KO, PiS i Trump wiedzą lepiej od Francuzów. To nie koszty życia, tylko migracja przyczyną protestów
Opowieści o protestach we Francji, a niekiedy także w Belgii, Hiszpanii, Portugalii czy Włoszech pokazują, jak bardzo odległe od rzeczywistości potrafią być narracje polityków. Zwłaszcza gdy celem jest legitymizowanie własnej wizji świata i agitacja wyborcza [KORESPONDENCJA ZE STRASBURGA]
Nawet 800 tysięcy osób protestowało we Francji w miniony weekend. Protesty odbyły się w sumie w 110 francuskich miastach. W wielu miejscach miały bardzo burzliwy przebieg. Dochodziło do regularnych starć z policją, podpaleń, plądrowania sklepów i niszczenia budynków publicznych.
W Paryżu uczestniczące w protestach grupy demolowały ulice, rozbijały witryny sklepowe i plądrowały luksusowe butiki. W Bordeaux zaatakowano oficjalną rezydencję prefektury Żyrondy. W Lyonie podpalono punkt informacji turystycznej. W Marsylii grupa uczestników zamieszek wyważyła drzwi ratusza i wtargnęła do jego holu.
Skutki protestów widać też w Strasburgu, gdzie odbywa się obecnie sesja Parlamentu Europejskiego. Na elewacji słynnej gotyckiej katedry w sobotę 17 października pojawiło się graffiti, ale napisane kredą, więc zostało zmyte następnego dnia. Na pomniku generała Klébera na placu jego imienia pojawiły się wulgaryzmy wobec policji. W centrum widać kilka wybitych witryn sklepowych i zniszczone lokale handlowe.

Komentarze