Co łączy starszą panią, która dziewczynce zwraca uwagę, by nie mówiła po ukraińsku, bo jest w Polsce; prezydenta, który odbiera order prezydentowi Ukrainy; boksera, który bije ukraińską parę; premiera, który wzywa do ekstradycji ukraińskiego głupka, który złamał przepisy drogowe?
Nikogo nawet nie dziwi, że na rocznicę 35-lecia niepodległości Ukrainy 24 sierpnia do Kijowa nie pojechał polski premier czy choćby minister spraw zagranicznych.
Byli premierzy Wielkiej Brytanii i Finlandii, prezydent Litwy, przewodniczący Rady Europejskiej, prezydenci Mołdawii i Estonii, a nawet premier Luksemburga. Kanclerz Niemiec, premier Wielkiej Brytanii i prezydent Francji przewodniczyli naradzie Koalicji Chętnych, w której polski rząd zmarginalizował naszą obecność, powtarzając z pozbawionym sensu uporem, że nasi żołnierze nie wezmą udziału w ewentualnej misji pokojowej, po ewentualnym zakończeniu wojny, bo my się spełniamy w roli hubu itd.
Polska nieobecność w Kijowie stawia kolejny raz pytanie o losy wielkiej wizji ULB Jerzego Giedroycia i Juliusza Mieroszewskiego: Ukraina, Litwa i Białoruś, wyrwawszy się spod rosyjskiego knuta, miały dawać szansę na pokojowy rozwój Rzeczpospolitej.
Wiele wskazuje na to, że posłuchaliśmy tu jednak bon motu Donalda Tuska, że kto ma wizję, niech idzie do lekarza. A może raczej do szarlatana?
Giedroyć zdawał sobie sprawę, że ULB oznacza – zwłaszcza w relacjach z Ukrainą – coś więcej niż grę przyszłych sojuszy. Stąd otwartość paryskiej „Kultury” na ukraińskich autorów szukających narodowej tożsamości i zrównoważona narracja o polsko-ukraińskiej przeszłości. A także propagowanie patriotyzmu otwartego. Rozprawa Jana Józefa Lipskiego „Dwie ojczyzny, dwa patriotyzmy: uwagi o megalomanii narodowej i ksenofobii Polaków” ukazała się w wydawnictwie Kultury w 1981 roku.
Lipski, choć socjalista i agnostyk, sięgał po dekalog: "Szowinizm, megalomania narodowa, ksenofobia, czyli nienawiść do wszystkiego, co obce, egoizm narodowy nie dadzą się pogodzić z chrześcijańskim nakazem miłości bliźniego (...)
patriotyzm jest z miłości – i do miłości ma prowadzić – jakakolwiek inna jego forma jest deformacją etyczną"¹.
Nie odkryję tu Ameryki, jeśli powiem, że taki patriotyzm w stosunku do Ukrainy, a zwłaszcza do Ukraińców, którzy żyją dziś w Polsce, jest w odwrocie.
Wyłóżmy to kawa na ławę: relacje z Ukrainą, która walczy z Rosją o wolność i niepodległość, należałoby ze względów i strategicznych, i etycznych budować na szczególnym szacunku, życzliwości i solidarności. Na odroczeniu rozliczeń historycznych i patrzeniu w powojenną przyszłość. Należałoby kontynuować pomoc udzielaną tym uchodźcom, którzy tego potrzebują, a zarazem stwarzać możliwość integracji (nie mylić z asymilacją) tym, którzy widzą Polskę jako miejsce życia i pracy.
Dzieje się dokładnie odwrotnie.
„Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy” – ta dewiza tępego nacjonalizmu pod maską udziału w tzw. normalnej grze interesów — zawisła nad polską polityką, ulega jej także koalicja rządząca, w jej cieniu żyje społeczeństwo.
I kręci się to błędne koło: rządzący odwołują się do antytukraińskich nastrojów, a kiedy te narastają, tłumaczą nimi kolejne decyzje, gesty i wypowiedzi.
Nasz patriotyzm nie zdaje próby Lipskiego, który definiował, że „od stosunku do»obcych«, bardziej niż od stosunku do »swoich«, zależy kształt patriotyzmu”².
Poniżej proste zestawienie wydarzeń politycznych, sygnałów, danych sondażowych i policyjnych statystyk, które pokazuje, jak dziarsko kroczymy w stronę patriotyzmu zamkniętego na Ukrainę i Ukraińców. Wbrew narodowym interesom i ludzkiej przyzwoitości.
Nie analizuję środków zaradczych, nie szukam na siłę nadziei, przystawiam lustro.
15 sierpnia 2026 roku sztab generalny Ukraińskich Sił Zbrojnych złożył Polsce życzenia i podziękowania za pomoc militarną i logistyczną. Na koniec: „Dziękujemy narodowi polskiemu za udzielenie schronienia ukraińskim rodzinom i oddajemy hołd pamięci obywateli Ukrainy pochodzenia polskiego oraz polskich ochotników, którzy polegli w walce o wolność. Chwała Polsce! Chwała Ukrainie! Razem – do zwycięstwa”.
Ale na warszawską defiladę z okazji święta Wojska Polskiego żołnierzy ukraińskich nie zaproszono, choć był nawet powód historyczny: w „Cudzie nad Wisłą” brały udział oddziały Ukraińskiej Republiki Ludowej (Symona Petlury). Defilowali Amerykanie, Brytyjczycy, Chorwaci, Rumuni, Kanadyjczycy, francuska Legia Cudzoziemska.
Ktoś mógłby argumentować, że kluczem była przynależność do NATO. Ale we francuskiej defiladzie 14 lipca szedł 25-osobowy oddział sił ukraińskich, najgoręcej oklaskiwany, a na trybunie honorowej obok Emmanuela Macrona stał prezydent Wołodymyr Zełenski.
Taki gest w Warszawie wymagałby odwagi, na którą nie stać w Polsce żadnego polityka.
Bowiem wszyscy są zastraszeni przez Czarnków, Braunów, Mentzenów, Kaczyńskich i Morawieckich. Cała ta ferajna, widząc ukraińskiego bohatera maszerującego po Warszawie, wrzasnęłaby jednym głosem, że to naruszenie świętej polskości naszej. Także patriotyzm Władysława Kosiniaka-Kamysza by tego nie wytrzymał.
Zełenski był pierwszym zagranicznym gościem nowego premiera Wielkiej Brytanii Andy'ego Burnhama 28 lipca 2026. Mimo perturbacji we własnym kraju jest prezydent Ukrainy postrzegany jako bohaterski przywódca bohaterskiego narodu, który broni Europę przed Rosją.
19 czerwca 2026 roku doszło do katastrofy. Odbierając Order Orła Białego, Nawrocki ukarał, czy raczej obraził nie tyle prezydenta Zełenskiego, ile ukraiński naród, bo przecież to także naród został w kwietniu 2023 roku nagrodzony.
Nawrocki argumentował, że nadając jednostce wojskowej tytuł Bohaterów UPA, Zełenski przekroczył nasz „próg bólu". Ten próg bólu rzezi wołyńskiej z 1943 roku został obniżony tak dalece, że staje się automatycznym, obsesyjnym skojarzeniem. Jakbyśmy się wszyscy zapatrzyli w makabryczny pomnik w Domostawie, którego głównym motywem jest niemowlę nadziane na kilkumetrowe widły.
Tryzub na koszulce, którą noszę, wywołuje czasem takie właśnie nienawistne komentarze rodaków, choć jest herbem Ukrainy pochodzącym z X wieku.
W PRL wychowywano nas w cieniu niemieckich zbrodni, pani od historii opowiadała nam struchlałym ze zgrozy, jak hitlerowcy rozbijali główki niemowląt o mur..., ale na szczęście ta historyczna trucizna jakoś się rozmyła. Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr, przynajmniej w rejestr bieżącego życia.
Jak zwracał uwagę przewodniczący Związku Ukraińców Mirosław Skórka, Nawrockiemu pomyliły się wojny. Tamta rzeź z 1943 roku przesłania mu widok obecnej strasznej wojny i rosnącego rosyjskiego zagrożenia.
Jak pisał w OKO.press Piotr Osęka, „pamięć społeczna jest nienegocjowalna. Mechanizm organizowania narracji historycznych w narodowe mity jest niewrażliwy na racjonalną argumentację, próby konfrontowania z »obiektywną prawdą«, ani nie podlega zasadzie wdzięczności. Dominująca ukraińska pamięć o UPA i Banderze jako bohaterach walki narodowowyzwoleńczej jest jednym z kluczowych mitów założycielskich, którego państwo walczące z rosyjskim najeźdźcą o przetrwanie potrzebuje nie mniej niż rakiet i pocisków”. Do rozliczeń z własną przeszłością Ukraińcy muszą dojść sami, w swoim czasie.
