Polska wobec Ukrainy i Ukraińców. Tępy nacjonalizm owładnął i państwo i społeczeństwo
Co łączy starszą panią, która dziewczynce zwraca uwagę, by nie mówiła po ukraińsku, bo jest w Polsce; prezydenta, który odbiera order prezydentowi Ukrainy; boksera, który bije ukraińską parę; premiera, który wzywa do ekstradycji ukraińskiego głupka, który złamał przepisy drogowe?
Nikogo nawet nie dziwi, że na rocznicę 35-lecia niepodległości Ukrainy 24 sierpnia do Kijowa nie pojechał polski premier czy choćby minister spraw zagranicznych.
Byli premierzy Wielkiej Brytanii i Finlandii, prezydent Litwy, przewodniczący Rady Europejskiej, prezydenci Mołdawii i Estonii, a nawet premier Luksemburga. Kanclerz Niemiec, premier Wielkiej Brytanii i prezydent Francji przewodniczyli naradzie Koalicji Chętnych, w której polski rząd zmarginalizował naszą obecność, powtarzając z pozbawionym sensu uporem, że nasi żołnierze nie wezmą udziału w ewentualnej misji pokojowej, po ewentualnym zakończeniu wojny, bo my się spełniamy w roli hubu itd.
Polska nieobecność w Kijowie stawia kolejny raz pytanie o losy wielkiej wizji ULB Jerzego Giedroycia i Juliusza Mieroszewskiego: Ukraina, Litwa i Białoruś, wyrwawszy się spod rosyjskiego knuta, miały dawać szansę na pokojowy rozwój Rzeczpospolitej.

Komentarze