01 października 2022

Pokorne, posłuszne, poniżane, gwałcone, zmuszane do aborcji. Zakonnice katolickie

Przemocowe nadużycia i psychiczne znęcanie się nad zakonnicami to temat, który dopiero dociera do naszej świadomości, upokarzanie sióstr przez ich kościelnych „opiekunów” prowadzi do nikczemnienia i parszywienia międzyludzkich relacji - fragment nowej książki Obirka i Nowaka "Babilon. Kryminalna historia kościoła"

Właśnie ukazała się (28 września 2022) książka Artura Nowaka i Stanisława Obirka "Babilon. Kryminalna historia kościoła". To druga już, po wcześniejszej "Gomora, Władza, strach i pieniądze w polskim kościele", książka tych autorów, ukazująca jak daleko kościół katolicki odszedł od głoszonych zasad i wartości.

Za zgodą wydawnictwa Agora i autorów publikujemy fragmenty rozdziału o losie sióstr zakonnych, to jeden z bardziej wstrząsających rozdziałów tej dramatycznej opowieści.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Będziemy rozbrajać mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I pisać o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Poprosiliśmy autorów o przedstawienie Czytelnikom OKO.press powodów, dla których podjęli się napisania tej książki. Oto ich słowa:

Dlaczego napisaliśmy "Babilon. Kryminalna historia kościoła?"

Krytyczne pisanie o Kościele uchodzi za nietakt, brak wychowania. A krytykowanie polskiego papieża wręcz za obrazę majestatu. Dlatego zdecydowaliśmy się na ten drastyczny krok, by opisać niektóre aspekty kryminalnej historii tej instytucji. Nie ukrywamy. Liczymy na wstrząs, na przebudzenie.

Niedobory w wykształceniu, kulturze, a nawet wychowaniu kleru są usprawiedliwiane na różne sposoby. Najskuteczniejszą jednak strategią odwracania uwagi od realnych problemów jest wskazywanie na dobre strony kościoła. Na to, że przecież Polak właśnie od księdza dowiaduje się „co jest dobre, a co złe”. Co więcej, że to właśnie instytucjonalny katolicyzm gwarantuje trwałość narodowej tożsamości.

Znamy te opowieści. Otrzymujemy też sporo listów, telefonów, które już po opublikowaniu naszej poprzedniej książki "Gomora. Władza, strach i pieniądze w polskim kościele" zwracały nam uwagę jak wiele złego swoim pisaniem robimy, jak mocno szkodzimy nie tyle kościołowi, ile właśnie polskiemu społeczeństwu.

Po ludzku, zwyczajnie mamy tego dość.

W kilku rozdziałach "Babilonu" udało nam się odsłonić kwintesencję zła tej instytucji, która chroniąc własne dobre imię potrafi zmiażdżyć jednostkę, zwłaszcza tę słabą, jak dziecko, czy kobieta.

Bo to właśnie dziecko, dosłownie i w przenośni, mordowane w katolickiej Irlandii wzbudziło nasze głębokie współczucie i chęć zwrócenia uwagi na jego los.

To los kobiety, wykorzystywanej i ogłupianej w ramach struktur zakonów żeńskich, sprowokowało nas do opisania ich sytuacji.

Ale też strukturalne zło związane z katolicyzmem jaki znamy, który od wieków niszczył i dosłownie mordował przedstawicieli innych narodów i innych religii budzi nasze oburzenie. Tak samo budzi nasze zdumienie jak łatwo tak wielu ludzi godzi się na wykorzystywanie ich wiary do celów politycznych.

Dlatego piętnujemy to, co Kaczyński i jego partia zrobiły z katolicyzmu polskiego po 2015 roku.

Tytuł naszej książki nawiązuje do polemiki Marcina Lutra z katolicyzmem jego czasów, który nazwał papieża Antychrystem. Nas nie interesuje wewnątrzkościelny czy wewnątrzchrześcijański spór. Wypowiadamy się jako obywatele demokratycznego państwa niszczonego przez zdeprawowanych księży i polityków.

"Babilon" jest protestem przeciwko takim nadużyciom.

Artur Nowak, Stanisław Obirek Autorzy w swojej książce zrezygnowali z wielkiej litery dla instytucji kościoła.

Poniżej fragmenty rozdziału "Pokorne i posłuszne". Skróty i śródtytuły są wprowadzone przez redaktora OKO.press

Pokorne i posłuszne

Fragmenty rozdziału

To trwały trend, nie da się go zatrzymać – liczba zakonnic dramatycznie spada. Starsze siostry umierają, a w ich miejsce nie przybywa młodych. W USA w rekordowym 1965 roku było ich około 180 tysięcy. Dwadzieścia lat później 155 tysięcy. Potem było jeszcze gorzej, o wiele gorzej. |41| Rok 2014 – zaledwie 50 tysięcy zakonnic. Cztery lata później – 45 100.

Jak wynika z opracowań Centralnego Urzędu Statystycznego Kościoła (tak, istnieje taka instytucja), pomimo wzrostu liczby osób deklarujących przynależność do kościoła rzymskokatolickiego topnieje liczba osób konsekrowanych.

W 2018 roku w kościele powszechnym posługiwało niespełna 642 tysiące zakonnic, w ciągu pięciu zaledwie lat ich szeregi stopniały o 50 tysięcy. Największe spadki wystąpiły w Europie – o 15 procent, w Oceanii – o 14,8 i w Ameryce – o 12 procent.

… Na świecie postępuje proces emancypacji i równouprawnienia, a tymczasem kościół pomniejsza rolę kobiet. Nie daje szans, by w jego strukturach wyrastały silne liderki. Młode katoliczki wolą więc wybrać karierę uniwersytecką, względnie działalność dobroczynną. Kilka lat temu już tylko mniej więcej 1 procent dzisiejszych zakonnic w USA to kobiety poniżej czterdziestego roku życia.

(… ) Znamienne jest, że papież Franciszek, który został okrzyknięty ikoną postępu, ani myśli podjąć choćby rozmowę na temat kapłaństwa kobiet. Mimo to co roku zastępy młodych kobiet podejmują wyzwania życia zakonnego: porzucają rodzinę, w zasadzie wyrzekając się pełnego wymiaru bliskości z wybranym człowiekiem, godzą się na utratę macierzyństwa i – w jakimś sensie – kobiecości. Kim są?

***

– Do zakonu często trafiają osoby zaburzone – twierdzi jedna z byłych sióstr, mająca spore pojęcie o psychologii. – Widzę w tym chyba pewną zależność: im większe problemy, tym bardziej konserwatywny wybierają zakon.

– Jak to? – dopytujemy. – Nie ma tu żadnych regulacji, procedur? – Często osoby, które sobie nie radzą, szukają takiego uporządkowanego miejsca, w którym wszystko jest jasne i proste. Mam na myśli sferę obowiązków, nakazów, zakazów. W moim zgromadzeniu [rozmawiamy z siostrą, której zgromadzenie nie wymaga przywdziewania na co dzień stroju zakonnego, często więc ubierała się w dżinsy i chodziła po mieście z papierosem w ustach] takie osoby kompletnie nie mogły się odnaleźć.

Wiecie dlaczego? Bo nie potrafiły same podejmować decyzji, słuchać siebie, brać odpowiedzialności za własne życie. Posłuszeństwo, pokora – oto rzekome cnoty, za którymi idą, znosząc na chwałę Bożą deficyty tego nienormalnego życia.

Zasady Bonifacego

Zasady surowego życia zakonnego w 1298 roku sformułował papież Bonifacy VIII. W dekrecie Periculoso nakazał całkowite odseparowanie zakonnic od świata zewnętrznego. Stworzył system przepisów klasztornych, które wymagały, aby drzwi oddzielające siostry od świata były |44| zamykane i monitorowane.

Aby przełożeni kontrolowali wszelką pocztę. Aby siostry były oddzielone od gości żelazną kratą. Aby bez pozwolenia biskupa nie wolno było wchodzić i wychodzić z klasztoru osobom z zewnątrz. Siostry, które z ważnych powodów opuszczały klasztor, zawsze miały towarzyszkę. Podobnie jak każda siostra wchodząca w interakcję z „obcymi”.

Bonifacy nakazał, by zasady te dotyczyły wszystkich zakonnic. Takie było DNA życia zakonnego – obowiązywało do lat sześćdziesiątych XX wieku. Zmiany, które nadeszły wraz z Soborem Watykańskim II, miały rewolucyjny charakter.

Ten soborowy przewrót kopernikański, wpisany w dokument Lumen gentium, polegał na uznaniu godności i praw każdego człowieka. Podkreślono w nim, że prawa osoby konsekrowanej są równe – niezależnie od płci. Chodzi o prawo do wykształcenia, rozwijania talentów osobistych i poszanowanie godności (niezależnie od pełnionej funkcji instytucjonalnej).

Wybór Jana Pawła II na Stolicę Piotrową w 1978 roku zapoczątkował nowy etap w życiu zakonnym. Nie polegał on jednak wcale na konsekwentnym wprowadzaniu w życie postanowień soboru. Przeciwnie, kryzys powołań, interwencje papiestwa w życie zakonne (chociażby powołanie delegata papieskiego dla jezuitów), lęki polskiego papieża w związku z prężnym rozwojem teologii wyzwolenia doprowadziły do jeszcze większej centralizacji.

Po dziś dzień, co wynika z wielu rozmów, które przeprowadziliśmy z zakonnicami, wiele zakonów tkwi w paradygmacie pokory i posłuszeństwa.

A jak to z tym posłuszeństwem i pokorą jest?

(...) Według Andrzeja Dominiczaka, filozofa i wolnomyśliciela, tłumacza książek Christophera Hitchensa, pokora bardziej niż inne fałszywe wartości przyczynia się do podtrzymywania i umacniania wizji świata, w której to, „co boskie, należy się Bogu, a co cesarskie, cesarzowi”.

A więc wizji świata niewolników, których podstawowym moralnym obowiązkiem jest okazywanie uległości wobec władzy politycznej i „duchowej”. Jest przy tym pokora jednym z niewielu przykładów potęgi chrześcijańskiej propagandy, tej samej, która bez powodzenia starała się nas wszystkich przekonać o moralnej przewadze wstrzemięźliwości seksualnej lub zakazywała nam wzywać imienia Boga „nadaremno”.

To, co się nie udało w tych i wielu innych przypadkach, świetnie udało się w przypadku pokory. O jej wartości przekonanych jest tylu wierzących, co niewierzących, w tym krytycznych, ateistycznych filozofów.

A jak się ma sprawa posłuszeństwa?

Tak naprawdę posłuszeństwo to nic innego jak sposób sprawowania kontroli nad ludźmi.

Kościół na przestrzeni wieków obudował posłuszeństwo ideologią, która w dość przebiegły sposób miała ich ubezwłasnowolnić. Przebiegłość tej metody polega na tym, że jednostka przyjmuje posłuszeństwo jako wartość samą w sobie. Rezygnuje przy tym z racjonalnej refleksji nad życiem (również zakonnym), którą zastąpić ma niedające się uchwycić w ramy racjonalności tak zwane rozeznanie.

Rozeznanie, które wszystko pozwala wyjaśnić: doświadczane przez zakonnice upokorzenia, samotność, lęk przez światem na zewnątrz, bo przecież w kościele wszystko jest nadprzyrodzone i zapisane w świętych księgach.

Nie miejmy złudzeń – posłuszeństwo nie ma żadnego religijnego uzasadnienia. Podobnie jak teza, że wolność, która zawsze była motorem postępu, również w kościele, nie jest wartością, ale zagrożeniem.

Nie mamy żadnych wątpliwości co do tego, że ideologia, którą kościół obudował życie zakonne, to nic innego jak zwykłe nadużycie duchowe praktykowane przez męskie autorytety tak, aby kobietami manipulować.

Tak właśnie jest w zakonach: posłuszeństwo to dobro, wolność – zło. (...)

Rządzi nieżonaty mężczyzna

Sposób traktowania zakonnic przez kościół, projektowania tego, jak mają żyć, ma szerszy kontekst. Pokazuje, jak tak naprawdę kościół traktuje kobiety. Bo posłuszeństwo to strategia mająca trzymać za twarz nie tylko osoby konsekrowane.

Kościół swoje mądrości na temat roli kobiety głosi od lat. W encyklice Arcanum divinae sapientiae z 1880 roku Leon XIII orzekł, że „mąż jest panem rodziny i głową niewiasty, która, ponieważ jest ciałem z ciała jego i kością z kości jego, ma być posłuszną mężowi, nie na sposób jednak służebnicy, lecz towarzyszki”.

Z kolei Pius XI w encyklice Casti conubii z 1930 roku pisał o porządku miłości, który „obejmuje tak pierwszeństwo męża przed żoną i dziećmi, jak i podporządkowanie się skorych, chętnych i posłusznych żon”.

Wszystko to dość jasno pokazuje też, jakie jest miejsce zakonnic w kościele. To mężczyźni sprawują sakramenty, siadają na specjalnym tronie i mają pierwsze miejsce przy ołtarzu, głoszą kazania i sprawują opiekę duchową. Kobiety są przeznaczone do znacznie mniej istotnych zadań.

Siostra Joan Chittister, była przełożona klasztoru Mount Saint Benedict w Erie w Pensylwanii, tak opisała tę sytuację: „W obliczu wyboru między męskością a sakramentami Kościół wybrał męskość. W obliczu wyboru między seksualnością a sakramentami Kościół wybrał celibat. Nowy złoty cielec na kościelnej pustyni jest zatem nieżonatym mężczyzną”.

"Ksiądz zgwałcił mnie bez słowa"

Dla Doris Reisinger, byłej zakonnicy, sprawa jest prosta. W kościele niezbędna jest daleko idąca mentalna zmiana. Twierdzi, że głęboko zakorzenioną i bardzo szkodliwą zasadą życia zakonnego jest wymazywanie indywidualizmu i podmiotowości. Siostry są „programowane” do poświęcenia i umartwień.

Kościół to korporacja, w której emancypacja i rodzenie się akceptowanej indywidualności podlega kontroli. Historia Doris pokazuje, w jaki sposób system kościelny ten indywidualizm zabija. Zapłaciła dużą cenę za wdrukowane jej w zakonie posłuszeństwo.

Została zgwałcona. Przez księdza. – Przyszedł do mojego pokoju, ale nie powiedział ani słowa. Od razu zaczął mnie rozbierać. W kilka sekund wiedziałam, co się stanie. I natychmiast zrozumiałam, że będę musiała milczeć. Bo i tak nikt mi nie uwierzy. I jeszcze miałam takie głupie przekonanie, że muszę milczeć, by chronić tę wspólnotę, kościół. Najgorsze w tym, co zrobił, nie było dla mnie wtedy to, że mnie skrzywdził, że robił mi coś, czego nie chciałam. Do tego byłam przyzwyczajona, nauczyłam się akceptować krzywdę i pokornie znosić to, że robię rzeczy, na które nie mam ochoty. Najgorsze było to, że odebrał mi dziewictwo. A ono było esencją mojego życia.

Doris poszła się wyspowiadać do wiejskiego proboszcza. „Jesteś narzędziem diabła” – usłyszała od niego. – Potwierdzał moje obawy – to była moja wina – opowiada Doris. – Powiedział, że opętał mnie szatan i że skrzywdziłam całą wspólnotę, uwodząc tego księdza. Moje życie, moja krzywda się dla niego nie liczyły. I dla mnie też już się to nie liczyło. Tymczasem sprawca był bezkarny. Wracał do celi Doris i gwałcił ją wiele razy.

Po wyjściu z zakonu i upublicznieniu swojej historii Doris Reisinger zaangażowała się w działalność na rzecz innych ofiar kościelnej patologii.

(...)

Franciszek wie i nic nie robi

W lutym 2019 roku papież Franciszek wracał ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich do Rzymu. Podczas konferencji prasowej na pokładzie samolotu zapytano go o nadużycia wobec zakonnic. Powodem był tekst opublikowany w lutym 2019 roku przez kobiecy dodatek do watykańskiego dziennika „L’Osservatore Romano” „Women Church World”.

Artykuł ujawnił historie zakonnic zmuszanych do aborcji albo potajemnie wychowujących swoje dzieci w klasztorach. Papież odrzekł z rozbrajającą szczerością: „To prawda, to jest problem. Maltretowanie kobiet jest problemem. (…) Ośmieliłbym się powiedzieć, że ludzkość jeszcze nie dojrzała; kobieta jest uważana za osobę drugiej kategorii”.

Przyznał też: „Byli księża, a także biskupi, którzy to zrobili. I myślę, że dalej to się dzieje. Nie jest tak, że w momencie, gdy ktoś to sobie uświadomi, to się kończy. To trwa”.

Tak, tak. Trwa to od wielu lat. Pomyśleć, że słowa te wypowiada człowiek, który w zasadzie nie zrobił nic, by tę chorą sytuację ukrócić. Dokładnie tak jak jego poprzednicy uaktywnia się, kiedy o kolejnym elemencie patologii w instytucji, której przewodzi, opowiadają media.

Czy naprawdę nie widzi, że już czas zerwać z tą dyskryminacją kobiet, dla których w kościele nie ma miejsca przy stole Pańskim? Że faceci zawiedli? Że czas męskiej władzy nad korpo, którą zarządza, się skończył?

Że czas wyrównać prawa kobiet i mężczyzn? To znamienne, że dokładnie ćwierć wieku przed tą wypowiedzią papieża pewna irlandzka zakonnica przygotowała dość obszerny raport dla Watykanu. Jego tematem były nadużycia w kobiecych zakonach. Przez wiele lat dokument kurzył się na półkach którejś z watykańskiej kurii. Siostra ta nazywała się Maura O’Donoghue, a przygotowany przez nią dokument upubliczniono dopiero w 2001 roku. Ówczesny rzecznik Watykanu dr Joaquin Navarro-Valls przyznał, że „problem jest znany”. Bagatelizował jednak jego zasięg, twierdząc, że dotyczy jedynie Afryki.

Ale to nie była prawda! I to nie jest prawda, bo dramat zakonnic wciąż trwa. Raport wieńczył sześć lat badań, wywiadów i szczegółowych analiz. 18 lutego 1995 roku autorka poinformowała o jego treści kardynała Eduardo Martíneza Somalo, ówczesnego prefekta watykańskiej kongregacji życia zakonnego.

Raport opowiada ł o wielu szokujących faktach. Siostra O’Donoghue spędziła 14 lat w Etiopii, gdzie koordynowała walkę z głodem i niosła pomoc ofiarom AIDS. Wróciła do Irlandii w 2003 roku i pracowała z imigrantami z krajów Europy Wschodniej. Zmarła 6 maja 2015 roku.

O’Donoghue sprawdziła każdą historię, która usłyszała. Dotarła do świadków, zapoznała się z wieloma dokumentami. W efekcie jej raport jest nie tylko wiarygodny, ale też poraża. Przedstawiła w nim między innymi historię, którą poznała za sprawą jednej z przełożonych zakonnych z Afryki.

Księża proszą o udostępnienie sióstr

Księża zwrócili się do niej z prośbą, by udostępniła im swoje siostry. Tak właśnie: „udostępniła”. Księża traktowali siostry jak towar do zaspokajania kapłańskiej chuci. Kiedy odmówiła spełnienia tej szokującej prośby, kapłani próbowali w niej wzbudzić poczucie winy. Twierdzili, że będą musieli skorzystać z miejscowych kobiet, a w konsekwencji zakazić się AIDS.

Mamy problem z tym, co nas bardziej szokuje: czy prośba księży o wydanie sióstr, by zaspokoić ich potrzeby seksualne, czy uzasadnienie, że seks z zakonnicami pozwoli im uniknąć AIDS.

W raporcie znalazła się też historia, która wydarzyła się w 1988 roku w Malawi. Tamtejsze liderki żeńskiej kongregacji zostały zwolnione przez biskupa po tym, gdy poskarżyły się, że 29 mniszek zaszło w ciążę za sprawą księży diecezjalnych.

Oraz gdy ujawniły przypadek księdza, który zorganizował jednej z sióstr aborcję. W jej konsekwencji ciężarna zakonnica zmarła.

Raport opierał się na relacjach sióstr oraz księży. Opisywał nadużycia mające miejsce w Botswanie, Burundi, Kolumbii, Ghanie, Indiach, Irlandii, Włoszech, Kenii, Lesotho, Malawi, Nigerii, Papui-Nowej Gwinei, Filipinach, RPA, Sierra Leone, Tanzanii, Tonga, Ugandzie, USA, Zambii, Zairze i Zimbabwe. |

Wspomniana już Doris Reisinger po szokującym wyznaniu papieża z 2019 roku zastanawiała się, skąd papież ma wiedzę na temat zakonnych patologii. Poza raportem siostry O’Donoghue jedyne rzetelne badanie o nadużyciach wobec zakonnic przeprowadzono w Stanach Zjednoczonych pod koniec ubiegłego stulecia. Jego wyniki wskazywały, że 30 procent wszystkich zakonnic było wykorzystywanych seksualnie.

