- Ten projekt nie jest rewolucją i nie likwiduje łowiectwa. Porządkuje niektóre kwestie – od ochrony środowiska i zwierząt, po transparentność Związku Łowieckiego – mówi Magdalena Gałkiewicz, Zieloni, członkini komitetu „Uwaga! Polowanie”. Trwa zbiórka pod obywatelskim projektem nowelizacji prawa łowieckiego.
Do końca sierpnia zbierane są podpisy pod obywatelskim projektem ustawodawczym „UWAGA! Polowanie. Zmieńmy prawo łowieckie. Na dobre”. Żeby Sejm zajął się projektem, potrzeba 100 tysięcy podpisów.
Na ponad 30 stronach autorzy obywatelskiej nowelizacji proponują większą transparentność finansów Polskiego Związku Łowieckiego, likwidację polowań komercyjnych czy odsunięcie polowań od budynków mieszkalnych i użytkowych. O projekcie i tym, jak reagują na niego sami myśliwi, rozmawiamy z Magdaleną Gałkiewicz, współprzewodnicząca Zielonych, radna miejska z Łodzi, zaangażowana w prace nad obywatelskim projektem.
Katarzyna Kojzar, OKO.press: Dlaczego prawo łowieckie wymaga zmian?
Magdalena Gałkiewicz, Zieloni: Jest to ustawa bardzo anachroniczna, przestarzała, nie przystaje do współczesnej wiedzy i o ochronie przyrody, i o doznaniowości zwierząt. W prawie łowieckim brakuje odpowiednich zapisów chroniących bezpieczeństwo obywateli. Przez ostatnie 30 lat ruchy obywatelskie, organizacje pozarządowe, naukowcy, ludzie świata kultury, obrońcy zwierząt, domagali się tych zmian. A niestety od 1995 roku, kiedy powstało prawo łowieckie, nie było ani jednego odważnego rządu, który by podjął ten temat.
Dlatego my decydujemy się, jako społeczeństwo obywatelskie, ucywilizować prawo łowieckie. Przygotowaliśmy szczegółową, dopracowaną, wielostronicową nowelizację. Pracowali nad tym eksperci m.in. z Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot, Ośrodka działań ekologicznych Źródła czy Niech Żyją i, osoby, które od lat śledzą luki w prawie łowieckim. Pracowali z nami naukowcy, za konkretne zapisy legislacyjne odpowiada dr Karolina Kuszlewicz. To jest dobra, potrzebna nowelizacja.
Musimy też jasno powiedzieć, że ten projekt nie jest rewolucją i, co ważne, nie likwiduje łowiectwa. On po prostu porządkuje niektóre kwestie — od lepszej ochrony środowiska i zwierząt, przez elementarną sprawiedliwość w dostępnie obywateli do przyrody, transparentność Polskiego Związku Łowieckiego, po kwestie dostępu społeczeństwa do sądu w sprawach dotyczących wieloletnich planów łowieckich. Dziś nie ma możliwości ich zaskarżania. Polskie prawo jest tu niezgodne z konwencją z Aarhus i z prawem unijnym.
Polski Związek Łowiecki — wyjaśnimy — jest organizacją, która podlega pod Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Ale resort w bardzo ograniczonym zakresie może kontrolować działania PZŁ. Wy proponujecie, żeby ten nadzór zwiększyć, dopuścić do niego też obywateli.
Wprowadzamy obowiązek sprawozdawczości merytorycznej i finansowej Polskiego Związku Łowieckiego do ministra klimatu i środowiska, z publicznym względem dla obywateli. Dzisiaj minister może tylko badać legalność działalności Polskiego Związku Łowieckiego, ale nie sprawdza gospodarności czy rzetelności. Nie ma dostępu do sprawozdań finansowych. Oczywiście, można się zwrócić do koła łowieckiego i uzyskać sprawozdanie, ale PZŁ jako całość nie ma obowiązku w żaden sposób wyjaśniać swoich finansów.
Naszym zdaniem taki obowiązek powinien zostać wpisany do ustawy.
PZŁ nie ma też obowiązku dokładnego informowania obywateli o planowanych polowaniach. To znaczy — taki obowiązek istnieje, ale „informowanie” ogranicza się do przesłania władzom gminy rozpiski polowań zbiorowych, co później trafia na gminną stronę BIP. Jeśli ktoś chce się dowiedzieć, musi się naprawdę naszukać. To też powinno się zmienić?
Dzisiejszy system informowania o polowaniach jest fikcją. Po pierwsze, takie informacje pojawiają się jedynie o polowaniach zbiorowych, o indywidualnych już nie trzeba nikogo informować. Po drugie, te informacje są często bardzo niedokładne, niechlujne, nie zawsze jest to odpowiednio zgłaszane do gminy. Gmina musi to opublikować na BIP-ie, a przecież przeciętny obywatel raczej tam regularnie nie zagląda. To nie jest łatwy i komfortowy dostęp do informacji.
Jest też problem z precyzyjnością tych informacji. Często zawiadomienie o polowaniu zbiorowym nie zawiera informacji, gdzie dokładnie myśliwi będą polować – zapisuje się w nim cały las, a nie konkretne wydzielenia. Tabliczki, które myśliwi muszą ustawić na terenie polowania, nie są umieszczane na wszystkich wejściach do lasu, są wieszane w losowych miejscach, nie są odpowiednio widoczne.
My proponujemy publiczny, łatwo dostępny rejestr polowań, prowadzony albo przez ministra środowiska, albo przez wskazaną przez niego jednostkę. W tym rejestrze będą dostępne dane o każdym polowaniu, nie tylko o polowaniach zbiorowych. Chcemy, żeby rejestr precyzyjnie wskazywał, gdzie polowanie się odbywa – konkretne wydzielenia, z mapą, żeby każdy, kto chce iść na grzyby, na spacer z psem, na rower, będzie mógł sobie sprawdzić, gdzie będzie bezpieczny.
To miałaby być aplikacja?
Dokładnie tak, chcielibyśmy, żeby to była aplikacja, którą można mieć w telefonie i w której łatwo sprawdzimy lokalizacje polowań. Chcemy również, żeby niedotrzymanie obowiązku wpisania polowania do bazy było wykroczeniem.
Mówimy o dostępie do informacji. Ale według projektu społeczeństwo powinno mieć też wpływ na działanie PZŁ, m.in. przez konsultowanie wieloletnich planów łowieckich.
Cała procedura przyjmowania planów łowieckich, zarówno rocznych, jak i wieloletnich powinna zostać zmieniona. Dzisiaj plany łowieckie są ustalane w zasadzie między wójtem a plebanem. Lasy Państwowe i koła łowieckie sobie coś ustalają i na tym się to kończy.
Nie ma udziału organów ochrony środowiska, nie ma udziału społeczeństwa obywatelskiego, nie ma ścieżki administracyjnej i sądowej zaskarżania tych planów. Proponujemy wprowadzenie wymogu uzgodnienia ich przez regionalne dyrekcje ochrony środowiska.
Natomiast jeżeli chodzi o te plany wieloletnie, czyli dziesięcioletnie plany łowieckie, wprowadzamy obowiązkową strategiczną ocenę oddziaływania na środowisko. Każde przedsięwzięcie, które oddziałuje na środowisko, musi taką ocenę strategiczną przygotować – polowania, które przecież ingerują w środowisko, są z tego zwolnione.
W stosunku do planów wieloletnich również wprowadzamy uzgodnienie z regionalnymi dyrekcjami ochrony środowiska, zatwierdzenie ich w formie decyzji administracyjnej i dopuszczenie do postępowania organizacji, które zajmują się ochroną środowiska, a także ośrodków rehabilitacji dzikich zwierząt czy schronisk dla zwierząt.
Jeśli plany łowieckie będą ustalane w trybie decyzji administracyjnej, staną się zaskarżalne. Dziś obywatele nie mają żadnej możliwości, żeby uczestniczyć w sporządzeniu planu, ani żeby się od niego odwołać. A wiemy, na przykład z wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie planów urządzania lasów, że społeczeństwo musi mieć prawo do zaskarżania. Polskie przepisy są niezgodne z prawodawstwem unijnym, nasz projekt to koryguje.
Kolejną kwestią, którą poruszacie, jest wyłączanie swojego terenu z obwodu łowieckiego. Dziś ta procedura jest maksymalnie skomplikowana.
Ustawa przewiduje możliwość wyłączenia prywatnych gruntów, ale tylko osobom fizycznym. Aby dokonać takiego wyłączenia, właściciel gruntu musi się osobiście stawić przed starostą w momencie, kiedy konsultowane są granice obwodów. Jeśli nie stawi się osobiście, na jego terenie będzie można polować. Nie można załatwić tego drogą elektroniczną, mimo że mamy przecież podpisy kwalifikowane i profile zaufane.
Naszym zdaniem nie ma potrzeby, żeby się osobiście przed starostą stawiać, naprawiamy tę lukę i dostosowujemy do rzeczywistości.
Likwidujemy też inną lukę – dziś inne podmioty, jak na przykład organizacje pozarządowe czy firmy, które są właścicielami terenu, nie mają możliwości wyłączenia go z obwodu łowieckiego. W projekcie rozszerzamy tę możliwość na wszystkich właścicieli gruntów, bez względu na to, czy są to osoby fizyczne, czy inne podmioty.
Dajemy też odpowiednie kompetencje gminom. Dzisiaj gminy nie mają wpływu na to, czy na ich terenie odbywa się polowanie, czy nie. Jest to wyłącznie kompetencja sejmiku województwa. To absurd, że rada gminy nie może podjąć decyzji, gdzie kończą się granice obwodu. Nie może też ustanawiać okresowych zakazów polowania – na przykład w weekendy, kiedy odbywają się jakieś duże wydarzenia, albo w ferie czy wakacje. Chcemy dać gminom takie prawo.
Idźmy dalej. „Zmiana art. 28 Prawa łowieckiego dotyczy ośrodków hodowli zwierzyny. Projekt uchyla dotychczasowy cel związany z hodowlą rodzimych gatunków zwierząt łownych w celu zasiedlania łowisk. Skutkiem będzie ograniczenie funkcji ośrodków hodowli zwierzyny jako instrumentu zwiększania dostępności zwierząt do polowań” – czytam w uzasadnieniu projektu nowelizacji.
Ośrodki hodowli zwierzyny mają według ustawy prawo łowieckie wiele funkcji, ale jedną z najważniejszych – jak wskazuje sama nazwa – jest hodowla zwierząt. W praktyce są one hodowane wyłącznie po to, żeby później wprowadzać je na łowiska – czyli, po prostu, żeby na nie polować.
W projekcie zmieniamy art. 28, w którym jest podpunkt mówiący o tym, że celem OHZ jest późniejsze wprowadzanie zwierząt do środowiska. „W celu zasiedlania łowisk” – tak to brzmi, jeśli użyjemy terminologii łowieckiej. Uchylamy art. 16A, który reguluje wprowadzanie bażantów, muflonów i danieli do środowiska. Ich hodowla nie ma żadnego przyrodniczego ani etycznego uzasadnienia. Są to gatunki obce, które naturalnie nie występują w polskiej przyrodzie. Hoduje się je wyłącznie po to, żeby było więcej zwierząt do zabijania – dla hobby, dla przyjemności, dla zabawy.
Albo dla zarobku.
Płynnie przechodzimy do bardzo istotnego punktu naszej nowelizacji, czyli likwidacji całej tej przedziwnej gałęzi gospodarki, jaką są polowania komercyjne, dewizowe. To relikt PRL-u, wtedy zapraszano do Polski myśliwych z innych krajów, żeby zostawiali tutaj marki albo dolary. Dziś sprzedawanie polowań myśliwym z Europy Zachodniej nie ma żadnego uzasadnienia. Dlatego w naszej ustawie zakazujemy działalności gospodarczej polegającej na organizowaniu, oferowaniu, na sprzedaży, na pośredniczeniu albo na reklamowaniu odpłatnej możliwości wykonywania polowania. Zakazujemy prowadzenia tak zwanych biur polowań i zamykamy całkowicie turystykę łowiecką w Polsce.
Oczywiście, ponieważ jest to cała gałąź gospodarki, przewidujemy trzyletni okres przejściowy. Proponujemy też degresywny system odszkodowań – wzorowaliśmy się na sposobie, jaki zastosowano w przypadku zakazu hodowli zwierząt na futra. Uważamy, że jest to sprawiedliwe podejście, bo musimy w jakiś sposób zadbać o osoby, dla których jest to źródło utrzymania.
Polowania dewizowe nie spinają się z całą narracją myśliwych o tym, że gospodarka łowiecka jest potrzebna, bo trzeba kontrolować ilość zwierząt. Tutaj mamy czysty biznes, gdzie po prostu osoby z zagranicy przyjeżdżają, wskazują konkretne zwierzę, płacą za jego odstrzał i zabierają trofeum. Często chodzi o zwierzęta najpiękniejsze, o jelenie z największym porożem, zabijane na rykowisku.
Taka działalność to prywatyzacja dobra wspólnego. Zwierzęta są naszym dobrem ogólnonarodowym, stanowią własność Skarbu Państwa – paradoksalnie, do momentu, kiedy zabije je myśliwy. Wtedy przechodzą na własność PZŁ.
W przypadku polowań komercyjnych nie pasuje też argument rolniczy, po który często sięgają myśliwi. Mówią, że muszą polować, żeby zwierzęta nie wyrządzały szkód na polach. Ale przecież myśliwy z Włoch nie przyjeżdża tutaj, żeby chronić naszych rolników.
Myśliwi mówią też, że eliminują najsłabsze jednostki, że ta redukcja jest prowadzona w sposób przemyślany. Polowania komercyjne są czymś kompletnie odwrotnym, bo zabijane są najlepsze, najpiękniejsze, najbardziej dorodne osobniki, które powinny przekazywać dalej swoją pulę genową.
Chcecie również zakazu stosowania noktowizji i termowizji.
W momencie, kiedy jest używana noktowizja i termowizja, zwierzęta nie mają żadnej możliwości ucieczki. Myśliwi polują nocą, więc nawet ten moment w ciągu doby, kiedy zwierzęta mogły się czuć bezpiecznie, został im zabrany.
Nie ma potrzeby, żeby myśliwi po nocy biegali po lesie i polowali na zwierzęta.
Rzecznik PZŁ, Wacław Matysek, argumentował w PZŁ, że niektóre gatunki są najbardziej aktywne właśnie w nocy, więc w ciągu dnia nie da się na nie polować.
Ale przez lata się dało i myśliwi jakoś sobie radzili! Możliwość polowania z noktowizją i termowizją wprowadziła nowelizacja nazywana Lex Ardanowski, w 2020 roku. Wcześniej takiej możliwości nie było i to nie przeszkadzało w polowaniach.
Co z alkoholem na polowaniach? To ważny element projektu, ale myśliwi odpowiadają, że już teraz nie wolno polować po spożyciu.
Papier wszystko przyjmie, ale kto to egzekwuje i w jaki sposób? My uważamy, że powinna to robić Państwowa Straż Łowiecka. Z tym jednak wiążą się problemy.
W wielu województwach strażnikami są sami myśliwi, a więc koledzy „kontrolują” kolegów. Prawo to dopuszcza, mimo że jest to oczywisty konflikt interesów. W projekcie zapisaliśmy, że funkcjonariusz Państwowej Straży Łowieckiej nie może być jednocześnie członkiem PZŁ. To jest pierwsza kwestia.
Po drugie – dajemy w ustawie strażnikom Państwowej Straży Łowieckiej możliwość badania myśliwych na obecność alkoholu. Dzisiaj strażnicy takich badań wykonywać nie mogą, przez co zapis w regulaminie polowań dotyczący zakazu spożywania alkoholu jest martwy. Nikt tego nie sprawdza, chyba że wydarzy się jakaś tragedia i na miejsce przyjedzie policja.
Wprowadzamy też odpowiednie kary w kodeksie wykroczeń. Polowanie po alkoholu powinno być traktowane jak prowadzenie pojazdu po spożyciu. W przypadku odmowy lub niemożności przeprowadzenia badania alkomatem przez strażnika Państwowej Straży Łowieckiej funkcjonariusz będzie mógł doprowadzić podejrzanego o polowanie po spożyciu na policję. To są rozwiązania, które w bardzo istotny sposób powinny się przełożyć na bezpieczeństwo podczas polowania, nie tylko dla osób postronnych, ale i dla samych myśliwych. Takie rozwiązanie jest też w interesie samych polujących, bo wiemy, ile było wypadków, kiedy jeden myśliwy ranił lub przypadkiem zastrzelił innego myśliwego.
Wydaje się, że w interesie myśliwych powinno być też regularne poddawanie się badaniom lekarskim, a od lat się bronią rękami i nogami przed tym obowiązkiem. Próbujecie wysłać myśliwych do lekarza?
Tak, wprowadzamy to w artykule 15 ustawy o broni i amunicji. Chcemy, żeby osoby posiadające broń do celów łowieckich musiały przechodzić raz na pięć lat badania lekarskie i psychologiczne.
Już mieliśmy takie zapisy w nowelizacji prawa łowieckiego w 2018 roku. Ale zanim te przepisy weszły w życie, akurat ten obowiązek został uchylony. Jest to zupełne niezrozumiałe i nie wiem, skąd ten opór myśliwych. Takie badania przyczyniłyby się przecież także do ich bezpieczeństwa na polowaniu.
Jeśli mówimy o bezpieczeństwie, to muszę zapytać jeszcze o odległość od zabudowań. Dziś myśliwi mogą polować 150 metrów od zabudowań. W projekcie proponujecie 700 m. Wacław Matysek odpowiada, że w efekcie 70 proc. terenu Polski zostanie całkowicie wyłączona z gospodarki łowieckiej.
To jest dla mnie zagadka, czy rzecznik Polskiego Związku Łowieckiego nie przeczytał projektu, czy też celowo kłamie na temat tego, co w tym projekcie się znajduje. Rzeczywiście zmieniamy minimalną odległość oddawania strzału. Co istotne, obecnie 150 metrów odnosi się tylko do zabudowań mieszkalnych. My rozszerzamy to też na budynki użyteczności publicznej.
Ale, o czym rzecznik PZŁ nie wspomina, wprowadzamy możliwość odstępstwa za zgodą właściciela lub użytkownika wieczystego nieruchomości. Może zgodzić się na polowanie bliżej jego domu czy budynków, które posiada. Jeśli rolnik ma gęstą zabudowę i chciałby, żeby myśliwy pomiędzy tą zabudową polował, może wyrazić na to zgodę. Dziś rolnicy albo zgadzają się na polowania tuż pod oknami, albo wyłączają swoje pole z obwodu i nie mogą liczyć na odszkodowania łowieckie. My dajemy im prawdziwy wybór.
Z rozmowy w TOK FM wynotowałam sobie jeszcze jedno zdanie z rzecznika PZŁ. Powiedział, że Związek jest chętny do dyskusji. Ma pani takie poczucie?
Ja powtarzam, że prawo łowieckie się nie zmieni bez samych myśliwych, więc jako strona społeczna oczywiście chętnie będziemy merytorycznie rozmawiać. Natomiast niestety mam bardzo głębokie poczucie, że po stronie Polskiego Związku Łowieckiego nie ma miejsca na rozmowę. A to, co dzieje w mediach społecznościowych, na naszych kanałach dotyczących propozycji zmian, to po prostu fala hejtu, seksistowskie komentarze, próby ośmieszania, czy wręcz próby zastraszania. Piszą to osoby, które przedstawiają się jako myśliwi. Tak nie wygląda merytoryczna dyskusja.
Duże oburzenie wywołuje to, że obywatele chcą rozmawiać o tym, jak wygląda prawo łowieckie. No tak, obywatele chcą o tym rozmawiać, ponieważ nas, obywateli, to bezpośrednio dotyka.
Jak idzie zbiórka podpisów? Do końca sierpnia musicie zebrać ich 100 tysięcy.
Wciąż nie mamy uzbieranego kompletu podpisów. Jesteśmy na ostatniej prostej, został niespełna miesiąc, więc teraz naprawdę liczy się mobilizacja. Jestem przekonana, że nas, ludzi, którzy chcą bezpieczniejszych lasów, większej ochrony zwierząt, bardziej przejrzystego prawa, jest na tyle dużo, że uda się osiągnąć 100 tysięcy. Bo ta inicjatywa nie dotyczy wyłącznie polowań. Nieprzypadkowo zbieraliśmy podpisy na Paradach i Marszach Równości. Tak jak wcześniej zbieraliśmy je pod projektami dotyczącymi, prawa do legalnej aborcji, ochrony Odry, czy zakazu trzymania psów na łańcuchach.
To jest ta sama opowieść, brak zgody się na wykluczenie, brak przejrzystości i brak wpływu obywateli na sprawy publiczne. Czy państwo stoi po stronie silniejszych i lepiej zorganizowanych grup interesu, czy po stronie słabszych i wspólnego dobra? Nie wierzę w społeczeństwo obywatelskie wybiórczo. Nie można bronić praw człowieka, a jednocześnie mówić, że przejrzystość działania państwa czy los dzikich zwierząt to nieważne tematy. To wszystko są elementy tej samej demokracji.
Jeśli mogę pozwolić sobie na taki apel, to chciałabym bardzo zachęcić do podpisywania projektu ustawy. A jeśli już ktoś to zrobił, niech na tym nie poprzestaje – niech wejdzie na stronę inicjatywy www.uwagapolowanie.pl, pobierze karty, wydrukuje je, da do podpisania rodzinie, przyjaciołom i wyśle na adres wskazany na stronie.
Obywatelska inicjatywa ustawodawcza ma sens tylko wtedy, kiedy jako obywatele, się zmobilizujemy, weźmiemy to w nasze ręce. Jesteśmy w takim momencie, że nie wystarczy tylko mówić, że zmiany są potrzebne. Trzeba wspólnie tę zmianę zrobić.
Projekt ustawy można znaleźć TUTAJ.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Komentarze