Prawo stanowione w zamyśle jako instrument ochronny - w ręku zręcznego manipulatora zmienia się w miecz lub taran. To, co uważamy za tarczę - łatwo może być przekształcone w broń zaczepną. Albo - nieużywane - zardzewieje i nie dostarczy ochrony wtedy, gdy będzie potrzebne - prof. Ewa Łętowska przypomina diagnozy i przestrogi Wiktora Osiatyńskiego

„W Polsce nie udało się uczynić państwa prawa czytelnym projektem społecznym, nie tylko dla szerokich mas, ale i dla samych prawniczych elit, które powinny ten projekt upowszechniać i wspierać. Tym groźniejsza jest w tych warunkach „rdza na tarczy praw człowieka”, skoro tarczę konstytucji także dotyka korozja. Wiktor Osiatyński przed tym przestrzegał” – pisze prof. Ewa Łętowska z okazji drugiej rocznicy śmierci prof. Osiatyńskiego.


29 kwietnia 2019 roku mijają dwa lata od śmierci prof. Wiktora Osiatyńskiego. Zawdzięczamy Mu pomysł Archiwum Osiatyńskiego, obywatelską inicjatywę monitorowania praworządności w Polsce (sam myślał o nazwie Księga Bezprawia), a także przyjaźń i rady, jakimi obdarzał OKO.press.

  • Biogram Wiktora Osiatyńskiego

    Wiktor Osiatyński (1945-2017) najlepiej znany jako konstytucjonalista i obrońca praw człowieka, był również pisarzem, działaczem społecznym, feministą, zwalczającym alkoholizm niepijącym alkoholikiem oraz jednym ze współautorów Konstytucji RP z 1997 roku. Jego publicystyka była oparta na żelaznej logice. Jego audycje radiowe były pełne pasji i serdeczności. Wybitny, uwielbiany pedagog. Wychował pokolenia prawników i działaczy na rzecz praw człowieka.

    Doktor habilitowany prawa, doktor socjologii, wieloletni pracownik Komitetu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk, profesor Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie (Central European University). Wykładał również w Stanach Zjednoczonych, m.in. na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, Uniwersytecie Stanforda, Uniwersytecie Harvarda.

    W latach 90. był szefem Centrum Badań nad Konstytucjonalizmem w Europie Wschodniej w Chicago. Był też doradcą komisji konstytucyjnych Senatu i Zgromadzenia Narodowego podczas prac nad tekstem Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej uchwalonej w 1997 roku, za co został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. W 2011 roku został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi w kształtowaniu zasad demokratycznego państwa prawa i działalność na rzecz umacniania społeczeństwa obywatelskiego”. Był też laureatem nagrody Rzecznika Praw Obywatelskich im. Pawła Włodkowica (2016) za działalność na rzecz praw człowieka, Nagrody za Odważne Myślenie im. Barbary Skargi (2016), Nagrody im. Jerzego Zimowskiego (2011).

    Współpracował z Helsińską Fundacją Praw Człowieka, był inicjatorem  i członkiem rady Programu Spraw Precedensowych, zasiadał w radzie Fundacji im. Bronisława Geremka, jako zagorzały feminista zakładał Partię Kobiet, a jako niepijący od kilkudziesięciu lat alkoholik zainicjował powstanie w Fundacji Batorego programu Komisji Edukacji w Dziedzinie Alkoholizmu. Wydał kilkadziesiąt książek na temat filozofii politycznej, konstytucjonalizmu, praw człowieka, a także historii i doktryn politycznych Stanów Zjednoczonych.


Prof. Ewa Łętowska

Rdza na tarczy

(tekst dla Archiwum Osiatyńskiego i OKO.press z okazji drugiej rocznicy śmierci prof. Wiktora Osiatyńskiego)

W Polsce nie udało się uczynić państwa prawa czytelnym projektem społecznym, nie tylko dla szerokich mas, ale i dla samych prawniczych elit, które powinny ten projekt upowszechniać i wspierać. Tym groźniejsza jest w tych warunkach „rdza na tarczy praw człowieka”, skoro tarczę konstytucji także dotyka korozja.

Prawa człowieka – tarczą ochronną

„Prawa człowieka uznać można za tarczę chroniącą jednostkę przed nieuzasadnionym przymusem i ingerencją państwa w obszar zastrzeżony dla jej osobistych decyzji. Prawo do roszczeń daje każdemu dostęp do instrumentarium państwa, w tym do aparatu sprawiedliwości, co ma zasadnicze znaczenie dla poczucia osobistego bezpieczeństwa” – tak Wiktor Osiatyński, podsumował wieloletnie wysiłki na rzecz promocji praw człowieka [1].

„Ciągły wzrost regulacyjnych funkcji państwa i jego ingerencja w co raz to nowsze obszary życia społecznego i prywatnego [bowiem] sprawiają, że potrzebny jest mechanizm je równoważący. Mechanizmem takim są prawa chroniące jednostki przed państwową ingerencją, a przynajmniej sprawiające, że staje się ona mniej arbitralna i bolesna” [2] – pisał.

Spór o przeznaczenie prawa (prawo mieczem? prawo tarczą?), trwa od wieków.

Już sofistów dzielił spór, czy prawo „wynaleziono” dla słabych, aby dzięki niemu pokonać – właściwą naturze – dominację silniejszego (Kalikles w „Gorgiaszu” Platona). Czy też (tak Trazymach, inny z sofistów) prawo – w „naturalny” sposób – ma służyć, i służy – silniejszemu.

Odpowiedź nie jest ani jednoznaczna, ani uniwersalna. Tarcza może być bowiem dobrze lub źle skonstruowana; może być realną osłoną lub tylko efektowną atrapą – w zależności od tego, przed jaką (i jak używaną) bronią ma chronić, a także w zależności od tego, jak (z czego, jak skutecznie) jest sama zbudowana.

Konstruktor tarczy, musi umieć ją zbudować w istniejących warunkach, dla znanych mu zagrożeń. Musi mieć wiedzę „materiałoznawczą” – czy tarcza da się skonstruować z tego, co stoi do jego dyspozycji.

Musi potrafić ją skonstruować: taką jaką ją zamierzył i jaką być ona powinna, aby zapewniać efektywną ochronę. A ten, którego ochronie ma ona służyć, musi wiedzieć o jej istnieniu – aby się w nią zaopatrzyć. Zaś zbrojmistrz (prawnik, sąd) musi ją na czas dostarczyć.

Wreszcie tarcza musi być prawidłowo użyta, jeżeli ma być skutecznym puklerzem, a nie tandetnym erzacem. Nic z najlepszej jednak tarczy, gdy jej potrzebujący po prostu nie wie, że ona istnieje, albo gdy przechowujący ją w arsenale zbrojmistrz zapomina o jej istnieniu. Jeszcze gorzej, gdy zdarza się użycie tarczy jako oręża agresji przeciw temu, kogo powinna chronić, a zbrojmistrz nie dostrzega perwersji użycia.

W kraju, gdzie agnostycyzm co do praw człowieka wyraża się nie tylko w opornej ratyfikacji podstawowych aktów praw człowieka (aby wspomnieć tylko losy ONZ-owskich Paktów Praw Człowieka), lecz także w powszechnym wśród prawników braku zrozumienia ich znaczenia jako korektury formalizmu ustawodawstwa zwykłego; gdzie sądy nie mają tradycji użycia konstytucji i praw człowieka do nadawania znaczenia tekstowi ustaw zwykłych –

rdza, pojawiająca się na tarczy praw człowieka, może niepokoić szczególnie.

Prawa człowieka więcej znaczą dla Europy Środkowej

W krajach Europy Środkowej historyczna rola praw człowieka była inna, niż w Europie Zachodniej, nie wspominając już o USA. Na Zachodzie prawa człowieka jako idea polityczna kształtowały się w państwach, gdzie od dawna istniała własna demokratyczna konstytucja i utrwalona tradycja rule of law. Wyrastały więc na mocnym podglebiu konstytucjonalizmu, ukształtowanego w rodzimym prawie wewnętrznym.

W Europie Środkowej  – odwrotnie: to dopiero prawa człowieka, i to silnie w pewnym czasie politycznie (i finansowo) promowane przez Zachód, z zewnątrz, spowodowały wprowadzenie do nowych konstytucji – rządów prawa i demokratycznego porządku.

Promocja praw człowieka, której Wiktor Osiatyński poświęcił wiele wysiłku i czasu w latach 90., odcisnęła wyraziste piętno na treści polskiej Konstytucji z 1997 r. Nie zdołała jednak szeroko i trwale przeniknąć do praktyki (sądowej zwłaszcza) kształtującej standard ochrony.

Fundament rozdziału drugiego Konstytucji (Wolności, prawa i obowiązki człowieka i obywatela) powstał jako Karta Praw przygotowana w Fundacji Helsińskiej przez zespół, w skład którego wchodził Wiktor Osiatyński, późniejszy ekspert Komisji Kodyfikacyjnej (zespół tworzyli J. Ciemniewski, E. Łętowska, M. Nowicki (fizyk), M. Nowicki (prawnik), W. Osiatyński, A. Rzepliński [3].

Promocja praw człowieka w tym okresie zaczęła też promieniować na prawników, uświadamiając im konieczność interpretacji w praktyce stosowania prawa treści ustaw zwykłych przez pryzmat praw człowieka i standardów przez nie ukształtowanych. Mogę tu wskazać jedno z pierwszych w tej kwestii orzeczeń SN:  „Od momentu wstąpienia Polski do Rady Europy orzecznictwo ETPCz może i powinno być uwzględniane przy interpretacji prawa polskiego” [4]. I mogę  mówić  o własnym doświadczeniu  jako Rzecznika Praw Obywatelskich pierwszej kadencji (1988-1992) [5].

Rozczarowanie prawami człowieka, jakie na przełomie XX i XXI wieku pojawiło się na świecie, ich „wychodzenie z mody” ma inne znaczenie dla Zachodu i inne (znacznie donioślejsze) dla państw Europy Środkowej [6]. Państwa zachodnie chroni bowiem ciągle przed regresem władzy prawa własna tradycja i kultura konstytucyjna, osiągnięte w XIX i XX w.

Natomiast państwa Europy Środkowej kryzys zainteresowania zastał w momencie, gdy ich własny demokratyczny konstytucjonalizm nie zdążył okrzepnąć, a formalistyczna interpretacja tekstu ustawy zwykłej – dominuje w kształtowaniu standardu praktyki.

W Polsce nie udało się uczynić państwa prawa czytelnym projektem społecznym, nie tylko dla szerokich mas, ale i dla samych prawniczych elit, które powinny ten projekt upowszechniać i wspierać. [7]

Tym groźniejsza jest w tych warunkach „rdza na tarczy praw człowieka”, skoro tarczę konstytucji także dotyka korozja.

Tymczasem „bez tradycji rządów ograniczonych i silnych instytucji egzekwujących te ograniczenia same mechanizmy demokracji nie wystarczą do ochrony praw jednostki przed zakusami większości i urzędników”. „Brak skutecznych mechanizmów kontrolnych jest jednym z najpoważniejszych mankamentów okresu demokratycznej transformacji; może to wynikać z długotrwałego złudzenia, że »prawdziwa demokracja« nie złamie niczyich praw, a »prawdziwy samorząd« nie może się zwrócić przeciw ludziom.

Prawom mogą też zagrażać władze pochodzące z powszechnych wyborów, czego dowodzi fenomen rządów populistycznych. Problemem wymagającym uwagi jest też nagminna instrumentalizacja demokracji. Rządy nieliberalne i populistyczne bardziej niż demokracją zainteresowane się legitymizacją. „Formalne wybory są instrumentem często wykorzystywanym do legitymizowania formalnego reżimu” [8]. Rozwój wydarzeń potwierdził dalekowzroczność Wiktora Osiatyńskiego – autora tych słów.

Złudzenia prawoznawców wobec korupcji prawa

Prawoznawców cechuje złudzenie: ponieważ prawo jako twór legislacyjny jest projekcją tego „jak ma być”, skłonni są lekceważyć rzeczywistość nie zgadzającą się z ich wyobrażeniami czy deklaracjami. Słabo dostrzegają „szwindel etykietami” i dlatego są bezbronni wobec manipulacji tego typu.

W konsekwencji nie widzą, gdy prawo stanowione w zamyśle jako instrument ochronny – w ręku zręcznego manipulatora zmienia się w miecz lub taran. Powstaje zjawisko legal harassment – wykorzystania prawa w zamierzeniu mającego być tarcza ochronną – jako broni zaczepnej. Nie dostrzegają tego w pełni niestety prawnicy; ani zajmujący się prawem umów, ani prawem publicznym, ani prawami człowieka.

Tarcza prawa prywatnego – taranem

W prawie umów pogoń za zyskiem (charakterystyczna dla rozwiniętego etapu gospodarki rynkowej) patologizuje użycie prawnych instrumentów, o czym doskonale wiedzą ekonomiści [9], ale z czego nie bardzo zdają sobie sprawy sędziowie czy prawoznawcy. Jest czynnikiem sprzyjającym interesowi jednej ze stron, (sprytniejszej, bardziej doświadczonej, umiejętnej, skłonnej do ryzyka).

Prawo zostaje w ten sposób skorumpowane, i to w sposób niedostrzegalny dla prawników, a cel jego działania – doznaje wypaczenia. Stąd kłopoty z uświadomieniem sobie przez sądy potrzeby ochrony konsumenta czy najemcy (bo to wszak formalnie równe profesjonalistom strony umowy); albo przekonanie, że wszystkie umowy o kredyt bankowy są zawierane przez banki w dobrej wierze, co do podziału ryzyka (weźmy choćby przykład polskich kredytów formalnie walutowych).

Tymczasem „niewidzialna ręka rynku” wzmacnia mocniejszego. Jest tak w wypadku braku równowagi sił (intelektualnych, organizacyjnych), czy innego odczuwania presji czasu. (Słabszy w potrzebie – choćby zdrowotnej – nie może czekać; świadczący na jego rzecz „partner” – ma komfort braku presji).

Instrumentarium ochronne prawa prywatnego jest budowane zawsze na fundamencie równowagi formalnej (equal bargaining power), której w takiej sytuacji po prostu nie ma. I tak przez nieumiejętność wyciągnięcia ze zbrojowni ochronnej tarczy – prawo ochronne zamienia się w opresyjną broń, a ona sama staje się nieefektywnym instrumentem obrony.

Tarcza prawa publicznego – odstawiona do kąta

Jest jeszcze gorzej, gdy wedle logiki rynkowej zaczyna działać także władza polityczna, ubierając się w kostium właściciela czy przedsiębiorcy.

Czyni to zresztą nie tyle – jak się to głosi oficjalnie – aby działać szybciej i oszczędniej. Tylko po to, aby uciec spod reżimu prawa publicznego i występujących w nim ograniczeń: konstytucyjnych, administracyjnych, wynikających z praw człowieka, które w nim zbudowano (tarcza), chcąc chronić jednostkę podległą władzy przed „mieczem tyranii”.

Władza publiczna, polityczna, porzuca zatem właściwe dla siebie środowisko prawne (prawo publiczne) i wybiera reżim prawa prywatnego, ponieważ nie znajduje w nim tych ograniczeń, jakie są jej udziałem w porzuconym reżimie. Urynkowienie usług publicznych, prywatyzacja więzień, armii – administracji świadczącej – zapewnia władzy więcej swobody i nieodpowiedzialności, niż miałaby ich w reżimie prawa publicznego.

W konsekwencji jednak jednostka-obywatel jest zredukowana do roli konsumenta, a tarcza prawa, przewidziana dla ochrony przed działaniami władzy publicznej leży i rdzewieje, porzucona nieużytecznie. Tymczasem władza polityczna korzysta ze swego przebrania i używa tarczy prawa prywatnego – już jako broni ofensywnej.

Zapotrzebowanie na sprawną tarczę praw człowieka

Prawa człowieka – i tu dostrzec można zjawisko przekształcania tarczy w taran.

Wolność słowa – powołują się na nią krzewiciele mowy nienawiści – i stanowi to trudny problem dla obrońców praw człowieka i praktyki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Bo wprawdzie jest dość oczywiste, że „nie ma wolności dla wrogów wolności”, ale sytuacyjne wyważenia racji i proporcji (sprawne posłużenie się tarczą) bynajmniej nie jest łatwe i bezkonfliktowe.

Jako inny przykład można podać charakterystyczną dwuznaczność strategii, wykorzystywanej przez Kościół, w odniesieniu do wolności religijnej i wolności słowa: „tam, gdzie katolicy są w większości, tam powinni głosić ideę państwa wyznaniowego z obowiązkiem praktykowania przez ludzi wyłącznie religii katolickiej. Tam, gdzie są w mniejszości, powinni żądać dla siebie prawa do tolerancji i wolności kultu.” [11]

Tym sposobem prawa człowieka, pomyślane jako instrument obrony jednostki przed arbitralnością władzy, zostają dostrzeżone i wykorzystane w dialektyce tezy i hipotezy, ujawniając zdolność przekształcenia tarczy w taran.

„Mimo popularności różnych deklaracji, paktów i umów międzynarodowych w większości krajów świata prawa człowieka są dziś bardziej ideałem niż praktyką. Wpisywanie ich do konstytucji nie przekłada się na wzrost faktycznego szacunku do praw. W rzeczywistości ich ochrona wymaga czegoś więcej niż ratyfikowane konwencje, konstytucje, a nawet niezawisłe sądy” – pisał Wiktor Osiatyński.

To „coś więcej” to przynajmniej świadomość prawoznawców, że samo prawo może ulegać patologizacji, a to, co uważamy za tarczę – łatwo może być przekształcone w broń zaczepną. Albo – nieużywane – zardzewieje i nie dostarczy ochrony wtedy, gdy będzie potrzebne. Wiktor Osiatyński przed tym przestrzegał.

  • Przypisy do tekstu

    1. W. Osiatyński, Prawa człowieka i ich granice,  Znak, Kraków 2011,  s. 299.
    2. Tamże
    3. Po stronie wolności. 25 lat Helsińskiej Fundacji Praw człowieka w Polsce, Warszawa 2015, s. 42-44.
    4. Postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 11 stycznia 1995 r., sygn. akt III ARN 75/94.
    5. Promocja praw człowieka w działalności polskiego ombudsmana, Biuletyn RPO. Materiały nr 13, Warszawa 1992.
    6. W. Osiatyński, Czy to zmierzch praw człowieka, „Gazeta Wyborcza”, http://wyborcza.pl/1,76842,8794632,Czy_to_zmierzch_Praw_Czlowieka_.html
    7. Obszerniej:  E. Łętowska,  Zmierzch liberalnego państwa prawa w Polsce, „Kwartalnik o Prawach Człowieka” nr 1-2/2017, s. 19
    8. W. Osiatyński, Prawa człowieka… s. 164.
    9. F. BraudelKultura materialna, gospodarka i kapitalizmu,  t. 3, Warszawa: 1992, s. 75.
    10. Faktografia  tego zjawiska:  E. Łętowska, Prawo w płynnej nowoczesności  „Państwo i Prawo” 3/2014,  s. 6-27. Zob. także M. Sandel  Czego nie można kupić za pieniądzeMoralne granice rynku, Warszawa 2012.
    11. M. Pietrzak, Prawo Wyznaniowe,PWN, Warszawa 2013, s. 66, relacjonujący stanowisko kardynała Ottavianiego z 1953 r.
    12. W. Osiatyński, Prawa człowieka… s. 124.


Archiwum Osiatyńskiego to obywatelska inicjatywa monitorowania praworządności w Polsce. Od grudnia 2017 roku codziennie śledzimy, analizujemy i wyjaśniamy zmiany dotyczące praworządności w Polsce. Piszemy o zmianach w wymiarze sprawiedliwości, sporze polskiego rządu z Unią Europejską, naciskach i represjach wobec sędziów i prokuratorów. Dajemy też pole do merytorycznej dyskusji o naprawie systemu sprawiedliwości. Opublikowaliśmy do tej pory ponad 800 artykułów, autorstwa ponad 120 ekspertek i ekspertów, wysłaliśmy przeszło 60 newsletterów oraz zarchiwizowaliśmy ponad pół tysiąca dokumentów. Od września 2018 roku w „Alfabecie Buntu” prezentujemy gesty protestu oraz sylwetki osób i inicjatyw społeczeństwa obywatelskiego. Do tej pory opublikowaliśmy ponad 250 wpisów. Od marca 2019 roku informujemy o tym, co dzieje się w Polsce również po angielsku – na stronie Rule of Law in PolandOrganizujemy też otwarte dla publiczności debaty i wykłady z wybitnymi prawnikami z Polski i zagranicy.

Pomóż dalej realizować pomysł Profesora! Dołącz do zbiórki na Archiwum Osiatyńskiego https://pomagam.pl/archiwum2019


Ewa Łętowska - prof. dr hab., profesor w Instytucie Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, członek korespondent Polskiej Akademii Umiejętności. Pierwszy rzecznik praw obywatelskich w Polsce (1988–1992), sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego (1999–2002) i Trybunału Konstytucyjnego (2002-2011).


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press