Na odebranie orderu Zełenski odpowiedział z godnością i ironią, ale wszedł w ten spektakl, którego pomysł — jak ujawniła Anna Mierzyńska — pojawił się najpierw w białoruskich i rosyjskich kanałach propagandowych, a podchwycili go ukrainożercy typu Małgorzaty Zych i Leszka Millera.
Premier Tusk wił się jak piskorz, apelował do obu stron, zamiast jasno powiedzieć, że decyzji nie akceptuje i nie będzie jej kontrasygnował. Nawrocki wyskoczył w sondażach zaufania. Ordery także innych ukraińskich prezydentów wróciły do Polski. Jarosław Kaczyński, jak żaba, która podstawia nogę, gdy konia kują, ogłosił, że on także zwraca Order Księcia Jarosława Mądrego. W Kijowie nie ogłoszono z tego powodu żałoby narodowej.
Prezydent grzmiący i premier popiskujący złożyli dar propagandzie Kremla.
Wnikliwa analityczka kremlowskiej propagandy Agnieszka Jędrzejczyk cytuje m.in. taką opinię Dmitrija Miedwiediewa byłego prezydenta i premiera Rosji, dla agencji TASS: „Po tym, jak temu szklistookiemu draniowi odebrano Order Orła Białego, służalczy poddani nieistniejącej Ukrainy również odmówili przyjęcia podobnych odznaczeń. Wniosek jest prosty: czterech żyjących byłych przywódców tak zwanej Ukrainy – Kuczma, Juszczenko, Poroszenko i oczywiście ten naćpany łajdak – zwracając swoje medale, przyznało, że są w 100 procentach prawdziwymi nazistami”.
Polska zabrała order „banderowcom”, czy po prostu „nazistom”, to dla Kremla kolejny dowód, że można, ba, trzeba ich zabijać.
Taki jest polski wkład w morderczy bełkot, który wylewa się z putinowskich mediów.
Ale mamy też osiągnięcia w agresji we własnym kraju.
Angelika Pitoń zapytała o szczegóły Komendę Główną Policji. Okazało się, że jest nawet gorzej, niż donosiły media, które za Rzeczpospolitą powtarzają, że w pierwszym półroczu 2026 roku Ukraińcy i Ukrainki złożyli 180 zawiadomień o przestępstwach z nienawiści.
Na pytanie OKO.press policja poinformowała, że od stycznia do czerwca 2026 prowadziła:
Razem daje to liczbę 180, ale ponadto wszczęto:
W sumie aż 584 zgłoszenia różnych form napaści, jakie dotknęły Ukrainek i Ukraińców, średnio trzy dziennie.
Tymczasem według prawnoczłowieczych agend OBWE, a także danych naszego RPO, do organów ścigania dociera informacja o najwyżej 5 proc. antyimigranckich incydentów, a w przypadku „wykluczania językowego”, jakie dotyka dzieci i dorosłych z Ukrainy, ten odsetek może być jeszcze mniejszy.
OKO.press zbierało liczne świadectwa matek, które doradzają dzieciom, by nie rozmawiały w autobusach po ukraińsku. Podobne wnioski płyną z badań Oleny Babakovej i Przemysława Sadury (raport „Nie jesteśmy w domu„, 2026): ”To jeden z najwymowniejszych przejawów niepokoju o własne bezpieczeństwo: człowiek milknie we własnym języku, zanim ktokolwiek go zaczepi".
Przyjmując wskaźnik 5 proc. zgłoszeń, można szacować, że przestępstw czterech opisanych wyżej kategorii w całym 2026 roku może być ok. 30-40 tys., a że ofiara jest często więcej niż jedna, mogą dotykać nawet 60 tys. osób.
Taki jest wkład polskiego społeczeństwa, a w każdym razie jego bardzo zauważalnej części, która zainspirowana postawą polityków, dokonuje swoistych aktów samosądu na Ukrainkach, Ukraińcach i ich dzieciach.
W lipcowym sondażu CBOS po raz pierwszy głosy sprzeciwu wobec przyjmowania uchodźców (52 proc.) przeważyły nad poparciem (42 proc.). A przecież pytanie precyzuje, że chodzi o uchodźców bezpośrednio dotkniętych wojną:
Szczególnie niechętne były osoby gorzej wykształcone, z mniejszych miejscowości, silniej religijne oraz — co nietypowe w polskich sondażach — zwykle łagodniejsze w postawach kobiety³.
W innym pytaniu 54 proc. osób badanych uznało, że pomoc uchodźcom z Ukrainy jest„ zbyt duża” i jest to kolejny ponury rekord, 40 proc. było zdanie, że jest adekwatna, niemal nikt (3 proc.) nie uważa, że pomagać należałoby bardziej.
Jak wynika z badań, kluczowe dla spadku postaw proukraińskich były trzy momenty: spór o ukraińskie zboże w 2023 roku, weto ustawy pomocowej Karola Nawrockiego z sierpnia 2025 roku oraz odebranie orderu w czerwcu 2026 roku.
Potencjał niechęci drzemał jednak w społeczeństwie wcześniej. Jak pisze Przemysław Sadura, już w czerwcu 2022 roku w badaniach, jakie prowadził razem ze Sławomirem Sierakowskim, niechęć wobec obecności Ukraińców w Polsce „była tak silna i spontanicznie wyrażana we wszystkich grupach fokusowych, że raport zatytułowaliśmy »Polacy za Ukrainą, ale przeciw Ukraińcom«”.
Mądre państwo stworzyłoby strategię integracji uchodźców i przedwojennych imigrantów, a nie puściło rzecz na żywioł prawicowej demagogii.
Ale nasze państwo okazało się głupie.
Jak piszą Babakova i Sadura, „niemal wszyscy rozmówcy rejestrują pogorszenie relacji międzyludzkich z Polakami, w tym także osoby mieszkające w Polsce od ponad dekady czy posiadające polskie obywatelstwo. Mówią o agresji słownej w komunikacji miejskiej, mikroagresji w sklepach, donosach sąsiedzkich, bullyingu wobec ukraińskich dzieci w szkołach, a także o atakach fizycznych. Do tego dochodzi niechęć ze strony administracji odpowiedzialnej za legalizację pobytu cudzoziemców w Polsce i w placówkach ochrony zdrowia”.
Poruszająca jest reakcja samych uchodźców. W obronie życiowych decyzji uruchamiają mechanizmy obronne, wypierają negatywne doświadczenia i chwalą własne relacje z Polakami, ignorując incydenty, jakie ich samych dotknęły (wyzwiska, problemy ze znalezieniem mieszkania, kłopoty w urzędach, nieprzyjemności w sklepach).
Neutralizują ich znaczenie, przeklasyfikowując sprawców („pijany”, „chory psychicznie”, „zły lekarz”, „tylko powtarzają, co usłyszeli od innych”). Wyłączają też samych siebie z grupy atakowanej („jestem z okupowanego miasta, nie z nachalnego Zachodu [Ukrainy]”) i umniejszają rozmiary dyskryminacji („to jedyna taka sytuacja”, „pojedyncze przypadki”). Oburzenie ofiar przemocy, a zwłaszcza rodziców zaczepianych dzieci, łatwo ustępuje miejsca co najwyżej rozczarowaniu „chyba inaczej być nie mogło, bo przecież nie jesteśmy w domu”.
Ale reakcja jest, musi być.
Według raportu Eurostatu w porównaniu z majem
w czerwcu 2026 ubyło w Polsce 6335 uchodźców z Ukrainy
i jest to absolutny rekord w UE (druga jest Belgia z ... 35 osób). Największy wzrost liczby ukraińskich uchodźców odnotowano we Włoszech (4115 osób) i u naszych sąsiadów: w Czechach (3835) i w Niemczech (2960).
Badania pokazują, że w odpowiedzi na antyukraińskie nastroje w pierwszej kolejności wyjeżdżać będą uchodźcy szczególnie „cenni” z punktu widzenia polskiej gospodarki. Jak piszą Babakova i Sadura, trendy są kontrintuicyjne. „To nie najsłabsi, pozbawieni zasiłków i najmniej zintegrowani najczęściej myślą o opuszczeniu Polski, lecz – przeciwnie – osoby o najwyższym kapitale i aspiracjach, te najlepiej usytuowane”.
Jakaś ich część rozczarowana Polską wróci, już wraca do Ukrainy. To nie jest duża liczba w stosunku do wszystkich obywateli Ukrainy objętych ochroną tymczasową (ponad 960 tys.) i całej ukraińskiej diaspory (wg GUS prawie 1,7 mln ludzi).
Ale możliwa jest też nieco mniej ponura, ale ostatecznie także niewesoła interpretacja: to polska biurokracja pozbawiła część uchodźców statusu ochrony tymczasowej, np. przy okazji ich podróży do Ukrainy. Z aktami bezsensownej przemocy ze strony urzędów migranci w Polsce stykają się regularnie, co pokazuje np. ostatni protest przeciw nieludzkiej opieszałości przy decyzjach o legalizacji pobytu.
Kolejny sondaż, kolejny blamaż: „Czy Polska powinna deportować ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym, którzy nie są legalnie zatrudnieni w Polsce?” – zapytała „Rzeczpospolita”, kupując najnowszy wist PiS w licytacji na antyukraińskość. 67 proc. badanych odpowiada, że owszem, należy.
W elektoracie KO – 53 proc., Konfederacji – 58 proc., PiS – aż 89 proc. I tylko wyborcy Lewicy w 87 proc. są na nie (Przy okazji, czy wam, koledzy i koleżanki w „Rzeczpospolitej”, nie wstyd zadawać tak sugerujących pytań w tak delikatnej kwestii? Osoba badana słyszy, że chodzi o „nielegalnych”, chyba takich nie chcemy w Polsce?).
Entuzjastą deportacji jest nasz minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz: „Widok osób w wieku poborowym w luksusowych samochodach i hotelach” jest dla niego „nieprzyzwoity i niedopuszczalny”, a ukraiński „influencer”, który wjechał autem do Morskiego Oka „powinien zostać wydalony”.
Już dwa lata temu polemizowaliśmy z takim podejściem polityka PSL, tym groźniejszym, że cieszy się on wysokim zaufaniem społecznym (w lipcowym sondażu CBOS drugie miejsce po Nawrockim): „Wywody o Polakach »sfrustrowanych« i »zbulwersowanych« widokiem młodych Ukraińców w galeriach czy kawiarniach mogą zadziałać na zasadzie samospełniającej się przepowiedni. I mieć dewastujący wpływ na postawy wobec ukraińskich migrantów zmniejszając szansę na ich integrację”.
Podobnym przykładem wzmacniania antyukraińskiego klimatu jest nieproporcjonalna reakcja Donalda Tuska, który uznał, że rolą premiera państwa jest dopilnowanie, by ten sam — przepraszam za słowo — ukraiński głupek-celebryta został wyrzucony z
Równie „zrozumiałe oburzenie” obudziło zachowanie Ukraińca, który na warszawskim Gocławiu złowił suma w okresie ochronnym. Mężczyzna został deportowany i ukarany 5-letnim zakazem wjazdu do całej strefy Schengen.
Deportacje dosięgły także 18-latki, która przeskoczyła przez barierki na koncercie białoruskiego rapera Maksa Korża.
(Dla porównania: wśród osób organizujących nielegalny rajd quadami po Zakopanem, zatrzymany został Australijczyk. Dostał 2 tys. zł kary i zakaz prowadzenia pojazdów na terenie Polski przez pół roku. Nikomu nie przyszło do głowy, by go deportować).
„Rząd próbuje przejąć kontrolę nad ksenofobiczną narracją skrajnej prawicy, ale ta próba jest skazana na porażkę” – komentował w OKO.press prof. Witold Klaus z PAN. – "Politycy sami rozkręcają panikę moralną. Im ostrzejsze ich reakcje, tym większa niechęć społeczna. Im większa niechęć, tym więcej politycznie motywowanych, absurdalnych decyzji”.
Nawiasem mówiąc, OKO.press wielokrotnie zwracało uwagę, że deportacje to ciemna strona polskiej polityki. Wielokrotnie odsyłamy — zwłaszcza do Afganistanu czy na Białoruś — ludzi, którym grozi realne niebezpieczeństwo represji, w tym utraty życia. Straż Graniczna nie respektuje nawet decyzji ETPCz.
Licytacji prawicy na niechęć i wyższościowe podejście do Ukraińców nie warto poświęcać zbyt wiele miejsca. Uderzające natomiast, jak gorliwie włączył się do niej Mateusz Morawiecki .
W ramach tworzenia „najbezpieczniejszego państwa świata” Morawiecki proponuje oddzielne ministerstwo ds. migracji i asymilacji, a także „uszczelnienie granic”, może nawet zawieszenie udziału w Strefie Schengen.
Każdy imigrant miałby mieć indywidualne konto z kompletem informacji o legalności pobytu, pracy i płaconych składkach. Powstałaby specjalna służba deportacyjna. Zamiast integracji konieczna jest „bezwarunkowa asymilacja”: wymuszanie na imigrantach nauki języka polskiego, kultury polskiej i europejskiej pod rygorem deportacji.
Każdy, kto ma złudzenia na temat aspiracji Morawieckiego do bycia „centrum”, powinien wsłuchać się w cytat:
„Nie żadne multikulti, jak to mówiła Angela Merkel, ale totalna, brutalna asymilacja. Dbamy o spójność narodową, tożsamość Polaków”.
Odpowiedź liberałów jest blada. Premier w mocnych słowach potępił akty przemocy, ale nie zdobył się na to, by zwrócić się bezpośrednio do Ukrainek i Ukraińców, a całą winę za hejt zrzucił na Nawrockiego i Kaczyńskiego. Wcześniej Donald Tusk wiele razy mówił o ciężarach wynikających z ukraińskiej obecności.
Brakuje takich gestów jak wizyta marszałka Włodzimierza Czarzastego i marszałkini Senatu Magdaleny Biejat u leżącego w szpitalu ukraińskiego chłopaka pobitego na warszawskim moście. Albo wystąpienie ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka podczas warszawskich obchodów Dnia Niepodległości.
Do tego ostatniego jeszcze wrócę.
Od kilku miesięcy OKO.press próbuje — jak ten kamyczek, po którym toczy się lawina — alarmować opinię publiczną, że ustawa wygaszająca, która weszła w życie od marca (a redukcje w Ośrodkach Zbiorowego Zakwaterowania — od lipca) oznacza drastyczną krzywdę i łamanie praw ukraińskich uchodźców, zwłaszcza osób starych i chorych, matek z kilkorgiem dzieci.
Nasz zbiórka „Pomóżmy Ukraińcom” przyniosła już 2 mln 176 tys. zł, z czego wydaliśmy już prawie milion, ratując osoby w najtrudniejszej sytuacji. Czekamy na kolejne wpłaty Razem z fundacją Right To Protection i Polskim Forum Migracyjnym opracowaliśmy informator o sytuacji prawnej, a raczej bezprawnej, w jakiej znaleźli się uchodźcy.
W poniedziałek 24 sierpnia nowa RPO Sylwia Gregorczyk-Abram zorganizowała spotkanie z organizacjami niosącymi pomoc uchodźcom, prowadzonymi głównie przez Ukrainki mieszkające w Polsce. Usłyszeliśmy ten sam zestaw krzywd i absurdów, odbierania osobom uchodźczym miejsca do życia, szans na utrzymanie dzieci czy kontynuacji leczenia.
Mocno wybiła się nowa forma biurokratycznej represji: żądanie legalizacji pobytu przy pomocy dokumentów trudnych do zdobycia w Ukrainie, odwlekanie decyzji przyznawania Karty Polaka, kwestionowanie wjeżdżającym do Polski statusu uchodźcy (o czym alarmowała w OKO.press Krystyna Garbicz).
Polityka wobec Ukraińców w Polsce rządzi się dziś bezwzględną zasadą: kto nie pracuje i nie płaci podatków, nie może liczyć na pomoc państwa.
Ofiary wojny stają się darmozjadami, których należy się pozbyć.
Polska wykazała się tu bezduszną skutecznością. Wielu starych, schorowanych ludzi już wyjechało, wracając często do wschodniej Ukrainy, na tereny systematycznie bombardowane przez Rosję. Korekty polityki zapowiadane przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które próbuje zrzucić z siebie odpowiedzialność za antyimigrancką politykę rządu, są co najmniej spóźnione.
Lawina toczy się i toczy, a jeśli zaczyna zwalniać, to dlatego, że zasypała już prawie wszystko.
9 sierpnia 2026 brałem udział pod olsztyńskim ratuszem w organizowanej przez KOD manifestacji „Nie bądź obojętny” – „Przeciwko fali hejtu, ksenofobii, nacjonalizmu i przemocy wymierzonej w Ukrainki i Ukraińców”. Kolejni mówcy, w tym niżej podpisany, wyrażaliśmy oburzenie, które oklaskiwało nieco ponad 100 osób. Tetiana Revenko, z fundacji Dwa skrzydła, powiedziała, że najgorszy jest strach o dzieci, że spotka je coś złego. Przedstawiciel mniejszości ukraińskiej, który się w Polsce urodził, powiedział mi, że nawet oni zaczęli się bać.
„Po akcencie nas nie rozpoznają, ale sąsiedzi wiedzą” – wyjaśnił.
Pisarz Mariusz Sieniewicz ostudził nasz entuzjazm. „Będę przychodził na takie wiece, dopóki będę żył i jeden dzień dłużej. Ale jest nas żałośnie mało – powiódł ręką po zebranych – jak na miasto, w którym mieszka prawie 200 tys. ludzi”. Mniej niż promil – pomyślałem. W całym kraju na ponad 20 wiecach zebrało się kilka tysięcy ludzi.
Olsztyński wiec był ilustrowany kultowym utworem Czesława Niemena „Dziwny jest ten świat”: „Lecz ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim. Nie! Nie! Nie! Nie! Przyszedł już czas, najwyższy czas, nienawiść zniszczyć w sobie”.
Warszawski wiec 24 sierpnia w rocznicę ukraińskiej niepodległości miał jednoznaczny wydźwięk, a minister Waldemar Żurek wygłosił wspaniałe przemówienie: "Przede wszystkim życzę wam peremohy, zwycięstwa, z całego serca, życzę wam, żebyście weszli do NATO i do UE,
życzę wam i sobie, żeby nikt nigdy nie dał się podzielić Polakom i Ukraincom".
Tłum odpowiedział „Nie damy się podzielić”, na co serce rosło, ale mózg podpowiadał: „Już się daliśmy podzielić”.
Tłum? Duże słowo, w sumie może z tysiąc osób w dwumilionowej stolicy. Taka jest dziś polska skala solidarności, moralności, politycznego rozsądku. 16 460 osób, które wzięły udział w zbiórce „Pomóżmy Ukraińcom”, kilka tysięcy Polek i Polaków gotowych wyjść na ulicę. Kilkoro dziennikarzy, z kilku mediów, którzy jeszcze alarmują opinię publiczną.
¹ Tak głębokie pojmowanie chrześcijaństwa nie pomogło Lipskiemu po śmierci w 1991 roku, kiedy dopiero po interwencji prymasa Jóżefa Glempa, Kościół zgodził się na odprawienie pogrzebowej mszy świętej, ale z zastrzeżeniem, że... trumny nie wolno wnosić do wnętrza kościoła)
². „Jest w tym zawsze coś paradoksalnego, że miłość do kraju i własnego narodu określana być może dopiero przez stosunek do innych krajów i innych narodów, lecz jest to paradoks właściwy wszelkiemu myślowemu i uczuciowemu wyodrębnianiu” – dodawał Lipski
³ Klarowny był czynnik polityczny. Za przyjmowaniem uchodźców byli wyborcy Razem (w 81 proc.) i Lewicy (77 proc.), a także KO (71 proc.). W elektoratach prawicy przeważała odpowiedź nie: Konfederacja Wolność i Niepodległość (53 proc.), Prawo i Sprawiedliwość – 69 proc. a Konfederacja Korony Polskiej aż 78 proc. przeciwko przyjmowaniu uchodźców.
Nacjonalizm
Uchodźcy i migranci
Ukraina
Magdalena Biejat
Grzegorz Braun
Przemysław Czarnek
Włodzimierz Czarzasty
Jarosław Kaczyński
Władysław Kosiniak - Kamysz
Leszek Miller
Karol Nawrocki
Donald Tusk
Wołodymyr Zełenski
Waldemar Żurek
KOD
Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej
OZZ
Ukraińcy w Polsce
ustawa wygaszająca pomoc obywatelom Ukrainy
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Komentarze