Oficjalna propaganda Białorusi łączy w dodatku wydarzenia z czasów II wojny z obecnymi protestami przeciwko Aleksandrowi Łukaszence. Pod ten walec trafił także Andrzej Poczobut.
Dominuje przekonanie, że Polaków i Białorusinów nie dzielą historyczne konflikty. I rzeczywiście – żaden z narodów nie wysuwa wobec drugiego poważniejszych pretensji. Jednak nasza wspólna historia nie jest tak jednoznaczna. Jednym z takich spornych epizodów pozostaje działalność Armii Krajowej na terenach dzisiejszej zachodniej Białorusi, które w latach 1921–1939 znajdowały się w granicach Polski.
Na ziemiach białoruskich w szeregach AK było ponad 15 tysięcy osób. Niemal wszyscy byli miejscowymi mieszkańcami, wielu z nich etniczni Białorusini. Jak pisze polsko-białoruski historyk Eugeniusz Mironowicz w swojej książce „Wojna wszystkich ze wszystkimi…”, początkowo polskie oddziały pokojowo współistniały z białoruskimi partyzantami podporządkowanymi Moskwie. Dochodziło nawet do sporadycznych wspólnych akcji przeciwko nazistom. Co więcej, w swoich raportach radzieckie dowództwo partyzanckie określało Polaków jako sojuszników.
Sytuacja diametralnie zmieniła się w 1943 roku – po ujawnieniu w kwietniu zbrodni katyńskiej, zamordowaniu przez sowieckie NKWD 22 tysięcy polskich oficerów wziętych do niewoli. ZSRR twierdziło przez ponad 50 lat, że zbrodni tej dokonali Niemcy. Na tym tle doszło do zerwaniu stosunków dyplomatycznych między polskim rządem na uchodźstwie a ZSRR.
Dla władz radzieckich żołnierze Armii Krajowej z sojuszników stali się „faszystami”. Centralny Sztab Ruchu Partyzanckiego wydał rozkaz zwalczania AK na równi z wojskami niemieckimi oraz wspierającymi je białoruskimi formacjami.
Zakładnikami tej sytuacji stali się cywile. Partyzantka radziecka pacyfikowała białoruskie wsie za rzeczywistą lub domniemaną współpracę z Polakami, z kolei Armia Krajowa robiła to samo wobec mieszkańców wspierających radzieckich partyzantów. Pisze o tym Mironowicz, powołując się na prace białoruskich historyków i niemieckiego badacza Bernharda Chiariego, a także na dokumenty z białoruskich i polskich archiwów.
Pod koniec 1943 i na początku 1944 roku część oddziałów AK działających na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie podjęła współpracę z nazistami: otrzymywali od nich broń w zamian za ataki na radzieckich partyzantów. Warto podkreślić, że te decyzje podejmowane przez lokalnych dowódców nigdy nie zostały zaakceptowane przez Komendę Główną AK, pisze Eugeniusz Mironowicz.
Niejednoznacznym okresem był też czas powojenny, kiedy tzw. żołnierze wyklęci walczyli z władzami komunistycznymi – także na etnicznie białoruskich terenach Podlasia i zachodniej Białorusi. Niektóre oddziały atakowały ludność cywilną. Najtragiczniejszym epizodem był rajd Romualda Rajsa „Burego”. W ciągu kilku dni na przełomie stycznia i lutego 1946 roku spalono wtedy pięć podlaskich wsi i zamordowano 79 prawosławnych Białorusinów.
Wszystkie te wydarzenia są dziś wykorzystywane przez białoruską propagandę, która eksponuje i wyolbrzymia najbardziej kontrowersyjne epizody. Na tej podstawie wyciągany jest wniosek nie tylko o historycznej nienawiści Polaków wobec Białorusinów, lecz także o słuszności antyzachodniej i antypolskiej polityki Łukaszenki.
W latach 2000–2010 antypolska propaganda na Białorusi nie miała charakteru masowego. Była raczej punktowa i pojawiała się głównie w momentach zaostrzenia relacji między oboma krajami. Tematy Armii Krajowej i żołnierzy wyklętych poruszano stosunkowo rzadko.
Podczas masowych protestów w 2020 roku po sfałszowaniu przez Łukaszenkę wyborów prezydenckich propaganda niemal natychmiast oskarżyła zachodnie – w tym polskie – służby specjalne o „organizowanie zamieszek”. Coraz głośniej zaczęto mówić, że Polacy dążą do rozpadu Białorusi, aby przyłączyć Grodno i całą zachodnią część kraju.
