Zapowiedziana przez obecny rząd reforma podatkowa ma kilka poważnych słabości. Nie redystrybuuje dochodów szczególnie efektywnie, raczej nie da gospodarce takiego impulsu, jaki mogłaby, a do tego wprowadza bariery zniechęcające duże firmy do rozwoju. Mimo tych niedoskonałości jej ogólny bilans wygląda pozytywnie
Na zapowiedzianą przez obecny rząd reformę podatkową składają się cztery elementy.
Najgłośniejsza to obniżenie podatku od osób fizycznych (PIT) nałożonego na najlepiej zarabiające osoby rozliczające się na skali podatkowej.
Aktualnie takie osoby:
Po wdrożeniu proponowanych zmian:
Koszt opisanej powyżej zmiany ma zostać opłacony z podwyższenia trzech podatków.
Dodatkowo osoby rozliczające się ryczałtem, których przychody w danym roku podatkowym przekroczą 300 tys. złotych, od nadwyżki ponad tę kwotę będą musiały zapłacić podatek według podwyższonej stawki wynoszącej 17 proc.
Zgodnie z wyliczeniami zawartymi w Ocenie Skutków Regulacji (OSR) w projekcie ustawy, wdrożenie zaproponowanych przez rząd zmian będzie praktycznie neutralnie fiskalnie — dochody budżetowe bardzo nieznacznie wzrosną (w samym 2027 roku o ok. 2,6 mld złotych).
To o tyle ważne, że już teraz Polska notuje bardzo wysokie deficyty fiskalne. Zgodnie z obecnymi rządowymi prognozami w 2026 roku deficyt sektora finansów publicznych ma wynieść 6,8 proc. PKB. Nie oznacza to wcale, że Polska znajduje się na drodze do bankructwa czy poważnego kryzysu. Utrzymywanie tak wysokich deficytów ogranicza jednak przestrzeń fiskalną państwa i może sprawić, że w przyszłości trudniej będzie zdecydowanie reagować na ewentualny kryzys, tak jak miało to miejsce choćby w 2020 roku.
Na ten problem zwracają uwagę zarówno instytucje międzynarodowe, takie jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, jak i wielu polskich ekonomistów. Na podobne ryzyko pośrednio wskazują również badania ekonomiczne. A pamiętajmy, że polski rząd sam zobowiązał się do konsolidacji finansów publicznych, a więc stopniowego ograniczania skali deficytu.
Dzięki temu, że reforma ma być neutralna dla budżetu, nie powinna dodatkowo pogarszać i tak skomplikowanej sytuacji finansów publicznych. Jednocześnie podanie sposobu finansowania obniżki PIT w obecnych warunkach fiskalnych sprawia, że propozycja rządu jest znacznie bardziej wiarygodna. Gdy słyszeliśmy obietnicę podwojenia kwoty wolnej od podatku (obecnie to koszt na poziomie 60 mld zł!), dokładnego wskazania źródeł finansowania nie usłyszeliśmy. Teraz jest inaczej. Dzięki temu znacznie bardziej przypomina ona realny plan reformy niż kolejną obietnicę bez pokrycia.
Zgodnie z wyliczeniami zawartymi w OSR na zmianie stawek podatkowych w ramach skali skorzysta 3,5 mln podatników. Zdecydowaną większość z nich — ponad 2,7 mln osób — stanowią pracownicy etatowi. Reforma obejmie również niemal pół miliona emerytów. W relacji do dochodów beneficjentów korzyści będą jednak stosunkowo niewielkie. Przeciętny pracownik objęty zmianami zyska około 3 tys. zł rocznie, natomiast średnia korzyść przypadająca na jednego beneficjenta reformy wyniesie 2,9 tys. zł.
Zdecydowana większość korzyści trafi do najlepiej zarabiających podatników rozliczających się według skali. Spośród 10,2 mld zł, o które w wyniku tej zmiany zmniejszą się dochody budżetu, niemal 8 mld zł przypadnie na 10 proc. najlepiej zarabiających, a kolejne 2 mld zł — na osoby należące do następnych 10 proc. rozkładu dochodów. Jest to zarówno największa zaleta, jak i wada proponowanej zmiany.
Z jednej strony odciążenie dobrze zarabiających osób rozliczających się według skali zwiększa sprawiedliwość poziomą systemu podatkowego. Obecnie osoby osiągające takie same dochody mogą płacić zupełnie różne podatki w zależności od formy zatrudnienia. Jak wskazuje Michał Zator z Uniwersytetu Notre Dame, dwóch lekarzy zarabiających po 25 tys. zł brutto może otrzymywać skrajnie różne wynagrodzenia netto. Lekarz zatrudniony na etacie dostanie około 13 tys. zł na rękę, a korzystający z fikcyjnego samozatrudnienia i ryczałtu — 19,5 tys. zł.
