o zakazie edukacji seksualnej, a nawet zażądał większych kar. Dziś w Sejmie głosowanie, a pod Sejmem protest o 17.30. Tymczasem jeszcze niedawno PiS propagował w szkołach własną wersję edukacji seksualnej. Przypominamy, czego na zajęciach dowiadywali się uczniowie...

Dziś, na ostatnim posiedzeniu Sejmu tej kadencji, posłanki i posłowie zdecydują, czy obywatelski projekt ustawy „Stop pedofilii” trafi do kosza, czy będzie przedmiotem prac nowego Parlamentu. Przypomnijmy, że pod mylącą nazwą kryje się pomysł penalizacji edukacji seksualnej.

Projekt analizowaliśmy szczegółowo w tekście: Więzienie za edukację seksualną i przepisanie antykoncepcji. Projekt „Stop pedofilii” w Sejmie.

Drakońskie przepisy nie mają sobie równych w żadnym z demokratycznych państw świata. Mimo to, 15 października podczas pierwszego czytania ustawy w Sejmie, poparcie dla surowych kar za edukację zdrowotną wyraziła nie tylko Konfederacja, ale także Prawo i Sprawiedliwość.

W tekście „Dlaczego dzieci i młodzież potrzebują rzetelnej edukacji seksualnej? Czego nie rozumieją posłowie PiS” tłumaczyliśmy, jak szkodliwy dla najmłodszych może być brak edukacji seksualnej. Jak pisało Polskie Towarzystwo Seksuologiczne,

„edukacja seksualna jest podstawowym działaniem zmniejszającym prawdopodobieństwo stania się zarówno ofiarą, jak i sprawcą przemocy seksualnej”.

O 17.30 w całej Polsce odbędą się protesty przeciwko przyjęciu tej groźnej ustawy.

PiS też miał pomysł…

A jak „poprawną” edukację seksulaną wyboraża sobie prawica?

W kwietniu 2018 roku Grupa Edukatorów Seksualnych „Ponton” odkryła, że ministerstwo zdrowia finansuje projekt o zdrowiu prokreacyjnym dla młodzieży. Celem programu „W stronę dojrzałości” dla młodzieży szkolnej było przede wszystkim „Kształcenie umiejętności dokonywania właściwych wyborów w zakresie zdrowego stylu życia”.

O tym, co będzie się działo na zajęciach z uczniami, dowiedzieliśmy się z filmów szkoleniowych, które można było znaleźć na stronie projektu. Wynika z nich między innymi, że:

  • w prezerwatywach występują mikropory – otwory o dziwnie brzmiącej mierze 5 mikronów – przez które przenikać mają choroby zakaźne, a także plemniki;
  • stosowanie prezerwatyw powoduje raka;
  • antykoncepcja – ogólnie – może prowadzić do depresji, chorób wątroby, a nawet zgonów;
  • zapłodniona komórka ma zdolności komunikacji ze swoją „matką” i może do niej powiedzieć: „jestem, przyjmij mnie, przygotuj dla mnie swoją podusię, kołderkę, pulchną kołyseczkę”;
  • mówienie o „ciąży” a nie „dziecku” prowadzi do ignorowania ze strony partnera i może powodować „sieroctwo prenatalne”.

Program jest finansowany ze środków Ministerstwa Zdrowia (Narodowy Program Zdrowia na lata 2016-2020). Jak wynikało z dokumentów na stronie ministerstwa, na realizację programu firma Lechaa Consulting Sp. z o. o. dostała 9 mln 655 tys. 706 zł.

Manipulacje i przekłamania zawarte w filmach opisywaliśmy tutaj:

Po naszym artykule filmy „szkoleniowe” zniknęły ze strony projektu, a Ministerstwo Zdrowia zapewniło, że filmy nie były konsultowane z resortem. Poprosiliśmy więc MZ o przesłanie materiałów z treściami, które będą przekazywane uczniom podczas warsztatów.

Seks tylko w małżeństwie

Dostaliśmy przewodnik metodyczny dla tutorów prowadzących zajęcia „W stronę dojrzałości” w szkołach. Przedstawiono w nim nie tylko treści, które tutorzy mają uczniom przekazać podczas zajęć, ale także przykłady konkretnych ćwiczeń i gier.

Jednym z tematów zajęć jest wczesna inicjacja seksualna i jej (dewastujący) wpływ na przyszłe życie. Psychologowie i seksuolodzy są zgodni, że zbyt wczesne rozpoczynanie współżycia może mieć negatywne skutki psychiczne i fizyczne. Pytanie jednak, co to znaczy „zbyt wczesne”. Autorzy podręcznika odpowiadają:

Przedwczesne podjęcie współżycia (czyli jak rozumiemy przed ślubem) ma, według autorów, katastrofalne skutki – od rozczarowania, zawodu przez uzależniania, antykoncepcję (!) i aborcję po załamanie psychiczne, korzystanie z pomocy społecznej, niemożność stworzenia rodziny i zaburzone odróżnianie dobra od zła.

Tym samym do szkoły wchodzi katolicka nauka społeczna. Dlaczego najlepszym czasem na rozpoczęcie współżycia ma być małżeństwo? Nie jest to żaden sposób uzasadnione w psychologii i seksuologii. Co z osobami, które nie chcą brać ślubu lub zanim go wezmą, wejdą w relacje z innymi osobami? Co wreszcie z osobami, które chcą mieć w życiu jednego tylko partnera seksualnego, ale zrobią „to” przed ślubem? Tych osób jest absolutna większość!

Tzw. „czystość przedmałżeńska” to element etyki Kościoła katolickiego i jako taki powinien być tematem na lekcjach religii, a nie na zajęciach ze zdrowia prokreacyjnego, bo ze zdrowiem prokreacyjnym nie ma nic wspólnego. Jest elementem konkretnej ideologii.

Co więcej, czekanie z seksem do ślubu może przynieść negatywne skutki, np. być przyczyną rozpadu małżeństwa. W tej kwestii każdy powinien podjąć samodzielną decyzję, w zależności od systemu wartości, który wyznaje.

W podręczniku zaś nie ma mowy o dwóch osobach – zawsze o małżonkach.

Swoboda seksualna powoduje wstrząs (u kobiet)

Autorzy przewodnika dużo miejsca – i słusznie – poświęcają chorobom przenoszonym drogą płciową, ich przyczynom i konsekwencjom. Nie wiadomo jednak dlaczego podsumowaniem tego modułu jest następująca absurdalna refleksja:

Najbardziej szokujący jest opis „predyspozycji” kobiety, której psychika, jak się okazuje, „nastawiona jest na całkowite oddanie ukochanemu mężczyźnie”. Okazuje się, że „swoboda” seksualna ma bardziej dewastujący wpływ na kobiety niż mężczyzn. Nie tylko powoduje zanik (?!) „kobiecych” cech, takich jak rozumienie innych, ale też automatycznie oznacza „uleganie” mężczyznom. Pomysł, że kobieta nikomu nie ulega, ale sama kieruje swoim życiem seksualnym, autorom podręcznika nie powstał w głowie.

Przekonanie, że wszystkie kobiety mają zestaw psychicznych cech wrodzonych – takich jak chęć oddania się ukochanemu mężczyźnie – oraz, że cechy te tajemniczo znikają pod wpływem liczby partnerów seksualnych to nie tylko dyskryminacja kobiet, ale także nieprawda.

Jedną z autorek podręcznika metodycznego jest Barbara Charczuk. O innych publikacjach jej autorstwa pisaliśmy tutaj:

Uczeń wie, jak komunikować się z płodem

W kilku modułach podręcznika pojawia się lalka – 10-tygodniowy płód o imieniu Jaś. Rozwój Jasia interesuje autorów podręcznika, a tym samym i uczniów, od momentu poczęcia (a nawet wcześniej) do narodzin. Poszczególne etapy rozwoju płodu zawarto w rozdziale „Troska o rozwój dziecka poczętego”. Płód jest tu nazywany dzieckiem, a etapy jego rozwoju „etapami życia dziecka”. Ćwiczenie, które w tym module mają wykonać uczniowie wygląda następująco:

W tym rozdziale uczniowie dowiadują się także, co oznacza „maltretowanie prenatalne”. To przyjmowanie (świadome lub przez zaniedbanie) substancji szkodliwych dla płodu.

„Po zajęciach uczeń wie, jak komunikować się z dzieckiem w łonie matki”, czytamy we wstępie do kolejnego rozdziału „Ochrona zdrowia prokreacyjnego”. I odpowiednie ćwiczenie:

W tym rozdziale uczniowie dowiadują się także o całym dziale pedagogiki „pedagogika prenatalna”, czyli oddziaływania wychowawcze wobec dziecka w okresie jego wewnątrzmacicznego rozwoju.

Taka narracja o okresie ciąży i rozwijającym się płodzie ma na celu zmianę postaw uczniów wobec prawa do aborcji i może być wstępem do zmiany ustawy. O samej ustawie zresztą nie ma w podręczniku mowy. Nie ma mowy o tym, że prawo pozwala  zakończyć ciąże w trzech przypadkach: gdy pochodzi ona z gwałtu, gdy zagraża życiu i zdrowiu kobiety oraz gdy płód jest nieuleczalnie chory.

Idealna metoda? Naturalna!

Po module „Planowanie rodziny” uczeń wie, że „fundamentem rodziny jest małżeństwo”. Rozdział o planowaniu rodziny zaczyna się więc od ideologicznego założenia. Wśród pomocy dydaktycznych znajduje się – jak niemal zawsze – model 10-tygodniowego płodu. Wśród ćwiczeń do tego modułu znajdziemy „List do dziecka”: „Napisz, co powiedziałbyś/powiedziałabyś swojemu dziecku z 21, dniu jego życia”. Chodzi oczywiście o życie poczęte.

Dopiero w następnym rozdziale dowiadujemy się, co zrobić, żeby dziecko nie zostało poczęte. Chociaż zostaną omówione wszystkie środki antykoncepcyjne – nie tylko metody naturalne – już na początku tutor zaznacza, że: „Ludzie nie zawsze posiadali wiedzę na temat swojej płodności. Nie rozumiejąc jej mechanizmów reagowali strachem i szukali różnych sposobów na ograniczenie liczby dzieci w rodzinie. Przemysł farmaceutyczny stworzył różne środki i zaproponował różne sposoby »radzenia« sobie z płodnością”. Uczniowie dowiadują się zatem, że antykoncepcja farmakologiczna wynika z niewiedzy o płodności i strachu przed nią.

Po omówieniu wszystkich metod – ze szczególnym uwzględnieniem wszystkich wad pigułek i prezerwatyw – tutor przedstawia uczniom cechy idealnej metody antykoncepcyjnej:

Łatwo zauważyć, że taka metoda nie istnieje. Szczególnie absurdalne wydają się punkty 2 i 9. Nie ma metody antykoncepcyjnej, która daje 100 proc. skuteczności. Nie ma także powodu, żeby metoda antykoncepcyjna była akceptowana przez każdą kulturę i religię – powinna być akceptowana przez osoby, które jej używają. Czy autorzy sugerują uczniom, że powinni zatroszczyć się o to, czy używana przez nich metoda antykoncepcyjna odpowiada np. muzułmanom?

A jednak, wbrew naszej intuicji, jest metoda, która spełnia wszystkie punkty (może poza 9, bo tego nie wiemy). To metoda naturalna – objawowo-termiczna Rötzera (mierzenie temperatury oraz obserwacja śluzu). Metoda ma, zdaniem autorów, całe mnóstwo zalet i żadnej wady. Działa nie tylko jako antykoncepcja, ale także jako koncepcja (pomaga parom, które mają problem z zajściem w ciążę). Jest skuteczna, bezpieczna i wpływa zbawiennie na związek:

Wbrew obiegowym opiniom metoda ta jest też, zdaniem autorów, bardzo skuteczna. Drobnym drukiem dodano, że wysoka skuteczność zależy od dobrego poznania i bezwzględnego przestrzegania zasad. Autorzy nie wspomnieli natomiast jak wiele czynników sprawia, że pomiary są niedokładne. Może o tym zadecydować przeziębienie, ułożenie termometru czy czas snu przed pomiarem.

HIV/AIDS

Punkt trzeci listy cech idealnej metody antykoncepcyjnej jest z kolei wyraźnie „wymierzony” w prezerwatywę. Wydawałoby się, że warto namawiać młodzież do korzystania z tego środka chociażby po to, by uniknąć chorób przenoszonych drogą płciową. Autorzy podkreślają jednak przede wszystkim, że prezerwatywa nie zabezpiecza w 100 proc. przed wirusem HIV.

Na wynik takich „nauk” nie trzeba długo czekać. Jedna ze szkół zamieściła w internecie prezentację podsumowującą warsztaty. Uczniowie wynieśli z zajęć przede wszystkim jedno – antykoncepcji najlepiej nie używać:

Bardzo chcielibyśmy, by powyższy slajd zobaczyli specjaliści od HIV/AIDS, którzy od lat walczą o rzetelną edukację młodzieży w zakresie ryzyka zakażenia wirusem. Jedną z absolutnie podstawowych zasad w zapobieganiu HIV/AIDS jest stosowanie mechanicznej antykoncepcji, czyli prezerwatyw. Znajdziemy ją także w dokumencie z 2018 roku „Profilaktyka infekcji HIV i zwalczanie AIDS w województwie mazowieckim”, podpisanym przez wojewodę z PiS-owskiego nadania Zdzisława Sipierę. W dokumencie zachowaniem ryzykownym jest nazwany „niezabezpieczony prezerwatywą kontakt seksualny” (str. 39). Wskazuje się też, że „chociaż problem HIV/AIDS w Polsce nie jest aż tak rozpowszechniony jak w innych krajach Europy, to z roku na rok rejestruje się coraz więcej zakażeń.

Tempo rozprzestrzeniania się wirusa HIV w Polsce rośnie”.

Czy wobec możliwości zakażenia wirusem lub inną chorobą przenoszoną drogą płciową (np. kiłą), wskazane jest wmawianie uczniom, że antykoncepcja jest „zachowaniem ryzykownym”?

Antykoncepcja nie tylko chroni młodzież przed zarażeniem poważną chorobą, ale także  bez zaskoczenia  przed ciążą w zbyt młodym wieku. Ciąża taka nie tylko jest najczęściej niechciana i niezaplanowana, ale także może być zagrożeniem dla zdrowia i życia młodej kobiety. Wydawałoby się, że spadek liczby nastoletnich ciąż jest procesem pożądanym przez rządzących. Spadek ten jest na razie faktem, jest jednak częściowo spowodowany zmniejszaniem się populacji. I nadal rocznie ok. 10 tys. kobiet poniżej 19. roku życia rodzi dzieci. Zniechęcanie nastolatek do stosowania antykoncepcji nie sprawi, że nie będą uprawiać seksu  sprawi, że niechcianych ciąż wśród nastolatek będzie więcej.

"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”. W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.


Komentarze

  1. Konrad Palenga

    Pani Magdaleno – mikrony to bardzo "normalna" nazwa wielkości małych obiektów. Np. obiekt o wielkości poniżej 20 mikronów nie będzie wykrywany przez podniebienie i język jako osobna cząsteczka, stąd czekolada jest taka 'aksamitna', 'jedwabista' i gładka =)

Masz cynk?