0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Sergei GAPON / AFPFot. Sergei GAPON / ...

„Nowy etap” wojny z Ukrainą, który polega na ostrzeliwaniu Ukrainy rakietami balistycznymi, wymierzony jest wprost w NATO i w zdolności Sojuszu do wspólnego działania. Musiałby bowiem wesprzeć Ukrainę rakietami Patriot, a nie chce i nie może, z powodu oporu swoich społeczeństw. Ta narracja ma dawać też nadzieję i utwierdzać w bierności Rosjan, którzy coraz bardziej odczuwają konsekwencje wojny Putina. Nie muszą nic robić, samo się załatwi.

Propagand powtarza, że Putin może bezkarnie ostrzeliwać Ukrainę rakietami balistycznymi, bo Ukraina nie ma czym się bronić, a ostrzał Ukrainy wzmacnia napięcia w NATO. A dowodem, że kampania ta przynosi efekty, jest Polska.

Przy okazji propaganda daje nam wreszcie definicję „banderyzmu”, którym ostatnio zainteresowali się Polacy.

Zdradliwi Polacy nie pomogą

Telewizyjne dziennik w Rosji zaczynają się od pastwienia się nad Ukrainą. Kreml w zasadzie już nie tłumaczy, że to „odwet” za ataki Ukrainy na Rosję. Teraz głównie jest o tym, że jest to atak skuteczny, bo sojusznicy Ukrainie nie pomogą.

Głównie dlatego, że są zdradliwi, jak Polska. A poza tym bardzo się potężnej Rosji boją. Jako dowód, że boją się bardzo, propaganda przedstawia wycinki z mediów zachodnich, o tym, jak krwawy jest atak na Ukrainę.

Po drastycznych i niezwykle brutalnych obrazach z Ukrainy odbiorca obdarowywany jest obrazkami z napaści na Ukraińców w Polsce. Te tak wspaniale wpasowują się w nową narrację Kremla, że można by dojść do wniosku, że Moskwa ciężko pracowała, by coś takiego uzyskać.

Obrazki te utwierdzają Rosjan w przekonaniu, że przemoc w sferze publicznej jest zjawiskiem normalnym, a zakłamanie i fałszywość Polski kontrastuje z wmawianą Rosjanom wzniosłością duchową i genetycznie zakodowanym (słowa Putina) pragnieniem zwycięstwa.

Polacy zaś zawsze przegrywają. Raz, w 1920 r., owszem, zdarzyło im się wygrać „z marszałkiem Tuchaczewskim” (nie z Rosją, zauważmy), ale „cuda zdarzają się tylko raz, a potem to my wyzwoliliśmy Warszawę” – ogłosiły telewizyjne „Wiesti” 16 sierpnia w reportażu z warszawskiej defilady w Dniu Wojska Polskiego.

Głównym newsem z defilady było to, że Polacy nie zaprosili na nią Ukraińców, choć zaprosili inne sojusznicze oddziały. Ale Polacy z natury są zdradliwi – to prawda stale powtarzana w rosyjskiej propagandzie.

Przeczytaj także:

Tchórzliwy Polak bije Ukraińców, NATO się rozpada

Relacje z Polski nasiliły się w rosyjskiej propagandzie w sierpniu, właśnie wtedy, kiedy Kreml ogłosił „nowy etap wojny” polegający na równaniu Ukrainy z ziemią rakietami balistycznymi, na które Ukraina nie ma sposobu:

Najazd Rosji na Ukrainę jest obecnie przedstawiany jako wojna z NATO, która napadła/miała zamiar napaść (wersje się zmieniają) na Rosję. Pojawiły się nawet w głosy, że potencjałowi NATO Rosja nie jest w stanie sprostać – bo NATO w końcu ogarnie się z obroną antybalistyczną, a Rosja swoje rakiety balistyczne zużywa tylko w Ukrainie.

Ale mamy już kontrnarrację: NATO mimo swego potencjału nie wygra z Rosją ze względu na brak jedności, kłótliwość i zdradliwość.

Może nawet Niemcy, Francuzi i Brytyjczycy (ci ostatni, to w moskiewskim imaginarium główny wróg; wyobrażenie to sięga czasów I wojny światowej i przewrotu bolszewickiego) dotrzymają do czasu wyborów u siebie danego Ukrainie słowa. Cały czas powtarzają, że wytrwają przy Ukrainie. Ale Polska już wyłamała się z szeregu.

„Polskije pany”

Obrazki z napaści na Ukraińców w Polsce okraszane są komentarzami o tym, że tak „polskije pany” traktują ukraińskich „chołopów”. Zatem Kreml szczuje też Ukraińców przeciw Polakom.

