Im bardziej Trump rozwala porządek światowy, tym bardziej Putin nie może być od niego gorszy. Władza Putina trwa tylko dzięki wojnie w Ukrainie, a do wewnętrznych powodów jej prowadzenia Amerykanie dodali niechcący kolejny. Tymczasem Kreml nauczył się nieźle ukrywać koszty wojny przed poddanymi Putina. Na przykład dzięki literce „S”
Propaganda Kremla redefiniuje właśnie cele działań Putina. Do tej pory było jasne, że zapewnia on „suwerenność” Rosji przez to, że nie stosuje się do reguł i z nich szydzi. Bo „suwerenność” to robienie tego, co się chce, jak się chce, mimo że inni mówią, że "Nie można”.
Niestety, Trump, napadając 3 stycznia 2026 na Wenezuelę, grożąc Iranowi i Danii, zakwestionował samo istnienie tych reguł. Z czym więc walczył o suwerenność Rosji Putin?
Z samym sobą – podpowiada teraz jego propaganda. Ograniczeniem Putina jest – jak u Trumpa – jego „moralność” (to cytat z niedawnego wywiadu Trumpa dla „New York Timesa”).
Rosja mogłaby np. znieść z powierzchni ziemi Kijów, ale nie robi tego, bo Putin tego nie chce – a nie „nie może”. „Bo tam jest »nasz Chreszczatyk«, tam jest »nasza Ławra«. To wszystko nasze. A jeśli nie będzie znowu całe nasze jutro, to będzie pojutrze” – wyjaśniła Margarita Simonjan w programie „Niedzielny wieczór z Władimirem Sołowjowem” na kanale Rossija 1 (najbardziej popularna w Rosji telewizja, 14-proc. oglądalność).
Jak by nie oceniać Trumpa (a propaganda najwyraźniej jeszcze nie dostała tu jeszcze jasnych dyrektyw), Putin nie może zatrzymać wojny w Ukrainie. Wobec tego, co się dzieje na świecie, byłaby to absolutna klęska Rosji. Zatem do wewnętrznych przyczyn, z powodu których Putin nie może zatrzymać wojny, doszły przyczyny zewnętrzne.
Trump właśnie wzmocnił opór Rosji przed pokojem.
Teraz Rosja tym bardziej musi domagać się kontroli nad całą Ukrainą i osłabienia NATO. Musi też publicznie stawiać sobie za cel doprowadzenie do rozpadu Unii Europejskiej.
Nazywa się to teraz – wedle władz Rosji – „redefiniowaniem map wpływów”. „Europejscy wasale, przygotujcie się”.
Rosja właśnie zażądała, by wyrzucić do kosza wszystkie ustalenia o gwarancjach dla Ukrainy, nad którymi pracowali Amerykanie z Ukraińcami i Europejczykami. I które – wedle Ukrainy i USA miały być już „prawie gotowe”
14 stycznia głos zabrał szef dyplomacji Putina Ławrow i powiedział, że jakiekolwiek rozmowy o końcu wojny mogą dotyczyć tylko gwarancji dla Rosji, czyli „usunięcia pierwotnych przyczyn konfliktu”. A według Rosji konflikt (czytaj – wojna najeźdźcza Rosji przeciw Ukrainie) wzięła się stąd, że Ukraina nie chciała podlegać Rosji, a dokładnie – skorumpowanej kamaryli Putina.
Ławrow mówi więc teraz Amerykanom w zasadzie wprost, że Rosja potrzebuje Ukrainy tak, jak USA „potrzebują” Grenlandii. A że Trump Grenlandię dostanie, to dlaczego Rosja nie miałaby dostać Ukrainy?
Ławrow powiedział też zupełnie otwarcie, że wysłannicy Trumpa Witkoff i Kushner nie mają po co przyjeżdżać do Moskwy, jeśli chcą rozmawiać o czym innym.
Tak jasnego stanowiska dawno nie było.
„Rosja jest otwarta na negocjacje w sprawie Ukrainy, jeśli będą one poważne” – powiedział. „Prezydent Putin wielokrotnie, w tym na różnych wydarzeniach w ciągu ostatnich kilku tygodni, potwierdzał nasze stanowisko w sprawie otwartości na negocjacje dotyczące Ukrainy, jeśli mają one poważny charakter i jeśli osoby zainteresowane takimi negocjacjami są rzeczywiście na nie gotowe i mają coś do powiedzenia”.
Ławrow ostrzega, że żadne sankcje teraz nie zadziałają na Rosję. „Amerykańskie naciski na wprowadzenie 500-procentowego cła na kraje handlujące z Rosją mogą wywoływać uśmiech lub złość”, ale Moskwa musi działać i wdrażać porozumienia, które obowiązują między nami a Islamską Republiką Iranu, między Rosją a wszystkimi naszymi partnerami handlowymi i gospodarczymi”.
Najnowszą inicjatywą sankcyjną USA Kreml nie będzie się przejmował, zwłaszcza że w Kongresie w 2026 roku utknęło „jedenaście inicjatyw ustawodawczych mających na celu nałożenie nowych sankcji wobec Rosji lub wzmocnienie polityki Waszyngtonu w związku z konfliktem na Ukrainie”.
Niezależnie od tego, że Kremlowi nie podoba się to, co USA robią w Wenezueli i Iranie, oficjalna narracja stawia na to, że Trumpa i Putina łączy wspólny wróg. Europa.
„Galijski kogut zapiał, że naruszenie suwerenności Danii będzie miało bezprecedensowe konsekwencje. Ciekawe, co się stanie? Czy porwą prezydenta USA ? Czy przeprowadzą atak nuklearny na sojusznika? Oczywiście, że nie. Po prostu poddadzą Grenlandię, zostawiając sobie spodnie pełne gówna. I to jest doskonały europejski precedens!” – ogłosił np. były prezydent i premier Rosji, Miedwiediew.
Tak oto znaleźliśmy się w sytuacji, w której Trump o brak pokoju w Ukrainie znowu oskarża prezydenta Ukrainy i wyraża przekonanie (14 stycznia w wywiadzie dla Reutersa), że Putin chce pokoju. „Myślę, że jest skłonny do zawarcia umowy. Myślę, że Ukraina jest mniej skłonna do zawarcia umowy”.
Władze na Kremlu przez cztery lata pełnoskalowej wojny wypracowały zestaw narzędzi do opowieści bagatelizującej jej koszty dla Rosji.
O stratach w armii nadal nie ma słowa. Wiadomo, że Putin ma na froncie 700 tys. Żołnierzy I co miesiąc rekrutuje ok. 30 tys. Jedyna oficjalna dana o poległych podana była w połowie 2023 roku – I były to zupełnie fałszywe liczby – 6008 zabitych.
Nikt nigdy nie odważył się zapytać Putina czy rosyjskiego MON o straty. Zupełnym majstersztykiem była scenka na „dorocznej konferencji prasowej Putina” 19 grudnia. Putin „przypadkiem” wyłowił z tłumu obecnych dowódcę 84-osobowego oddziału szturmującego Pokrowsk. I to jego prowadzący spektakl „dziennikarze” zapytali o straty. Odpowiedź brzmiała „czterech”.
Opowieści o poległych sprowadzone zostały do legend o indywidualnych wyczynach, odznaczeniach przekazywanych wdowom i o staraniach władz, by „wdowom i członkom rodzin poległych” zapewnić świadczenia i przywileje. Nie jest to więc opowieść o śmierć, ale o dobrej władzy dającej przywileje – ostatnio w postaci gwarantowanych miejsc na studiach „dla wdów”. Oraz o fantastycznym rozwoju rosyjskiej myśli technicznej („W Rosji opracowano unikalną metodę rehabilitacji dla weteranów SWO, którzy doznali urazów kręgosłupa i urazów obwodowych”).
To, że Rosja codziennie jest od co najmniej półtora roku coraz skuteczniej ostrzeliwana przez Ukrainę – więc doszło do przekroczenia „czerwonej linii”, które miało doprowadzić do straszliwego odwetu Putina – jest ignorowane. Po prostu.
Władza zarzuca oficjalnymi nic nieznaczącymi komunikatami, jakby to była norma, a nie wojna. Prawie codziennie podaje, ile dronów „zostało zestrzelonych nad Rosją”. Ale zawsze tak, byt porównania – czy jest lepiej, czy gorzej – były trudne (czasem dane są tylko z jednego regionu, albo z jednej pory dnia, a czasem – dotyczą np. całego tygodnia lub miesiąca). Nie wiadomo, ilu dronów nie zestrzelili i w co one trafiły. Czasem władza ujawnia, że „odłamki uszkodziły prywatny dom” albo samochód.
W charakterystyczny sposób władza opowiada też o ofiarach cywilnych wojny w Rosji. Tu – w przeciwieństwie do wojskowych – podawane są dane. Np. w całej Rosji w wyniku ukraińskiego ataku ”od początku SWO rannych zostało 1000 dzieci” albo „45 Rosjan zginęło w czasie Bożego Narodzenia”. „W grudniu zginęło 56 Rosjan”. „Najwięcej ofiar wśród ludności cywilnej odnotowano w obwodach biełgorodzkim, chersońskim i zaporoskim”.
Ofiary są jednak anonimowe, a informacje o nich podawane są właśnie tak – hurtowo.
Tylko czasami władza nagłaśnia jakąś konkretną historię – jak np. w Chorłach, gdzie Ukraińcy mieli uderzyć w zabawę noworoczną (prawdopodobnie wojskową). Opowieść o zabiciu kilkudziesięciu osób jest jednak opowieścią o przeżyciach przedstawicieli władzy, którymi „atak terrorystyczny wstrząsnął”. Nie występują tam, nawet jako statyści, krewni ofiar – ci, których śmierć naprawdę dotknęła.
Tę samą metodę władza stosuje opowiadając o wyłączeniach prądu w Rosji: jest to opowieść hurtowa, anonimowa i rutynowa:
„101 tys. cywilów w kilku regionach Federacji Rosyjskiej zostało pozbawionych prądu w zeszłym tygodniu w wyniku ataków Sił Zbrojnych Ukrainy”.
„Około 556 tys. mieszkańców obwodu biełgorodzkiego zostało pozbawionych prądu i ogrzewania w wyniku nocnego ostrzału przez ukraińskie siły zbrojne, a prawie 200 000 kolejnych nie ma dostępu do wody”.
„740 000 mieszkańców rosyjskich regionów zostało pozbawionych prądu w czasie świąt noworocznych”.
Do tego w propagandzie wyłączenia prądu wywołane ukraińskim ostrzałem są przykrywane teraz relacjami z walki z klęską naturalną, jaka jest w Rosji zima. Informacje o zrywaniu trakcji, zablokowanych drogach, wybuchach instalacji gazowej, braku wody, wypadkach drogowych na oblodzonych i nieodśnieżonych drogach, przykrywają teraz wszystko. Oprócz oczywiście opowieści o tym, że w Ukrainie Rosja systematycznie rozwala system energetyczny i zaraz Ukraińcy zamarzną w ciemnościach. To jest czołówka prawie każdego dziennika.
Kłopoty gospodarcze są całkowicie bagatelizowane. Po pierwsze Rosja – z czego Rosjanie powinni być dumni – prowadzi wojnę z całym Zachodem (nawet jeśli obecnie liczy na przyjaźń USA). A jeśli to taka wojna (pojęcie „wojna” stało się w przekazie absolutnie legalne), to jakieś koszty powinno się ponosić.
Tymczasem jednak – w oficjalnej wersji – Rosja świetnie radzi sobie z sankcjami, wzrost gospodarczy tylko spowolnił, ale ciągle jest. Poza tym władza postanowiła podawać teraz średnie wskaźniki ekonomiczne z ostatnich trzech lat – a ta średnia ciągle jest przyzwoita.
Do tego przemysł zbrojeniowy, który bardzo się rozwija, nie tylko produkuje najwspanialszą na świecie broń, której wszyscy się boją.
Ten przemysł nawet w 30 proc. produkuje na potrzeby cywili. („Dotyczy to w szczególności nowoczesnego transportu kolejowego, sprzętu budowlanego i drogowego, sprzętu medycznego, produktów farmaceutycznych, elektroniki użytkowej i urządzeń telekomunikacyjnych” – powiedział Manturow podczas spotkania z prezydentem Rosji Władimirem Putinem 13 stycznia).
Jeśli ceny rosną (a raczej „ulegają zmianie”), to dlatego, że muszą i że tak jest dobrze. Np. „ceny biletów komunikacji miejskiej w Moskwie uległy zmianie od piątku. Ceny zostały skorygowane w celu zrekompensowania rosnących kosztów energii elektrycznej i paliwa, a także inflacji”.
Dzienniki telewizyjne ilustrują to wszystko obrazkami nowych autostrad i fabryk (nawet archiwalnymi, gdyż bez śniegu), ale co tam. A gdyby kogoś to nie przekonało i twierdził, że jemu żyje się jednak ciężej, to jest na to odpowiedź Putina z „konferencji prasowej” 19 grudnia. Że ktoś może więcej wydawać, jeśli kupuje droższe produkty. Jednak – jak wskazuje Putin – od jednostkowych odczuć ważniejsze są odczucia władzy. Która wszystko mierzy w tonach, procentach o PKB. A z tego wychodzi jej, że jest dobrze.
Tę strategię propagandową najlepiej ilustruje historia spod Petersburga. Otóż na „konferencji prasowej” 19 grudnia Putin odczytał na głos wyświetlane na ekranie rozpaczliwe przesłanie: „My w Uljanowsku czujemy się, jakbyśmy żyli w XIX wieku! Kiedy twoi podwładni zaczną pracować i słuchać ciebie i ludzi?”.
Putin obiecał się sprawą zająć. Ale… szybko okazało się, że nie chodzi o Uljanowsk koło Saratowa (gdzie spanikowane władze rozpoczęły poszukiwania autorów wpisu), ale o Uljanowkę (bez S w nazwie) w obwodzie leningradzkim. 40 km od centrum Petersburga.
Putin dodał niepotrzebne S. Może niedowidzi (odmówił noszenia okularów), może tak mu napisali.
O tym, że to Uljanowka, poinformował z ulgą sam Ulianowsk, gdyż autorzy listu do Putina spod Petersburga ujawnili się władzom Uljanowska. Ze strachu, że choć ich przesłanie dotarło do samego Putina, to „z powodu literówki ich problem nie zostanie rozwiązany”. A chodzi o to, że w mieścinie nie ma od miesięcy prądu, a że nie ma też gazu, to jest ciemno i zimno.
W odpowiedzi na oświadczenie Uljanowska, komunikat dla oficjalnych mediów wydały władze obwodu leningradzkiego odpowiedzialnego za Uljanowkę. I oskarżyły Uljanowsk o sugerowanie, iż Putin się pomylił. „Prezydent odczytał wiadomość. Czy nasi koledzy naprawdę chcą podważyć jego słowa?”.
Okazało się, że w osiedlu pod Petersburgiem nie tylko od sierpnia nie ma prądu, ale w ogóle nie ma gazu. Więc jest ciemno i zimno – jak w Ukrainie. Zrozpaczeni mieszkańcy nie byli w stanie dobić się do władz. Ostatecznie zorganizowali się (!) i zaczęli słać masowo prośby do Putina w ramach akcji „Linia specjalna z prezydentem”. Prawie im się udało, bo Putin przesłanie zobaczył. Ale z literówką – i trudno oprzeć się myśli, że literówka mogła być karą za zorganizowaną akcję. Bo przecież Putinowi pokazano tylko 84 pytania z 3 mln – ktoś je wybrał i przepisał.
Po tym wszystkim administracja obwodu leningradzkiego ogłosiła, że nic nie wie, jakoby w Uljanowce nie było prądu. Skoro Putin przeczytał „Uljanowsk”, niech koledzy z Uljanowska „nie przerzucają winy na innych”.
I na tym historia Uljanówki się skoczyła. Prądu i gazu raczej nadal tam nie ma – bo o sukcesie byśmy słyszeli. Była to klasyczna historyjka o dobrym carze, złych bojarach i prostych ludziach, którzy nie powinni się buntować, bo to nic nie da.
Gdyby Ukraina się nie poddała, wyszłoby, że ci w Uljanowce mieli rację.
Ale Putin liczy tu bardzo na sojusz z Trumpem („Musimy nakłonić prezydenta Zełenskiego, żeby się na to zgodził” – powiedział Trump).
Od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?
UWAGA, niektóre z linków wklejanych do tekstu mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN.
Cały nasz cykl GOWORIT MOSKWA znajdziecie pod tym linkiem.
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Komentarze