Według Reisinger zakonnice powinny otrzymać odszkodowania. Zwłaszcza te, które po wykorzystaniu seksualnym w klasztorach zachorowały na AIDS i ze względu na chorobę wydalono je ze zakonu. Tak, były takie przypadki! Mówiła również o zakonnicach, które po zajściu w ciążę skończyły na ulicy, odrzucone i zapomniane przez swoje wspólnoty.

Kościół wyrzekł się ewangelii

Za sprawą ujawnionych nadużyć wśród zakonnic doszło do wielu przewartościowań w dość pokrętnie dotąd pojmowanej zasadzie posłuszeństwa. Mówiąc o roli autorytetu w życiu religijnym w trakcie spotkania światowych liderek religijnych w 2013 roku, siostra Martha Zechmeister powiedziała zgromadzonym, że ostatecznie mają być posłuszne jedynie Bogu.

Zechmeister jest profesorką teologii na Uniwersytecie Ameryki Środkowej w San Salvador. Przemawiając do 800 kobiet zgromadzonych pod egidą Międzynarodowej Unii Przełożonych Generalnych, stwierdziła też, że posłuszni jedynie Bogu „stanowią zagrożenie dla potężnych”.

Korzeniem nadużyć seksualnych jest bowiem klerykalizm, który każe traktować kapłanów jako ekskluzywny klub ludzi będących bliżej Boga niż inni śmiertelnicy. Według Zechmeister w IV wieku wspólnota chrześcijan przestała być kościołem, podążając za Jezusem, i stała się „częścią świata, która produkuje ofiary”.

Symbioza władzy i sacrum doprowadziła do patologii. Jak pisaliśmy w „Gomorze”, dziś możemy precyzyjnie określić datę, kiedy kościół zaparł się Ewangelii.

Trudno się dziwić, bo pokusa była wielka. Za zdradę Jezusa Chrystusa kościół otrzymał od cesarza wszystko. Z czasem miał więcej niż sam cesarz. Tę rewoltę wiążemy z edyktem mediolańskim z 313 roku, kiedy rzymski cesarz uznał, że chrześcijaństwo jest religią nie tylko tolerowaną, lecz dominującą.

Kościół pokonstantyński to kościół, który cieszy się przywilejami politycznymi i szczególną funkcją w państwie. |59| W tym projekcie, mającym na celu zdobywanie władzy i dóbr materialnych, dla kobiet nie było oczywiście miejsca.

Biskup Mulakkal gwałcił bezkarnie

Siostra Catherine Aubin, francuska dominikanka z Papieskiego Uniwersytetu Świętego Tomasza z Akwinu w Rzymie, również uważa, że nadużycia duchownych wobec sióstr są wynikiem męskiej dominacji w kierownictwie kościoła. O sprawcach mówi, że to ludzie zrujnowani przez władzę. „Wspinają się po schodach kariery w kierunku zła”.

Mężczyźni są w tym systemie bezkarni. To problem nie tylko kościoła, ale też instytucji zajmujących się ściganiem nadużyć w wielu krajach. W Indiach jedna z sióstr z zakonu misjonarek Jezusa zeznała, że w latach 2014-2016 została kilkanaście razy zgwałcona przez biskupa Franco Mulakkala. Biskup został jednak zwolniony z aresztu za kaucją, ofierze tymczasem grożono śmiercią.

Mimo to siostry z jej zgromadzenia stały po jej stronie. Organizowały protesty uliczne, buntując się przeciwko przywództwu kościoła w Indiach od wewnątrz. Jednocześnie potwierdzały zeznania swojej towarzyszki: 54-letni Mulakkal przychodził do klasztoru niby tylko na obiad, ale często spędzał tam noc. Ofiara po tych wizytach „zawsze była zdenerwowana i zawsze płakała” – opisywały jej zachowanie inne siostry. „Ilekroć pytałyśmy, mówiła nam, że boli ją głowa”.

Mimo wiarygodnych zeznań sprawa biskupa podzieliła 28 milionów chrześcijan w Indiach. Wielu obwiniło zakonnicę o składanie fałszywego świadectwa. Tymczasem akt oskarżenia przeciwko Mulakkalowi zawierał zeznania ponad 80 świadków, w tym kardynała, trzech biskupów, 11 księży i 25 sióstr zakonnych. W trakcie procesu, 22 października 2018 roku, ks. Kuriakose Kattuthara, kluczowy świadek oskarżenia, został znaleziony martwy w swoim pokoju. Sąd w Kerali uniewinnił biskupa.

Siostra Lúcia Kalapura, która stała na czele protestów przeciwko gwałcicielowi, została tymczasem wydalona ze zgromadzenia klarysek franciszkanek w mieście, w którym odbywał się proces. Decyzję o wydaleniu podtrzymał Watykan.

Zanim Mulakkal został aresztowany, siostry wysłały wiele listów do Watykanu z prośbą o interwencję. Nigdy nie otrzymały odpowiedzi. Według księdza Augustine’a Vattoly, który pomimo ostrzeżeń przełożonych uczestniczył w protestach zakonnic w Indiach, strategią duchowieństwa jest ochrona hierarchy za wszelką cenę.

Rola przełożonych polega zaś na tym, by zastraszać ofiary: „Jeśli jesteś przeciwko kapłanowi, jesteś przeciwko Bogu”. W Indiach „patriarchat i hierarchia kastowa idą w parze” – wyjaśnia.

(...)

Przemoc seksualna, fizyczna i psychiczna

Z roku na rok coraz więcej dowiadujemy się o losie zakonnic. Te, które odeszły, nabierają odwagi, by mówić o nadużyciach. Nie tylko ze strony przełożonych. Watykański dziennikarz Salvatore Cernuzio w głośnej książce „Zasłona milczenia” ujawnił historie jedenastu zakonnic.

To przerażająca lektura będąca zarazem kroniką przemocy seksualnej, fizycznej i psychicznej Zakonnice opowiadają Cernuzio, że były molestowane przez księży, zmuszane do katorżniczej pracy, jeszcze inne mówią wprost o rasizmie.

Z relacji kobiet, które mu zaufały, wynika, że wykorzystane seksualne zakonnice przenosi się z łatką, że uwiodły księdza. Sprawca jest oczywiście bezkarny. Aleksandra, 31-letnia zakonnica z Europy Wschodniej, była molestowana przez księdza, z którym pracowała nad projektem wspierania młodych zakonnic.

Kiedy zwierzyła się z tej historii koleżance, usłyszała, że „jeśli tak się stało, to dlatego, że zakonnice prowokują księży”.

Marcela z Ameryki Południowej, która w wieku 19 lat dołączyła do zakonu klauzurowego we Włoszech, opowiadała Cernuzio o odzieraniu sióstr z godności. Młodsze musiały uzyskać pozwolenie nawet na pójście do łazienki czy wydanie środków higienicznych podczas miesiączki. „Zawsze narzekasz! Chcesz być świętą czy nie?”

Marcela, która później opuściła klasztor, cytuje krzyki przełożonej, gdy proponowała zmiany w codziennym życiu wspólnoty.

W książce Salvatore Cernuzio bardzo mocno stawia też problem rasizmu, którego doświadczają kobiety z Afryki, Indii czy Filipin. Twierdzi, że wielu ludzi kościoła ocenia siostry na podstawie koloru skóry lub kraju pochodzenia, niezależnie od ich cech i formacji.

Czarna zakonnica z książki, nazywana Anne-Marie, spędzała każdy poranek zimą w Minnesocie, odśnieżając posesje wokół klasztoru, podczas gdy inne zakonnice obserwowały ją, będąc w środku. Czuła się upokorzona, nie słuchano jej też podczas spotkań społeczności zakonnej tylko dlatego, że była cudzoziemką i, co gorsza, Afrykanką.

Przerażający jest również los kobiet, które odeszły ze swoich wspólnot. Pozostawiono je bez pomocy, często z depresją, na pastwę nałogów.

„Zapomnieli, że za nałogiem kryją się ludzie” – stwierdziła Marcela, dodając, że wiele kobiet z jej zgromadzenia cierpiało z powodu stresu i wypalenia. Inna zakonnica opowiedziała z kolei, że po zdiagnozowaniu depresji została zmuszona przez przełożonych do opuszczenia zgromadzenia. Została bez pomocy. Czuła się niepotrzebna.

Słowianki gorsze rasowo

Słuchamy tych poruszających opowieści, a jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że to wierzchołek góry lodowej. Bo przemocowe nadużycia i psychiczne znęcanie się nad zakonnicami to temat, który dopiero raczkuje, dopiero dociera do naszej świadomości, w jaki sposób upokarzanie sióstr przez ich przełożone i kościelnych „opiekunów” prowadzi do nikczemnienia i parszywienia międzyludzkich relacji. Zanikają empatia, współczucie i przyjaźń.

Nawet w wydawałoby się otwartych, postępowych zgromadzeniach zakonnych. Wspomniana siostra, która formowała się we Włoszech, opowiada, że postępowość jej zgromadzenia była tylko fasadą. – Jak ktoś chciał robić karierę akademicką, jego zapał był studzony. Podcinano siostrom z takimi zapędami skrzydła. Wysyłano je na jakieś placówki, twierdząc, że są ważniejsze sprawy. Wszystko to okraszone było pokorą, na którą się powoływano. Zresztą na to nie było czasu. Bo w przerwach od zajęć na studiach, od poniedziałku do piątku, miałyśmy obowiązki zakonne. Tymczasem księża, którzy studiowali, mogli się skupić wyłącznie na nauce.

– A co z tym rasizmem, przemocą psychiczną? – dopytujemy. – Rzeczywiście coś jest na rzeczy. Jako Słowianki byłyśmy pouczane, jak mamy siedzieć przy stole, jak się je owoce. Chodziło o to, że do konsumpcji jabłek należy używać noży i widelców. Czułyśmy się jak przedstawicielki jakiegoś barbarzyńskiego świata. Ale pouczano też Hinduski, jak mają chodzić, wysławiać się.

– To działało w dwie strony – dodaje inna z byłych sióstr. – Kiedy na misje wysyłano siostry z Europy Zachodniej, zakonnice z Afryki traktowały je z jakąś nabożnością, jakby były od nich lepsze. Pamiętam też taką zabawną sytuację: jak przyjechały do Polski siostry z Półwyspu Iberyjskiego, to miejscowi mieli polew, jak tymi nożami i widelcami jadły jabłka. A więc był świat barbarzyńców i sióstr cywilizowanych.

(...)

Watykan wie i nie reaguje

Przerażające jest to, że Watykan w dobie wydawałoby się postępowego pontyfikatu papieża Franciszka, wiedząc o nadużyciach wobec zakonnic, nie dość, że nie reaguje dostatecznie, to jeszcze tłumi dyskusję na ich temat.

Lucetta Scaraffia, była redaktorka „Women, Church, World”, comiesięcznego dodatku do watykańskiej gazety „L’Osservatore Romano”, zrezygnowała z pracy w 2019 roku. Jako powód podała fakt, że Watykan próbował powstrzymać ją od publikowania wspomnianego wyżej raportu o molestowaniu zakonnic.

W wywiadzie dla „Religion News Service” Scaraffia powiedziała, że nadużycia wobec sióstr w kościele są „o wiele bardziej złożonym” problemem, ponieważ w niektórych przypadkach księża, którzy dopuścili się nadużyć, są również odpowiedzialni za przeprowadzanie aborcji, jeśli zakonnica jest w ciąży.

Jednocześnie kościół katolicki ostro sprzeciwia się aborcji i uważa ją za grzech. Dlatego podobne przypadki powodują „kryzys wiarygodności kościoła, który wykracza poza słabość seksualną”. Ale kościół od lat próbuje prawdę o tym, co się dzieje w jego przestrzeni, zamilczeć i ciągle dziwi się i złości, że sferę tabu oświetla reflektor mediów.

W badaniu Margaret i Lauro Halsteadów zatytułowanym „A Sexual Intimacy Survey of Former Nuns and Priests” (po raz pierwszy zostało przeprowadzone w 1978 roku, a ostatnio zaktualizowano je w 2018 roku) ponad połowa wszystkich zakonnic mówi, że wiedziały o aktywności seksualnej w swoich klasztorach.

Około 44 procent ostatnio ankietowanych twierdzi, że wiedziały o seksie między siostrami, a 54 procent twierdzi, że wiedziały o związkach seksualnych między zakonnicami a księżmi czy zakonnikami.

Ten system jest patologiczny również dlatego, że nie podlega żadnej kontroli. Siostra ma być posłuszna przełożonej, od której zależy nawet to, czy pozwoli jej odwiedzić chorą matkę albo ojca, da pieniądze na dentystę albo ginekologa.

Ma to swoją logikę. To właśnie dlatego wiele zakonnic zachowuje się serwilistycznie względem swoich przełożonych i nie reaguje na różnego rodzaju patologie. Przełożone oraz ich współpracownicy mają bardzo proste narzędzie, którym mogą każdego zdyscyplinować.

Wspomniany wcześniej jezuita Giovanni Cucci w tekście poświęconym patologiom w zakonach żeńskich kreśli ponury obraz świata kobiet zamkniętych za murami klasztorów. Niekoniecznie musi chodzić o nadużycia seksualne.

„Praktykowany jest zwyczaj – pisze Cucci – »sprowadzania« powołań z innych krajów i zatrudniania młodych kobiet jako »zapchajdziur«, zamiast umożliwiania im lepszej formacji. Nowo przybyłe w większości nie mają możliwości obrony, zarówno ze względu na trudności językowe, jak i na absolutną niezdolność do zorientowania się w rzeczywistości poza domem zakonnym, z którego zazwyczaj nie mogą się wydostać i który, bardziej niż wspólnotę, stanowi dla nich więzienie”.

Analizując zjawiska, którymi Cucci ilustruje tekst, można postawić tezę, że sposób sprawowania władzy w kościele stanowi samoistną i wystarczającą przesłankę zepsucia, a płeć nie stanowi tu istotnej determinanty.

Feudalny system, u podstaw którego legł absolutny posłuch wobec przełożonych, to fundament zepsucia. Podczas gdy wiele wspólnot religijnych wyszło z okowów poddaństwa, zadbało o kontrolę nad hierarchami, ich kadencyjnością, kościół rzymskokatolicki ostał się jako jedyny bastion w Europie, w którym zmiany w tym względzie idą opornie.

162 zakonnice oskarżone o wykorzystywanie seksualne

Coraz częściej dowiadujemy się o nadużyciach, których dopuszczają się same zakonnice. To nie tylko przemoc fizyczna czy psychiczna, ale też przemoc seksualna. W lipcu 2018 roku kobieta z Nowego Jorku oskarżyła franciszkankę z Alegany o maltretowanie jej krzyżem. W grudniu 2018 roku kobieta z Ohio opowiedziała o dominikance, która udzieliła jej co prawda schronienia, kiedy musiała uciekać z domu, w którym stała się ofiarą nadużycia, jednak sama ją molestowała.

W marcu 2019 roku pewien mężczyzna z Connecticut publicznie opowiedział o gwałcie, którego w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku dopuściła się na nim siostra z Najświętszej Rodziny z Nazaretu.

Według wyliczeń organizacji BishopAccountability.org (dane na wrzesień 2020 roku) w Stanach Zjednoczonych 162 zakonnice publicznie oskarżono o wykorzystywanie seksualne. Mary Dispenza, koordynująca ten program w latach 2018-2020, otrzymała 60 tego typu zgłoszeń.

