0:00
Prawa autorskie: Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.plFot. Sławomir Kamińs...
20 stycznia 2023

Prokuratura wycofuje się z absurdalnych zarzutów zakłócania „aktów religijnych” - miesięcznic

Ustalenie tego, co wiadome było od początku, zajęło prokuraturze 15 miesięcy. Miesięcznice smoleńskie polityków PiS pod pomnikami na pl. Piłsudskiego to nie „akty religijne” wykonywane „publicznie”. Prokurator właśnie umorzył postępowanie. Kosztowało nas ono kilkadziesiąt tys. zł

Wydrukuj

I to minimum kilkadziesiąt tysięcy. Akta liczą bowiem kilkaset stron. A podobnych spraw są tysiące.

Do teorii "aktów religijnych" od wielu miesięcy przywiązana była warszawska policja

Razem z prokuraturą zamykała na dwa dni członków Lotnej Brygady Opozycji za ich „zakłócanie”.

Jak dotrzeć do prezesa?

Na czas miesięcznic smoleńskich cały plac Piłsudskiego zawsze jest zamknięty dla warszawiaków. Zwłaszcza dla aktywistów prodemokratycznych. Lotna Brygada Opozycji, która od lat organizuje kontrdemonstracje i stara się zadać pytania Jarosławowi Kaczyńskiemu („Jarek, gdzie jest wrak?", "Balbina, kazałeś lądować bratu?" itp.), co miesiąc rejestruje zgromadzenie w Ogrodzie Saskim, tuż obok placu. Zadają pytania przez tuby, stając na ławeczce. Policja natychmiast brutalnie wyrywa im i często niszczy megafony, mimo, że to legalna pikieta.

Lotna szuka więc nowych rozwiązań, by dotrzeć z pytaniami do prezesa PiS. Skandowali już z balkonów pobliskiego bloku, z cokołu wodozbioru w Ogrodzie Saskim. 10 października 2021 r, weszli na mury galerii Zachęta – też blisko placu.

Kamera OKO.press uchwyciła, że tego dnia bardzo dobrze było słychać ich pytania pod pomnikiem smoleńskim.

Politycy PiS byli mocno zdenerwowani, Kaczyński wręcz „wściekły”

Policja, z pomocą drabin wdrapywała się na mury, by wyrwać tuby z rąk skandujących aktywistów i ściągać ich stamtąd. Jednego z nich – Tadeusza - antyterroryści gonili po pobliskim drzewie, z którego zadawał pytania. Interwencja mundurowych była brutalna, aktywistów zatrzymano na dwa dni w zimnych, ciemnych i śmierdzących celach, bez bezpośredniego dostępu do wc.

Prokuratura atakuje

Policja musiała usprawiedliwić to działanie, więc członkom Lotnej (Arkadiusz Szczurek, Julia Łowkis, Karol Grabski, Piotr Łopaciuk, Tadeusz Kaczmarski) prokuratura postawiła zarzuty:

  • naruszenia miru domowego Zachęty (art. 193 KK) poprzez zakłócanie porządku publicznego (art. 57a KK)
  • oraz złośliwego przeszkadzania w wykonywaniu aktu religijnego (art. 195 KK).

"Sprawę wszczęto, by dać pretekst policji do zatrzymania nas na prawie dwie doby!” - nie ma wątpliwości Szczurek. Członkowie Lotnej mówią, że wcześniej policja już wielokrotnie twierdziła, iż miesięcznice to „akty religijne” i zakłócając je łamią kodeks karny. Ale do czasu akcji w Zachęcie nigdy im nie postawili całej grupie takich zarzutów. Standardowo stawiali zarzuty z kodeksu wykroczeń kierując od razu sprawy do sądu. - Mnie już w cześniej zarzucili zakłócanie aktu religijnego. Wygrałem. Nawet pokazywałem policji wyrok, że w podobnej sprawie zostałem uniewinniony – twierdzi Arek Szczurek.

Gorliwy prokurator dobrej zmiany

Zarzut „zakłócania aktu religijnego” wzbudził falę kpin i żartów. Internet huczał od lomentarzy, że policja wreszcie przyznała, iż PiS tworzy „religię smoleńską”, „kościół smoleński” lub „sektę”.

„Okazało się, że religia smoleńska jest oficjalną religią w Polsce i jej obrzędy są chronione przez państwową policję”

- ironizowała w trakcie relacji live z wydarzenia Tita Halska, też z Lotnej.

Zarzuty członkom Lotnej postawił prokurator Michał Marcinkowski

Jednocześnie dał im dozór policyjny – stawianie się oskarżonych w komisariacie. Dodatkowo także zakazał członkom Lotnej zbliżania się do pl. Piłsudskiego w czasie miesięcznic na bliżej niż 400 m.

Absurdalny zakaz uchylił wkrótce sąd

"Marcinkowski jest gorliwym prokuratorem «dobrej zmiany» - awansował szybko za Ziobry, a znany jest z tego, że oskarża opozycje uliczną" – mówi Zbigniew Komosa, aktywista, który co miesiąc składa wieńce pod pomnikiem smoleńskim. Treść tabliczki na wieńcu nie podoba się PiS, więc właśnie Marcinkowski ścigał Komosę za rzekome „znieważenie pomnika”.

Przegrał we wszystkich instancjach. Także w SN

Marcinkowski oskarżał też Elżbietę Podleśną i Ewę Borguńską, za to, że - tuż po morderstwie prezydenta Pawła Adamowicza stanęły w holu TVP na pl. Powstańców w Warszawie z listem do prezesa tej instytucji. Zarzut? Naruszenie miru domowego TVP. Też przegrał.

"Kilka moich spraw także prowadził i oskarżał mnie. Zwykle na rozprawy wysyłał swoich asesorów" – przypomina sobie Katarzyna Augustynek, znana jako „Babcia Kasia”.

Ale już nacjonaliści mogą liczyć na nadzwyczaj łagodne traktowanie przez prokuratora. Gdy narodowcy zrzucili ze schodów kościoła Św. Krzyża w Warszawie Andżelikę Domańską - aktywistkę LGBT, to właśnie prokurator Marcinkowski umorzył sprawę wobec agresorów. „ Brak jest podstaw do przyjęcia, iż objęcie ściganiem opisanego czynu było by w interesie społecznym” argumentował.

Archidiecezja: uroczystości smoleńskie pod pomnikiem „nie są sprawowaniem kultu publicznego”

Z akt sprawy akcji pod Zachętą wynika, że w charakterze świadka był przesłuchiwany ksiądz Zdzisław Tokarczyk, który brał udział w miesięcznicy. Twierdził, że w trakcie modlitw na pl. Piłsudskiego wykonuje on „posługę kapłańską”, a obrzędy na miesięcznicach traktuje jako „akt religijny Kościoła Rzymskokatolickiego”.

Ale zupełnie inne zdanie miała zapytana przez prokuratora Archidiecezja Warszawska. Stanowczo stwierdziła, że uroczystości pod Pomnikiem Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010, „nie są sprawowaniem kultu publicznego” w rozumieniu prawa kanonicznego. Dodała, że na pl. Piłsudskiego nie są sprawowane żadne akty kultu publicznego. Tym jest tylko msza święta przed miesięcznicą w kościele Wniebowzięcia NMP.

W delikatny sposób też Archidiecezja poprawiła prokuratora – to nie ksiądz Tokarczyk, a prezbiter Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów, czyli ojciec Tokarczyk

Prokurator nie dowierza kurii

Prokurator Marcinkowski uznał, iż wypowiedź „księdza” – ojca jest równoważna z kategorycznymi stwierdzeniami Archidiecezji, więc zamówił ekspertyzę w Pracowni Religioznawstwa i Badań Porównawczych Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Temat? Czy to co robią politycy PiS pod pomnikami na pl. Piłsudskiego to „akty religijne”

Biegły, dr hab. Sławomir Sztajer, profesor na UAM stwierdził:

  • obecność księdza nie oznacza religijnego charakteru działań zgromadzonych osób;
  • wypowiadana modlitwa pod pomnikiem to „akt religijny”;
  • powtórzył to, co twierdziła Archidiecezja Warszawska – że te uroczystości nie są sprawowaniem kultu publicznego;
  • osobiście miał wątpliwości czy to jest „akt religijny” i to w dodatku „publiczny” - dostęp do placu Piłsudskiego był mocno ograniczony;
  • obchody cykliczne nie zostały zgłoszone u wojewody jako publiczne sprawowanie kultu religijnego.

Pięciostronicową ekspertyzę prof. Sztajer podsumował stwierdzeniem: modlitwa polityków pod pomnikiem smoleńskim „niewątpliwie stanowiła akt religijny (…) natomiast nie była publicznym wykonywaniem aktu religijnego”.

Prokurator Marcinkowski doszedł więc do wniosku, że nie ma podstaw do uznania, że podejrzani wypełnili znamiona zarzucanych im czynów.

29 grudnia 2022 r umorzył postępowanie

Wcześniej sądy już uznały, wobec wszystkich zatrzymanych, że ich zatrzymania po akcji na murach Zachęty, przez policję były „bezzasadne”, „nieprawidłowe”, a w 2 przypadkach też „nielegalne!

Kilka dni po umorzeniu sprawy przez prokuratora Marcinkowskiego, Arkadiuszowi Szczurkowi sąd przyznał 10 tys. zadośćuczynienia za owo zatrzymanie i 2 dni ograniczenia wolności na policyjnym „dołku”.

Policja, jak zwykle, chowa głowę w piasek

Zanim Lotna zaczęła skandować pytania do prezesa PiS z murów Zachęty, dowodzący akcją policji nadkom. Mariusz Stoczkowski podszedł do aktywistów i próbował ich nakłonić do zejścia. „W zgromadzeniu cyklicznym bierze udział także ksiądz więc traktujemy to jako obrządek religijny' – tłumaczył im Stoczkowski (5 min. 30 s. tej relacji ) „Uprzedzam, że każde zakłócenie aktu religijnego jest przestępstwem” - dodawał nadkom.

Stoczkowski jeszcze przekonywał aktywistów, że ma „stosowną dokumentację” dowodzącą jego słów i może ją pokazać

Stanisława Skłodowska, członkini Lotnej: "Policja nigdy nam nie pokazała tych rzekomych dokumentów”

Tita Halska: „Do teraz nam powtarzają, że miesięcznice to akty religijne i nie możemy ich zakłócać. Ale już nie stawiają nam z tego tytułu zarzutów”.

Chcieliśmy więc zapytać komendę Warszawa I przy ul. Wilczej o następujące kwestie:

  • O jakich „stosownych dokumentach”, które potwierdzają, iż miesięcznice to „akty religijne” mówił nadkom. Stoczkowski podczas miesięcznicy (10.10.21)? Poprosiliśmy o ich skany.
  • Czy w związku z umorzeniem postępowania wobec członków Lotnej, Komenda już zmieniła zdanie co do tego czy miesięcznice są "aktami religijnymi" czy też nadal podtrzymuje swoją interpretację prawną tych cyklicznych zgromadzeń?
  • W związku z tym umorzeniem prokuratorskiego postępowania, oraz przegranymi przez policję sprawami w sądzie w sprawie zatrzymania członków Lotnej, a także przyznanemu Arkadiuszowi Szczurkowi odszkodowaniu za owo zatrzymanie w wys. 10 tys. zł, czy Komenda Rejonowa Warszawa I, lub jej komendant wszczął jakiekolwiek postępowania wewnętrzne?
  • Czy i jakie wnioski Komenda wyciągnęła z ww. przegranych procesów/ spraw/ postępowań?

Podinsp. Robert Szumiata, oficer prasowy komendy na Wilczej, nie odbierał naszego telefonu, choć wielokrotnie do niego dzwoniliśmy przez dwa dni. Jego zastępca - kom. Marcin Żórawski – odebrał raz, ale nie chciał rozmawiać. Skierował nas do Szumiaty i obiecał poprosić go, by ten oddzwonił. Nie oddzwonił.

Wysłaliśmy też pytania mailem. Brak odpowiedzi.

Zadzwoniliśmy do nadkom. Stoczkowskiego z pytaniem o dokumenty o których mówił podczas akcji pod Zachętą. „Nie życzę sobie, by pan dzwonił na mój prywatny numer!” – zdenerwował się gdy usłyszał pytanie. I rozłączył się.

Arkadiusz Szczurek zapowiada, że Lotna chce oskarżyć policjantów, którzy składali fałszywe zawiadomienia o rzekomym zakłócaniu „aktu religijnego”. „Chcemy ich ukarania” podkreśla aktywista.

Ich adwokat, Jerzy Jurek: „Jeszcze nie ma decyzji ostatecznej w tym temacie, ale będziemy pod tym kątem badać akta, kto co dokładnie mówił i wtedy podejmować decyzje”.

Ile kosztują nas szykany policji i prokuratury?

Z części akt sprawy do których uzyskaliśmy dostęp wynika, że liczyły one grubo ponad 500 stron – szacujemy, że ok 600. To ogromna ilość informacji i materiałów, których wytworzenie musiało kosztować nas podatników niemało.

Ile?

Z pytaniami o szacunkowe koszty tego umorzonego postępowania dzwonimy do prokurator Aleksandry Skrzyniarz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Odpowiada mailem: „Nie ma takiej możliwości, aby oszacować koszty postępowania”.

Prokurator Ewa Wrzosek: „To nieprawda”

Koszty można ustalić, bo są wyliczane, gdy prokuratura kieruje sprawę do sądu lub ją umarza. „W aktach głównych postępowania, na samym końcu powinna znajdować się karta ze wskazaniem wysokości kosztów i wydatków” - dodaje prok. Wrzosek.

Prosimy więc o nie rzeczniczkę prokuratury. Skrzyniarz już nie twierdzi, że nie sposób ich wyliczyć, a odsyła do sądu lub prokuratory, która prowadziła sprawę. Prokurator Marcinkowski nie odbiera, jego przełożony także. Do momentu zakończenia pracy nad tym tekstem nie uzyskaliśmy informacji, ile kosztowało więc postawienie absurdalnych zarzutów członkom Lotnej.

Wiadomo jedynie, że opinie biegłych w prostych sprawach zazwyczaj zamykają się w kwotach do 1,5 tys. zł. Bo powyżej tej sumy faktura musiałaby mieć kosztorys, a ten najpierw musiałby uzyskać akceptację wyższej instancji prokuratury. „Biegli z reguły starają się uniknąć tych dodatkowych formalności” tłumaczy prok. Wrzosek. Ale trzeba zaznaczyć - koszt ekspertyzy, która stanowi mniej niż 1% objętości akt sprawy, to tylko drobny ułamek kosztów całego postępowania.

Próbujemy oszacować, ile nas podatników kosztowały działania policji związane z tą sprawą

  • Dzięki nagraniom z wydarzenia wiemy, że w akcji przy Zachęcie brało udział min. 60 mundurowych, oraz min. 10 antyterrorystów

Zabezpieczanie, interwencja, przewiezienie na komendę, raportowanie – zakładamy na to po pół dniówki, czyli w sumie min. 30 roboczo-dni. Przeciętny policjant, bez stanowisk i dodatków, średnio zarabiał 4474 zł netto, czyli 213 zł/ dzień (przy 21 dniach roboczych). Przy 35 mundurowych (tak przyjmujemy choć antyterroryści są lepiej opłacani) pensje dla tego grona funkcjonariuszy za tę akcję to min. 7,5 tys. zł.

  • Do tego min. kilkunastu mundurowych (przesłuchiwania, procedury, pilnowanie zatrzymanych i wejścia do komendy - była pikieta wspierająca), którzy zajmowali się 5 aktywistami przez 2 dni ich zatrzymania na komendzie

Koszty już przekraczają z pewnością 10 tys. zł.

  • Dodając 10 tys. zadośćuczynienia dla Szczurka, oraz koszty postępowania prokuratorskiego, jego czas pracy, z pewnością możemy już mówić o kilkudziesięciu tys. zł. Minimalnie!

Policja i inne instytucje podległe władzy PiS, przegrywają 96% spraw z aktywistami

Tymczasem to jedna z – dosłownie - kilkuset już spraw jakie policja, sama lub z prokuraturą/ sądami/sanepidem, prowadziły w ostatnich latach wobec aktywistów z Lotnej. Sam tylko Arkadiusz Szczurek dwa lata temu już przekroczył pułap 100 spraw, jakie wytoczyły mu służby podległe rządzącym. Od tego czasu przybyło mu kolejnych „kilkadziesiąt” – nie jest w stanie tego zliczyć. Tadeusz Kaczmarski potrafi: „Sprawdzałem w portalu sądowym – ja mam już 50 spraw, ale kolejne są w przygotowaniu” zaznacza. Szczurek i Kaczmarski to tylko dwóch członków Lotnej.

Takich demonstrantów i aktywistów, których władza ściga prawnie – to typowe SLAPPy - są w kraju tysiące. O statni raport ObyPomocy – komórki Obywateli RP, która organizuje pomoc prawną dla szykanowanych aktywistó w - obejmował 436 (od 2017 do 2022 r.) spraw wobec 1335 osób. Obywateli, których uniewinniono, lub umorzono wobec nich sprawy, ewentualnie skierowano do ponownego rozpatrzenia, jest w tym gronie aż 1281 – to 96% wszystkich oskarżanych! Ledwo w 34 postępowaniach sądy uznały winnymi 54 aktywistów – to 4% oskarżanych!

Innymi słowy, policja i inne instytucje podległe rządowi, przegrywają aż 96% spraw, jakie wytaczają aktywistom i demonstrantom.

Udostępnij:

Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne