0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Karol Grygoruk/RATS AgencyFot. Karol Grygoruk/...

Aleksander Kamkow: Kiedy byłeś na Zachodnim Brzegu?

Jakub Belina-Brzozowski: Na początku lipca. Zacząłem od bardzo krótkiego pobytu we Wschodniej Jerozolimie, która została jednostronnie zaanektowana przez Izrael. Prawo międzynarodowe postrzega ją jako stolicę państwa palestyńskiego.

Większość czasu spędzałem jednak w Ramallah, gdzie nocowałem. W ciągu dnia odwiedzałem przede wszystkim żyjące w okolicy społeczności beduińskie. Ich sposób życia ma półnomadyczny charakter. Osady często składają się z namiotów i prowizorycznych konstrukcji z blachy czy drewna.

Większość z nich żyje na stosunkowo niewielkim obszarze w okolicach Jerozolimy i Ramallah. Choć osady beduińskie znajdują się niedaleko tych miast, dotarcie do nich wcale nie jest łatwe. Codziennie wyjeżdżaliśmy z Ramallah i zdarzało się, że do osady oddalonej zaledwie o 26 kilometrów jechaliśmy ponad dwie godziny.

Dlaczego podróżowanie po Zachodnim Brzegu jest takie trudne?

Ograniczenia wynikają przede wszystkim z obecności wielu wojskowych checkpointów. Jedną ze społeczności, które odwiedzałem, była ta żyjąca w Chan al-Ahmar. Zgodnie z ponownie wydanym dekretem ministra Smotricza osada ma zostać wyburzona, a żyjący w niej ludzie wysiedleni.

PMM-Karol-Grygoruk-RATS-Agency-4742-WEB
Wioska Khan al-Ahmar na Zachodnim Brzegu, fot. Karol Grygoruk/RATS Agency

Poprosiliśmy polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, by zajęło się sprawą. Przedstawiciel polskiej placówki w Ramallah był z nami podczas jednej z wizyt w tych społecznościach. Nasze starania przyniosły konkretne skutki: ministerstwo wydało oficjalne stanowisko, deklarując sprzeciw wobec takich działań oraz gotowość do podejmowania działań dyplomatycznych, aby zapobiec wyburzeniu tej społeczności i jej przymusowemu wysiedleniu.

Jak wygląda obecna sytuacja humanitarna na Zachodnim Brzegu?

W miejscach, w których Polska Misja Medyczna prowadzi działania pomocowe, społeczności beduińskie są zagrożone nie tylko wysiedleniem. Niemal codziennie doświadczają różnego rodzaju szykan i przemocy ze strony radykalnych osadników. Niestety, przemoc ta ma miejsce za przyzwoleniem, a niekiedy przy współdziałaniu służb izraelskich. Z wielu relacji miejscowych wynika, że agresywnym osadnikom w trakcie ataków często towarzyszyła policja lub inne służby.

Zachodni Brzeg jest podzielony na strefy A, B i C w zgodzie z porozumieniami z Oslo. Sytuacja w poszczególnych strefach znacznie się różni, a najtrudniejsza panuje w strefie C – obszarze znajdującym się pod pełną izraelską kontrolą wojskową i administracyjną. Obejmuje około 60 procent terytorium Zachodniego Brzegu. To właśnie tam znajdują się społeczności beduińskie, którym pomagamy. Z kolei Ramallah znajduje się w strefie A. Tam sytuacja wygląda zupełnie inaczej, ponieważ pełną kontrolę cywilną i administracyjną sprawuje Autonomia Palestyńska.

Życie w Ramallah wygląda normalnie i spokojnie. Tworzy to uderzający kontrast z brutalną przemocą, która rozgrywa się tak niedaleko od tego miejsca.

Najtrudniejsza pozostaje sytuacja w strefie C. Tam bardzo wyraźnie widać różnice w codziennym funkcjonowaniu Palestyńczyków i Izraelczyków – chociażby jeśli chodzi o mobilność i dostęp do dróg.

Istnieją drogi przeznaczone wyłącznie dla izraelskich osadników i samochodów z izraelskimi tablicami rejestracyjnymi. W moich rozmowach z beduinami dało się wyczuć, jak bardzo wpływa to na ich codzienne życie. Takie ograniczenia zmniejszają również dostęp do podstawowych usług, w tym opieki medycznej.

Śmierć każdego dnia

Jak wygląda skala przemocy osadniczej?

Od października 2023 roku na Zachodnim Brzegu zabito ponad 1 000 osób. Zginęły zarówno z ręki osadników, jak i podczas interwencji izraelskiego wojska oraz innych służb porządkowych.

Liczby te odpowiadają skali konfliktu zbrojnego o niskiej intensywności. Oficjalnie na Zachodnim Brzegu nie toczy się wojna – działania wojenne prowadzone są przede wszystkim w Strefie Gazy. Jednak patrząc na liczbę ofiar i skalę codziennej przemocy, trudno mówić o sytuacji, która przypominałaby normalny czas pokoju. Na Zachodnim Brzegu średnio każdego dnia ginie jedna lub dwie osoby. To pokazuje, jak wszechobecne jest tam poczucie zagrożenia.

Rozmawiałeś z ludźmi, poznałeś wiele historii.

Jedna z nich dotyczy wesela kobiety, która wychodziła za mąż za człowieka z sąsiedniej społeczności oddalonej o kilkanaście kilometrów. Samochody uczestników uroczystości na chwilę wjechały na drogę niedostępną dla pojazdów z palestyńskimi tablicami – prawdopodobnie dlatego, że alternatywna trasa oznaczałaby ogromny objazd. Takie drogi często przecinają cały krajobraz – zdarza się, że oddzielają miejscowości od ich pól uprawnych. Jeśli mieszkańcy nie mogą legalnie korzystać z danej drogi, dostęp do własnej ziemi staje się utrudniony.

Wesele skończyło się tym, że nałożono bardzo wysokie kary finansowe na każdego kierowcę, który choćby przez chwilę znalazł się na tej drodze.

Czy sytuacja ma wpływ na system ochrony zdrowia?

Tu mogę wspomnieć o historii przywódcy jednej ze społeczności, który skarżył się naszym lekarzom na niepokojące zmiany w gardle. Został skierowany do lokalnego szpitala w Ramallah, gdzie przeszedł badania. Okazało się, że cierpi na nowotwór. Lekarze uznali, że najskuteczniejszą formą leczenia będzie radioterapia.

Problem leżał jednak w tym, że w regionie radioterapia jest dostępna tylko w Jerozolimie – mieście, które według izraelskiej administracji nie jest częścią Zachodniego Brzegu. Tymczasem większość mieszkańców okupowanych terytoriów Palestyny nie może swobodnie wyjechać do Jerozolimy. Potrzebne jest do tego specjalne pozwolenie. Pomimo bardzo poważnych wskazań medycznych, izraelskie władze wymagały od pacjenta specjalnego zezwolenia na wyjazd z Zachodniego Brzegu.

Udało się je uzyskać?

Tak, po długich procedurach. Pojechał na pierwszą sesję radioterapii, a następnie wrócił do swojej społeczności. Kiedy po dwóch tygodniach miał pojechać na kolejną dawkę, zatrzymano go na checkpointcie, gdzie odmówiono mu wjazdu. Pretekstem do nieprzepuszczenia miała być jego rzekoma działalność polityczna.

Polegała przede wszystkim na tym, że był przywódcą swojej lokalnej społeczności i sprzeciwiał się rozkazowi jej wysiedlenia. Walczył o to, żeby nie pojawiły się tam buldożery i żeby jego dom oraz cała osada nie zostały zrównane z ziemią. W tej narracji

samo bronienie praw swojej społeczności zostało potraktowane jako działalność wymierzona w izraelskie bezpieczeństwo.

Ostatecznie, po całym dniu spędzonym na checkpoincie, pozwolono mu przejechać na radioterapię. Sytuacja ta pokazuje skalę trudności, z jakimi muszą mierzyć się osoby na Zachodnim Brzegu. Pacjent w bardzo ciężkim stanie, miast móc skupić się na zdrowieniu, za każdym razem musi walczyć o sam dostęp do terapii.

