Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...
02 listopada 2022

Premier techniczny: dobry ruch, czy "pomysł psuja"? Sprawdzamy, o czym się mówi w opozycji

Szymon Hołownia rzucił pomysł: niech opozycja złoży wniosek o wotum nieufności i zgłosi „premiera technicznego”. Czy to możliwe? A jeśli możliwe, to czy sensowne? Co reszta opozycji myśli o pomyśle Hołowni?

„Takich pomysłów nie rzuca się na wiatr” — odpowiada Michał Kobosko, pierwszy wiceprzewodniczący partii Polska 2050 Szymona Hołowni, kiedy pytam, czy ten pomysł jest na serio. Przyznaje jednak: „Usłyszeliśmy dość wstrzemięźliwe reakcje ze strony innych partii opozycyjnych”.

„Wstrzemięźliwe” to mało powiedziane. „W kuluarach panuje zdegustowanie tym pomysłem. Zawsze musi się znaleźć jakiś psuj, który spróbuje wywrócić stolik” — komentuje polityk Lewicy. „To niepoważne marzenie polityczne” — stwierdził Donald Tusk. Podobnych słów używa inny polityk Platformy Obywatelskiej: „Dla mnie to niepoważne”.

Reakcje na pomysł z premierem technicznym pokazują, jaka dziś panuje atmosfera między różnymi opozycyjnymi siłami, jakie mają kalkulacje i jak definiują sytuację polityczną.

Trzeba być przygotowanym, że PiS się zupełnie pokłóci

„[Powinniśmy] Zabrać im kluczyki do tego samochodu, którym jest państwo, już dzisiaj. Zaproponować kandydata na premiera, przekonać 10 posłów z tamtej strony, że to jest czas, żeby się ewakuować, wyjść i powiedzieć Polakom — mamy prosty pomysł. Rząd ocalenia narodowego, nadziei narodowej na trudną zimę i na 6 miesięcy” — powiedział Szymon Hołownia w radiu RMF FM 13 października.

„Hołownia rzucił ten pomysł, żeby pobudzić do działania” — twierdzi polityk Polski 2050. Uważa, że opozycja musi pokazywać, że jest gotowa do przejęcia władzy. Bo obóz Zjednoczonej Prawicy jest coraz bardziej podzielony, a opozycja wygląda, jakby jedynie czekała, aż PiS sam się zapadnie pod ciężarem błędów, gospodarczych problemów i jatki wewnętrznej.

„Kiedy władza przez swoją nieudolność i pazerność prowadzi do zniszczenia gospodarki, kiedy niszczy demokratyczne instytucje państwa prawa, kiedy prowadzi do niszczenia naszej pozycji w UE, trzeba być przygotowanym, że nie będzie innego wyjścia niż przejęcie władzy” — mówi Kobosko. „Uważamy, że to jest kwestia odpowiedzialności za kraj. Opozycja powinna być gotowa wziąć odpowiedzialność w każdej sytuacji. To nie PiS się wykrwawia, tylko my, obywatele. Dlatego trzeba się bić, a nie siedzieć i tylko reagować na kolejne wrzutki Kaczyńskiego”.

Bo PiS może sfałszować wybory

Kobosko tłumaczy, na czym pomysł ma polegać: „Mówimy o premierze technicznym, na dziewięć, maksymalnie 12 miesięcy”. Czemu tak krótko? Po co taki premier na chwilę?

„Jego zadaniem nie byłoby wprowadzanie reform, tylko przygotowanie procesu wyborczego oraz odblokowanie pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy” — uzasadnia Kobosko.

Wśród części polityków opozycji panuje obawa, że jeśli to PiS zorganizuje wybory, ich wynik będzie budził wątpliwości. I nie chodzi o jakieś proste fałszerstwa typu dosypywanie głosów, tylko o działania w stylu Viktora Orbana, testowane już wcześniej przez PiS. „Nie ma wolnych wyborów bez wolnych sądów, prawidłowo funkcjonującego rynku mediów, pluralizmu w sferze publicznej czy niezależnych organów wyborczych. Wyborcy muszą mieć możliwość oddawania głosów w sposób wolny od nacisków” — mówił OKO.press dr Marcin Walecki, wymieniając możliwe zagrożenia dla procesu wyborczego.

Przeczytaj także:

Według Koboski „techniczny rząd” miałby przed wszystkim przygotować wybory tak, żeby były „transparentne, sprawiedliwe, żeby nie było kolejnych pisowskich cyrków z wykorzystywaniem kasy spółek skarbu państwa i mediów publicznych dla wzmocnienia władzy PiS-u”.

Kandydatem miałby być Władysław Kosiniak-Kamysz, lider PSL.

To już było grane

Pomysł z „premierem technicznym” nie jest nowy.

„Złe lub bardzo złe rządy trzeba odwoływać. Mamy dziś bardzo trudną sytuację w Polsce i dlatego to odwołanie jest niezbędne. Jest to rząd niezdolny do samonaprawy” — to nie są słowa żadnego z polityków dzisiejszej opozycji, tylko Jarosława Kaczyńskiego z marca 2013 roku.

W ten sposób prezes PiS zapowiadał pamiętnego „premiera z tabletu”, czyli Piotra Glińskiego. PiS złożył wtedy wniosek o wotum nieufności wobec drugiego rządu Donalda Tuska. Socjolog, profesor Gliński był kandydatem PiS na premiera. Ówczesna marszałkini Sejmu, Ewa Kopacz nie zgodziła się, by Gliński, który nie był posłem, przemawiał z sejmowej mównicy, Kaczyński odtworzył więc jego wystąpienie z tabletu. A potem sam dorzucił kilka słów.

Przemówienie Kaczyńskiego z tamtego dnia jest zresztą niesamowite, gdy czytać je dziś. Prezes PiS zarzucił rządowi Tuska m.in., że to pieniądz rozstrzyga w dostępie do opieki zdrowotnej, a kolejki do specjalistów są rekordowe oraz… że wynegocjował za mało pieniędzy z Unii (dla rolników).

PiS głosowanie sromotnie przegrał (137 głosów do 236, od głosu wstrzymała się Solidarna Polska, Ruch Palikota wyjął karty).

Jakie było polityczne uzasadnienie tamtego ruchu? Platforma rządziła szósty rok z rzędu, a tamtej zimy PiS zaczynał zrównywać się z nią w sondażach. To był sygnał: jesteśmy gotowi.

Ponownie wniosek o wotum nieufności wobec rządu Platformy PiS złożył w lipcu 2014 roku, po ujawnieniu pierwszych taśm z restauracji Sowa i Przyjaciele. Wtedy za dymisją rządu PO głosowali Ziobryści oraz np. Jarosław Gowin, który w międzyczasie opuścił Platformę. Ale PiS znów przegrał (155 do 236). Na wygraną musiał czekać do wyborów w 2015 roku.

„Niepoważne marzenie polityczne”

Politycy Lewicy i Platformy, z którymi rozmawiałam, zgodnie twierdzą, że dziś takie pomysły szkodzą opozycji.

Ostro zareagował Donald Tusk: „Ja w to nie wierzę, wydaje mi się to dość niepoważnym marzeniem politycznym” — powiedział 18 października.

„Najpierw jest matematyka, potem polityka. Trzeba byłoby przekonać wielu posłów PiS, mechanizm trudny do przeprowadzenia” — komentuje w rozmowie z OKO.press rzecznik PSL Miłosz Motyka.

„Zamiast zajmować się odbijaniem PiS wyborców, znów gadamy o personaliach” — denerwuje się polityk Lewicy.

I rozwija listę argumentów przeciwko pomysłowi Hołowni.

Po pierwsze, opozycja pokaże opinii publicznej, że jest skłócona. Bo nie dogada się, kogo wybrać na tego premiera. Zwłaszcza — nie dogada się z Konfederacją. „Mamy dobry czas, niezłe sondaże, a ten zrzuca bombę pod tytułem «premier» i cała Polska będzie patrzyła, jak się nie dogadaliśmy” - wskazuje nasz rozmówca.

Polityk zwraca też uwagę, że od kilku miesięcy na opozycji działa niepisany „pakt o nieagresji”. Nie ma już wzajemnych ostrych ataków, jakie były jeszcze rok temu czy nawet wiosną. „A tu wchodzi Hołownia cały na biało i wszystkich wkurza”.

Po drugie, nazwiska to w polityce kwestia nader kłopotliwa i wywołująca ogromne emocje. „To jest bardzo drażliwa sprawa. Nikt nie chce ustępować. Nazwisko, które padnie, nie będzie zadowalające dla wszystkich. O premiera będziemy się kłócić po wyborach” — mówi polityk Lewicy.

Z emocji biorą się takie wypowiedzi jak ta wiceprzewodniczącej PO Izabeli Leszczyny. Zapytana o premiera technicznego Leszczyna powiedziała w TVN24: „Dlaczego Kosiniak-Kamysz? Partia, która nie wiadomo czy wejdzie do Sejmu, jej lider ma zostać premierem?”.

Po trzecie, ten pomysł sprowadza politykę do nazwisk, a opozycja powinna się teraz zajmować wytykaniem PiS-owi błędów. „Zamiast gadać o funduszach, o tym, że nie będzie na szpitale, a szkoły będą zimne, my będziemy się zastanawiać nad pomysłem Hołowni. To gadanie o tym, co lubią media — o nazwiskach. Wyborcy mają to gdzieś” - słyszę w kuluarach.

Po czwarte, według reszty opozycji to tylko chęć zwrócenia przez Hołownię uwagi na siebie. „Nie ma dziś miejsca na przepychanki chłopców o to, kto jest liderem” — mówi polityk Platformy.

Politycy zwracają też uwagę, że Hołownia nie przedstawił skonsultowanego wcześniej i uzgodnionego w gronie opozycyjnym pomysłu.

„Hołowni chodzi o to, żeby powiedzieć, że to nie Tusk będzie premierem. To próba ominięcia Tuska, obawa, że Platforma ich zje” — mówi polityk PO.

Pomysł na rząd techniczny krążył już wiosną 2020 roku, gdy decydował się los tzw. wyborów kopertowych. Część opozycji uważała wtedy, że wraz z Jarosławem Gowinem i Konfederacją można wymienić premiera. Jak wiadomo, nic z tego nie wyszło.

Czy opozycja przygarnie uciekinierów z PiS?

Jest jeszcze jeden kłopot z tym pomysłem — matematyczny.

Do złożenia wotum nieufności potrzeba według art. 158 Konstytucji podpisów 46 posłów i posłanek. Polska 2050 ich nie ma. Koło partii Hołowni to raptem osiem osób. Pewnie mógłby liczyć jeszcze na podpisy Koalicji Polskiej PSL (24) i Gowina (5). Wciąż nie sumuje się to do 46.

„Gdyby przyszedł Hołownia i powiedział: mamy 232 albo 235 głosów, to moglibyśmy to poprzeć. Ale on tych głosów nie ma” — mówi mi polityk Platformy Obywatelskiej.

„Prosiłbym o listę nazwisk tych, którzy są gotowi zbudować nową większość, wtedy możemy o tym na serio porozmawiać” — powiedział publicznie Donald Tusk.

„Mamy głosy ze strony pojedynczych posłów PiS, że mogliby poprzeć taki wniosek, bo ta władza i tak się kończy, a każdy myśli o własnej przyszłości” — mówi Michał Kobosko.

„PiS jest w kompletnej rozsypce. Sporo osób po drugiej stronie myśli o tym, jak się uratować” — uważa inny polityk Polski 2050.

Załóżmy, że tacy posłowie PiS faktycznie są. Gdyby faktycznie usiąść z nimi do negocjacji, co opozycja mogłaby zaproponować tym, którzy chcieliby porzucić tonący PiS-owski statek? Miejsca na listach w przyszłych wyborach?

„Nikomu nie gwarantujemy miejsc na listach wyborczych. Główną walutą jest możliwość współpracy przed następnymi wyborami, szansa na zrobienie czegoś dobrego dla Polski” — mówi Kobosko.

Tyle że dziś opozycja liczy na to, że będzie w stanie zdobyć tak dużą większość, że nie będzie musiała polegać na tych, którzy współtworzyli władzę PiS. Zapewne dla sporej części wyborców opozycji jakiekolwiek układy z politykami bliskimi PiS-owskiej władzy nie wchodzą w grę. Kilkanaście miesięcy temu nawet Platforma Obywatelska była gotowa obalać z Jarosławem Gowinem rząd PiS, a teraz...

„Gowin był tak długo z PiS, że nie chcemy z nim współpracować. Gdyby Kukiz, Ścigaj czy ktoś inny powiedział, że są z nami, trzeba by im coś obiecać. A Tusk im niczego nie obieca” — mówi polityk Platformy.

Kobosko: „Chcielibyśmy najpierw usłyszeć, że czują, że brali udział w czymś brudnym i złym. Rachunek sumienia to dla nas wstęp do ewentualnej rozmowy z politykami z tamtej strony. Oni wiedzą, że coś się nieodwołalnie kończy, że ten projekt Kaczyńskiego już daleko nie zajedzie, a wielu chciałoby pozostać w polityce. Proponujemy ciężką pracę i próbę odkupienia grzechów”.

Na Lewicy i w Platformie nie ma jednak zaufania do umiejętności negocjacyjnych Hołowni i Kosiniaka. „Ludzie odchodzili od Kosiniaka” — przypomina polityk PO. Jednak to właśnie dzięki mediacjom ze strony PSL udało się wybrać Rzecznika Praw Obywatelskich.

Polityk Platformy pozostaje sceptyczny: „Z RPO się udało, bo to stanowisko nie miało dla Kaczyńskiego fundamentalnego znaczenia, a tu będzie walczył o życie”.

Tusk zaproponował, żeby ci, którzy chcą wprowadzić premiera technicznego, najpierw zmienili marszałka Sejmu.

A jeśli PiS się nie wykrwawi?

Od 18 lat żaden rząd nie miał tak niskiego poparcia, jak rząd Mateusza Morawieckiego. Sondaże od kilku miesięcy pokazują, że to opozycja wygrałaby dziś wybory i miałaby dość mandatów, by rządzić (w dość szerokiej koalicji).

Są też inne sygnały słabości obozu rządzącego. Ustawę o radzie ds. strategicznych spółek skarbu państwa (zwana przez opozycję "lex butapren" lub "koryto plus") PiS wycofał z Sejmu przed upływem 48 godzin od jej złożenia. Miała nie mieć poparcia Ziobry, a Kaczyński miał się przestraszyć, że interpretacja opozycji „zgłosili ustawę na wypadek przegranej, czyli wiedzą, że przegrają wybory” zdobyła nadzwyczaj szeroką popularność.

Jednak na opozycji słychać też, że nie można dziś zakładać, że PiS na pewno przegra wybory.

Zima może się okazać dla partii Kaczyńskiego łaskawsza, niż teraz się wydaje. Paradoksalnie pomoże w tym opozycja. „Ludzie mieli nie mieć węgla, ale węgiel jest, samorządy pomagają rządowi” — mówi jeden z rozmówców z opozycji. Nie jest to zarzut wobec samorządowców, ale polityk zwraca uwagę, że przez to rząd może wyjść z opałów.

Na korzyść PiS gra też wojna w Ukrainie — i to bez względu na to, co się wydarzy. Jeśli sytuacja będzie się zaostrzać — można się spodziewać efektu „gromadzenia się wokół flagi”, czyli wzrostu poparcia dla rządzących. Gdyby jednak wojna skończyła się w ciągu najbliższych kilku miesięcy zwycięstwem Ukrainy, to na PiS spadną laury.

„Sondaże mogą się zmieniać z miesiąca na miesiąc” — uważa Kobosko. „Nam zależy na tym, by rząd, który powstanie, był rządem wyraźnej i stabilnej większości. Dziś sondaże pokazują, że w tym momencie opozycja nie zdobywa wystarczająco dużo poparcia, by skutecznie odwrócić demolkę państwa, biorąc pod uwagę to, że nowy rząd będzie miał do czynienia z Andrzejem Dudą i Julią Przyłębską”.

Pytam, czy Polska 2050 zmieniła strategię. Dotąd partia Hołowni podkreślała wagę programów politycznych, namawiała też inne partie do porozumienia programowego.

Kobosko: „Nie było zainteresowania ze strony wszystkich bloków, była podejrzliwość, że chcemy na tym coś ugrać. A dziś wyborcy mają prawo mieć wątpliwość, czy opozycja ma program. Proponowaliśmy, żeby praca programowa była wspólna, ale Platforma zdecydowała inaczej, Donald Tusk woli pracować we własnym zespole”.

„Nie rezygnujemy z nacisku programowego, ale widzimy dynamikę sytuacji politycznej i z dnia na dzień pogarszającą się sytuację gospodarczą kraju. Dziś jest czas łączenia zaplecza programowego z konkretnymi działaniami politycznymi, z przygotowaniem do przejęcia odpowiedzialności za kraj” — dodaje polityk Polski 2050.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne