0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Maciek Jazwiecki / Agencja GazetaFot. Maciek Jazwieck...

O Janie Zygmuncie Lesiaku słyszało pewnie niewielu, ale jego szafę zna cała Polska, a przynajmniej pokolenie urodzone solidnie przed 1990 rokiem. Lesiak, były funkcjonariusz Urzędu Ochrony Państwa, w latach 1991-1997 inwigilował, zbierał dokumenty, a następnie przechowywał swoje „haki” na poszczególne partie polityczne, głównie prawicowe.

Te dokumenty — trzymane ponoć dosłownie w szafie, w końcu mówimy o erze papieru — były postrachem ówczesnego środowiska politycznego. Dziś cyfrowe pokolenie ma współczesną wersję tej szafy — jest nią telefon komórkowy Przemysława Krala, prezesa giełdy kryptowalut Zondacrypto.

Z telefonu Krala do mediów przedostaje się korespondencja obciążająca prawicę. To, co właśnie wypływa, może być dopiero początkiem, bo wiele wskazuje na to, że Kral z prawicą miał wiele kontaktów, co ujawniały wiosną zarówno media, jak i sam premier Donald Tusk. Na razie na stół wjeżdżają przystawki. Choć pewności, że danie główne też będzie, wcale nie ma. Nie można wykluczyć, że niektórzy obejdą się smakiem.

We're going to Ibiza!

Skoro mowa o przystawkach, Wirtualna Polska w opublikowanym właśnie (26 sierpnia) wspólnym śledztwie z TVN24 ujawnia niepokojące związki posła PiS i „wieloletniego współpracownika Jarosława Kaczyńskiego”, Michała Moskala, z Zondacrypto. Moskala z Kralem miał poznać były funkcjonariusz CBA, Artur Chodziński.

Wszyscy trzej panowie spotkali się na Ibizie w sierpniu 2025 roku. WP i TVN24 pokazują, jak przed tym spotkaniem zainteresowanie posła PiS kryptowalutami było zerowe, a po nim — ogromne. Trzy tygodnie po pobycie na Ibizie poseł Moskal skierował pismo do Komisji Nadzoru Finansowego w obronie „blisko dwóch tysięcy polskich przedsiębiorców” działających w branży kryptowalut.

Półtora miesiąca później PiS złożyło trzynaście poprawek łagodzących ustawę o kryptoaktywach. Poprawek zaskakująco zbieżnych z tymi, które Kral przekazał wcześniej ministerstwu za pośrednictwem Związku Banków Polskich – pisze Wirtualna Polska.

Dziś poseł Moskal nie przyznaje się do autorstwa poprawek. Jednak we wrześniu 2025 roku pisał na platformie X, że zgłasza je wspólnie z posłem Januszem Kowalskim. Kowalski był wówczas posłem PiS (obecnie niezrzeszony) oraz posłem-sprawozdawcą ustawy o kryptowalutach autorstwa tej partii. Z PiS został usunięty prawdopodobnie dlatego, że również spotykał się z Kralem w katowickiej siedzibie firmy Zondacrypto przy włączonych zagłuszarkach – co już miesiące temu ujawniła WP.

PiS próbuje teraz odciąć się od tej historii ustami rzecznika partii, Rafała Bochenka, być może rzucając posła Moskala na pożarcie. Rafał Bochenek poinformował w środę tuż po publikacji WP i TVN, że:

„Pan Michał Moskal nie informował kierownictwa PiS o swoim wyjeździe na Ibizę, nie reprezentował tam też naszej partii i nie znamy powodów wyjazdu p. Michała Moskala. Nasza formacja nigdy nie prowadziła żadnych konsultacji z p. Kralem, co więcej, rekomendowaliśmy całkowity zakaz kryptowalut” — przekazał portalowi WP rzecznik PiS Rafał Bochenek.

Być może nie bez znaczenia jest, że w komunikacie rzecznika partii Moskal jest „panem Moskalem”, nie „posłem Moskalem”. Na pewno nie bez znaczenia jest, że Rafał Bochenek o czymś zapomina – owszem, PiS rekomendował zakaz kryptowalut, ale dopiero wtedy, kiedy prawicy wybuchła w twarz afera Zondacrypto. Wcześniej PiS miał swoją ustawę o kryptoaktywach, w której niczego nie zakazywał, a ustawę prowadził wspomniany koneser zagłuszarek – poseł Kowalski.

„Pan Moskal” zaś w oświadczeniu na portalu X tłumaczy się tak:

„Z Kralem rozmawiałem raz – tak samo jak z dziesiątkami innych przedsiębiorców.”

I dodaje:

„Ani ja, ani żaden z moich współpracowników, ani żadna z organizacji społecznych, w których działam, nigdy nie podjęli z nim ani z podmiotami z nim związanymi żadnej współpracy. Nie przyjęliśmy od nich ani złotówki. Każdy, kto będzie próbował insynuować cokolwiek innego, spotka się z twardą odpowiedzią na drodze sądowej.”

To zapewne zostanie poddane weryfikacji, gdy prokuratura, z którą Kral teraz chętnie współpracuje, zbada tę sprawę szczegółowo. Podobnie jak inne wątki, w których występują politycy prawicy.

Wyliczał je we wtorek sam minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Właśnie ta wyliczanka ministra pokazuje jasno, że poseł Moskal to jedynie przystawka, bo w menu figurują politycy prawicy z wyższych lig, wręcz z ekstraklasy.

Jest fundacja Zbigniewa Ziobry oraz fundacja Przemysława Wiplera. Jest też Tomasz Sakiewicz, prezes Telewizji Republika i sama TV Republika.

Wreszcie – jest tam sam prezydent Karol Nawrocki jako beneficjent konferencji CPAC zorganizowanej za pieniądze Zondacrypto, która udawała, że nie jest częścią kampanii wyborczej, choć była.

Przeczytaj także:

Co naprawdę robił Sakiewicz w Monako?

TV Republika i Sakiewicz już zostali wzięci na widelec. Nie od dziś wiadomo, że skrajnie pro-PiS-owska telewizja była potężnym beneficjentem Zondacrypto. Instytut Monitorowania Mediów już dawno policzył, że w okresie od marca do grudnia 2025 r. giełda kryptowalut zainwestowała co najmniej 37,5 mln zł w reklamy emitowane w tej stacji. Żeby pokazać skalę uzależnienia TV Republika od pieniędzy Zondacrypto, wystarczy wspomnieć, że reklamy spółki pojawiały się w tym okresie w telewizji Sakiewicza średnio 18 razy dziennie.

Z kolei sama Zondacrypto w TV Republika zostawiła blisko 2/3 swojego budżetu na telewizyjną reklamę ogółem.

Ponadto – o czym też wiadomo od dawna – Tomasz Sakiewicz gościł na koszt Krala w luksusowym hotelu w Monako. Nowością, która wypłynęła 26 sierpnia, są informacje o tym, że Sakiewicz rozmawiał z Kralem o sprzedaży części udziałów w TV Republika.

Przygotowano nawet list intencyjny, z którego wynika, że Kral miał kupić od 5 do 20 proc. akcji telewizji. Datowany jest na 28 listopada 2025 roku – trzy dni po pobycie Sakiewicza w Monako, za który Kral zapłacił ok. 10 tys. zł, jak pisze Onet.

Do transakcji jednak nigdy nie doszło. Dlaczego? Onet dotarł do prawnika obsługującego przygotowywaną transakcję po stronie Zondycrypto, który wyjaśnił, że list intencyjny był już podpisany elektronicznie przez Tomasza Sakiewicza i przesłany do podpisu Kralowi. Kral go jednak nie podpisał. Jego prawnik mówi, że to Kral „zatrzymał” transakcję.

Tymczasem Sakiewicz mówi, że to on sam ją zatrzymał. Kto tu kłamie? Być może nikt. Sakiewicz na dowód pokazał na antenie Telewizji Republika bardzo ostro brzmiącą wiadomość SMS, jaką wysłał do Krala 6 grudnia 2025 roku. Wyrzuca Kralowi, że nie poinformował go o tym, że Zondacrypto ma problemy z UOKiK-iem i prokuraturą:

„Cześć, z debaty sejmowej dowiedziałem się o Twoich problemach z UOKiK i prokuraturą oraz o tym, że przygotowywałeś ustawę. Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś? Przecież to stawia w bardzo trudnej sytuacji rzetelność naszych programów i w ogóle współpracę reklamową. Oczekuję natychmiastowych wyjaśnień”.

Sakiewicz dowiedział się o wszystkim i wysłał SMS-a już po elektronicznym podpisaniu listu intencyjnego. List to jeszcze nie umowa sprzedaży. Po co więc Kral miał go podpisywać, skoro rozumiał już, że do umowy nie dojdzie? Nie mówiąc o tym, że wówczas, w grudniu 2025 roku, Kral na zakup udziałów w TV Republika mógł nie mieć już pieniędzy. Wtedy już pojawiały się pierwsze sygnały o problemach z wypłatami środków dla klientów.

Szef TV Republika nie musi tu wcale mataczyć. Ale czy to coś zmienia? Mówimy o tym, że szef jednej prywatnej firmy, działającej wówczas legalnie, chciał kupić udziały w drugiej prywatnej firmie. Również działającej legalnie. Nawet gdyby nikt nie zatrzymał wówczas tej transakcji, nic by to nie zmieniło. Republika była przychylna Zondacrypto tak czy inaczej, rola reklamodawcy do tego wystarczała. Doniesienia Onetu, choć pokazują bardzo ciekawe kulisy, to również przystawka.

Czy przyjdzie pora na danie główne? Na przecieki z telefonu Krala dotyczące prezydenta Nawrockiego? Zbigniewa Ziobry? Albo choć byłego posła PiS Kowalskiego, który prowadził ustawę PiS o kryptowalutach, co awansuje go w tym kontekście do ekstraklasy?

To zapewne zależy od dysponenta „szafy” Krala. A wydaje się, że jest nim obecnie mecenas Roman Giertych. Zarazem poseł i wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej. I – jak wiemy od kilku dni – pełnomocnik prezesa Zondacrypto.

Roman Giertych w drzwiach szafy

Przemysław Rosati, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej w środę rano na antenie radia TOK FM mówił, że fakt, iż Giertych został pełnomocnikiem Przemysława Krala, to może być „konflikt ról”. Zaznaczał, że nie ma w tym nic niezgodnego z prawem, ale bardzo bronił się przed nazwaniem tego konfliktem interesów. „Konflikt ról” budzi łagodniejsze skojarzenia. Czyżby?

Mecenas Giertych jest aktywnym politykiem koalicji rządzącej. Podjął się reprezentowania klienta, który podejrzany jest m.in. o zbyt ścisłe, być może łamiące prawo, związki z politykami opozycji. W dodatku ów klient poszedł na współpracę z prokuraturą, więc na temat polityków opozycji będzie zeznawał.

W ten sposób robi się z tego sprawa stricte polityczna. Usankcjonował to sam minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, gdy, mówiąc we wtorek o przełomie w śledztwie dotyczącym Zondacrypto, wymieniał wyłącznie nazwiska związane z prawicą.

Nie padło ani jedno słowo o kwestii zaginięcia byłego prezesa Zondacrypto, Sylwestra Suszka. Nie było nic o kwestii Rosjan w Zondzie, o których przecież mówił sam premier Tusk wiosną. Nic o mafii paliwowej, która miała finansować giełdę i być może prać za jej pośrednictwem pieniądze.

Być może te wątki jeszcze się pojawią. Nie tyle w przeciekach medialnych, ile przede wszystkim w śledztwie prokuratury. Niemniej przecieki ze śledztwa nie są bez znaczenia, ponieważ kształtują opinię publiczną.

Informacje, o których piszą w ostatnich dniach dziennikarze – a to obciążające posła Moskala, a to prezesa PKOl Radosława Piesiewicza, ewidentnie pochodzą z telefonu Krala. W przypadku korespondencji z Piesiewiczem wręcz nie dało się ich zdobyć teraz, ponieważ były to wiadomości znikające automatycznie po 24 godzinach. Dawno ich już nie ma – chyba że screeny robił na bieżąco jeden z rozmówców. Piesiewicza trudno podejrzewać, że donosi prasie sam na siebie. Zostaje więc Kral. Albo ktoś w prokuraturze.

Roman Giertych podjął się obrony Krala w czynie społecznym, pro bono — jak oświadczył w programie „Gość 19.30” w TVP Info. Czy to czyni tę sytuację czystszą? Można powątpiewać.

Giertych w kwietniu: nie łączcie mnie z Zondacrypto

Wisienką na torcie tej opowieści jest jednak coś innego. Cofnijmy się do kwietnia 2026 roku. Wtedy Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej” i Szymon Jadczak z Wirtualnej Polski zaczynają publikować teksty, które są początkiem końca Zondacrypto. Sprawa staje się ogromnie medialna. Roman Giertych na swoim koncie na X jest bardzo aktywny w jej komentowaniu; wojuje także z Jadczakiem. W jednym z tweetów pisze:

„Miarka się przebrała. Pan Szymon Jadczak wczoraj skopiował tekst Czuchnowskiego z Gazety Wyborczej i zrobił to po to, aby ogłosić, że Przemysław Kral rzekomo straszył go mną, jeśli napisze o nim tekst. (…) Próba połączenia mnie w tych okolicznościach z p. Kralem jest wyjątkowo chamskim zagraniem pana Jadczaka. Doskonale wie, że (nawet jeżeli rzeczywiście Kral go mną straszył) to jest to absurdalne, gdyż publicznie przecież Krala atakowałem.

WP sięga po jawne kłamstwa sugerujące, że mógłbym reprezentować Zondacrypto.”

Jednak już ok. miesiąc później mec. Giertych podejmuje się reprezentowania prezesa Zondacrypto. Czy teraz to Giertych jest dysponentem dowodów na ludzi prawicy pochodzących z telefonu Przemysława Krala? Tego nie wiemy. Te dowody mógłby udostępniać dziennikarzom ktoś z prokuratury. Roman Giertych na X pisze tak:

View post on Twitter

Takie zagrania podważają zaufanie do polskiego państwa i wymiaru sprawiedliwości. Tym gorzej, że – co zaczyna umykać opinii publicznej – przecież wcale nie mówimy o aferze politycznej. Mówimy o aferze, w której ludzie stracili 2,4 mld zł. Dla porównania, w aferze Amber Gold straty sięgały 850 mln zł.

Tymczasem prawica już zaczyna używać afery Zondacrypto do politycznej walki między dawnymi partyjnymi kolegami. Dość powiedzieć, że posłanka Beata Mazurek doniesieniami o wycieczce posła Moskala na Ibizę zaczyna publicznie kąsać PiS. Zaskoczenie powinno być nieco mniejsze po zrozumieniu, że posłanki Mazurek od niedawna już nie ma w PiS – przeszła do stowarzyszenia Mateusza Morawieckiego.

View post on Twitter
Na zdjęciu Agata Kołodziej
Agata Kołodziej

Dziennikarka ekonomiczna, absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz podyplomowych Studiów Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Publicystka, producentka wideo online, autorka podcastów, host w studio TV na żywo. Byłam przywiązana do tematyki gospodarczej od kilkunastu lat, głównie w zakresie makroekonomii, finansów i bankowości oraz rynku mieszkaniowego. Obecnie gospodarka jest dla mnie interesująca przede wszystkim w połączeniu z kontekstem społecznym oraz politycznym. Wcześniej byłam związana ze Spidersweb.pl, Money.pl i Onetem, a jeszcze wcześniej z „Gazetą Giełdy Parkiet”. Współpracowałam także z „Dziennikiem Gazetą Prawną” i „Gazetą Wyborczą”.

Komentarze