Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Slawomir Kamins...

„Do państwa członkowskiego, które nie dopuszcza małżeństw osób tej samej płci, należy ustanowienie odpowiednich procedur uznania takiego małżeństwa, gdy zostało ono zawarte przez dwóch obywateli Unii w trakcie korzystania z przysługującej im swobody przemieszczania się i pobytu zgodnie z prawem przyjmującego państwa członkowskiego (...) Transkrypcja aktów małżeństwa do rejestru stanu cywilnego tych państw członkowskich stanowi tylko jeden ze sposobów umożliwiających takie uznanie. Jest jednak konieczne, aby sposoby te nie czyniły niemożliwym lub nadmiernie utrudnionym wykonywania praw” – to fragment wyroku Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, który 25 listopada 2025 zobligował Polskę do uznania małżeństw par jednopłciowych zawieranych za granicą.

Polska ma prawny obowiązek zastosować się do niego – tak, jak choćby w przypadku wadliwości ukształtowania Krajowej Rady Sądownictwa czy Trybunału Konstytucyjnego albo Puszczy Białowieskiej i smogu. Jak wielokrotnie jednak pisaliśmy na łamach OKO.press – robi wszystko, by wyroku TSUE w sprawie małżeństw jednopłciowych nie zaimplementować. Na wprowadzenie w życie projektu rozporządzenia Ministra Cyfryzacji, który zmieniłby wzory dokumentów wydawanych z rejestru stanu cywilnego i umożliwiłby praktyczne wdrożenie wyroku, zgody nie ma. Na drodze stoi m.in. prawe skrzydło KO z ministrem Marcinem Kierwińskim, szefem MSWiA na czele, który forsuje koncepcję zmian na drodze ustawy. Ta jednak z góry skazana jest na porażkę, bo nie podpisze jej prezydent Karol Nawrocki.

Wyrok TSUE z jednej strony. Z drugiej – sądy

Pat polityczno-prawny pogłębia się, bo po wyroku TSUE polskie sądy zaczęły wydawać wyroki obligujące urzędy stanu cywilnego do transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa; nie oglądając się na fakt, że zmian systemowych (jeszcze) nie ma.

20 marca Naczelny Sąd Administracyjny nakazał warszawskiemu Urzędowi Stanu Cywilnego przetłumaczenie aktu małżeństwa Jakuba i Mateusza (ich sprawę, na prośbę NSA, analizowało TSUE). Urzędnikom dał miesiąc i zobligował ich do stosownego wpisu mimo trudności teleinformatycznych, które dziś uniemożliwiają urzędnikom wpisanie w rubryki dwóch mężczyzn czy dwóch kobiet.

„To oznacza, że kierownik USC jest zobowiązany ten wyrok wykonać, nawet jeśli będzie musiał wpisać jednego z mężczyzn w rubrykę kobieta. A wynikające z tego nieścisłości urzędnik ma odnotować i wyjaśnić na drugiej stronie aktu stanu cywilnego” – mówił wtedy OKO.press adwokat Paweł Knut, reprezentujący Jakuba i Mateusza przed sądem.

Przeczytaj także:

Za nimi poszli inni:

  • 6 marca 2026 Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie nakazał transkrypcję zagranicznego aktu małżeństwa. Wnioskowali o to Daniel i Dawid – para, która wzięła ślub w Niemczech;
  • 15 kwietnia 2026 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gorzowie nakazał przetłumaczenie niemieckiego aktu małżeństwa Krzysztofa i Jakuba oraz wpisanie go do polskich akt stanu cywilnego w ciągu 30 dni;
  • 28 kwietnia 2026 Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie zdecyduje o nakazie bądź odmowie transkrypcji aktu małżeństwa Alicji i Jolanty, które pobrały się na Maderze.

Jak pisaliśmy w OKO.press postawa polityków zmierza ku temu, by na transkrypcję mogły liczyć tylko te pary, które najpierw zwycięsko przejdą przez batalię sądową.

Potwierdził to publicznie prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, który 21 kwietnia powiedział, że Warszawa będzie respektować wyroki sądów, ale nie zamierza dopuszczać do transkrypcji w sprawach, w których wyroku nie ma. Wariant zasugerowany przez NSA – po który sięgnąć zapewne będą musiały też urzędy z wyżej wymienionych miast, jest sukcesem tylko połowicznym, bowiem system nadal nie będzie widział, że osoba 1 i osoba 2 są małżeństwem, jeśli są tej samej płci. Zmieni jedynie ich stan cywilny: ale wciąż według podziału na żonaty/mężatka, zostawiając w polu mąż/żona puste pole. Więcej o trudnościach technicznych związanych z rejestracją małżeństw, które widzą urzędnicy USC, przeczytasz tutaj.

Rząd „szuka powodu, nie sposobu” [WYWIAD]

O skutkach chaosu prawnego w kwestii małżeństw jednopłciowych w Polsce i zgodności z prawem pomysłu, by pary każdorazowo musiały dochodzić swoich praw w sądzie, rozmawiamy z doktorem prawa Kamilem Stępniakiem, prawnikiem specjalizującym się w prawie konstytucyjnym. Dr Stępniak jest również popularyzatorem prawa, prowadzi popularny fanpage „Konstytucjonalista”, a jego internetowa działalność została uhonorowana m.in. Piórem Nadziei Amnesty International, którego działalność medialna przyczyniła się do pozytywnych zmian na rzecz praw człowieka.

06.03.2025 Warszawa , ulica Mysia. Laureat nagrody publicznosci dr Kamil Stepniak podczas gali wreczenia nagrod Pioro Nadziei Amnesty International .
Fot. Adam Stepien/Agencja Wyborcza.pl
Dr Kamil Stępniak. Fot. Adam Stępień, Agencja Wyborcza.pl

Angelika Pitoń: Czy sytuacja, w której nie mamy systemowych regulacji, a do transkrypcji aktu małżeństwa pary jednopłciowej będzie dochodzić wyłącznie indywidualnie, dopiero po uzyskaniu przez parę wyroku sądu, nie pogłębi chaosu prawnego?

Dr Kamil Stępniak: W Polsce mamy szczególną zdolność do takiego wdrażania wyroków, aby przypadkiem nie zrobić tego za szybko i zbyt solidnie. Podobnie jak z dietą. Teoretycznie wiele osób wie, co trzeba zrobić, aby schudnąć. Jednak by dotrwać do efektów potrzeba samozaparcia i wysiłku.

Podejście na zasadzie „niech każdy walczy o swoje w sądzie” to nie jest implementacja wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, tylko przeniesienie ciężaru na obywatela.

I to dodatkowo w państwie, którego rząd deklaruje walkę z przewlekłością postępowań. Należy to oceniać mniej więcej tak, jak obietnicę dziecka, że nigdy więcej nie zje cukierka.

Z jednej strony słyszymy o tym, że sądy są zablokowane i że nawet w prozaicznych sprawach ludzie latami oczekują na wyrok. Ministerstwo Sprawiedliwości proponuje rozwody pozasądowe, by wymiar sprawiedliwości odkorkować. Tymczasem rząd sam wpycha pary jednopłciowe i prowokuje do spuchnięcia kolejki oczekujących. Jaki w tym sens?

Zgodnie z mitologią grecką „na początku był Chaos”. W systemie prawnym trwa on niestety do dziś. Z jednej strony mamy do czynienia z niezrozumiałym odsyłaniem ludzi do sądów. Z drugiej: ryzykujemy zamieszaniem, bowiem sędziowie – zgodnie ze swoją dyskrecjonalną władzą – będą orzekali w sprawach poszczególnych osób i zapewne nie będzie to orzecznictwo jednolite. Możemy sobie wyobrazić sytuację, w której po dziesięciu wyrokach WSA inny sąd nie zgodzi się na transkrypcję aktu.

Jak to? Wyrok TSUE nie obliguje sądów do konkretnych rozstrzygnięć?

Sprawa transkrypcji została rozwiązana przez TSUE i zgodnie z zasadą acte éclairé [wskazującego, że sądy powinny podążać za orzecznictwem Trybunału, jeśli ten już rozstrzygał w podobnej kwestii – przyp.red.] polskie sądy powinny stosować wyrok TSUE. Natomiast nie trudno mi wyobrazić sobie wyobrazić sytuację, w której dany sąd polski konkretną sprawę uzna za tak zniuansowaną, że zgodnie ze swoją dyskrecjonalną władzą wyda orzeczenie odmienne, podnosząc np. odmienność sytuacji prawnej. Nie będzie miało znaczenia, że wcześniej dziesięć innych spraw zostanie rozstrzygniętych inaczej.

Taki chaos oczywiście nie buduje społecznego zaufania do państwa i prawa. Jednak pytanie, czy politykom w ogóle na okiełznaniu tego chaosu zależy?

Co przez to rozumiesz?

Gdyby osoby LGBTQ+ znajdowały się w grupie wyborców, z którą liczą się deputowani, sprawa już dawno byłaby rozwiązana. Nie oszukujmy się jednak: marginalizowanie tej grupy społecznej nie wyciągnie ludzi na ulice, nie spowoduje zrywu społecznego, który obserwowaliśmy podczas Strajku Kobiet i który wpłynął na wynik wyborów.

Mam wrażenie więc, że rząd dziś szuka raczej powodu, by nie uregulować kwestii małżeństw jednopłciowych, aniżeli sposobu, by to zrobić.

Czy nie mówimy tutaj o dyskryminacji, jeśli mimo kolejnych wyroków publicznie ogłasza się, że transkrypcja będzie dokonywana tylko po sądowym potwierdzeniu?

Nie jestem przekonany, czy mamy tutaj naruszenie zasady równości z art. 32 ust. 1 Konstytucji RP, gdyż zgodnie z orzecznictwem TK już z 1988 roku Trybunał wskazał, że równość nakazuje jednakowe traktowanie osób znajdujących się w takiej samej sytuacji. TK odwoływał się do sprawiedliwości rozdzielczej, powołując zasadę: równych należy traktować równo, a podobnych należy traktować podobnie (sprawa o sygn. U7/87).

Osoby w związkach nieheteronormatywnych zatem są traktowane w sposób równy względem siebie. A może nawet – nie bójmy się tego powiedzieć – równie poniżająco.

To trochę przypomina sytuację, w której pracujemy legalnie przez cały miesiąc, ale żeby otrzymać wynagrodzenie, musimy wygrać proces ze swoim pracodawcą. Niedorzeczność.

Co więc mogą zrobić pary, które ze swoim życiem nie czekały na Polskę i pobrały się za granicą, ale chcą tu żyć jako mąż i mąż lub żona i żona? Czy z twojego punktu widzenia do rejestracji małżeństw jednopłciowych rzeczywiście, jak mówi Lewica, wystarczy tylko rozporządzenie?

Rozwiązania ustawowe z pewnością byłyby bezpieczniejsze, trwalsze i nie budziłyby niczyich wątpliwości. Rozporządzenie bowiem zmienić można jednym podpisem, np. kiedy zmieniłby się rząd. Na tę sytuację trzeba jednak patrzeć szczerzej. Poruszamy się w niełatwej przestrzeni politycznej, w której ryzyko zawetowania przez prezydenta takiej ustawy jest ogromne. Na prawo trzeba patrzeć pragmatycznie – i w mojej opinii ten prawny pragmatyzm sprowadza nas do pomysłu uregulowania tej kwestii na drodze projektu rozporządzenia. Jego lektura pozwala sądzić, że proponowane przez Ministerstwo Cyfryzacji rozwiązanie wydaje się być może do realizacji. Nie jest idealne, ale jest i może być dobrym punktem wyjścia do dalszych prac, zwłaszcza że w ślad za transkrypcją pojawią się inne pytania o skutki prawne legalizacji takiego małżeństwa w polskim systemie prawnym. ZUS poinformował, że będzie uznawał prawa par jednopłciowych do zabezpieczenia społecznego na równi z małżeństwami różnopłciowymi. Ale co dalej?

Nie można jednak nie robić nic, bo, abstrahując od wyroków sądów, polski rząd musi wdrożyć wyrok TSUE.

Dokładnie. Politycy, zwłaszcza ci mniej przychylni koncepcji uregulowania kwestii małżeństw jednopłciowych zawieranych za granicą podnoszą, że wyrok dotyczy tylko jednej pary. Zgoda. W Polsce nie mamy precedensu, a wyrok NSA nie tworzy przepisu prawnego. I dlatego sądową sprawę każdej pary sąd rozpatruje indywidualnie.

Ale jest jeszcze wyrok TSUE, który wprost obliguje polskie państwo do uregulowania tej kwestii, nie precyzując i nie narzucając rozwiązania.

A co z gromkim: „Unia nie będzie nam nic narzucać” wypowiedziane przez premiera Donalda Tuska?

Wcześniej już uregulowanie tych kwestii narzucał nam Europejski Trybunał Praw Człowieka. Niestety; to nie pierwsza sprawa, w której państwo polskie bardzo wolno podejmuje działania, aby wykonać wyroki trybunałów europejskich. Przypuszczam, że często stosowaną w takich przypadkach „grę na zwłokę” będziemy mogli obserwować również i w tym przypadku.

Na zdjęciu Angelika Pitoń
Angelika Pitoń

Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".

Komentarze