Po uznaniu Antify za organizację terrorystyczną i brutalnym tłumieniu protestów w Portland administracja Trumpa zorganizowała międzynarodową konferencję, na której ogłoszono akcję „przeciwko transnarodowemu zagrożeniu, jakim jest terroryzm radykalnej lewicy„. ”Musimy pozostać całkowicie niezłomni w dążeniu do sprawiedliwości wobec tych wrogów cywilizacji"
16 lipca 2026 odbyła się w Waszyngtonie międzynarodowa konferencja zorganizowana przez administrację Donalda Trumpa, poświęcona temu, co Biały Dom określa jako „terroryzm radykalnej lewicy”. Formalnie gospodarzem wydarzenia był sekretarz stanu Marco Rubio, a samo spotkanie przedstawiano jako początek „globalnej kampanii przeciwko transnarodowym sieciom skrajnie lewicowego terroryzmu i przemocy politycznej”.
Według amerykańskich mediów w konferencji uczestniczyli przedstawiciele ponad 60 państw, przede wszystkim z Europy i Ameryki Łacińskiej. „Time Magazine” podawał liczbę 66 krajów.
W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele następujących państw: Albanii, Argentyny, Australii, Austrii, Belgii, Belize, Boliwii, Bośni i Hercegowiny, Bułgarii, Kanady, Chile, Kostaryki, Chorwacji, Cypru, Czech, Danii, Dominikany, Ekwadoru, Estonii, Finlandii, Francji, Gruzji, Niemiec, Grecji, Gwatemali, Hondurasu, Węgier, Islandii, Indii, Indonezji, Irlandii, Izraela, Włoch, Jamajki, Japonii, Korei, Kosowa, Łotwy, Litwy, Luksemburga, Malezji, Malty, Mołdawii, Czarnogóry, Niderlandów, Nowej Zelandii, Macedonii Północnej, Norwegii, Panamy, Paragwaju, Peru, Filipin, Polski, Portugalii, Rumunii, Serbii, Słowacji, Słowenii, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Trynidadu i Tobago, Turcji, Ukrainy, Zjednoczonego Królestwa oraz Urugwaju.
W konferencji wzięło udział 17 przedstawicieli na poziomie ministerialnym. Polskę reprezentował wiceminister spraw zagranicznych Robert Kupiecki.
W materiałach konferencyjnych czytamy: „Pod przywództwem prezydenta Donalda J. Trumpa skrajnie lewicowy ekstremizm będzie traktowany z taką samą powagą i bezwzględnością, z jaką świat od dawna traktuje terroryzm dżihadystyczny”.
Wypowiedzi najważniejszych osób z administracji prezydenta Trumpa wydają się wskazywać, że zagadnienie będzie jednym z priorytetów tej kadencji. Administracja USA chce zbudować międzynarodowy mechanizm współpracy przeciw skrajnie lewicowemu terroryzmowi, wzorowany częściowo na rozwiązaniach stosowanych po 11 września wobec dżihadyzmu: wymianę danych, ograniczenia wizowe, śledzenie finansowania, ochronę infrastruktury oraz koordynację działań policji i służb.
Marco Rubio: ”Nasza doktryna antyterrorystyczna miała martwy punkt, jeśli chodzi o ekstremistyczną przemoc ze strony politycznej lewicy. Nawet dziś sam pomysł, że skrajnie lewicowy terroryzm może stanowić poważne zagrożenie, traktowany jest jak prawicowa obsesja”.
Sekretarz Rubio twierdzi, że terroryzm lewicowy odnotował zauważalny wzrost:
„Dziś mierzymy się z nową falą tego starego zła. Tutaj, w Stanach Zjednoczonych, udział lewicowych ataków terrorystycznych i spisków wzrósł do poziomów niewidzianych od dziesięcioleci”.
Jak podkreśla, zagrożenie ma mieć charakter międzynarodowy, sugerując istnienie silnych transgranicznych sieci lewicowych organizacji terrorystycznych: „Bojownicy Antify i ich towarzysze podróżują z całej Europy do obu Ameryk, aby uczestniczyć nawzajem w swoich atakach, organizować szkolenia, przekazywać propagandę i materiały oraz informacje o celach za pośrednictwem wspólnych szyfrowanych kanałów – przemieszczając się przez podziemne sieci kryjówek oraz finansując i podtrzymując swoje operacje dzięki transnarodowym funduszom”.
Z kolei Sekretarz skarbu Scott Bessent zapowiedział użycie narzędzi do zwalczania nielegalnego finansowania i rozbicie zaplecza organizacyjnego takich grup: „Na polecenie prezydenta Trumpa Departament Skarbu rozszerza działania mające na celu identyfikację organizacji, które nadużywają struktur organizacji charytatywnych i non-profit jako narzędzi nielegalnego finansowania. Badamy, gdzie wykorzystywano status zwolnienia podatkowego, gdzie podmioty charytatywne stały się kanałami finansowymi dla działań zagranicznego wpływu (…) zidentyfikujemy nielegalne finansowanie, niezależnie od tego, jak zręcznie jest ukrywane. Rozbijemy sieci, które podtrzymują terroryzm polityczny, niezależnie od tego, jak szacowne mogą wydawać się ich przykrywki. Będziemy ścigać tych, którzy umożliwiają przemoc polityczną, niezależnie od tego, jak odległe są ich jurysdykcje”.
Doradca ds. bezpieczeństwa wewnętrznego Stephen Miller zabrał głos, sugerując, że lewicowy terroryzm wykorzystuje pretekstowo prawa obywatelskie w celu ukrywania swojej działalności. „Jedną z cech charakterystycznych lewicowej przemocy i terroryzmu jest całkowicie pretekstowe i nieszczere odwoływanie się do wolności obywatelskich, mające na celu osłonięcie własnej przemocy… Kiedy lewicowiec, który nie wierzy w wolność, nie wierzy w prawa obywatelskie, nie wierzy w żadne zwykłe pojęcie sprawiedliwości, protestuje, że naruszamy jego prawa, zrozumcie, że kłamie, próbując przekonać ludzi, którzy nie śledzą uważnie sceny politycznej, że wyrządzono mu jakąś niesprawiedliwość. Musimy trwać przy obranym kursie i pozostać całkowicie niezłomni w dążeniu do sprawiedliwości wobec tych wrogów cywilizacji”.
Dane pokazują, że lewicowy terroryzm w Stanach Zjednoczonych rzeczywiście nasilił się w ostatnich latach, choć zjawisko to rosło z bardzo niskiego poziomu i zazwyczaj jego celem jest mienie a nie życie.
Według Center for Strategic and International Studies (CSIS) średnia liczba lewicowych zamachów i spisków terrorystycznych wzrosła z 0,6 rocznie w latach 1994–2000 do około 4 rocznie w okresie 2016–2024. Od 2016 roku do połowy 2025 roku CSIS odnotował 41 takich incydentów, a w 2025 roku po raz pierwszy od ponad trzech dekad liczba lewicowych zamachów i planów terrorystycznych przewyższyła liczbę przypadków skrajnie prawicowych. Badacze zastrzegają jednak, że wynikało to zarówno ze wzrostu aktywności skrajnej lewicy, jak i wyraźnego spadku liczby incydentów prawicowych.
Należy też pamiętać, że wiele lewicowych ataków miało charakter podpaleń lub zamachów na mienie, infrastruktur budynki rządowe i służby, a nie ataków wymierzonych w przypadkowych cywilów. Często ofiarą ataków pada n.p. infrastruktura należąca do dużych korporacji, struktury związane z paliwami kopalnymi czy innymi podmiotami i zjawiskami, które lewica uznaje za szkodliwe społecznie.
Dlatego też wyraźnie widać różnicę w liczbie ofiar. Według CSIS w ostatniej dekadzie lewicowe zamachy terrorystyczne w USA spowodowały 13 ofiar śmiertelnych, podczas gdy skrajnie prawicowe – 112, a dżihadystyczne – 82. Od 2020 roku do momentu sporządzenia analizy CSIS lewicowym zamachom przypisano dwie ofiary śmiertelne. Dane te sugerują więc, że wzrost lewicowego terroryzmu jest zjawiskiem realnym, ale jego skala i śmiertelność pozostają znacznie niższe niż w przypadku innych nurtów ekstremizmu.
Jednocześnie administracja Trumpa i FBI twierdzą, że w 2026 roku zagrożenie ze strony anarchistycznych i skrajnie lewicowych środowisk nadal rośnie. Wniosek budżetowy FBI na rok 2027 określa wprost anarchistyczny i „nihilistyczny” ekstremizm jako największe zagrożenie wewnętrzne dla USA. Jednak publicznie dostępne dane pozwalające niezależnie zweryfikować skalę tego wzrostu są na razie ograniczone i na ich podstawie zestawienie terroryzmu lewicowego z prawicowym i islamistycznym nie wydaje się uzasadnione.
20 lipca odbył się briefing prasowy podsumowujący ustalenia konferencji. Głównym mówcą był ambasador Gregory D. LoGerfo, koordynator ds. zwalczania terroryzmu. Administracja USA wskazuje dziś trzy główne kategorie zagrożeń terrorystycznych: narkoterroryzm, terroryzm dżihadystyczny oraz terroryzm skrajnie lewicowy. Spotkanie ministerialne w Waszyngtonie koncentrowało się przede wszystkim na transnarodowych sieciach skrajnej lewicy i anarchistów, którym (zdaniem administracji USA) międzynarodowy system antyterrorystyczny poświęcał dotąd zbyt mało uwagi.
Według materiałów USA, uczestnicy spotkania opowiedzieli się za pogłębieniem wymiany informacji wywiadowczych i policyjnych między państwami, lepszym mapowaniem powiązań między organizacjami oraz większą koordynacją przepisów, tak aby osoby podejrzewane o działalność terrorystyczną nie mogły łatwo przenosić aktywności z jednego państwa do drugiego.
Omawiano również ograniczenia wizowe i podróżne wobec osób zaangażowanych w terroryzm polityczny lub wspierających takie środowiska, a USA zapowiedziały własne restrykcje wobec członków i sympatyków skrajnie lewicowych grup terrorystycznych. Istotnym elementem nowej strategii ma być także odcinanie źródeł finansowania poprzez sankcje i działania Departamentu Skarbu. Podkreślono nacisk na wzmacnianie ochrony infrastruktury krytycznej, zwłaszcza transportowej i energetycznej, uznawanej przez Waszyngton za coraz częstszy cel politycznego sabotażu ze strony m.in. terrorystów lewicowych czy ekologicznych.
LoGerfo zastrzegł przy tym, że rządowa kampania nie ma obejmować ani ograniczać pokojowych protestów, poglądów politycznych ani legalnej działalności opozycyjnej: kryterium ma stanowić stosowanie przemocy lub materialne wspieranie działalności terrorystycznej.
Już w 2020 Donald Trump pisał o zdelegalizowaniu Antify i uznaniu jej za organizację terrorystyczną. Była to reakcja na antytrumpowskie i organizowane przez ruch Black Lives Matter protesty, które przeszły przez USA po zabójstwie Georga Floyda.
Temat powrócił w ubiegłym roku. Duże protesty będące reakcją na brutalność przeprowadzającego deportacje ICE, rozpoczęły się, często angażując lewicowych aktywistów i działaczy, m.in. w Portland i w Los Angeles latem 2025 roku. Trump wydał dokument uznający Antifę za „krajową organizację terrorystyczną” 22 września 2025 roku, a trzy dni później ukazało się memorandum NSPM-7 (pełna nazwa dokumentu to: National Security Presidential Memorandum 7: Countering Domestic Terrorism and Organized Political Violence), które nakazywało badanie organizatorów, sieci, źródeł finansowania i osób wspierających, jak to określono, przemoc polityczną.
Zastosowano jednak dokument też do uczestników protestów skierowanych przeciwko ICE. Kolejna dyrektywa Departamentu Sprawiedliwości z 29 września 2025 bezpośrednio odwoływała się do demonstracji przeciw ICE w Portland i Chicago oraz nakazywała stosowanie „najwyższych możliwych do udowodnienia zarzutów”.
Co praktycznie oznaczają te zmiany? Wcześniej organy ścigania, w zakresie karania i prowadzenia koncentrowały się przede wszystkim na konkretnym czynie zabronionym, którego dokonywali protestujący: dajmy na to napaści, zniszczeniu mienia, wtargnięciu na teren federalny czy utrudnianiu pracy funkcjonariusza. Odpowiedzialny sprawca odpowiadał więc po prostu za przestępstwa czy wykroczenia, które bezpośrednio popełnił.
Dzięki NSPM-7 (i rozwiązaniom, które omawia lipcowa konferencja) śledztwa dotyczące organizacji lewicowych i organizatorów protestów, będą przypominały te dotyczące organizacji terrorystycznych i obejmować będą też m.in. kanały komunikacji, przywódców, osoby finansujące transport, sprzęt lub pomoc prawną; powiązania między lokalnymi grupami; aktywność w mediach społecznościowych, osoby, które według władz pomagały w planowaniu lub ukrywaniu dowodów.
Technicznie „uznanie Antify za domestic terrorist organization” nie działa tak jak wpisanie zagranicznej organizacji na formalną listę FTO (Foreign Terrorist Organisation, zagranicznych organizacji terrorystycznych). Amerykańskie prawo nie ma analogicznego systemu formalnego desygnowania krajowych organizacji terrorystycznych, w prawie federalnym nie ma osobnego przestępstwa określonego „krajowym terroryzmem”, więc obecnie jest to realizowane przez dokumenty takie jak NSPM-7.
Cała sytuacja jest o tyle absurdalna, że Antifa to termin parasolowy, który nie oznacza jednej konkretnej organizacji: to raczej termin określający ideę ruchów antyfaszystowskich i antyautorytarnych: mamy setki a raczej tysiące grup na całym świecie, określających się jako Antifa, które nie mają ze sobą żadnej organizacyjnej relacji, a często nie mają stałej czy formalnej struktury. To luźny termin, „vibe”, grupa, która może dzisiaj powstać a jutro się rozwiązać. Dwie grupy określające się jako Antifa mogą znacząco różnić się poglądami czy nawet być w nieprzyjaznych relacjach. Za „Antifą” teoretycznie idzie też konkretna symbolika, sposób ubioru (czarne ubrania) czy hasła, jednak znowu – jako że nie jest to koherentny ruch, nie sposób ich jednoznacznie określić czy używać do jednoznacznego powiązania kogokolwiek z grupą. Utożsamienie ruchów antytrumpowskich czy sprzeciwiających się ICE z Antifą jest świadectwem fundamentalnego braku wiedzy lub złej woli ze strony administracji Trumpa.
NSPM-7 wyraźnie nakazuje badanie „struktur, sieci, organizacji, źródeł finansowania i działań przygotowawczych”, a kierownictwo ICE zapowiadało śledzenie pieniędzy i „przywódców” środowisk anty-ICE. Znaczenie dekretu jest przede wszystkim operacyjne: zmienia priorytety FBI, DHS i prokuratury oraz sposób opisywania spraw. Teoretycznie prokuratorzy nadal muszą oskarżać na podstawie istniejących przestępstw, takich jak napaść, spisek, utrudnianie pracy funkcjonariuszy, używanie materiałów wybuchowych czy udzielanie wsparcia w popełnieniu określonego aktu terrorystycznego. Sam prezydencki dekret teoretycznie nie sprawia, że udział w demonstracji, posiadanie antyfaszystowskiej flagi czy krytyka ICe są nielegalne, jednak otwiera drzwi do ostrzejszej oceny wielu zachowań i przestępstw.
Najwyraźniej widać to w sprawie protestu pod ośrodkiem ICE w Prairieland w Teksasie z 4 lipca 2025 roku. Do zdarzenia doszło przed wrześniową decyzją Trumpa. Początkowo sprawa dotyczyła m.in. usiłowania zabójstwa po tym, jak jeden z uczestników otworzył ogień i postrzelił policjanta. Po uznaniu Antify za organizację terrorystyczną prokuratura przedstawiła rozszerzony akt oskarżenia, zmieniając klasyfikację czynu, opisując oskarżonych jako „komórkę Antify” i dodając zarzuty udzielania materialnego wsparcia terrorystom. Główny oskarżony, Benjamin Song, zaprzeczył, że jest członkiem Antify oraz że organizacja w ogóle istnieje. Bronił jednak antyfaszyzmu jako poglądu, który wyznaje.
„Jakim rodzajem człowieka trzeba być, aby nie być przeciwko faszyzmowi?” – miał powiedzieć Song podczas rozprawy.
Łącznie w federalnym postępowaniu dotyczącym ataku skazano 16 osób. Dziewięć ława Przysięgłych uznała za winne, a siedem kolejnych wcześniej przyznało się do winy. W czerwcu i lipcu 2026 roku pierwszej grupie dziewięciu skazanych wymierzono wyjątkowo surowe kary: 100 lat więzienia dla Benjamina Songa, 70 lat dla Mariceli Ruedy, po 50 lat dla sześciu kolejnych osób oraz 30 lat dla Daniela Sancheza-Estrady. Departament Sprawiedliwości przedstawiał sprawę jako jeden z najważniejszych przykładów zastosowania nowej polityki wobec przemocy przypisywanej środowiskom Antify. Zarzuty, na podstawie których skazano protestujących, obejmowały broń palną, strzelanie do funkcjonariusza, przygotowania, fajerwerki używane jako ładunki oraz niszczenie mienia. 7 osób, które przyznały się do winy, za udzielanie materialnego wsparcia terrorystom dostało wyroki od dwóch do 15 lat pozbawienia wolności.
Innym przypadkiem mogą być tegoroczne protesty w Minnesocie. W czerwcu 2026 roku Departament Sprawiedliwości oskarżył 15 osób związanych z Direct Action Minnesota o spisek, groźby, stalking, napaści na funkcjonariuszy i niszczenie własności. Departament wyraźnie podał, że sprawa jest traktowana w ramach inicjatywy NSPM-7.
Konstytucyjny zakaz ex post facto zabrania retroaktywnego kryminalizowania zachowania albo zwiększania kary po jego popełnieniu. Nie można było zgodnie z konstytucją wstecznie uczynić legalnego zachowania z lipca 2025 roku przestępstwem. Można natomiast nową politykę zastosować do sposobu prowadzenia śledztwa i doboru zarzutów w sprawach, w których zdarzenie miało miejsce przed wprowadzeniem przepisów.
Dokument zastosowano także do starszych protestów przeciwko budowie ośrodka szkoleniowego policji „Cop City” w Atlancie. W 2026 roku administracja rozpoczęła federalne postępowania dotyczące wydarzeń i protestów z 2022 roku, przedstawiając je jako część działań przeciwko Antifie, mimo wcześniejszych problemów prokuratury stanowej ze zbudowaniem solidnego oskarżenia.
Powiązaną sprawą z protestów przeciwko „Cop City” jest historia Sama Tunicka. Tunick jest aktywistą powiązanym z ruchem Defend the Atlanta Forest, sprzeciwiającym się budowie Cop City, krytykowanego m.in. ze względu na militaryzację policji i wycinkę terenów leśnych. Adwokat Tunicka określa go wręcz jako członka Defend the Atlanta Forest, według dokumentów i relacji prasowych właśnie jego domniemane związki z tym środowiskiem doprowadziły do zainteresowania federalnych służb i wpisania go na listę obserwacyjną związaną z podejrzeniami o terroryzm.
24 stycznia 2025 Tunick wracał z Dominikany przez lotnisko Hartsfield-Jackson w Atlancie. Został skierowany do dodatkowej kontroli i przesłuchiwany przez funkcjonariuszy CBP oraz osoby związane z federalnymi służbami antyterrorystycznymi. Agenci chcieli uzyskać dostęp do jego telefonu Google Pixel z systemem GrapheneOS, nastawionym na ochronę prywatności. Argumentem było poszukiwanie materiałów związanych z pedofilią, służby nie posiadały jednak nakazu sądowego. Tunick odmawiał zgody na przeszukanie i (według obrony) kilkakrotnie prosił o kontakt z adwokatem.
Ostatecznie podał funkcjonariuszowi kod. Prokuratura twierdzi, że był on skonfigurowany w GrapheneOS jako „duress password”, czyli kod awaryjny, który zamiast odblokować urządzenie usuwa jego dane. Po wpisaniu kodu ekran zgasł, telefon się zrestartował, a dane stały się niedostępne. W listopadzie 2025 Tunnickowi postawiono zarzuty 18 U.S.C. § 2232(a), czyli przepisu penalizującego celowe niszczenie lub usuwanie mienia w celu uniemożliwienia jego legalnego zajęcia przez władze. Grozi za to do pięciu lat więzienia.
Sednem sporu jest jednak to, czy samo przeszukanie telefonu było legalne. Rząd powołuje się na szerokie uprawnienia służb podczas kontroli granicznej. Obrona twierdzi natomiast, że deklarowane poszukiwanie materiałów przedstawiających seksualne wykorzystywanie dzieci było tylko pretekstem, a faktycznym celem było zdobycie informacji o działalności politycznej i kontaktach Tunicka. Amerykańskie sądy nie mają jednolitego stanowiska, kiedy przeszukanie telefonu na granicy wymaga nakazu lub uzasadnionego podejrzenia.
W lipcu 2026 temat Tunnicka wrócił w świetle zaostrzenia kursu administracji Trumpa wobec lewicowych aktywistów i ograniczenia wolności obywatelskich. Guardian czy El Pais jednoznacznie uznały sprawę Tunnicka jako formę kary za antyrządowe i antytrumpowskie protesty i zamach na wolność słowa.
Teoretycznie pokojowe maszerowanie, skandowanie haseł, filmowanie policji czy krytykowanie ICE pozostają chronione przez Pierwszą Poprawkę, gwarantującą wolność słowa. Efektywnie jednak ryzyko nadużyć pojawia się tam, gdzie protest obejmuje blokowanie obiektu federalnego, kontakt fizyczny z funkcjonariuszami, fajerwerki, broń, niszczenie mienia, ujawnianie prywatnych danych lub komunikację, którą prokuratura może przedstawić jako planowanie przemocy. Jak widzimy po sprawie Tunnicka – istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że osoby biorące udział w takich protestach i inicjatywach mogą spotkać się z prześladowaniem czy specjalnym dozorem też w innych sferach życia. W obecnej sytuacji nie jest jednak pewne czy już sam fakt powiązania z Antifą (lub podobną organizacją) czy „działania na jej rzecz” może być podstawą do zatrzymania i skazania.
Jak pisałem wcześniej, „Antifa” nie ma wyraźnego członkostwa ani jednolitej struktury. Powstaje więc ryzyko, że amerykańskie władze mogą same decydować, które lokalne środowisko, symbol, czat lub organizatora określą jako „powiązanego z Antifą”. To zwiększa ryzyko inwigilacji oraz tworzy efekt mrożący także wobec osób, które nie popełniają aktów przemocy, ale zrezygnują z protestowania, obawiając się, że znajdą się w złym momencie w złym miejscu.
Konferencja administracji Trumpa i zapowiedź nowej kampanii, kontynuującej legislacje i polityki z 2025 roku spotkała się z krytyką liberalnych i lewicowych mediów. Dziennikarze w mainstreamowych mediach ostrzegali, że narzędzia wizowe, finansowe i śledcze mogą zostać skierowane nie tylko przeciw sprawcom przemocy lecz także przeciw aktywistom, darczyńcom albo uczestnikom legalnych demonstracji.
Associated Press zaznaczyła, że liczba incydentów lewicowej przemocy w USA pozostaje niewielka, szczególnie w porównaniu z historyczną skalą skrajnie prawicowego terroryzmu. AP powiązała też nagłośnienie tematu z kampanią Republikanów przed wyborami środka kadencji, a więc zasugerowała, że bezpieczeństwo narodowe może być wykorzystywane politycznie.
Reuters pisał podobnie, że krytycy nie widzą wystarczających danych uzasadniających tak daleko idące przesunięcie priorytetów antyterrorystycznych. Agencja przytoczyła list demokratycznych kongresmenów, którzy określili strategię jako partyjną i wskazali, że pomija ona neonazistów oraz inne ugrupowania skrajnej prawicy. Podkreślano, że nieprecyzyjne definicje mogą objąć legalne protesty.
Reuters i „Washington Post” relacjonowały obawy, że terminy takie jak „far-left terrorism”, „aligned groups” czy wspieranie „economic sabotage” pozostawiają władzom bardzo szerokie pole interpretacji.
Część konserwatywnych mediów przyjęła jednak nową kampanię przychylnie. „New York Post” opublikował wystąpienie Rubio w formie opinii, w której sekretarz stanu argumentował, że tradycyjne media przez lata bagatelizowały lewicową przemoc. Redakcje takie jak „Washington Examiner” również relacjonowały szczyt przede wszystkim z perspektywy administracji krytyki czy komentarza.
Szczególnie warte uwagi są komentarze Kena Klippensteina, który regularnie monitoruje ten temat. Ken Klippenstein to specjalizujący się w kwestiach bezpieczeństwa wewnętrznego dziennikarz, współpracujący między innymi z „Young Turks”, „The Nation” czy "The Intercept”. Dzięki swojej sieci kontaktów w administracji i instytucjach publicznych, Klippenstein kilkukrotnie ujawniał wewnętrzne czy niejawne dokumenty rządowe: memoranda i instrukcje dla pracowników Departamentu Bezpieczeństwa Narodowego, dossier JD Vanca przygotowane przez sztab Trumpa w 2024, instrukcje dla ICE z protestów na przełomie 2025 i 2026 czy dowody na nagrywanie i używanie sztucznej inteligencji do rozpoznawania twarzy protestujących.
Ken Klippenstein opublikował, jeszcze na kilka dni przed samym szczytem, planowaną przez administrację agendę spotkania. Według ujawnionej depeszy dyplomatycznej głównym celem spotkania ma być zwalczanie „skrajnie lewicowego terroryzmu”. Dziennikarz uważa, że pozornie neutralne określenie służy przedstawieniu szeroko rozumianej lewicowej opozycji jako zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego i stłamszenia jej przez aparat państwa.
Klippenstein łączy politykę Trumpa i obecną retorykę z polityką z czasów Richarda Nixona, zwłaszcza z COINTELPRO programem FBI wymierzonym m.in. w ruch praw obywatelskich, organizacje antywojenne i Czarne Pantery. Dziennikarz twierdzi też, że pretekstem dla obecnych zmian stało się zabójstwo konserwatywnego komentatora Charliego Kirka. Administracja miała przedstawiać je jako element szerszego lewicowego spisku, mimo że podejrzany nie był aktywny politycznie ani powiązany ze zorganizowaną grupą. Klippenstein obawia się, że nowa kategoria może połączyć w jeden system działania przeciwko Antifie, protestom, aktywizmowi i przeciwnikom Partii Republikańskiej.
Klippenstein twierdzi, na podstawie kolejnych ujawnionych dokumentów Departamentu Stanu, że administracja ma wprowadzić skrót FLT – Far-Left Terrorism oraz nową politykę wizową skierowaną przeciwko członkom i zwolennikom „skrajnie lewicowych organizacji terrorystycznych” i grup z nimi powiązanych. Sankcje mają obejmować nie tylko przemoc, lecz także wspieranie przestępstw i „sabotażu gospodarczego” przeciwko własności publicznej lub prywatnej.
Oficjalne materiały mają łączyć lewicowe i anarchistyczne sieci z ruchami proirańskimi, antysemickimi, antytechnologicznymi i ekoterrorystycznymi. Departament Stanu przedstawia te środowiska jako coraz bardziej zorganizowane, międzynarodowe i wykorzystujące zaszyfrowaną komunikację oraz zdecentralizowane komórki. Jako argument podaje między innymi 21 lewicowych lub anarchistycznych zamachów odnotowanych w Unii Europejskiej w 2024 roku.
Klippenstein uważa jednak, że definicje są na tyle szerokie, iż mogłyby objąć wandalizm, bojkoty gospodarcze lub inne formy protestu. Porównuje FLT do innego trzyliterowego skrótu WMD (Weapons of mass destruction), czyli fałszywych twierdzeń o irackiej broni masowego rażenia. W jego ocenie jest to sztucznie wykreowane zagrożenie, które ma uzasadnić rozbudowę aparatu bezpieczeństwa.
Zdaniem Klippensteina administracja tworzy nową etykietę dla lewicowego „terroryzmu” i przygotowuje konkretne narzędzia (ograniczenia wizowe, współpracę międzynarodową i wymianę danych), które mogą być stosowane także wobec szerzej rozumianego aktywizmu politycznego. FLT to jego zdaniem celowo niejasne pojęcie, które może pozwolić władzom traktować zwykłą działalność opozycyjną, protesty i wypowiedzi polityczne jak zagrożenie terrorystyczne.
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Komentarze