Zamiast apelować do prokuratury o wyrozumiałość dla rodzin, Andrzej Duda apeluje do rodzin o wyrozumiałość dla prokuratury. Dzieli się własnym cierpieniem i stawia samego siebie jako przykład poświęcenia dla sprawy państwowej. Przy okazji miesza ludziom w głowach twierdząc, że w ekshumacjach chodzi o szacunek dla ofiar.

„Ja mogę tylko prosić rodziny o wyrozumiałość dla działań prokuratury. Doskonale rozumiem, że to jest trudny temat dla rodzin. To jest straszny ból, który może przez te sześć lat, w niektórych przypadkach, uległ zmniejszeniu, ale pewnie w niektórych nie” – powiedział Andrzej Duda w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej w niedzielę, 6 listopada 2016.

Ta fala empatii jeszcze wzbiera, gdy prezydent przechodzi do opisu własnych „bardzo bolesnych” przeżyć. „Nie straciłem nikogo z rodziny, ale straciłem przyjaciół. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który był dla mnie osobą niezwykle drogą, którego ogromnie szanowałem, jego żonę – Marię, która była wspaniałą kobietą, pierwszą damą” – mówi prezydent.

Prezydent w ten sposób nie tylko odrzuca prośbę rodzin, które prosiły go o pomoc w powstrzymaniu ekshumacji, ale jednocześnie je poucza: „zobaczcie, ja cierpię, ale się na to cierpienie godzę”.

Wypowiedź prezydenta jest obraźliwa dla uczuć rodzin bliskich ofiar katastrofy, którzy nie zgadzają się na ekshumacje prowadzone przez prokuraturę kierowaną przez Zbigniewa Ziobrę w celu udowodnienia tezy o zamachu na samolot.

Przeciwko ekshumacjom są rodziny 17 rodzin ofiar – list do prezydenta podpisało 238 członków ich rodzin, m.in. Małgorzata Rybicka, Izabella Sariusz-Skąpska oraz Paweł Deresz. „Liczymy na Pana pomoc. Po sześciu latach od tych strasznych dni stajemy samotni i bezradni wobec bezwzględnego i okrutnego aktu: nasi Bliscy mają być wyciągnięci z grobów” – pisali. Odpowiedzi się nie doczekali.



Także inni politycy PiS wyrażają ostatnio współczucie dla rodzin. Nawet Krystyna Pawłowicz pocieszała wdowę po oficerze BOR Krystynę Łuczak-Surówkę, przy okazji pouczając ją: „współczuję pani, ale proszę nie przeszkadzać w ustaleniu PRAWDY”.

Partia Kaczyńskiego odpowiada w ten sposób na negatywną – jak wynika z kilku sondaży – ocenę pomysłu ekshumacji. W badaniu IPSOS dla OKO.press ledwie 10 proc. poparło plan prokuratury, która w czerwcu ogłosiła, że zamierza ekshumować wszystkie niespopielone ofiary katastrofy. Nawet wśród wyborców PiS poparcie dla przymusowych ekshumacji wyniosło tylko 22 proc.



Duda i słowo „szacunek”

Prezydent Duda w wywiadzie podkreśla, że ekshumacje umożliwią spóźnione o sześć lat „oddanie szacunku” ofiarom.


W wielu przypadkach bez poszanowania potraktowano zwłoki najważniejszych osób w państwie. Niestety dopiero teraz ten szacunek będzie mógł być oddany

Andrzej Duda, Wywiad dla PAP - 06/11/2016

Prezydent Andrzej Duda w Belwederze / fot. Polsat News


zbity zegar. Sekcja nie zapewnia szacunku. A ekshumacje są w innym celu


Nie precyzuje, na czym okazanie szacunku miałoby polegać, ale można się domyślać, że chodzi o „sprostowania” pomyłek w rozkładaniu ludzkich szczątków, które miały miejsce – o czym wiemy z kilku już dokonanych ekshumacji.

Rozumienie „szacunku” przez prezydenta jest nieoczywiste, a w każdym razie należałoby sprawę pozostawić wrażliwości rodzin ofiar. Fakt, że w trumnie bliskiej mi osoby znalazły się szczątki współpasażera lub współpasażerki tragicznego lotu może być dla jednych powodem do moralnego cierpienia, ale dla innych – faktem nieistotnym, a nawet przejawem solidarności w cierpieniu. Stosunek do ciała po śmierci różni ludzi – dla jednych np. kremacja jest oczywistością, dla niektórych czymś niewyobrażalnym.

Na pewno prezydent Duda nie ma prawa narzucać innym swoich odczuć, zwłaszcza, że nie mają one żadnej podbudowy nawet w nauczaniu Kościoła, według którego ciało jest tylko prochem.

Szacunek zmarłym oddajemy przede wszystkim w formie pogrzebu. Jak głosi Katechizm kościoła katolickiego, „posługa Kościoła powinna jasno wyrażać rzeczywistą łączność ze zmarłym,  a także ożywiać uczestnictwo zgromadzonej wspólnoty w obrzędach i głosić jej życie wieczne”. Służy temu rozbudowana liturgia. Tymczasem powtórnych pogrzebów ma podobno nie być – ale, jak wszystko w czasach PiS, może to się jeszcze zmienić.



Prezydent pomieszał wątki

Zaprowadzenie porządku w ciałach ofiar nie ma żadnego związku z prokuratorskim śledztwem, którego celem jest wyjaśnienie okoliczności katastrofy. Prokuratura twierdzi, że „wszechstronne badania sekcyjne, także przy użyciu tomografii komputerowej, w zakresie toksykologii i DNA, będą miały istotne znaczenie dla określenia obrażeń ofiar i przyczyny ich śmierci, a także dla zrekonstruowania przebiegu katastrofy i jej przyczyn. Będą miały zatem istotne znaczenie dla wyjaśnienia podstawowych wątków śledztwa, mimo upływu kilku lat od czasu katastrofy”.

Ponadto, co powinno być ważne dla prawnika, jakim jest Duda, sprawa uporządkowania ciał, nie tylko nie była, ale nie mogłaby być podstawą decyzji o ekshumacji.

Ekshumacje prokuratorskie są możliwe tylko przy podejrzeniu „przestępczego spowodowania śmierci” – a tego prokuratura w żaden sposób nie udowodniła.

Uprawniający prokuratora do zarządzenia ekshumacji przepis ustawy o cmentarzach związany jest z art. 209 § 1. („jeżeli zachodzi podejrzenie przestępnego spowodowania śmierci, przeprowadza się oględziny i otwarcie zwłok) kodeksu postępowania karnego oraz art. 210 („w celu dokonania oględzin lub otwarcia zwłok prokurator albo sąd może zarządzić wyjęcie zwłok z grobu”).



Ciała ofiar jako dowód zamachu

Prezydent i politycy PiS powtarzają, że zbadanie szczątków ludzkich, które sześć lat spędziły w zamkniętych hermetycznie trumnach, może wyjaśnić, co naprawdę stało się pod Smoleńskiem. „Naprawdę” oznacza tu „zamach”. Ciała mają dostarczyć dowodu na wybuch.

To przykład nowatorskiego podejścia do wypadku lotniczego. W badaniach katastrof, gdy w grę wchodził wybuch bomby, szczątki ludzkie nie należą do istotnych dowodów.

W oficjalnym raporcie  po tragedii Boeinga 747 w Lockerbie ciałom ofiar poświęcono pół strony (s. 30/31). Stwierdzono, że powodem śmierci były rozległe uszkodzenia wielonarządowe związane z dezintegracją samolotu oraz uderzeniem o ziemię . „Nie znaleziono żadnych dowodów, że ktokolwiek z członków załogi lub pasażerów zginął bezpośrednio w wyniku wybuchu”.

W raporcie komisji Millera opis uszkodzeń ciał – oparty na ustaleniach rosyjskich biegłych – jest bardziej rozbudowany, choć komisja przedstawiła kompletne wyjaśnienie katastrofy wskazując na serię błędów pilotów i rosyjskich kontrolerów.

Uwagę śledczych w przypadku katastrof  przykuwają szczątki samolotu, szczególnie metalowe. W Lockerby udało się zrekonstruować kadłub, znajdując fragmenty obudowy luku bagażowego, gdzie doszło do wybuchu i kolejne fragmenty kadłuba, których uszkodzenia wskazywały na rozprzestrzenianie się skutków wybuchu.



Gdyby nawet była masa wybuchów

Macierewicz i jego ludzie wielokrotnie zmieniali wybuchowe teorie katastrofy. OKO.press wcielając się w prokuratorów min. Zbigniewa Ziobry, przyjmie na moment najbardziej rozbudowaną z kwietnia 2015 roku. Otóż wybuchy były cztery:

  • W odległości 900-1000 m od pasa startowego zniszczona została końcówka lewego skrzydła;
  • na dystansie kolejnych 200-300 metrów „dalsza destrukcja skrzydła wraz z urwaniem jego końcówki”;
  • jeszcze przed pierwszym uderzeniem w ziemię potężna eksplozja w kadłubie samolotu zniszczyła jego strukturę (oderwała tylną część kadłuba wraz z silnikami, wywinęła burty) oraz zabiła większość pasażerów;
  • wybuch w prezydenckiej salonce już po uderzeniu samolotu w ziemię”.

  • Zobacz fragment raportu

      Według danych z rejestratora lotu w połączeniu z obrazami z miejsca katastrofy, lewe skrzydło samolotu zaczęło się rozpadać około 50-70 metrów przed sugerowanym „uderzeniem” w brzozę; • Całkowite zniszczenie samolotu było wynikiem serii wybuchów, z których pierwszy zniszczył skrzydło, a następne kadłub samolotu. Główny wybuch miał miejsce w powietrzu wewnątrz kadłuba, jak wskazuje nagranie TAWS #3812 oraz zapis FSM, i nastąpił w przybliżeniu na jedną sekundę przed pierwszym zderzeniem z ziemią.

Przyjmując teorię wybuchu w wersji maksymalnej, można – już racjonalnie – zapytać o wartość dowodową badań ciał pasażerów i załogi.

O ile wiadomo, nikt nie siedział na skrzydle, więc wybuchy na skrzydle nie mogły zostawić śladu na ciałach pasażerów.

Wybuch w salonce zostanie zweryfikowany najprędzej, bo już 14/15 listopada z krypty na Wawelu mają zostać wyjęte szczątki prezydenta Kaczyńskiego z małżonką.

Pozostaje wybuch w tylnej lub środkowej części kadłuba. Zakładając nawet, że mógłby zostawić ślady na ciałach osób przebywających w kabinie (bomba ukryta w bagażu podręcznym?) trudno uzasadnić konieczność zbadania wszystkich, co do jednego. ciał.

Jest zupełnie nieprawdopodobne, by 17 osób, których rodziny protestują, zajęło w samolocie akurat miejsca, gdzie doszło do wybuchu i by tylko one tam siedziały.

Co powiedziałby Duda, gdyby był prezydentem 

Gdyby prezydent rzeczywiście odczuwał empatię wobec rodzin, które zwróciły się doń o pomoc, to zamiast dzielić się swoim cierpieniem, podawać siebie za przykład i kręcić o przyczynach ekshumacji, postawiłby rzeczowe pytania.

Czy nie można darować ofiarom, których rodziny cierpią taki ból? Czy ich nieobecność na liście skontrolowanych zwłok w istotny sposób zmniejszyłaby materiał dowodowy?

A w ostateczności: czy nie możnaby przynajmniej ustawić te 17 osób na koniec kolejki?

Może już wcześniej pojawią się ostateczne dowody, że doszło do zamachu i będzie można oskarżyć o to Tuska z Putinem?

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Masz cynk?