Ataki obozu władzy na marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego już dawno przekroczyły normy ostrego sporu. W zaledwie kilka miesięcy Grodzki z szanowanego senatora zmienił się w narracji PiS kolejno: w łapówkarza, kłamcę, donosiciela i łamacza konstytucji. Analizujemy, czy to część strategii politycznej, czy obsesja rządzących

Ataki na marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego składają się z kilku powtarzalnych elementów:

  • doniesień rządowych mediów o domniemanych łapówkach, które miał przyjmować podczas praktyki lekarskiej;
  • oskarżeń o nadużywanie władzy w związku z aktywnością Grodzkiego poza granicami Polski;
  • oskarżeń o przekraczanie uprawnień i w związku z tym łamanie konstytucji;
  • mało wyszukanych obelg, hejtu o wyjątkowym nasileniu.

Łapówką w Grodzkiego

Zaczęło się 14 listopada 2019 roku. Tuż przed pierwszym orędziem marszałka „Wiadomości” TVP wyemitowały materiał oparty na wpisie w mediach społecznościowych prof. Agnieszki Popieli, biolożki z Uniwersytetu Szczecińskiego, nazywanej czasem „szczecińską Krystyną Pawłowicz”. Popiela pisała, że w 1998 roku pod pozorem wpłaty na czasopisma medyczne zapłaciła Grodzkiemu 500 dolarów za operację matki.

Szybko zaczęła jednak wycofywać się z oskarżeń:

„Prof. T. Grodzki to wybitny kardiochirurg, który pomógł mojej śp. Mamie, za co jestem mu wdzięczna. Jeśli to była fundacja, a ja nie dostałam potwierdzenia wpłaty przez pomyłkę, to chętnie przeproszę” – napisała w kolejnym wpisie, który „Wiadomości” pominęły.

O sprawie pisaliśmy w OKO.press:

„Donos” Popieli wyznaczył kierunek ataków na Grodzkiego. Przejęte przez PiS publiczne Radio Szczecin rozpoczęło publikację serii anonimowych doniesień (nagłaśnianych później przez „Wiadomości” i TVP Info) domniemanych byłych pacjentów marszałka Senatu, którzy oskarżali go o przyjmowanie łapówek. Apel o zgłaszanie się świadków „procederu” wystosowało CBA.

Sprawy dotyczyły wydarzeń nawet sprzed ponad 20 lat. Do anonimowych donosów dołączyło też kilka osób, które oskarżają polityka opozycji pod nazwiskiem.

Czy można wierzyć tym oskarżeniom?

Materiały dziennikarskie oparte na doniesieniach informatorów, którzy chcą zachować anonimowość, nie są niczym szczególnym. Zasadą jest jednak drobiazgowa weryfikacja i potwierdzanie informacji w innych źródłach. Newsy produkowane taśmowo przez Radio Szczecin wydają się oparte jedynie o jedno anonimowe źródło w każdej z opisywanych spraw. Innych dowodów na przestępstwa Grodzkiego nie ma.

Po wtóre, w przypadku anonimowych źródeł ważne jest również zaufanie do medium opisującego sprawę: czy rzetelnie opisywało w przeszłości podobne przypadki, czy nie było łapane na kłamstwie, jednym słowem – jaka jest jego reputacja. W przypadku mediów publicznych ten test wypada fatalnie. W OKO.press pisaliśmy wielokrotnie o ich manipulacjach:






Tomasz Grodzki 7 stycznia 2020 ujawnił również nagranie, na którym jeden z byłych pacjentów opowiadał, że proponowano mu pieniądze za oczernienie marszałka Senatu.

Wszystko to nakazuje ze wstrzemięźliwością traktować rewelacje prorządowych mediów dotyczące rzekomych nadużyć polityka Platformy Obywatelskiej. Na pewno do czasu aż potwierdzą je media o większej wiarygodności.

Niech nie wychyla nosa poza Polskę

Prawdziwą furię wzbudziła w obozie władzy aktywność międzynarodowa Tomasza Grodzkiego. A jak to zwykle z furią bywa – ciosy wyprowadzane pod jej wpływem zazwyczaj są chaotyczne i chybiają celu.

8 stycznia 2020 Grodzki spotkał się w Brukseli z wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej Věrą Jourovą oraz komisarzem ds. sprawiedliwości Didierem Reyndersem. Rozmawiali o ustawie kagańcowej przyjętej przez Sejm i właśnie procedowanej w Senacie.

Rządzący odpowiedzieli strzałem dużego kalibru: zarzucili Grodzkiemu łamanie prawa.

„Artykuł 146 Konstytucji mówi, że politykę zagraniczną prowadzi Rada Ministrów […]. Jeżeli Konstytucja mówi, że za politykę zagraniczną odpowiada Rada Ministrów, to aktywności wszelkiego typu uzgadnia się z Radą Ministrów, a tu nie słyszeliśmy, żeby było jakiekolwiek uzgodnienie” – oburzał się w „Kawie na ławę” TVN24 (5 stycznia 2020) prezydencki minister Andrzej Dera.

Mniej więcej to samo mówili inni politycy obozu władzy. Jak wskazywaliśmy w OKO.press, mówili niezgodnie z faktami. Dera błędnie podciągnął wizytę Grodzkiego w Brukseli pod kreowanie polskiej polityki zagranicznej. Wyjazd nie był zresztą samodzielną inicjatywą, a jedynie reakcją na wcześniejsze pismo przewodniczącej Jourovej do polskich władz, m.in. do marszałka Senatu:

Jeszcze dalej poszedł minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Oskarżył marszałka Senatu, że złamał Konstytucję, zapraszając do Polski Komisję Wenecką. Jak wskazywaliśmy w OKO.press, zgodnie z art. 8 Regulaminu Senatu, Tomasz Grodzki reprezentuje izbę wyższą polskiego parlamentu. A reguły działania Komisji Weneckiej przyjęte także przez Polskę stanowią, że obok premiera i ministra spraw zagranicznych także parlament jest uprawniony do zaproszenia Komisji.

Potwierdziła to zresztą sama Komisja, akceptując zaproszenie i zapowiadając wydanie opinii na temat tzw. ustawy dyscyplinującej w trybie pilnym.

Tę opowieść Prawa i Sprawiedliwości niechcący do absurdu sprowadziły „Wiadomości” TVP, które zarzuciły Grodzkiemu, że do zagranicznych gości w Senacie mówił… po angielsku.

Kempa wysyła na śmietnik

Kiedy merytoryczne argumenty zawodzą, zaczynają się obelgi. W środę 15 stycznia w TVP Info eurodeputowana PiS Beata Kempa stwierdziła:

„Każdy, kto bije w Polskę w jakikolwiek sposób, powinien sobie zdawać sprawę z tego, że jego miejsce jest na śmietniku politycznym”.

Kempa nie raczyła zdefiniować „bicia w Polskę”, ale można podejrzewać, że jest to kalka sztandarowego argumentu PiS: w Polskę bije każdy, kto ośmiela się wyrażać opinię o działaniach rządzących nieautoryzowaną w głównej siedzibie partii na Nowogrodzkiej. Zwłaszcza jeśli zwraca się do Unii Europejskiej z krytyką rządu PiS (nawiasem mówiąc, PiS będąc w opozycji robił to samo).

Również 15 stycznia 2020 ciekawą metodę autoweryfikacji własnych słów zastosował w radiowej „Trójce” obecny wicemarszałek Senatu Stanisław Karczewski (PiS). Najpierw nazwał kłamstwem relację Grodzkiego, że w październiku PiS proponował mu stanowisko ministra zdrowia w zamian za zmianę barw partyjnych.

Ale w następnym zdaniu dodał:

„Teoretycznie działacz gminny, który znał pana marszałka mógł spytać: Tomku, a może zostałbyś ministrem i przyszedłbyś do nas, do Prawa i Sprawiedliwości?

Skąd nagonka na Grodzkiego?

Jakie cele chce osiągnąć Prawo i Sprawiedliwość totalnym atakiem na Tomasza Grodzkiego? Zmiana na stanowisku marszałka Senatu i przeforsowanie ewentualnego kandydata PiS wydają się mało prawdopodobne.

Do odwołania Grodzkiego potrzeba bezwzględnej liczby głosów, a więc 51 senatorów. By tylu zebrać, obóz władzy musiałby przeciągnąć na swoją stronę co najmniej dwóch senatorów niezależnych kojarzonych z opozycją: Krzysztofa Kwiatkowskiego i Wadima Tyszkiewicza. Dopiero wtedy 48 senatorów PiS wraz z niezależną Lidią Staroń (ex PiS) oraz Kwiatkowskim i Tyszkiewiczem dawałoby potrzebną większość.

To mało realny scenariusz. W środę 15 stycznia solidarność z Grodzkim wyraziło 50 senatorów, którzy skutecznie mogą blokować próbę odwołania marszałka.

Możliwe nawet, że bezpardonowa nagonka medialna jeszcze by utrudniła realizację przewrotu w Senacie. Zwłaszcza w przypadku Kwiatkowskiego i Tyszkiewicza, polityków związanych niegdyś z Platformą Obywatelską i Nowoczesną, którzy na własnej skórze odczuli hejterskie ataki „mediów narodowych”.

To oznacza, że PiS stawia raczej na cele symboliczne. Dyskredytując Grodzkiego chce uspokoić swój elektorat, który może być zdezorientowany sukcesami i wyrazistą polityką opozycyjną prowadzoną przez marszałka.

Senat pod rządami Grodzkiego i jego telewizyjne orędzia w TVP rozbijają opowieść o potędze władzy Prawa i Sprawiedliwości. Poza tym propagandyści PiS liczą zapewne, że coś z tych oskarżeń „przyklei się” do postaci marszałka w opinii wyborców o mniej zdecydowanych poglądach.

Hejt o takim natężeniu przypomina ataki na Donalda Tuska i Pawła Adamowicza.

Sprawdzamy wszystkie wiadomości. Zwłaszcza TVP.
Wesprzyj walkę z propagandą.

Pochodzi z Sieradza. Socjolog, redaktor, publicysta. Wieloletni dziennikarz i redaktor "Gazety Wyborczej".


Komentarze

  1. Brat Maupy

    "Poza tym propagandyści PiS liczą zapewne, że coś z tych oskarżeń „przyklei się”"
    Jak powiedział kiedyś o takich działaniach (chyba) Pompidou: "Kto gównem rzuca ten czasem trafia, czasem nie, ale ręce ma z pewnością brudne" ;-D

  2. Grzegorz zChejtyna

    No ja czekam nieustępliwie na te dowody łapówkarstwa.
    Nie ukrywam że mam dar i rozpoznaję osoby szczere.
    Niestety muszę dodać , że ta diagnoza była mi już znana od samego początku.
    I powiem dodatkowo ,że jeśli ktoś jeszcze upiera się przy retoryce Tegoż jegomościa #3
    To jest nie tylko hipokrytą , ale też emanuje ignorancją .

  3. Ciotka Emerytka

    Czyżby PiS nie miał zamiaru uznać, że Suweren nie dał im większości w Senacie? "Nie potrafią się pogodzić z wynikiem demokratycznych wyborów", "kwiczą świnie oderwane od koryta"?

  4. Marcin Benedykt

    PiS myślał, że senat to będzie mało znaczący przyczółek opozycji. A tu się okazało, że Grodzki ruszył z kopyta zaczynając od prozaicznej możliwości wygłaszania orędzia w tv publicznej. Podjął kontakty z urzędnikami UE itd. Jednym zdaniem przełamywał monopol PiS tam, gdzie tylko mógł. W reakcji na taki stan rzeczy należało go unieszkodliwić. Stąd cała seria materiałów o łapówkach grzana od rana do wieczora, odświeżana co jakiś czas rzekomo nowymi świadkami.

    Jak każda autorytarna władza, PiS nie może znieść sytuacji braku kontroli nad jakimkolwiek wycinkiem życia publicznego.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press