„Największa polska partia opozycyjna, Prawo i Sprawiedliwość, jest oburzona planami rządu dotyczącymi przekazania Ukrainie kolejnych rakiet Patriot. »Rakiety Patriot nie są magazynem pomocy zagranicznej« – napisał na swoim profilu w mediach społecznościowych poseł Przemysław Czarnek, dodając, że »są jednym z najważniejszych elementów obronności Polski«. „Ani jedna rakieta nie powinna opuścić Polski”.

(...)

Wcześniej Krzysztof Bosak, wicemarszałek Sejmu z nacjonalistyczno-eurosceptycznej koalicji »Konfederacja«, ogłosił, że Polska przekazała Ukrainie rakiety Patriot, które Warszawa zakupiła do systemu obrony powietrznej.

Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta RP, oświadczył, że Polska wcześniej oddała Ukrainie swoją kolej na zakup rakiet Patriot od Stanów Zjednoczonych”. (RIA Nowosti, 13 sierpnia).

„»To absolutnie niedopuszczalne. Te pociski zostały zakupione, aby chronić polskie niebo, polskie miasta i polskie rodziny. Rząd Donalda Tuska nie może ich rozdawać kosztem naszego bezpieczeństwa« – napisał na portalu społecznościowym X były minister obrony narodowej Polski i polityk opozycyjnej partii Prawo i Sprawiedliwość, Mariusz Błaszczak” (RIA Nowosti 14 sierpnia).

Ciepło o Konfederacji

Moskwa docenia antyukraiński zwrot w PiS, ale stale powiela też głosy polskich polityków od dawna antyukraińskich i prorosyjskich. Propagandowa machina – pamiętajmy – działa jak gigantyczny wzmacniacz. Jeśli coś pojawia się w centralnym moskiewskim przekazie, to jest to sygnał dla całego aparatu propagandowego i światowej armii trolli, by temat grzać.

Moskwa regularnie cytuje więc Krzysztofa Bosaka czy europosłanki Ewę Zajączkowską-Hernik. Np. 18 sierpnia RIA Nowosti zacytowała jej kolejny wpis: „Polskie władze zachowałyby się jak zdrajcy, gdyby ponownie przekazały Ukrainie rakiety Patriot. Powiedzmy sobie jasno: jeśli rząd, który stale grozi nam rosyjską agresją, ponownie przekaże Ukraińcom rakiety Patriot, nawet nie otrzymując nic w zamian, to okrzyknie się ZDRAJCĄ”.

Odkryciem Kremla jest europosłanka Konfederacji Anna Bryłka, która wytropiła „tajną umowę: polsko-ukraińską w sprawie tranzytu ukraińskiego zboża". Jak wiemy, Moskwa zniszczyła w ostatnich tygodniach infrastrukturę ukraińskich portów. Umowy o transporcie zboża drogą lądową przez Polskę nie ma, ale Moskwa wzmacnia zarzut posłanki Bryłki, że umowa jest, ale tajna.

Moskwa cytuje też wszystkie antyukraińskie analizy – nie tylko ze skrajnej i prorosyjskiej „Myśli Polskiej”. Znowu nie mamy tu do czynienia z prostym sprawozdawaniem, ale z podbijaniem tematu. Po depeszach typu: „»Polska jest zirytowana podejściem Wołodymyra Zełenskiego do negocjacji w sprawie dostawy rakiet Patriot«, informuje portal Wirtualna Polska, powołując się na źródła” (14 sierpnia) pojawiają się materiały cytujące antyukraińskie głosy z anonimowych komentarzy w portalach.

Kreml zresztą z lubością cytuje takie anonimowe komentarze ze wszystkich zachodnich mediów. Nie należy więc zakładać, że ich nie inspirowała.

Polska jest banderowska, a Nawrocki jest narkomanem jak Zełenski

Promoskiewski w skutkach zwroty polskiej polityki i wzrost nastrojów antyukraińskich Moskwa przedstawia tak, że Polska nadal może pozostać wrogiem Rosji. Obiektem nienawiści i symbolem zachodniej zgnilizny.

Zwrot w stosunku do Ukrainy przedstawiany jest bowiem jako dowód na to, że … Polska też jest banderowska.

Czyli jest jak Ukraina, tylko bardziej zdradliwa. Słusznie nienawidzi Ukraińców, ale nie jest w stanie zerwać z antyrosyjskością.

Weźmy prezydenta Nawrockiego, który – po wszystkich antyukraińskich wypowiedziach i gestach – ogłosił 4 sierpnia, że Polska będzie zawsze z tymi, którzy „biją Moskala”. „Wiesti” skomentowały to natychmiast, że Nawrockiego nie można brać poważnie, gdyż jest znanym narkomanem (tu obrazek ze snusem) podobnie jak prezydent Ukrainy Zełenski (opowieści o tym, że Zełenski bierze twarde narkotyki, są stale obecne w rosyjskiej propagandzie; co więcej, sam Kreml musiał w to uwierzyć, dlatego sądził, że opór Ukrainy ze słabym przywódcą załamie się w trzy dni).

Jeśli ten bezsensowny ciąg skojarzeń w materiale „informacyjnym” dziwi Państwa, to tylko dlatego, że nie obcujecie na co dzień z rosyjską propagandą. Ta nie mam ciągu zdarzeń, przyczyn i skutków, tylko ciąg pogardy i poniżania.

„Polskie władze zachowują się jak ci sami banderowcy, których flagom Polska tak stanowczo się sprzeciwia– stwierdził 10 sierpnia deputowany Leonid Słucki, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Dumy Państwowej? [i następca Żyrinowskiego na stanowisku szefa partii].

Bowiem – jak wynika z tego wywodu – „pokonanie Moskali” jest hasłem banderowskim”.

„Słucki zauważył, że nie można domagać się uznania dawnych zbrodni nazistowskich, a jednocześnie nakłaniać obecnych wspólników do popełniania nowych okrucieństw, wspierając Wołodymyra Zełenskiego w jego wojnie przeciwko Rosji”.

Polska dowodzi dziś prawdziwości słów Putina

Dalej Moskwa planuje ciąg dalszy antypolskiej kampanii, która ma doprowadzić do zatrzymania pomocy Ukrainie i oddania jej Rosji.

Bandyckie napaści na Ukraińców w Polsce i awantura o Patrioty dowodzić mają słuszności przewidywań Putina, iż Polska w końcu przystąpi do rozbiorów Ukrainy i napadnie na Litwę (Grzegorz Braun już wyraża się agresywnie nie tylko o Ukrainie, ale i o Litwie). Bowiem w rozumieniu Moskwy celem państw jest zawsze i tylko podbój.

Putin ogłosił więc 26 lipca, że Polska wkrótce weźmie udział w rozbiorach Ukrainy i odbierze sobie swoje „Kresy”.

Jak podsumowuje to moskiewski propagandysta, „Uczestnicy polskiej defilady [15 sierpnia w Warszawie] wielokrotnie powtarzali, że przygotowują się do konfrontacji z Rosją. Znamienne jest jednak, że wszystko to zbiegło się z dość ostrą debatą w Polsce na temat niewdzięczności Ukraińców, którzy rzucili się do gloryfikowania katów Polaków w rzezi wołyńskiej. (...)

Niezwykle znamienne jest to, że niemal równocześnie z polskimi »defiladami« i marszem ukraińskich nazistów niosących ciało Konowalca w Kijowie [zamordowanego przez NKWD w 1938 roku, bombą ukrytą w torbie z cukierkami, co przypominają z dużym zadowoleniem „Wiesti”], na warszawskim stadionie podczas meczu piłkarskiego pojawił się ponownie ogromny transparent, deklarujący polskie roszczenia terytorialne do Lwowa i Wilna” – pisze propagandysta.

„Nieprzypadkowo Władimir Putin niedawno wygłosił przepowiednię dotyczącą Galicji: »Jestem przekonany, że prędzej czy później Ukraina utraci te zachodnie ziemie. A to, co należało do Polski, co należało do Węgier, co należało do Rumunii, prędzej czy później – nie jutro, może nie pojutrze, ale za rok, dwa, dziesięć, piętnaście – wszystko historycznie się ułoży«.

Przesłanie naszego prezydenta dotarło do Polski” – zauważa propagandysta. – „Dlatego defilady w Warszawie i Gdyni są sygnałem nie dla Rosji, ale dla Ukrainy” – twierdzi.

A całość okraszona jest takim obrazkiem, wygenerowanym oczywiście przez AI:

Mały, pozbawiony piórek ptaszek patrzy w lustro i widzi wspaniałego orła z koroną i godłem Polski
To sobie wygenerowała agencja RIA Nowosti z okazji Dnia Wojska Polskiego

***

Od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?

UWAGA, niektóre z linków wklejanych do tekstu mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN. Cały nasz cykl GOWORIT MOSKWA znajdziecie pod tym linkiem.

Na zdjęciu Agnieszka Jędrzejczyk
Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)

Komentarze