Na szczęście w tę sprawę zaangażowało się wiele organizacji broniących praw człowieka.

Czy są to tylko organizacje międzynarodowe czy także izraelskie?

Istnieje w Izraelu rzesza osób, która stara się wspierać dyskryminowane społeczności. Izraelscy wolontariusze często przyjeżdżają do społeczności beduińskich i spędzają z nimi czas, żeby swoją obecnością ograniczać ryzyko nękania czy przemocy ze strony osadników. Ich obecność ma znaczenie ochronne, ponieważ sama świadomość, że ktoś z zewnątrz jest świadkiem przemocy, powstrzymuje przynajmniej część ataków.

Obecnie ten pacjent regularnie korzysta z radioterapii, ale za cenę regularnych i uciążliwych kontroli bezpieczeństwa, które nierzadko trwają od 8 do 10 godzin.

Przytoczę jeszcze jedną historię. Podczas odwiedzin w jednej ze społeczności nasi lekarze byli świadkami szokującego zdarzenia. Ciężarówka prowadzona przez izraelskiego osadnika, jadąca w kierunku jednej z izraelskich osad, potrąciła dziewięcioletnie dziecko należące do lokalnej społeczności beduińskiej.

Samochód pojechał dalej, nawet się nie zatrzymując.

Na szczęście w pobliżu była nasza klinika mobilna, więc dziecko otrzymało pierwszą pomoc. Okazało się, że nie doznało poważnych obrażeń wewnętrznych. Widziałem je jeszcze około dwóch tygodni później. Było trochę poobijane, ale normalnie funkcjonowało, poruszało się i bawiło. Ta historia przypomina, że ofiarami okupacji są również dzieci – nawet najmłodsi mieszkańcy Zachodniego Brzegu codziennie doświadczają przemocy.

W jaki sposób Polska Misja Medyczna wspiera beduińskie społeczności?

Docieramy z naszymi klinikami mobilnymi do społeczności beduińskich, które nie mają dostępu do wystarczającej opieki zdrowotnej. W wielu z tych miejsc najbliższa przychodnia znajduje się pozornie niedaleko – zwykle około 10 kilometrów od danej społeczności.

Dla osoby chorej, przy wysokich bliskowschodnich temperaturach, taka odległość może jednak stanowić bardzo poważną przeszkodę. A dojazd samochodem również bywa wyzwaniem, z uwagi na wspomniane już checkpointy i segregację dostępu do dróg publicznych. Bez naszych klinik mobilnych, część tych społeczności miałaby bardzo ograniczony dostęp do podstawowej opieki zdrowotnej – mimo że najbliższa placówka znajduje się zaledwie kilka czy kilkanaście kilometrów dalej.

Jedna z mobilnych klinik, fot. Karol Grygoruk/RATS Agency

W wielu społecznościach przygotowujemy miejsca, w których mogą działać nasze mobilne kliniki. Często są to bardzo proste konstrukcje – na przykład z trzema ścianami i zadaszeniem z plandeki. Robimy je w taki sposób, ponieważ pełna, czterostronna konstrukcja mogłaby zostać uznana za nielegalny budynek i zostać przeznaczona do rozbiórki. Dochodzi więc do sytuacji, w której nawet podstawowa infrastruktura pomocowa musi być tworzona z uwzględnieniem ryzyka jej zniszczenia.

Jak wygląda życie beduinów obok agresywnie nastawionych społeczności osadniczych?

Izraelskie osadnictwo rozwija się tuż obok osad beduińskich. Społeczności beduińskie często żyją w dolinach, a izraelskie osiedla powstają na okolicznych wzgórzach. Początkowo są to prowizoryczne konstrukcje, ale z czasem przekształcają się w stałe zabudowania.

W jednej z osad mieszkańcy opowiadali, że osadnicy regularnie przecinali rury doprowadzające wodę do ich osady. Byli już do tego na tyle przyzwyczajeni, że mieli przygotowane materiały do naprawy rur. W momencie, w którym pojawiliśmy się w osadzie, zapasy materiałów naprawczych się wyczerpały. Musieli pojechać do większego miasta, żeby kupić nowe, co oznaczało poddanie się kolejnym upokarzającym kontrolom na wojskowych checkpointach i wielogodzinną podróż.

Czy dochodzi do interakcji między osobami z tych społeczności?

Mieszkańcy opowiadali o sytuacjach, w których uzbrojeni osadnicy wchodzili na teren ich społeczności, naruszali ich przestrzeń osobistą i prowokowali ich. Tymczasem jakakolwiek przemoc ze strony Palestyńczyków wobec izraelskich osadników bardzo często prowadzi do konsekwencji prawnych, w tym aresztowań. Natomiast przemoc ze strony osadników wobec Palestyńczyków niezwykle rzadko spotyka się z podobną reakcją.

Członkowie beduińskich społeczności próbują oczywiście zgłaszać takie przypadki policji i dokumentować. Opowiadali nam na przykład o sytuacji, kiedy w środku nocy osadnicy przyjeżdżali motocyklami, puszczali głośną muzykę i świecili ludziom w oczy, żeby zakłócić ich spokój. Podczas tego incydentu osadnikom towarzyszyli policjanci. Późniejsze zgłoszenie sprawy na policję było więc wysoce ryzykowne, bo mieszkańcy mieli świadomość, że funkcjonariusze byli świadkami tych wydarzeń i nie powstrzymali przemocy, gdy jeszcze miała miejsce.

To prowadzi do ogromnego poczucia bezsilności. Palestyńczyków w Strefie C obowiązuje izraelskie prawo wojskowe, natomiast osadników – izraelskie prawo cywilne. Mamy więc do czynienia z podwójnym systemem prawnym, zależnym w praktyce od pochodzenia i narodowości mieszkańca tego samego obszaru.

Tablica z napisem: „Ta droga prowadzi do palestyńskiej wioski, wjazd dla obywateli Izraela jest niebezpieczny”, Zachodni Brzeg, fot. Karol Grygoruk/RATS Agency

Co można zrobić, by wesprzeć wasze działania?

Jednym z poważnych problemów, z którymi się obecnie mierzymy, jest to, że dofinansowanie naszej działalności przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych wygasa z końcem 2026 roku. Zgodnie z zapowiedzią, którą otrzymaliśmy od MSZ, od 2027 roku pomoc medyczna w Palestynie nie będzie dalej finansowana, ponieważ nie mieści się już wśród priorytetów ministerstwa.

Oznacza to, że nie będziemy mogli kontynuować pomocy na Zachodnim Brzegu w takiej skali jak obecnie. Dlatego zachęcamy do każdego wsparcia finansowego, pomoże nam utrzymać te działania – choćby i w mniejszym zakresie. Wpłaty darczyńców są obecnie naszą największą nadzieją, bo wszystko wskazuje na to, że staną się jedyną formą naszego finansowania.

Uważamy, że polski rząd powinien skorygować swoją politykę w tym zakresie – między innymi dlatego, że chodzi o zachowanie efektów pomocy, na którą sam przeznaczał środki.

Zachęcamy do wpłat na konto Polskiej Misji Medycznej za pośrednictwem strony internetowej – w ten sposób najłatwiej mogą Państwo wesprzeć dostarczanie pomocy medycznej beudińskim społecznościom na Zachodnim Brzegu.

**

Jakub Belina-Brzozowski – poeta i pracownik humanitarny. Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim oraz Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Prowadził kampanie i komunikację w organizacjach takich jak Polska Akcja Humanitarna oraz Compassion in World Farming Polska. Obecnie koordynuje zespół komunikacji w Polskiej Misji Medycznej, a także odpowiada za kontakty z mediami w Stowarzyszeniu na rzecz Chłopców i Mężczyzn.

Aleksander Kamkow

Absolwent hebraistyki na Uniwersytecie Warszawskim i semitystyki na Freie Universität Berlin. Socjalista i dumny częstochowianin. Badacz dialektu Druzów z miasta al-Suwejda na południu Syrii. Publicysta, pisał dla magazynu „Kontakt” i „Magazynu Muzułmańskiego Al-Islam”.

Komentarze