Coraz częściej wydarzenia historyczne zaczęto mieszać ze współczesnością, by udowodnić słuszność kursu politycznego Łukaszenki. Wkrótce nauka historyczna, która wcześniej zachowywała pewien stopień autonomii, ostatecznie została podporządkowana propagandzie.
Pierwszy poważny krok w tym kierunku wykonano już w kwietniu 2021 roku. Prokuratura Generalna Białorusi wszczęła śledztwo w sprawie »ludobójstwa narodu białoruskiego podczas Wielkiej wojny ojczyźnianej« – tak w krajach postsowieckich nazywa się okres II wojny światowej na terytorium ZSRR w latach 1941–1945.
Tekst na stronie Prokuratury Generalnej poświęcony temu śledztwu zaczyna się od opisu protestów z 2020 roku. To właśnie te „antyspołeczne i antypatriotyczne wydarzenia” zostały wprost wskazane jako przyczyna wszczęcia.
„Wydarzenia na terytorium szeregu państw zachodnich świadczą o obraniu przez nie kursu na wspieranie ideologii nazizmu... burzone są pomniki radzieckich żołnierzy wyzwolicieli, organizowane są marsze neonazistów...” – można przeczytać.
Większość materiałów zgromadzonych w ramach śledztwa dotyczy zbrodni popełnionych przez wojska hitlerowskie i służby III Rzeszy: pacyfikacji ludności cywilnej i palenia wsi, mordowania więźniów obozów zagłady, masowych grobów. Jednak z niemieckimi faszystami zrównuje się również ukraińskich, litewskich i łotewskich kolaborantów działających na terytorium Białorusi. A także żołnierzy oddziałów UPA, nazywanych w propagandzie banderowcami, i żołnierzy Armii Krajowej.
Podczas briefingu poświęconego wszczęciu śledztwa prokurator generalny Białorusi Andrej Szwed szczególnie podkreślał, że śledztwo ma ujawnić zbrodnie „popełnione przez nacjonalistyczne formacje bandyckie”. Później otwarcie nazywał żołnierzy Armii Krajowej „nazistowskimi zbrodniarzami” i stawiał ich w jednym szeregu z „litewskimi batalionami SS”. Warto dodać, że Litwini nigdy nie posiadali własnych jednostek SS.
W ramach śledztwa Prokuratura Generalna wysyłała do różnych państw, w tym do Polski, wnioski o współpracę. Najgłośniejszym przypadkiem było wezwanie na przesłuchanie byłego prezydenta Litwy Valdasa Adamkusa – śledczy twierdzili, że odnaleźli w archiwach „litewskich SS” osobę o tym samym nazwisku.
Odmowę współpracy ze strony państw europejskich, w tym Polski, propaganda wykorzystywała jako potwierdzenie swojej narracji o odradzaniu się nazizmu na Zachodzie oraz o tym, że jedynie Białoruś i Rosja stawiają mu opór.
Równolegle ze śledztwem promowano tezę, że Zachód nadal traktuje Białoruś tak samo, jak robili to nazistowscy okupanci. Na przykład w czerwcu 2021 roku prokurator generalny Andrej Szwed porównał sankcje gospodarcze do planów hitlerowców dotyczących masowego wywozu z Białorusi żywności i produktów przemysłowych.
„Niestety praktyka ekonomicznego duszenia narodów ponownie stała się aktualna w postaci tak zwanej polityki sankcyjnej” – mówił, kreśląc historyczne analogie.
Stawiając w jednym szeregu z hitlerowcami litewskich, łotewskich i ukraińskich kolaborantów, a także UPA i Armię Krajową, propaganda próbuje pokazać, że te narody – podobnie jak cały Zachód – zarówno wtedy, jak i dziś życzą Białorusi wyłącznie zła. I że faszyzm nadal tam kwitnie.
Propaganda twierdzi również, że Europa próbuje zaszczepić Białorusinom własny faszyzm poprzez wzbudzanie protestów przeciwko władzy. Jako dowód w reportażach i filmach stale zestawia się ujęcia z demonstracji z 2020 roku z archiwalnymi materiałami przedstawiającymi białoruskich kolaborantów, na których widoczne są symbole narodowe – biało-czerwono-biała flaga i herb Pogoń.
[Przypomnijmy, że ta flaga została przyjęta w 1918 roku przez władze niepodległej Białoruskiej Republiki Ludowej, zanim Białoruś została wchłonięta przez Związek Radziecki. Po rozpadzie ZSRR stała się ponownie flagą państwową Republiki Białorusi, obecnie używana jest jako symbol białoruskiej państwowości przez antyłukaszenkowską opozycję. W wyniku zainicjowanego w 1995 r. przez Łukaszenkę referendum przyjęto nową flagę, do złudzenia przypominającą czerwono-zieloną flagę Białorusi z czasów ZSRR – red.]
„Autorzy planu obalenia konstytucyjnego ustroju Republiki Białoruś wykorzystywali elementy charakterystyczne dla nazizmu i właściwe tej ideologii” — mówił prokurator generalny w wywiadzie poświęconym śledztwu dotyczącym ludobójstwa.
Kampania informacyjna towarzysząca temu śledztwu ma imponującą skalę. Powstało wiele materiałów telewizyjnych, reportaży i filmów propagandowych. Część z nich poświęcono wyłącznie Armii Krajowej.
Na przykład we wrześniu 2021 roku państwowa telewizja ONT wyemitowała film „Paralela »Polska«: ludobójstwo Białorusinów, okrucieństwa Polaków w czasie II wojny światowej oraz próba zamachu stanu w Mińsku”.
Mieszano w nim wydarzenia historyczne, działalność Związku Polaków na Białorusi oraz protesty z 2020 roku. Później powstały jeszcze trzy filmy z tej samej serii – poświęcone Niemcom, Ukrainie oraz biało-czerwono-białej fladze białoruskiej.
Serię materiałów przygotowała także telewizja Ministerstwa Obrony. Jeden z nich ma tytuł „Armia Krajowa i ludobójstwo”. Swój film – „Armia Krajowa. Cena zdrady” – wyprodukował również uniwersytet w Grodnie.
Na innym państwowym kanale pokazano film „Armia Krajowa. Jak Polacy palili żywcem mieszkańców Białorusi”. W roli polskiego eksperta wystąpił w nim Mateusz Piskorski, były poseł Samoobrony oraz współzałożyciel w Polsce prorosyjskiej partii Zmiana. W maju 2016 został zatrzymany przez ABW pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji i Chin. Przebywał w areszcie przez trzy lata, w końcu wypuszczono go za kaucją. Jego proces za szpiegostwo wciąż trwa.
Do informacyjnej oprawy śledztwa dołączyły także „gwiazdy” propagandy aktywnie prowadzące media społecznościowe. Jeden z nich nawoływał do utworzenia muzeum polskiej okupacji Zachodniej Białorusi, w którym miałaby się znaleźć ekspozycja poświęcona „zbrodniom Armii Krajowej”.
Na ten temat wypowiadał się również Łukaszenka. On także wielokrotnie stawiał w jednym szeregu nazistów, litewskich kolaborantów, żołnierzy UPA (nazywanych banderowcami przez propagandę Kremla i Mińska) oraz Armię Krajową. Podobnie mieszał wydarzenia historyczne ze współczesnością.
„Próby okupacji Białorusi w warunkach współczesnej wojny hybrydowej rozgorzały z nową siłą. Proszę spojrzeć – tak jak 80 lat temu słyszymy o »nowym ładzie europejskim« od tych samych nosicieli »europejskich wartości«. Na czele stoją te same zachodnie elity” – mówił dyktator w 2021 roku.
Wśród ekspertów regularnie pojawiają się osoby wygłaszające tezy dość osobliwe nawet jak na propagandę. Przykładowo w 2023 roku w państwowych mediach wyemitowano wypowiedź rosyjskiego analityka twierdzącego, że Polacy zabili więcej białoruskich cywilów niż Niemcy.
Tymczasem nawet białoruska Prokuratura Generalna mówiła w tym samym roku o 2900 Białorusinach zabitych przez Armię Krajową. Wcześniej białoruscy historycy podawali liczbę około 10 tysięcy zabitych.
Eugeniusz Mironowicz zaznacza jednak w swojej książce, że stopień wiarygodności tych szacunków nie da się określić nawet w przybliżeniu. Jednocześnie przytacza wspomnienia komendanta nowogródzkiego okręgu AK Janusza Prawdzica-Szlaskiego, według którego w drugiej połowie 1943 roku jego podkomendni wykonali ponad 300 wyroków śmierci na Białorusinach, a 80 osób zadenuncjowali Gestapo jako komunistów.
Mironowicz pisze również o paleniu białoruskich szkół, które działały za zgodą Niemców i podlegały administracji okupacyjnej, oraz o zabójstwach nauczycieli. W podobny sposób postępowała także partyzantka radziecka.
Śledztwu w sprawie ludobójstwa towarzyszą również działania propagandowe. Według danych Prokuratury Generalnej do początku 2023 roku w muzeach zorganizowano ponad 500 spotkań z udziałem prokuratorów oraz utworzono 315 ekspozycji. Spotkania odbywały się także w placówkach edukacyjnych, gdzie otwarto ponad 3500 wystaw. Większość poświęcono okupacji nazistowskiej, jednak część dotyczyła również żołnierzy Armii Krajowej – ten temat był szczególnie podkreślany w szkołach i muzeach obwodu grodzieńskiego.
Pod koniec 2023 roku dla uczniów wszystkich grup wiekowych, począwszy od pierwszoklasistów, przygotowano trzy podręczniki dotyczące ludobójstwa. Znalazły się w nich także informacje o Armii Krajowej. Umieszczono je w rozdziale „działalność formacji kolaboracyjnych”. O ludobójstwie mówi się nawet w przedszkolach – dzieciom w wieku 5–6 lat.
Istotnym elementem antypolskiej kampanii propagandowej było ustanowienie w 2021 roku nowego święta państwowego – Dnia Jedności Narodowej. Obchodzony jest on na pamiątkę wydarzeń z 17 września 1939 roku. Przypomnijmy. że ZSRR w porozumieniu z Hitlerem napadł wtedy na II RP i zbrojnie przyłączył wschodnie tereny RP do ZSRR.
Święto nie stało się dniem wolnym od pracy, jednak każdego roku 17 września w kraju organizowane są uroczystości z udziałem Łukaszenki, a antypolska propaganda wyraźnie się nasila. W 2025 roku podczas okolicznościowego spotkania z propagandystami dyktator zaproponował utworzenie muzeum polskiej polityki „ludobójstwa kulturowego” wobec Białorusinów.
Latem 2022 roku antypolska kampania weszła w najbardziej kontrowersyjną fazę: rozpoczęło się niszczenie miejsc pamięci i grobów żołnierzy Armii Krajowej. W ciągu kilku miesięcy zdewastowano co najmniej 13 takich miejsc. W odpowiedzi na protesty Polski białoruskie władze twierdziły, że prowadzone są jedynie prace porządkowe i zagospodarowanie terenu, a żadnych ludzkich szczątków tam nie ma.
W latach 2024–2026 w ramach śledztwa w sprawie ludobójstwa odbyły się procesy sądowe. Nie było jednak oskarżonych na sali rozpraw – postępowania prowadzono wobec osób już nieżyjących. Wydano siedem wyroków skazujących: wobec trzech ukraińskich kolaborantów, dwóch białoruskich i jednego litewskiego, a także jednego niemieckiego esesmana. Wszystkich uznano za winnych masowych zabójstw na terytorium Białorusi.
Prokuratura Generalna wielokrotnie deklarowała, że będzie dążyć do wydania przez państwa zachodnie żyjących kolaborantów i nazistów, a w przez Polskę – żołnierzy Armii Krajowej. Jak dotąd nie odnotowano takich przypadków.
Mimo to Polacy byli sądzeni. Nie żołnierze Armii Krajowej, lecz osoby, wobec których wysuwano zarzuty związane z AK. Jeszcze przed wszczęciem śledztwa w sprawie ludobójstwa, w marcu 2021 roku milicja zatrzymała dyrektorkę polskiej szkoły w Brześciu. Oskarżono ją o zorganizowanie wydarzenia kulturalnego, podczas którego rzekomo miało dojść do gloryfikacji Romualda Rajsa „Burego”. Jednocześnie z Białorusi wydalono polskiego konsula Jerzego Timofiejukа, który uczestniczył w tym wydarzeniu.
Następnie zatrzymano kolejnych czterech działaczy polskich, w tym przewodniczącą Związku Polaków na Białorusi Andżelikę Borys oraz dziennikarza Andrzeja Poczobuta. Zarzucano im organizację wydarzeń kulturalnych, podczas których miało dochodzić do upamiętniania „antysowieckich formacji bandyckich, dokonujących grabieży, zabójstw ludności cywilnej oraz niszczenia mienia”. Chodziło o Armię Krajową.
Andrzejowi Poczobutowi postawiono również zarzuty podżegania do nienawiści na tle narodowościowym i religijnym, a także rehabilitacji nazizmu. W akcie oskarżenia wskazano, że dziennikarz w mediach określał agresją sowiecki atak na Polskę w 1939 roku, a także napisał artykuł o Anatolu Radziwoniku – jednym z dowódców Armii Krajowej i działaczu polskiego podziemia antykomunistycznego na Grodzieńszczyźnie.
W maju 2021 roku trójkę zatrzymanych działaczy wydalono z Białorusi. W 2023 roku zwolniono Andżelikę Borys – zrezygnowała z funkcji przewodniczącej Związku Polaków na Białorusi, a później twierdziła, że na Białorusi nie dochodzi do prześladowania mniejszości polskiej.
Andrzeja Poczobuta w tym samym roku skazano na 8 lat więzienia.
Działalność Armii Krajowej na terytorium Białorusi nie była jednoznacznie pozytywna – podobnie jak działania jakichkolwiek sił zbrojnych na jakichkolwiek terytoriach podczas jakiejkolwiek wojny. W czasie II wojny światowej na ziemiach białoruskich ścierały się różne interesy. Idee, którymi kierowali się Polacy, często pozostawały w sprzeczności z białoruskimi – zarówno narodowymi, jak i prosowieckimi. W efekcie cierpiała również ludność cywilna.
Oczywiste jest, że Armia Krajowa była ramieniem zbrojnym polskiego rządu na uchodźstwie i działa przede wszystkim w interesie Polski, a nie Białorusi, i to Polski w granicach z 1939 roku.
Trudno jednak stawiać ją w jednym szeregu z nazistami i porównywać jej działania z systematycznymi, nazistowskimi zbrodniami, motywowanymi teoriami rasowymi. Tylko w wyniku samych akcji pacyfikacyjnych naziści zabili około 300 tysięcy Białorusinów, a kolejne 262 tysiące osób wywieziono do Niemiec na roboty przymusowe.
Tym bardziej, gdy pomija się inne ofiary wśród Białorusinów. Na przykład w książce niemieckiej historyczki Franziski Exeler można przeczytać, że w wyniku „środków odwetowych” partyzantów radzieckich na Białorusi zginęło co najmniej 17 431 obywateli radzieckich.
Powołując się na białoruskie archiwa, Eugeniusz Mironowicz pisze, że radzieccy partyzanci zabijali nie tylko kolaborantów, ale również członków ich rodzin, w tym dzieci. Wyroki śmierci wydawano wobec osób pracujących w szkołach, urzędach gminnych, prasie, instytucjach kulturalnych, a nawet wobec chłopów, którzy otrzymali ziemię w wyniku parcelacji kołchozów. Palono też wsie, których mieszkańców uznano za skłonnych do współpracy z Niemcami.
Jest więc oczywiste, że nadawanie Armii Krajowej etykiety „faszystów”, oskarżanie jej o ludobójstwo i stawianie w jednym szeregu z nazistami to zabieg ideologiczny i propagandowy. O tym, że nie ma to wiele wspólnego z „przywracaniem historycznej sprawiedliwości”, świadczy również fakt, że wydarzenia historyczne są mieszane ze współczesnymi.
Poprzez dehumanizację Polaków (i innych Europejczyków) sprzed 80 lat wyciąga się wniosek, że współczesna Polska i Europa są wrogami Białorusi. A zatem antypolska i antyzachodnia polityka Łukaszenki nie tylko jest uzasadniona, ale wręcz historycznie ugruntowana.
To nie są nowe metody. Stosowano je zarówno w Związku Radzieckim, jak i w dzisiejszej Rosji. Najbardziej wyrazisty przykład dotyczy Ukrainy. Rosyjska propaganda przez lata przypisywała temu państwu etykiety „faszystów”, „banderowców” i „nazistów”, zestawiała Euromajdan z nazizmem oraz działania karne hitlerowców z wojną w Donbasie, przygotowując w ten sposób opinię publiczną do pełnoskalowej inwazji na Ukrainę.
Białoruski niezależny dziennikarz, obecnie mieszkający w Polsce. Współpracował z Internews, a także z białoruskimi mediami na uchodźstwie, w tym z MOST Media i Zerkalo.io, największym portalem informacyjnym piszącym dla czytelników na Białorusi oraz białoruskiej społeczności za granicą. Dla OKO.press pisze o życiu białoruskiej społeczności w Polsce.
Białoruski niezależny dziennikarz, obecnie mieszkający w Polsce. Współpracował z Internews, a także z białoruskimi mediami na uchodźstwie, w tym z MOST Media i Zerkalo.io, największym portalem informacyjnym piszącym dla czytelników na Białorusi oraz białoruskiej społeczności za granicą. Dla OKO.press pisze o życiu białoruskiej społeczności w Polsce.
Komentarze