0:00
0:00

0:00

03 września 2026

Wiemy, na co Polska przeznaczyła miliardy z ETS. Nie jest najgorzej, ale...

przeczytasz w 5 minut

Elektrownia jądrowa, kolej, rekompensaty dla przemysłu. To cele, na które Polska przeznaczyła środki uzyskane z ETS – systemu handlu uprawnieniami do emisji. Choć lepiej mówić o równowartości tych środków, bo polski rząd wciąż ucieka jednak w „kreatywną księgowość”

Google News

Pieniądze z ETS rozpływają się w budżecie nie bardzo wiadomo, na co – tak często pisaliśmy o środkach z unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji. Działa on w myśl zasady „zanieczyszczający płaci” – najbardziej emisyjne przedsiębiorstwa z branż energetyki, ciepłownictwa i przemysłu ciężkiego płacą za możliwość emitowania dwutlenku węgla, kupując na giełdzie uprawniające do tego certyfikaty.

Pieniądze – i to poważne, bo w przypadku Polski sięgające nawet ponad 20 mld złotych rocznie – trafiają do budżetów państw, z których pochodzą firmy objęte systemem.

Sposób ich wydawania budził do tej pory spore wątpliwości. Komisja Europejska sugerowała, by jak najwięcej z pieniędzy przekazywać na cele transformacji energetycznej i ochrony klimatu. Do niedawna państwa musiały jednak składać raporty dotyczące jedynie 50 proc. z otrzymanej w ramach ETS kwoty.

Pieniądze z ETS? Nie do końca

Od 2026 roku wymóg się zmienił, a na te cele trzeba przeznaczać równowartość pełnej otrzymanej z systemu kwoty. Jeśli państwo i tak stawia na przykład elektrownie wiatrowe czy wspiera zakup magazynów energii, może w raporcie podać wydane w ten sposób kwoty jako ekwiwalent otrzymanych z ETS środków.

Ma taką możliwość, nawet jeśli cele te finansowane są z zupełnie innych funduszy. Z tej możliwości korzysta również Polska, dopasowując do wyznaczonych przez KE kategorii inwestycje, które i tak by realizowała.

Co znalazło się w polskim raporcie za 2025 rok? O tym informuje Forum Energii, think-tank zajmujący się polityką energetyczną. Jak podsumowują eksperci, wciąż jest sporo do poprawy, choć nie wygląda to fatalnie.

– To nadal nie są pieniądze „znaczone” i wydawane w sposób uporządkowany spójną strategią. Z jednej strony można powiedzieć, że skończyła się dotychczasowa taryfa ulgowa. Z drugiej strony można odnieść wrażenie, że rząd podejmuje pewne działania – na przykład inwestuje w energetykę jądrową czy transport publiczny – a dopiero później dopasowuje te działania w sprawozdaniu z wydatkowania ETS do celów, które wyznaczone są w unijnej dyrektywie – mówi nam Tobiasz Adamczewski, wiceszef Forum Energii.

Transport zbiorowy na czele

Jak wylicza organizacja, Polska w 2025 roku przeznaczyła dochód ze środków z ETS przede wszystkim na:

  • Transport publiczny – 5,1 mld zł,
  • Projekt elektrowni jądrowej – 4,6 mld zł,
  • Przemysł energochłonny – 2,9 mld zł (w tym rekompensaty obniżające koszty energii dla podmiotów najbardziej narażonych na „ucieczkę emisji”, czyli zastąpienie przez konkurencję z krajów spoza UE),
  • Budowę kolei do CPK – 2,3 mld zł,
  • OZE, w tym dopłaty do fotowoltaiki w programie Mój Prąd – 1,3 mld,
  • Polski samochód elektryczny – 800 mln zł.
  • Dodatkowo z ETS finansuje się również Fundusz Modernizacyjny (7,5 mld złotych). Środki z niego przeznaczane są między innymi na program „Czyste Powietrze”. Wysokość tej kwoty jest jednak poza kontrolą polskiego rządu.

W sumie polski budżet otrzymał z wpływów z ETS bezpośrednio 17,1 mld złotych, i to jedynie w 2025 roku (od 2013 do 2025 roku – 141 mld zł).

To duża kwota, jednak od dekady wpływy z systemu wynoszą od kilkunastu do dwudziestu kilku miliardów złotych rocznie. Przeczy to wypowiedziom polityków prawicy, którzy często wskazują na dobijanie polskiego przemysłu „klimatycznym podatkiem Brukseli”.

Po pierwsze – ETS nie jest podatkiem, a systemem giełdowym, a certyfikaty zmieniają cenę w zależności od popytu. Po drugie – środki trafiają nie do Brukseli, a do Warszawy. Wreszcie – wydawane są również na ochronę konkurencyjności przemysłu.

Ale czy wydawane są zawsze we właściwy sposób? Forum Energii dostrzega brak konsekwencji i spójnej strategii, dzięki której Polska mogłaby zyskać więcej.

„Inwestycje w CPK czy transport zbiorowy, choć istotne społecznie, nie przyczyniają się do bezpośredniego niwelowania tzw. »luki ETS« ani nie redukują kosztów energii dla odbiorców końcowych” – czytamy w opinii Forum Energii.

Think-tank już kilka lat temu ostrzegał przed wzrostem „luki ETS”. To różnica pomiędzy przyznanymi Polsce darmowymi uprawnieniami – a takie otrzymują między innymi zakłady ciepłownicze i energetyka – a zapotrzebowaniem wynikającym z wysokości emisji.

Inwestycje w energetykę na już

„W obliczu reformy ETS i propozycji Komisji Europejskiej, by 50 proc. wpływów przeznaczać na inwestycje w przemyśle i energetyce, Forum Energii postuluje powrót do koncepcji utworzenia Funduszu Transformacyjnego. Pozwoliłoby to na uporządkowanie wydatków i przyspieszenie inwestycji tam, gdzie są najpilniej potrzebne w celu uniknięcia kosztów w przemyśle i u odbiorców końcowych” – wskazują eksperci Forum Energii.

– Fundusz Transformacji Energetyki był już w planach poprzedniego rządu. Tam mogłyby być przeznaczane te środki, łatwiej byłoby nimi zarządzać. Teraz środków na cele związanych z klimatem jest cała mozaika, są lokowane w różny sposób, również poprzez Fundusz Modernizacyjny, finansowany z ETS, ale niewchodzący w pulę, którą przedstawiliśmy w swoim komentarzu. Daje to jednak potężną sumę 24,5 mld złotych – mówi nam Adamczewski.

Propozycja: specfundusz finansowany z ETS

Postulaty utworzenia takiego funduszu podzielają również inne organizacje – między innymi Fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi.

– Są pozytywne wyjątki: na przykład w Niemczech część środków trafia bezpośrednio do specjalnego Funduszu Transformacji Klimatycznej (KTF) – mówił nam w kwietniu Wojciech Kukuła z ClientEarth, proponując utworzenie funduszu przeznaczonego w całości na zieloną transformację energetyki.

– Z naszych analiz wynika, że przede wszystkim kontrskuteczne jest wydawanie pieniędzy z ETS na dużą energetykę, która jest objęta tym systemem. Tam powinna działać presja finansowa wynikająca z cen uprawnień, czy to w zakresie zamykania emisyjnych instalacji, czy budowy nowych, czystych źródeł. Co innego rozwój sieci energetycznej – tu państwo mogłoby i powinno się bardziej zaangażować przy jednoczesnym obniżeniu taryf dystrybucyjnych. Pozwoliłoby to skutecznie zmodernizować krajową sieć przy mniejszym obciążeniu finansowym odbiorców energii – obywateli i firm – oceniał Kukuła.

Kwota przeznaczana z ETS na działania proklimatyczne mogłaby być „naddatkiem” wykraczającym poza i tak zaplanowane działania, inwestycje czy dopłaty. Zamiast tego w Polsce – ale i innych krajach – wciąż funkcjonuje „kreatywna księgowość”. Jako ekwiwalent kraje dopasowują i raportują wydatki, które państwo i tak miało w planie.

Musimy pompować pieniądze w ciepłownictwo

Na co więc najlepiej wydać miliardy z systemu?

– Cały czas termomodernizacja budynków będzie wymagała bardzo dużych pieniędzy. Tam jest luka inwestycyjna, czyli zwyczajnie brak środków ze strony właścicieli czy zarządców nieruchomości, choć oczywiście pieniądze te są lokowane w podwyższenie wartości nieruchomości – mówi Adamczewski.

– Trzeba pamiętać, że termomodernizacja musi być dostępna dla ludzi, inaczej nie będzie to społecznie akceptowalna polityka klimatyczna. Inny kierunek, który wymaga interwencji, to ciepłownictwo. Tam transformacja się opóźnia, stawki za ciepło są bardzo wysokie. Po części już teraz mamy w tym sektorze inwestycje z ETS w Funduszu Modernizacyjnym, ale powinniśmy wciąż inwestować – podsumowuje ekspert.

Na zdjęciu Marcel Wandas
Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.

Komentarze