0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. obsługa prasowa prezydenta Rosji/ AFPFot. obsługa prasowa...

Ostatni raz Władimir Putin przebrał się w mundur i udawał wizytę na froncie jesienią, kiedy nie wypaliła rosyjsko-amerykańska operacja z 28-punktowym planem pokojowym. Zgodnie z nim Ukraina miała zostać podporządkowana Moskwie, a ograniczenia dotyczące obronności miały być wprowadzone także na Polskę. Plan jednak wyciekł i został zablokowany, a Putin musiał okazać niezłomność.

Przeczytaj także:

To wtedy Putin ogłosił zdobycie Kupiańska i rozdał za to medale. A potem sfotografował się w Kupiańsku prezydent Ukrainy Zełenski, a Putin musiał wzywać, żeby jednak „problem Kupiańska” rozwiązać (Kupiańsk jest nadal w ukraińskich rękach). Wtedy też Putin opowiadał o gotowości do prowadzenia wojny i posuwania się naprzód, skoro metody dyplomatyczne zawodzą.

Dlaczego teraz Putin powtarza operację à la Kupiańsk? I ryzykuje kolejną wtopę – wszak wojskowi nie raz wprowadzili go w błąd? I dlaczego znowu mówi to samo, choć sytuacja jest inna?

Putin w kryzysie, Putin w mundurze

Owszem, Putin posunął się naprzód na froncie. W Rosji narasta jednak potężny kryzys paliwowy wywołany ukraińskimi uderzeniami daleko od linii frontu. Okupowane terytoria Ukrainy przechodzą coraz bardziej pod kontrolę ukraińskich dronów, na Krymie z tego powodu obowiązuje stan wyjątkowy.

Notowania Putina tąpnęły (w oficjalnej sondażowni, mimo że zmieniła ona w maju na korzystny dla Putina sposób zbierania danych).

W Ankarze zbiera się w poniedziałek 6 lipca szczyt NATO, które ciągle – mimo starań Donalda Trumpa – deklaruje poparcie dla Ukrainy. Stawkę szczytu opisała Paulina Pacuła:

Wystąpienie Putina i ogłoszenie zwycięstwa w Konstantyniwce ma być zapewne odpowiedzią na to.

Ukraińcy od razu ogłosili, że Konstantyniwka nie została zdobyta.

„3 lipca wróg przeprowadził 11 ataków we wskazanym kierunku, ale bezskutecznie. Zamiast tego wróg, nie po raz pierwszy, ucieka się do rozpowszechniania jawnej dezinformacji i fałszerstw przez najwyższych urzędników” – powiedział prezydent Wołodymir Zełenski.

Wystąpienie Putina miało ciekawą scenografię – nie dość, że panowie przebrali się w mundury, to jeszcze spotkali się w zamkniętym budynku, którego ściany – ale od środka (!) – pokryte były siatką maskującą. Tak najwyraźniej propaganda Kremla każe nam sobie wyobrazić miejsca blisko frontu (Putin tam jednak nie bywa).

Po drugie – relację z tego „frontowego spotkania” z wojskowymi propaganda puściła praktycznie od razu – a nie ze zwyczajowym wielogodzinnym opóźnieniem. Musiało się im spieszyć. Spotkanie miało trwać godzinę.

Dwaj meżczyźni w mundurach w pomieszczeniu owinietym siatka maskującą
Punkt dowodzenia wedle propagandy. "Wiesti", 4 lipca 2026

Putin dementuje

Z tego, co pojawiło się następnie w oficjalnym sprawozdaniu, zwraca uwagę przede wszystkim twierdzenie Putina, iż nie jest prawdą, że Ukraina odnosi na froncie sukcesy.

Putin miał przekonywać swoich wojskowych, że to Rosja wygrywa, a ukraińskie sukcesy są „urojone”.

Musi to jednak dziwić – bo urojonych sukcesów wroga zwycięska armia nie musi dementować.

Do tego Putin publicznie ostrzegał, że choć przeciwnik przegrywa, to „może podjąć pewne działania sabotażowe i terrorystyczne, rozpoczynając wypady, aby potwierdzić swoje stanowisko o rzekomych osiągnięciach”. Wezwał wojskowych, by byli na to gotowi.

Putin zapewnia, że wszystko idzie zgodnie z planem

Putin wychwalał sukces w Konstantyniwce, który ma „strategiczne znaczenie”. Ale przyznał też, że w Konstantyniwce nadal toczą się walki („W strefie Konstantinowki nadal znajdują się cywile i należy podjąć wszelkie niezbędne działania w celu zapewnienia ich ewakuacji”). Wyliczył też, że od początku roku wojska rosyjskie wyzwoliły 133 miejscowości i przejęły kontrolę nad ponad 3000 kilometrów kwadratowych „naszej ziemi w Donbasie i Noworosji” (ukraińscy dowódcy zauważają, że to dane wyssane z palca, bo jako zdobyte rosyjscy dowódcy zaliczają sobie miejscowości, do których wysłali oddziały szturmowe, nawet jeśli te się potem wycofały).

Ponadto – to dziwne w piątym roku wojny – Putin użył sformułowania dawno już zapomnianego, że jego

„operacja specjalna” przebiega „zgodnie z planem”.

Putin dodał jednak, że jest to plan Sztabu Generalnego. I wezwał, by ten plan „ściśle wykonywać”.

Tu musimy zauważyć, że agencje prasowe, które o tym wszystkim donosiły, przeplatały te doniesienia informacjami o kolejnym ataku dronowym Ukrainy na Moskwę, co chyba nie było zgodne z planem.

Rozkaz krwawego atakowania Ukrainy

Mimo że Putin odnotował na spotkaniu „coraz szybsze postępy jednostek i formacji Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej na całej linii frontu”, to wezwał do dalszego atakowania miast Ukrainy. Po czwartkowym ataku na Kijów brzmi to strasznie, ale i bezradnie.

„Muszą być kontynuowane masowe ataki na infrastrukturę wojskowo-przemysłową Ukrainy” – powiedział.

Parę godzin później rosyjski MON rozwinął tę myśl, zapowiadając ataki – nazywane jednak już „odwetowymi”, bo było to po ataku na terminal naftowy w Petersburgu i bazę wojskową w Kronsztadzie. Tej nocy nad Rosją armia Putina zestrzeliła 893 ukraińskie drony i 10 ukraińskich rakiet balistycznych Flamingo.

Putin zresztą – co jest dla jego wystąpień w mundurze nowością – wezwał też do ochrony „obiektów i ludności cywilnej w Rosji”.

„Im więcej ataków podejmie wróg na nasze obiekty cywilne – a my oczywiście musimy przede wszystkim zrobić wszystko, co konieczne, aby chronić te obiekty i ludność cywilną – ale im więcej prób tego rodzaju podejmie wróg, tym większą strefę bezpieczeństwa będziemy musieli stworzyć na sąsiednim terytorium” – powiedział.

Na to też warto zwrócić uwagę.

„Strefa bezpieczeństwa” nawiązuje do amerykańsko-rosyjskich koncepcji z zeszłego roku, by pomiędzy Ukrainą a Rosją wydzielić strefę buforową. W narracji Putina miała ona bronić rdzenną Rosję przed ostrzałem ukraińskim. Teraz jednak taka strefa za bardzo nie ma sensu, skoro Ukraińcy i tak mogą trafić w Petersburg, Moskwę, Tuapse, Orenburg czy za Ural.

W każdym razie nie ma sensu strategicznego. Ale pasuje do przemocowej opowieści, że „winny” zasługuje na „karę”.

Putin powtarza starą groźbę, ale w nowych okolicznościach.

I nadal twierdzi, że to zgodne z planem (jakim?):

„Tworzenie strefy bezpieczeństwa na terenach przygranicznych obwodów charkowskiego, sumskiego i dniepropietrowskiego Ukrainy przebiega zgodnie z planem”.

Teraz należy to chyba rozumieć jako zapewnienie, że nie zatrzyma wojny, mimo że przed tygodniem, w wywiadzie telewizyjnym, przekonywał publiczność, że do osiągnięcia celu na wojnie brakuje mu od dwóch do dziesięciu kilometrów do granic administracyjnych Donbasu (niejasna pozostawała sprawa Zaporoża i Chersońszczyzny, bo te rozciągają się na zachodni, prawy brzeg Dniepru, którego Putin nie ma jak sforsować).

Swoje groźby wobec Ukrainy Putin ogłasza po tym, jak w zeszłotygodniowym wywiadzie ujawnił ukraińską propozycję, by zaprzestać wzajemnego ostrzeliwania zaplecza.

Jest to więc – przy całym okropieństwie – rozpaczliwa próba demonstrowania siły „wodza naczelnego”. Zdesperowany Putin przestaje udawać pokojowe nastawienie, jakby przestał już liczyć, że naprawdę dogada się z Trumpem – a do wyborów w Europie (w Wielkiej Brytanii, Francji, Polsce i Niemczech) i zwycięstwa sił prorosyjskich, na które Moskwa liczy, zostało trochę czasu.

„Kontynuowanie analizy”, kto na Zachodzie zasługuje na odwet

Prawdziwe groźby skierowane były jednak przede wszystkim do sojuszników z Zachodu. Ukraina już wie, czego może się po Putinie spodziewać. Putin zalecił bowiem „kontynuowanie analizy”, jaki kraj i jak pomaga Ukrainie (pomoc nazywa „podżeganiem do wojny”).

„Analiza zaangażowania każdego z inicjatorów w kontynuowanie wojny na Ukrainie musi być prowadzona. Należy przeprowadzić analizę zaangażowania każdego z nich w rzeczywiste działania bojowe. Potrzebujemy tej analizy, aby podejmować odpowiedzialne decyzje w przyszłości” – powiedział Putin na spotkaniu.

Dodał, że dla Rosji takie doświadczenie „może być w każdym przypadku konieczne”.

Na wszelki wypadek odrzucił europejskie propozycje pokojowe: „Chciałbym podkreślić, że zarówno sam reżim kijowski, jak i tak zwani »europejscy wyimaginowani pokojowi wysłannicy«, których celem nie jest pokój, lecz kontynuacja wojny z Rosją do ostatniego Ukraińca, swoimi oświadczeniami i praktycznymi działaniami potwierdzają nasze przypuszczenia co do ich prawdziwych intencji”.

Zatem nawet zabiegająca o zakończenie wojny Europa pozostanie głównym wrogiem Putina.

(Do USA Trumpa wysłał właśnie życzenia z okazji Dnia Niepodległości i wyraził w nich nadzieję, że stosunki amerykańsko-rosyjskie się poprawią).

Kilka godzin później rosyjski MSZ ogłosił, że zweryfikował „dane wskazujące na to, że Łotwa i inne republiki bałtyckie udostępniły już swoje korytarze powietrzne ukraińskim dronom, które zaatakowały cywilną infrastrukturę naszego kraju”.

Przewodniczący rosyjskiej Rady Morskiej Nikołaj Patruszew oświadczył, że „sąsiednie kraje są współwinne ukraińskim atakom dronów na rosyjskie porty na Bałtyku, ponieważ trasa lotu bezzałogowego statku powietrznego wymaga starannego planowania i co najmniej zgody przywódców krajów, nad którymi przelatuje”.

Za to rosyjski MON wyliczył: „Tylko w czerwcu rosyjskie siły zbrojne zniszczyły około 13 000 celów powietrznych nad rosyjskimi regionami. Za produkcję i wsparcie startowe tych celów odpowiadały ministerstwa obrony i specjaliści z większości krajów europejskich, w tym z Wielkiej Brytanii, a także inni sponsorzy reżimu w Kijowie”.

Teraz pokażą w Rosji, jak się Zachód boi

Była to więc publiczna groźba, która wpasowuje się w ostrzeżenia z zachodnich kręgów wywiadowczych, które od kilku dni ostrzegają o możliwym rosyjskim ataku hybrydowym na kraje bałtyckie lub Polskę.

Wystąpienie Putina czyni te groźby o tyle prawdopodobnymi, że pokazuje jego bezradność i to, że jest przyparty do muru. Jednak mamy do czynienia z wystąpieniem publicznym i propagandowym, to chodzi tu bardziej o pocieszenie publiczności w Rosji. Propaganda jak zawsze po dokładnym sprawozdaniu wystąpienia Putina opowie, jak bardzo przerażony jest Zachód i jakie wrażenie zrobił na nim Putin.

Jak na kraj wybierający „własną drogę”, Rosja Putina zdumiewająco często przegląda się w lustrze Zachodu. Krwawy ostrzał Kijowa 2 lipca (30 zabitych) telewizja Putina streściła najpierw 10-minutowym reportażem o tym, jak palił się Kijów. A potem kilkuminutową opowieścią o tym, jakie to wrażenie zrobiło na mediach Zachodu (a nie Chin, Indii czy Korei Północnej, z którymi się Putin przyjaźni).

***

Od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?

UWAGA, niektóre z linków wklejanych do tekstu mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN.

Na zdjęciu Agnieszka Jędrzejczyk
Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)

Komentarze