Taka różnica narusza zasadę sprawiedliwości poziomej i zachęca do poświęcania czasu na optymalizację podatkową zamiast na działalność produktywną.
Z drugiej strony reforma jest mało efektywna, ponieważ skorzystają na niej przede wszystkim najlepiej zarabiający. Nie pomaga więc osobom, które dodatkowych pieniędzy potrzebują najbardziej. Prawdopodobnie będzie miała również niewielki wpływ na gospodarkę. Obniżanie podatków może zachęcać ludzi do dłuższej pracy: im więcej zostaje im z każdej dodatkowo zarobionej złotówki, tym bardziej opłaca się pracować. Badania wskazują, że taki mechanizm jak najbardziej występuje.
W przypadku tej reformy nie ma też co liczyć na wzrost podaży pracy. Po pierwsze, do dłuższej pracy może ona zachęcić jedynie osoby zarabiające od 120 do 150 tys. zł rocznie i nikogo więcej. Poza tym dla osób o takich dochodach dodatkowe 3 tys. zł niemal na pewno nie będą stanowiły impulsu do dodatkowej pracy.
Poza tym osoby o tak wysokich dochodach raczej nie zacznie pracować znacznie więcej tylko dlatego, że w ciągu roku zostanie jej dodatkowe 3 tys. zł. Jak zauważa główny ekonomista XYZ oraz były pracownik Ministerstwa Finansów Marek Skawiński, silniejszy efekt przyniosłoby obniżenie podatków osobom zarabiającym płacę minimalną lub niewiele więcej.
Podwyższenie daniny solidarnościowej zmieni niewiele. Po pierwsze, zgodnie z informacjami, które można wyczytać w OSR, płaci ją bardzo mało osób — w 2025 roku było to zaledwie 39 tys. podatników. Po drugie, jej stawka wzrośnie tylko o 1 pkt proc., więc trudno oczekiwać wyraźnej reakcji osób objętych podwyżką. Jednocześnie skorzystają one na obniżeniu PIT w ramach skali podatkowej, co dodatkowo złagodzi skutki wyższej daniny.
Podobnie wygląda sytuacja z podwyższoną stawką ryczałtu, która ma obejmować nadwyżkę przychodów ponad 300 tys. euro osiągniętych w danym roku. Próg ten jest o 50 tys. euro wyższy od nowego limitu uprawniającego do korzystania z ryczałtu, wynoszącego 250 tys. euro, więc w praktyce wątpliwie jest, aby ta zmiana kogokolwiek zauważalnie dotknęła.
Dla odmiany podwyższenie podatku od osób prawnych może już wywołać nieduże, ale odczuwalne negatywne skutki, a to za sprawą nieprzemyślanej konstrukcji. Stawki podatkowe działają inaczej w CIT niż PIT. W drugim przypadku po przekroczeniu progu podatkowego jedynie nadwyżka jest opodatkowana wyższą stawką. Z kolei, gdy przychody firmy przekroczą 2 mld euro przychodu, cały dochód zaczyna być opodatkowany stawką 19 proc. zamiast 9 proc.
Oznacza to skokowy wzrost opodatkowania i aktywnie zniechęcanie przedsiębiorców do powiększania skali działalności, bo takie działanie może w praktyce obniżyć ich dochody.
Wprowadzenie stawki w wysokości 22 proc. w przypadku największych podmiotów oznacza wprowadzenie do systemu podatkowego kolejnego bodźca zniechęcającego przedsiębiorstwa do rozwoju.
W ostatnich kilku latach ryczałt przeżywa prawdziwy boom. Zgodnie z danymi Ministerstwa Finansów, W 2020 roku korzystało z niego nieco ponad 646 tys. przedsiębiorców, a w 2024 roku było ich już ponad milion. Stało się na skutek szeregu zmian wprowadzonych w latach 2021–2022. Najpierw limit przychodów pozwalający na korzystanie z tej formy podniesiono z 250 tys. do 2 mln euro. Później wprowadzono niższe stawki m.in. dla lekarzy, informatyków, architektów i inżynierów. Do tego doszły korzystne zasady naliczania składki zdrowotnej. W 2026 roku przy przychodach powyżej 300 tys. zł wynosi ona 1495,04 zł miesięcznie i dalej już nie rośnie.
Nic dziwnego, że dobrze zarabiający chętnie przerzucili się na rozliczanie ryczałtem. Z wcześniej raportu Ministerstwa Finansów wynika, że w 2021 roku średni roczny przychód przedsiębiorcy na ryczałcie wynosił 149 tys. zł, a mediana 65 tys. zł. Rok później średnia wzrosła do 252 tys. zł, czyli o 70 proc., a mediana do 117 tys. zł, czyli o 80 proc. Tak duży skok pokazuje, że osoby, które przeszły na ryczałt, były znacznie zamożniejsze od wcześniejszych użytkowników tej formy opodatkowania. Boom na ryczałt odbił się również na wpływach z daniny solidarnościowej, ponieważ przychody rozliczane w ten sposób nie są nią objęte. Zgodnie z informacjami zawartymi w OSR, W 2022 roku wpływy z daniny wyniosły prawie 2,8 mld zł, a w 2025 roku już tylko około 1,9 mld zł.
Zapowiedziane obniżenie limitu przychodów uprawniającego do korzystania z ryczałtu z 2 mln do 250 tys. euro ograniczy możliwość omijania podatków przez osoby o bardzo wysokich dochodach.
Dzięki temu zmniejszy się skala zjawiska polegającego na tym, że osoby zarabiające więcej procentowo płacą niższe podatki niż osoby o niższych dochodach.
Warto przy tym dodać, że naruszanie zasady pionowej sprawiedliwości systemu podatkowego nie jest w Polsce nowym problemem. Jak pokazali Paweł Bukowski, Paweł Chrostek, Filip Novokmet i Marek Skawiński w swojej pracy na szczycie rozkładu dochodów system stawał się regresywny. Ludzie należącego do najlepiej zarabiającego 1 proc. populacji dawali państwu niższą część swoich dochodów w podatkach i składkach niż pozostałe osoby zarabiające powyżej mediany. Jedną z głównych przyczyn był podatek liniowy, dzięki któremu dochody z działalności gospodarczej były opodatkowane znacznie łagodniej niż wysokie wynagrodzenia z pracy. Powiększenie limitu ryczałtu do 2 mln zł pogłębiało ten problem. Powrót do wcześniejszej stawki to więc krok w dobrą stronę.
Czy jednak reforma nie uderzy przy okazji w osoby, które dzięki ryczałtowi rzeczywiście założyły i rozwinęły firmę? Wydaje się, że ryzyko nie jest duże. Dane z OSR sugerują, że wśród ryczałtowców o najwyższych przychodach dużą grupę stanowią osoby traktujące działalność przede wszystkim jako korzystniejszą podatkowo formę pracy. Reforma dotknie około 20 tys. osób, czyli mniej więcej 2 proc. wszystkich ryczałtowców. Aż 46,2 proc. z nich nie zatrudnia nikogo.
Podobny podatkowy eksperyment Polska przeprowadziła już w 2004 roku. Wtedy przedsiębiorcy zyskali możliwość korzystania z 19-procentowego podatku liniowego, podczas gdy pracownicy nadal rozliczali się według skali ze stawkami 19, 30 i 40 proc. Z badania Justyny Klejdysz i Toma Zawiszy wynika, że reforma wyraźnie zwiększyła liczbę osób przechodzących z etatu na samozatrudnienie. Zdecydowana większość działalności jednoosobowych powstałych w taki skutek służyła tylko i wyłącznie do ograniczenia obciążeń podatkowych
Podsumujmy: bilans reformy jest mieszany, ale raczej dodatni. Obniżenie PIT poprawi sytuację najlepiej zarabiających pracowników i zmniejszy różnice w opodatkowaniu osób osiągających podobne dochody w różnych formach zatrudnienia, choć trudno oczekiwać po tej zmianie impulsu dla gospodarki. Podwyżka daniny solidarnościowej będzie miała niewielkie znaczenie, natomiast sposób podniesienia CIT niepotrzebnie zwiększy bodźce zniechęcające firmy do rozwoju. Najważniejszą zmianą wydaje się jednak ograniczenie dostępu do ryczałtu, które powinno utrudnić wykorzystywanie działalności gospodarczej przede wszystkim jako sposobu na obniżenie podatków. Na plus trzeba też zapisać to, że cały pakiet ma być praktycznie neutralny dla budżetu — szczególnie w sytuacji, gdy państwo i tak mierzy się z bardzo wysokim deficytem.
Dziennikarz w Obserwatorze Gospodarczym. Ekonomista zarażony miłością do tej nauki przez Ha-Joon Chang. To on pokazał, że ekonomia to nie są nudne obliczenia, a nauka o życiu społecznym.
Dziennikarz w Obserwatorze Gospodarczym. Ekonomista zarażony miłością do tej nauki przez Ha-Joon Chang. To on pokazał, że ekonomia to nie są nudne obliczenia, a nauka o życiu społecznym.
Komentarze