Wiemy, na co Polska przeznaczyła miliardy z ETS. Nie jest najgorzej, ale...
Elektrownia jądrowa, kolej, rekompensaty dla przemysłu. To cele, na które Polska przeznaczyła środki uzyskane z ETS – systemu handlu uprawnieniami do emisji. Choć lepiej mówić o równowartości tych środków, bo polski rząd wciąż ucieka jednak w „kreatywną księgowość”.
Pieniądze z ETS rozpływają się w budżecie nie bardzo wiadomo, na co – tak często pisaliśmy o środkach z unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji. Działa on w myśl zasady „zanieczyszczający płaci” – najbardziej emisyjne przedsiębiorstwa z branż energetyki, ciepłownictwa i przemysłu ciężkiego płacą za możliwość emitowania dwutlenku węgla, kupując na giełdzie uprawniające do tego certyfikaty.
Pieniądze – i to poważne, bo w przypadku Polski sięgające nawet ponad 20 mld złotych rocznie – trafiają do budżetów państw, z których pochodzą firmy objęte systemem.
Sposób ich wydawania budził do tej pory spore wątpliwości. Komisja Europejska sugerowała, by jak najwięcej z pieniędzy przekazywać na cele transformacji energetycznej i ochrony klimatu. Do niedawna państwa musiały jednak składać raporty dotyczące jedynie 50 proc. z otrzymanej w ramach ETS kwoty.

Komentarze