Ta była zakonnica ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Maryi podejrzewa, że rzeczywista liczba ofiar – w samych Stanach – może sięgać tysięcy.

Pomimo to media i opinia publiczna są skupione ciągle na ofiarach księży. Ofiary zakonnic mają żal, że ich krzywda została przez zinstytucjonalizowany kościół zignorowana. Tu działają te same mechanizmy. Podobnie jak ofiary księży, ofiary zakonnic potrzebowały wielu lat, by uświadomić sobie, że to, co je spotkało, było nadużyciem, że ich kontakty z zakonnicami nie były dobrowolnym związkiem, ale patologiczną relacją.

Raport dotyczący nadużyć w Illinois na temat wykorzystywania seksualnego dzieci wymienił sześć zakonnic wśród 390 domniemanych sprawców. Patrick J. Wall, były ksiądz rzymskokatolicki i mnich benedyktyński, który jest obecnie ekspertem w dziedzinie prawa kanonicznego i wykorzystywania seksualnego, powiedział, że żeńskie zgromadzenia zakonne wymazały wszelkie zapisy dotyczące nadużyć.

Sprawczynie miały być przenoszone do kolejnych domów zakonnych, ewentualnie wysyłane na leczenie. Tylko w 2018 roku upubliczniono szereg wstrząsających świadectw dorosłych dziś już ofiar sióstr. Dispenza przy pisuje ten wysyp oskarżeń ruchowi #MeToo, który wybuchł również w kościele w 2018 roku w związku z upublicznieniem nadużyć księży w Pensylwanii.

Przez 70 lat 301 zwyrodnialców w sutannach w trakcie aktywnej posługi kapłańskiej molestowało albo zgwałciło około tysiąca dzieci. Raport wielkiej ławy przysięgłych dotyczący wykorzystywania dzieci przez duchownych stanu Pensylwania, który zreferował publicznie prokurator Josh Shapiro, to wstrząsająca lektura. NBC News, komentując sprawę, postawiło wręcz tezę, że kościół katolicki jest organizacją przestępczą.

O patologiach należy mówić i pisać

Można by uznać, że przywołane przez nas nieprawości, jakie spotykały i spotykają kobiety w zakonach żeńskich kościoła rzymskokatolickiego, to patologiczny margines. Bo przecież tak naprawdę tysiące zakonnic, które dobrowolnie podjęły życie dla Jezusa, nie tylko spełnia się jako kobiety, ale również dokonuje prawdziwych cudów dla innych ludzi. To jest prawda.

Sami spotkaliśmy wiele takich kobiet i jesteśmy im szczerze wdzięczni za to, co robią. Ale właśnie z szacunku dla tej większości wydaje nam się rzeczą słuszną i sprawiedliwą napiętnowanie opisanych przez nas patologii.

Co gorsza, są za nie odpowiedzialni hierarchowie, biskupi miejsca, ale też Watykan z papieżem włącznie. Dotyczy to również papieża Franciszka, który jest hojny w radykalnych stwierdzeniach, jednak jego radykalizm kończy się na słowach.

Dlatego o patologiach trzeba mówić i należy pisać. Dużo i jak najczęściej.

Od wydawcy książki:

"Na kartach tej książki, trzymając się przerażających faktów, autorzy kreślą kryminalną historię kościoła, który łupił i mordował ofiary kolonialnej opresji w Kanadzie. Który przyuczał kobiety w Irlandii do kultury gwałtu. Który cynicznie wmawiał ustami »świętej« Matki Teresy, że cierpienie uświęca więc nie należy go uśmierzać. Który prześladował gejów dehumanizującym ich głosem uciekających często przed własną tożsamością seksualną kościelnych liderów.

»Babilon« pokazuje też kościół stojący po stronie latyfundystów, kościół, który przerażała prosta prawda głoszona przez teologię wyzwolenia, kościół skorumpowany przez władców, uwikłany w wojny polityczne, kościół zalękniony wizją synodu, w którym wierni na równi z kapłanami będą decydować o jego kształcie. Wreszcie kościół, który nienawidzi kobiet.

Jednak to nie jest książka antykościelna ani antyreligijna. Podobnie jak Frederic Martel w Sodomie, a wcześniej Obirek i Nowak w Gomorze, autorzy piętnują przede wszystkim zakłamanie kościelnych urzędników w przekonaniu, że pomoże to oczyścić sam kościół i pozwoli mu odzyskać wiarygodność".

Udostępnij:

Artur Nowak

Adwokat, publicysta i pisarz. Współautor książki „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos” o ofiarach księży pedofilów, autor „Kroniki opętanej” – historii egzorcyzmowanej nastolatki oraz „Dzieci, które gorszą”, w której oddaje głos dzieciom i partnerkom kapłanów. W swojej praktyce adwokackiej wielokrotnie reprezentował pokrzywdzonych w sprawach, dotyczących pedofilii.

Stanisław Obirek

Teolog, historyk, antropolog kultury, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, były jezuita, wyświęcony w 1983 roku. Opuścił stan duchowny w 2005 roku, wcześniej wielokrotnie dyscyplinowany i uciszany za krytyczne wypowiedzi o Kościele, Watykanie. Interesuje się miejscem religii we współczesnej kulturze, dialogiem międzyreligijnym, konsekwencjami Holocaustu i możliwościami przezwyciężenia konfliktów religijnych, cywilizacyjnych i kulturowych.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne