0:00
08 lutego 2022

Policjanci kontra dziewczyny: jak państwo walczy ze Strajkiem Kobiet w Sokołowie

Trzech potężnie zbudowanych policjantów w średnim wieku zeznaje w charakterze świadków. Z trudem przechodzą im przez usta wulgaryzmy, jakie miały skandować uczestniczki Strajku Kobiet w Sokołowie Podlaskim. Winne temu mają być dwie 20-latki

Wydrukuj

Onieśmieleni policjanci muszą jednak zeznać przed sadem, o jakie wulgaryzmy chodziło. Sąd Rejonowy w Sokołowie ustala, czy rzeczywiście dwie obwinione 20-letnie dziewczyny naruszyły kodeks wykroczeń, stając na czele Strajku Kobiet w miasteczku 28 października 2020 roku.

8 lutego 2022 odbyła się kolejna rozprawa. OKO.press uczestniczyło w niej w charakterze publiczności. Robimy to w ramach projektu “Na celowniku”. Dokumentujemy represje, jakie spotykają osoby biorące udział w protestach obywatelskich, spisujemy ich relacje. Od stycznia 2022 wspiera nas w tym German Marshall Fund.

Rozprawa w Sokołowie pokazała nam dwie rzeczy

  • Jak policja obwinia organizatorki Strajku Kobiet.
  • Jak wyglądał tamten protest – czego nie zrozumiała władza.

W czasie dwugodzinnej rozprawy sąd przesłuchał trzech policjantów. Czwarty i piąty przedstawią swoje relacje za dwa miesiące. A będą to ważne zeznania, bo chodzi o policjantów-dowódców.

We wtorek 8 lutego zeznawali:

  • policjant, który filmował protest kobiet,
  • policjant, który szedł na czele pochodu z organizatorkami
  • oraz policjant, który jeździł radiowozem i nadawał komunikaty o konieczności respektowania obostrzeń covidowych.

Jak policja zeznaje przeciw kobietom

Policjanci generalnie starali się wiele nie powiedzieć. Nie pamiętali szczegółów, nie byli w stanie odtworzyć okoliczności marszu – poza tymi, które obciążały dwie obwinione dziewczyny. Szczegóły, których nie zapamiętali policjanci, mają zaś - jak zobaczymy dalej – znaczenie dla oceny sytuacji. Ile osób protestowało? Jak bardzo rozciąga się 1000-osobowy pochód, który idzie wąskim chodnikiem? Ile metrów szerokości ma ten chodnik? Kto pierwszy zeszedł na jezdnię? Kto jakie hasła skandował? Czy były skargi od mieszkańców Sokołowa na skandowane hasła?

Pierwszy świadek, ten który filmował pochód, rozpoznał i wskazał palcem jedną z dziewczyn jako tę, która wznosiła okrzyki "wulgarne".

“Jak ten marsz wyglądał, nie pamiętam, ale wszystko jest zarejestrowane na kamerze, którą obsługiwałem” - powiedział. Potem okazało się, że nagranie nie jest kompletne (“Przemieszczając się, nie miałem możliwości nagrywania cały czas”).

Drugi świadek miał za zadanie "zabezpieczać" marsz od czoła. Szedł więc z organizatorkami. Ten świadek mówił pełnymi zdaniami, sąd nie musiał z niego wyciągać informacji. Ale kiedy sąd odczytał wyjaśnienia złożone przez świadka w toku postępowania, okazało się, że na rozprawie po prostu płynnie je powtórzył.

Trzeci świadek, który jeździł radiowozem, niewiele widział i nie mógł podać istotnych szczegółów.

Wielki marsz kobiet idzie przez Sokołów

28 października 2020 r. przez Sokołów przeszedł tysiącosobowy marsz w obronie praw kobiet. Był to drugi marsz w mieście po wyroku Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej. Po tym, jak kobiety straciły prawo do decyzji, co zrobić z ciążą, jeżeli płód jest obciążony śmiertelna albo bardzo ciężką wadą.

Marsz 28 października zorganizowały dwie 20-latki (chcą zachować anonimowość). Chciały, by w Sokołowie był protest w dniu, w którym stawała cała Polska. Zaprosiły ludzi w mediach społecznościowych, przygotowały bannery i hasła (o umiarkowanej treści - te wyjaśnienia składały na pierwszej rozprawie). Zgłosiły marsz na policji i wskazały trasę.

Trasa biegła od Sokołowskiego Ośrodka Kultury wzdłuż głównej ulicy w mieście.

Sokołowski Ośrodek Kultury — miejsce początku marszu 28.10.2020. Fot. Agnieszka Jędrzejczyk, 8.02.2022

Jak szeroki jest chodnik

OKO.press – w przeciwieństwie do policji – nie zna Sokołowa. Pojechało więc na miejsce: ulica jest szeroka, ale chodnik wąski. Przez pewien czas oddziela go od jezdni pas trawy, ale potem chodnik zwęża się i dotyka krawężnika. To w tym miejscu – wedle zeznań policjantów - ludzie idący w pochodzie zaczęli schodzić na jezdnię blokując przejazd w jedną stronę.

Zwężający się chodnik koło drogi
Chodnik w miejscu, gdzie - wedle zeznań policjantów - tłum zszedł na jezdnię. Fot. Agnieszka Jędrzejczyk
Z tego wziął się zarzut pierwszy – blokowanie drogi (art. 90 kodeksu wykroczeń).

Kto tamuje lub utrudnia ruch na drodze publicznej lub w strefie zamieszkania, podlega karze grzywny albo karze nagany.

Tłum zaczął też skandować "polityczne i wulgarne" hasła. Sąd wyciągnął z policjantów, że było to "Wypierdalać", "Jebać PiS", "Spierdalajcie" oraz "Chuje" (to ostatnie w trakcie legitymowania trzech kobiet wskazanych świadkowi do legitymowania przez przełożonego). Haseł "politycznych" nie poznaliśmy.

Z tego wziął się zarzut drugi – używanie publiczne słów wulgarnych (art. 141 kodeksu wykroczeń)

Kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 złotych albo karze nagany.

Do tego doszło też naruszenie przepisów covidowych, czyli skandowanie haseł bez maseczki (zarzut, któremu sąd nie poświęcił wiele uwagi: 28 października 2020 nie było podstawy prawnej do zobowiązywania ludzi do noszenia maseczek. Ustawa o chorobach zakaźnych, na którą powoływał się rząd, pozwalała taki nakaz nakładać tylko na chorych lub podejrzanych o zakażenie. Przepisy zostały zmienione dopiero miesiąc później).

Kto pierwszy zszedł z chodnika

W przypadku wszystkich zarzutów świadkowie-policjanci zgodnie (choć zeznawali osobno) starali się przypisać odpowiedzialność za wszystko organizatorkom. Tak jakby uczestnicy zgromadzenia nie mogli nic zrobić bez dyspozycji obwinionych.

"To one odpowiadały za zejście pochodu na jezdnię" - mówili świadkowie. Sąd starał się jednak dowiedzieć więcej szczegółów i tu pojawiły się kłopoty - jak w przypadku każdego dynamicznego i spontanicznego zdarzenia.

Świadek "zabezpieczający od czoła" zeznał, że pierwsze zeszły na jezdnie obwinione. Ale kiedy policjant-oskarżyciel zaczął się dopytywać, ile świadek widział, okazało się, że niewiele – bo pochód był rozciągnięty. Na jezdnie równie dobrze mogli też wejść pierwsi ludzie z tyłu kolumny.

Sąd dopytywał, czy obwinione po otrzymaniu od policji dyspozycji, by wrócić na chodnik, nie zrobiły tego choć na chwilę. Tego świadek nie pamiętał. "Z uwagi na to, że ten przemarsz i wtargnięcie stanowiły zagrożenie, podjąłem decyzję o zabezpieczeniu jednego pasa ruchu praz wszystkich skrzyżowań".

A świadek z radiowozu widział, jak ludzie idący chodnikiem w sposób chaotyczny wylewają się na jezdnię i zajmują jej połowę.

Od świadka jeżdżącego radiowozem sąd i obrona chciały się dowiedzieć, czy radiowozy obstawiające marsz – wobec opisanego tu zagrożenia - nadawały komunikat o konieczności cofnięcia się na chodnik. Świadek tego nie słyszał. Ale zeznał też, że on sam niczego nie mówił do megafonu, komunikat “covidowy” nadawał z pendrive’a.

"Część uczestników ruchu drogowego trąbiła. Część popierała marsz, a część nie" - zeznawał świadek z czoła marszu. On najbardziej bał się, że komuś stanie się krzywda – bo ulica jest ruchliwa, jeżdżą nią także ciężarówki.

Ale nic się nie stało. Obwinione mówiły OKO.press, że na koniec marszu policjanci powiedzieli im nawet, że wszystko było OK.

Wulgarne, niemęskie wyrazy

Wulgaryzmy zajęły w zeznaniach świadków wiele miejsca, choć szanując powagę sadu, starali się ich nie cytować i robili to tylko na wyraźne polecenie sądu.

"Były przede wszystkim polityczne jak również z wykorzystaniem słów wulgarnych” - mówili.

I tu warto zwrócić uwagę, że ściganie za "wulgarne hasła" to jedna z najbardziej powszechnych represji za strajki kobiet w całej Polsce.

W Sokołowie Podlaskim jednym z kluczowych dowodów na "wyrazy" ma być nagranie, jakie robiła policja. Problem w tym, że - jak mówi OKO.press obrońca dziewczyn mec. Paweł Środa - nie ma na nim ujęcia obciążającego dwie organizatorki.

A one nie przyznają się do winy.

Świadek z kamerą przyznał w sądzie: "Przemieszczając się, nie miałem możliwości nagrywania cały czas”. Jednak rozpoznał jedną z obwinionych jako tę, która skandowała "wulgarne hasło". Nie był wstanie podać jego treści, choć generalnie hasła pamiętał.

Świadkowie zeznawali też, że nie wszystkim przechodniom hasła marszu się podobały. Podkreślali, że chodziło przede wszystkim o wulgaryzmy, a nie o treść polityczną (ta nie za bardzo może być powodem do ścigania). Świadek, który szedł na czele pochodu jako zabezpieczenie, zeznał:

“Z uwagi, że było to duże wydarzenie jak na miasto Sokołów, wielu przechodniów zatrzymywało się i słuchało, co było skandowane. Część osób z małymi dziećmi i starsze kręciły głowami i oddalały się".

Ten sam świadek w zeznaniu spisanym wcześniej dorzucił nawet taki szczegół: "Osoby postronne były zbulwersowane, dziadkowie zatykali uszy wnuczkom".

Jednak na pytanie, czy ktokolwiek złożył na hasła protestu skargi, świadkowie odpowiedzieli, że nic o tym nie wiedzą.

Ja to z marszem w Sokołowie było

Na koniec spróbujmy odtworzyć, co wydarzyło się w Sokołowie Podlaskim 28 października 2020 r.

W całym kraju organizowane były wtedy protesty. Na Komendę Powiatową Policji przyszły dzień wcześniej dwie młode dziewczyny. Nigdy wcześniej nie organizowały zgromadzenia publicznego. Były obywatelkami, które chcą skorzystać z prawa do wolności zgromadzeń (doskonale znają już Konstytucję i w rozmowie z OKO.press się na nią powołują).

Art. 57. Każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Ograniczenie tej wolności może określać ustawa.

Policjanci je jednak zlekceważyli: "One spontanicznie przyszły i powiedziały, że chcą poinformować, że planują taki protest. Odnieśliśmy wrażenie, że te panie nie zdają sobie sprawy, jak to wszystko może przebiegać" - zeznał jeden z nich w sądzie.

Policjanci uzgodnili z dziewczynami trasę, ale do głowy im nie przyszło, jak wielki może zebrać się tłum. Sytuacja lekko wymknęła się spod kontroli, kiedy ludzie nie zmieścili się na chodniku.

Policja zaczęła zabezpieczanie jezdni i skrzyżowań dopiero w pół godziny po rozpoczęciu marszu (tak zeznali policjanci).

Policjantów był na marszu za mało. Policjant w radiowozie spędził wcześniej 8 godzin za biurkiem. Policjant z kamerą zajmuje się na co dzień "pracą operacyjną", ale nie ruchem drogowym.

Kiedy tłum schodzi na jezdnię, dziewczyny reagują, idąc za protestującymi. Policjanci na to (w sądzie): "Przecież obiecały, że nie zejdą z chodnika" (Dziewczyny: "Powiedziałyśmy, że się postaramy. Ale się nie dało").

Charakterystyczne, że żaden ze świadków-policjantów nie przypomina sobie żadnych narad ani ustaleń dotyczących przemarszu: co policja chciała zrobić, jaki cel sobie postawiła. Choć obrona o to pyta każdego z osobna.

Wygląda więc na to, że policja była zaskoczona – a tłum szedł wściekły przez Sokołów. Wściekłość tę rozładowywał w hasłach. “Jebać PiS” i “Wypierdalać”

W specjalnej, słynnej na cała Polskę, opinii prawnej o "Jebać PiS" prof. Michał Romanowski wskazuje:

W kontekście, w jakim zostały użyte słowa "Jebać PIS", mieszczą się one w ramach usprawiedliwionej estetycznie ekspresji i emocji sprowokowanej przez PiS i podległemu faktycznie PiS tzw. Trybunałowi Konstytucyjnemu.

"Obowiązkiem władz publicznych jest stać na straży godności człowieka. Człowiek, którego godność jest naruszana, ma prawo »krzyczeć« »Jebać PiS« w poczuciu sprzeciwu na spontanicznym zgromadzeniu w obronie swojej godności i innych kobiet. To nie jest kwestia estetyki i prawa karnego, ale kwestia ochrony godności kobiety, ochrony prawa do aktu rozpaczy wobec deptania godności Kobiety przez jedynie słuszny światopogląd rządzących" - pisał Romanowski.

Mimo wściekłości i rozpaczy – i najwyraźniej - nieprzygotowania policji, nic złego się w Sokołowie jednak nie stało. Ludzie się rozeszli. Policja powiedziała organizatorkom “OK”.

W godzinach pracy

Ale po paru miesiącach przychodzi polecenie, by organizatorki ścigać. Tak się dzieje w całej Polsce, więc Sokołów nie jest tu wyjątkiem.

Ciąg dalszy w Sokołowie nastąpi 12 kwietnia po południu. Dzięki temu dziewczyny nie będą musiały zwalniać się z lekcji. 8 lutego też nie musiały, bo miały ferie. Policjanci mają łatwiej - nie zeznają w czasie czasu wolnego, ale na służbie.

Tekst ten powstał w ramach projektu „Na celowniku”, który OKO.press prowadzi razem Archiwum Osiatyńskiego. Dokumentujemy działania osób zaangażowanych w obronę praworządności i praw jednostki w Polsce po 2015 r. Staramy się opisać represje, jakim zostali poddani aktywiści. A także to, jak państwo stara się wypchnąć ich ze sfery publicznej i zniechęcić do zabierania głosu.

Projekt prowadzimy od 2021 r. Początkowo wspierała nas w tym norweska Fundacja Rafto; od 2022 r. - amerykański German Marshall Fund.

Materiały zebrane w 2021 r. podsumowaliśmy raporcie opublikowanym na początku 2022.

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

historyczka z wykształcenia. Od 1989 r. przez 22 lata redaktorka w Gazecie Wyborczej, potem przez 10 lat urzędniczka, m.in. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Od 2021 r. w OKO.press

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne