24 sierpnia 2026 rosyjskojęzyczne środowiska opozycyjne przeżyły wstrząs. Jedna z członkiń Pussy Riot, która świeżo uciekła z Rosji, przyznała, że przez lata była informatorką FSB. Miała też być kluczowym elementem m.in. planu zabicia opozycyjnego dziennikarza
W poniedziałek 24 sierpnia, przed południem, rosyjskojęzyczne medium opozycyjne Portmedia.info opublikowało długi, ekskluzywny wywiad (którego fragmenty pojawiły się kilka godzin wcześniej na YouTube) z członkinią Pussy Riot Margaritą Konowałową (Ritą Flores), która zaledwie około 10 dni wcześniej uciekła z Rosji. Flores w wywiadzie, prowadzonym przez znanego opozycyjnego prawnika Dimitrija Zachwatowa, który pomógł jej uciec, przyznała się do wieloletniej współpracy z FSB, rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa.
Mniej więcej w tym samym czasie pojawiła się krótka publikacja podsumowująca sprawę w innym, dużo większym niezależnym medium, The Insider, która została szybko przetłumaczona i powtórzona przez anglojęzyczne media. Te dwa materiały nadały ton rozprzestrzeniającej się jak pożar po rosyjsko- i anglojęzycznym internecie historii: jedna z ikon ruchu antyputinowskiego została zmuszona groźbami zamordowania jej rodziny do współpracy w 2023 roku, przez trzy i pół roku inwigilowała, chociaż niechętnie i, jak twierdzi, z oporami, środowisko rosyjskich artystów i opozycjonistów. Dopiero gdy oficer prowadzący zażądał od niej współpracy przy zabójstwie byłego partnera i jednego z najważniejszych dziennikarzy opozycyjnych, zdecydowała się spróbować uciec służbom przy pomocy jednego z czołowych antykremlowskich prawników.
Dziś chce pomóc innym informatorom uciec spod macek służb, a jej obszerny opis werbunku i pracy dla FSB jest kopalnią wiedzy o najnowszych metodach działania rosyjskich służb. Dlatego w tym materiale sięgniemy zarówno po długi wywiad, którego udzieliła Konowałowa (jest ona głównym źródłem większości informacji na temat swojego werbunku i współpracy, na co należy wziąć poprawkę), jak i po historię jej działalności oraz kilka powiązanych spraw dla kontekstu.
Ale zacznijmy od początku.
Pussy Riot narodziło się w Moskwie w 2011 roku jako radykalny kolektyw artystyczno-polityczny. Krótkie, prowokacyjne występy organizowane w przestrzeni publicznej miały zwracać uwagę na ograniczanie swobód obywatelskich w Rosji, sytuację kobiet i osób LGBT+, represje wobec opozycji oraz coraz silniejsze podporządkowywanie życia publicznego władzy skupionej wokół Władimira Putina. Ważnym elementem ich przekazu była również krytyka bliskich relacji Kremla z Rosyjską Cerkwią Prawosławną.
Pussy Riot nie miało jednego, niezmiennego składu ani wyraźnego podziału na liderki i pozostałe członkinie. Był to raczej otwarty, zdecentralizowany kolektyw skupiający artystki i aktywistki uczestniczące w poszczególnych akcjach w różnym czasie. Anonimowość stanowiła część przyjętej przez grupę estetyki i sposobu działania. Podczas występów uczestniczki zakładały jaskrawe ubrania oraz charakterystyczne kolorowe kominiarki, które z czasem stały się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli rosyjskiego protestu politycznego.
Światową rozpoznawalność przyniosła Pussy Riot akcja przeprowadzona w lutym 2012 roku w moskiewskim soborze Chrystusa Zbawiciela. Kilka aktywistek pojawiło się przed ikonostasem świątyni, gdzie wykonały fragment performance'u znanego później jako „punkowa modlitwa” – „Bogurodzico, przegoń Putina”. Protest był skierowany nie tylko przeciwko rosyjskiemu prezydentowi, lecz również przeciwko politycznemu zaangażowaniu hierarchów prawosławnych i ich poparciu dla ówczesnego systemu władzy.
Rosyjskie organy ścigania odpowiedziały na akcję wyjątkowo surowo. Nadieżda Tołokonnikowa, Marija Alochina i Jekaterina Samucewicz zostały zatrzymane, a następnie oskarżone o chuligaństwo motywowane nienawiścią religijną. W sierpniu 2012 roku sąd skazał wszystkie trzy na dwa lata pozbawienia wolności. Wyrok wobec Samucewicz został następnie zamieniony na karę w zawieszeniu, natomiast Tołokonnikowa i Alochina trafiły do kolonii karnych. W obronie aktywistek występowały organizacje zajmujące się prawami człowieka, artyści i politycy z wielu państw; Amnesty International uznała zatrzymane członkinie Pussy Riot za więźniarki sumienia.
Po wydarzeniach z 2012 roku działalność związana z Pussy Riot nie wygasła. Happeningi odbywały się m.in. podczas dużych wydarzeń sportowych i w miejscach o szczególnym znaczeniu symbolicznym, dzięki czemu nawet krótkie akcje mogły zyskiwać globalny rozgłos.
Po rozpoczęciu przez Rosję pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 roku antywojenny charakter działalności wielu osób związanych z Pussy Riot stał się jeszcze wyraźniejszy.
The Independent pisze, że Margarita Konowałowa, czyli Rita Flores, była „jedną z 15 kobiet, które założyły kolektyw w 2011 r.”. Z kolei rosyjskojęzyczne portale biograficzne podają, że dołączyła do Pussy Riot dopiero w 2018 r.; 24СМИ pisze, że w 2018 r. „uzupełniła skład aktywistek”.
Ta druga wersja wygląda znacznie bardziej prawdopodobnie. Konowałowa urodziła się w 1996 r., więc w chwili powstania Pussy Riot w 2011 r. miałaby około 15 lat.
Flores brała udział w ulicznych akcjach protestacyjnych kolektywu wymierzonych w rosyjskie władze oraz aparat represji. Jednym z jej najbardziej znanych happeningów była przeprowadzona w listopadzie 2020 roku w centrum Moskwy akcja przeciwko przemocy policyjnej, podczas której wraz z Mariją Alochiną przywiązała do słupa w pobliżu Kremla artystę przebranego za funkcjonariusza OMON-u. Flores wielokrotnie zatrzymywała policja, a w 2021 roku kilkukrotnie trafiała do aresztu.
Cały czas była opisywana na stronie kolektywu jako jego członkini. W tym czasie utrzymywała bliskie relacje z wieloma osobami z rosyjskiej opozycji i świata sztuki. Obok innych członkiń kolektywu najważniejszy był Piotr Wierziłow, były wydawca Mediazony, jednego z najważniejszych niezależnych mediów, związany z Pussy Riot i grupą artystyczno-polityczną Wojna. Flores i Wierziłow byli w związku w 2020 r.
Inną kluczową dla tej historii osobą jest adwokat Dmitrij Zachwatow. Bronił on m.in. uczestników demonstracji popierających Aleksieja Nawalnego, osób związanych z DOXA i ludzi przesłuchiwanych w sprawach dotyczących wpłat na struktury Nawalnego. Szczególnie głośna była jego rola jako obrońcy Mariny Owsiannikowej, byłej pracownicy Pierwszego Kanału, która w 2022 r. przerwała rosyjski program informacyjny antywojennym protestem. Zachwatow zna Flores od lat i bronił jej w sprawach związanych z protestami Pussy Riot. Według niego w 2021 r., kiedy wielokrotnie interweniował w jej sprawach, ich relacja stała się przyjacielska.
Flores przez lata była na celowniku zarówno rosyjskich służb, jak i skrajnej prawicy. Drzwi jej mieszkania były niszczone i pokrywane wulgarnymi napisami. Jak opowiada w wywiadzie, podrzucono jej na wycieraczkę martwego kota, a innym razem zhakowano jej urządzenia i wykradziono intymne zdjęcia, które następnie rozpowszechniono w mediach społecznościowych.
Po wybuchu wojny, w marcu 2022 roku, Rita Flores przyjechała do Mińska i zatrzymała się w hotelu. 30 marca 2022 roku została tam zatrzymana przez białoruskich funkcjonariuszy. Według jej relacji grożono jej wieloletnim więzieniem, bito, opluwano, ciągnięto za włosy i upokarzano na inne sposoby, a ostatecznie zmuszono do nagrania materiału popierającego Alaksandra Łukaszenkę.
Po zatrzymaniu miała zostać wypuszczona z nakazem natychmiastowego opuszczenia Białorusi oraz zakazem wjazdu na 10 lat.
W wywiadzie dla Portmedia Flores mówiła, że do pierwszego spotkania z funkcjonariuszem FSB, który później został jej oficerem prowadzącym, doszło 17 lutego 2023 roku, bezpośrednio po trzecim na przestrzeni kilku lat przeszukaniu jej mieszkania. Początkowo podczas przeszukania oficer był zaskakująco miły: „Jak dobry, miły, puszysty zajączek” – opisuje go Flores w mediach.
Podczas rewizji funkcjonariusze zabezpieczyli laptop i telefon aktywistki. Przez kilka godzin nie mogła ona samodzielnie poinformować nikogo o tym, gdzie się znajduje. Z jej telefonu funkcjonariusze wysłali wiadomość do jej prawnika, przekazując, że Flores została zatrzymana i przewieziona do Międzyrejonowego Wydziału Śledczego Komitetu Śledczego w jednej z dzielnic Moskwy. Ten zabieg miał sprawić, że prawnik i inni aktywiści będą jej szukać, ale nie znajdą.
W rzeczywistości pozostawała wówczas w swoim mieszkaniu w towarzystwie funkcjonariuszy FSB. Według jej relacji ton rozmowy w pewnym momencie się zmienił. Oficerowie próbowali zmusić ją do współpracy, stosując presję psychiczną i groźby skierowane zarówno przeciwko niej, jak i jej bliskim. Co istotne, jak wynika z całości rozmowy, jej przyszły oficer prowadzący nie brał udziału w najgorszych groźbach, grając „dobrego policjanta”.
„To było jak w filmie: posadzili mnie przy stole, nie mogłam się ruszyć, nie mogłam oderwać wzroku. Zaczęli mnie rekrutować: grozili mi na wszelkie możliwe sposoby, wyśmiewali mnie, mówili nieprzyjemne rzeczy, grozili, że zabiją moją rodzinę i mówili, że nigdy nie będę w stanie udowodnić, kto zabił moją matkę. Zaczęli atakować mnie personalnie, mówiąc, jaka jestem podła i okropna, że zrobią ze mnie najgorszą osobę („Szatana”) w całej Rosji” – powiedziała Flores w wywiadzie dla Portmedia.
Była członkini Pussy Riot twierdzi, że funkcjonariusze zagrozili jej wszczęciem postępowania karnego w związku z publikowanymi przez nią materiałami dotyczącymi zbrodni popełnionych w Buczy. Jak relacjonowała, FSB znała dokładną treść jednego z jej wpisów i była w stanie przytoczyć go słowo w słowo, mimo że w tym czasie publikacja była już skasowana.
Ostatecznie pod presją służb Flores podpisała zobowiązanie do zachowania poufności. Jak przyznaje, nie pamięta dziś jego dokładnego brzmienia. Dokument co prawda nie był jeszcze zobowiązaniem do współpracy, miał jednak zobowiązywać ją do całkowitego milczenia nie tylko na temat przebiegu rozmowy z funkcjonariuszami, lecz także samego faktu, że takie spotkanie w ogóle miało miejsce.
Z jej relacji wynika, że możliwość odmowy była w praktyce iluzoryczna. Jeden ze starszych rangą funkcjonariuszy miał dać jej do zrozumienia, że konsekwencją niepodjęcia współpracy może być jej całkowite „zniknięcie bez śladu”. Nakazano jej stawić się na kolejne spotkanie za kilka dni. Co ciekawe, jego datę i miejsce zapisano na papierowej kartce. Ta forma komunikacji i umawiania spotkań powtarza się wielokrotnie w tej historii.
Flores zjawiła się w określonym dniu i miejscu, niedaleko swojego mieszkania. Miał to być ustronny zakątek bez kamer, gdzie funkcjonariusze już czekali na aktywistkę. Zawieźli ją stamtąd autem do biura FSB umieszczonego w fałszywym komisariacie policji przy Prospekcie Miczuryńskim. Tam, po rytualnym powtórzeniu gróźb, Konowałowa podpisała zobowiązanie do współpracy i otrzymała kryptonim „Harley”.
Jej przełożonym został wcześniej poznany oficer, który używał imienia Iwan i przez kolejnych kilka lat, co do zasady miał zachowywać się wobec niej w porządku. Okazjonalnie pojawiał się też jego przełożony, przedstawiający się jako „Pidżak” (po rosyjsku oznacza to marynarkę). Informacje o miejscu i czasie kolejnego spotkania otrzymała na papierze.
Według Flores podczas kolejnych spotkań zaczęto szkolić ją do pracy „agenta”. Jej pierwszym zadaniem było przygotowanie krótkich charakterystyk współczesnych artystów z Rosji i krajów sąsiednich, w tym własnych znajomych. Zajęło jej to ponad dwa miesiące. Miała skupić się na słabych stronach opracowywanych osób.
W tym czasie miała pozostawać pod presją i regularnie słyszeć groźby. Oficerowie mieli przekonywać ją, że monitorują jej życie osobiste, przedstawiać dowody tego monitoringu, także dotyczące najbardziej prywatnych momentów. Mieli monitorować, kto do niej przychodzi, co dzieje się w jej domu i kiedy opuszcza mieszkanie. Flores odnotowała wzmożone wizyty „urzędników”, fałszywych pracowników gazowni i podobnych osób, które sprawdzały, czy jest w domu, i wymuszały wejście do środka. Odebrano jej większość dokumentów, a do kontaktów z oficerem prowadzącym dostała osobny telefon z kartą SIM zarejestrowaną na inną osobę.
Niedługo po werbunku przez Instagram skontaktował się z nią nieznany performer, proponując pomoc Pussy Riot oraz podpalenie mostu. Flores początkowo była przerażona faktem, że nie może odwieść go od tego planu, i bała się, że ściągnie na niego kłopoty. Później okazało się, że był prawdopodobnie prowokatorem, którego Flores miała zgłosić FSB, czego nie zrobiła. Dowiedziała się o tym, kiedy podczas kolejnego spotkania „Iwan” poprosił o jej telefon i otworzył w nim konwersację z „artystą”, pytając, czemu go nie zgłosiła. Flores potem usłyszała historię o tym, kim był rzekomy performer i co się z nim stało, jednak zarówno ona, jak i Zachwatow uznali ją za zmyśloną.
Jej dalsza praca polegała na zbieraniu informacji o rosyjskich opozycyjnych artystach i ich twórczości. FSB interesowało się nie tylko planowanymi akcjami, ale także życiem prywatnym, znajomymi, nałogami czy problemami psychicznymi, które mogły zostać wykorzystane do wywierania presji. Konowałowa otwarcie mówi, że jej „opiekun” szczególnie interesował się osobami z depresją, uznając je za szczególnie podatne na złamanie.
Flores twierdzi, że często celowo nie przekazywała informacji mogących zaszkodzić znajomym oraz ograniczała lub zrywała kontakty z osobami, co do których wiedziała, że znajdują się w centrum zainteresowania służb, albo których działania mogłyby doprowadzić do poważnej reakcji ze strony FSB. Podczas spotkania z koleżankami, zakładając, że są podsłuchiwane, miała, według własnej relacji, ucinać poważne tematy i przenosić rozmowy na mężczyzn i podobne błahostki. Flores powiedziała, że spośród pozostałych członkiń Pussy Riot utrzymywała kontakt jedynie z Marią Alochiną i Ają Nijazową. Dodała, że z obawy przed zainteresowaniem FSB bała się nawet otwierać grupowe czaty.
Flores opisuje też, że zlecano jej bardziej trywialne zadania: zdobyć książkę opozycjonistki albo kopię ukraińskiego filmu, który był za darmo dostępny w sieci na ukraińskich domenach, których funkcjonariusze FSB nie chcieli otwierać. W tym okresie finansowano jej drobne wydatki, takie jak bilety na wystawy i wydarzenia, które miały służyć wykonywaniu przez nią zadań.
Jedną z pierwszych obserwowanych osób był uliczny artysta Filipp Kozłow, znany jako Philippenzo. Flores zaprzyjaźniła się z nim i zaproponowała wspólny projekt, aby prowadzić „opracowywanie” celu pod kierunkiem FSB. Flores miała, jak twierdzi, przekazywać głównie mało istotne szczegóły dotyczące codziennego życia.
„Opowiedziałam im kilka absolutnie głupich i bezsensownych rzeczy: dokąd Filipp idzie po warsztacie, gdzie je makaron, jakie piwo pije i inne bzdury. Sam Filipp nic mi nie powiedział, nie pytałam go, po prostu powiedziałam im: »Nie da się go złamać«” – opowiada w wywiadzie.
Gdy Kozłow planował polityczne graffiti w Moskwie, Flores próbowała odwieść go od pomysłu. „Iwan” miał zagrozić, że artysta może otrzymać poważny wyrok. Aby przerwać obserwację, Flores celowo pokłóciła się z Philippenzo. Kozłow ostatecznie namalował mural „Gwałt” (tytuł to gra słów, Изроссилование oznacza w pewnym sensie „zgwałcenie Rosji”) i został zatrzymany. Dwukrotnie skazano go na 15 dni aresztu za nieposłuszeństwo wobec funkcjonariusza policji, a jego dom i pracownię przeszukano w związku z podejrzeniem aktu wandalizmu motywowanego nienawiścią polityczną. Następnie wyjechał z Rosji.
Kolejnym obserwowanym artystą był performer Paweł Krisewicz. W styczniu 2025 roku został zwolniony z kolonii karnej IK-5 niedaleko Sankt Petersburga po odsiedzeniu około trzech i pół roku kary za „samobójczy” performans na Placu Czerwonym. Flores miała przekazywać informacje o planowanych przez niego akcjach oraz źródłach finansowania. Pod koniec listopada 2025 r. Krisewicz chciał zrobić w podmoskiewskiej Istrze performance przy pomniku radzieckiej rakiety.Miał być przebrany za kowboja, a całość miała nawiązywać do filmu Stanleya Kubricka „Dr Strangelove, czyli jak przestałem się martwić i pokochałem bombę”, w którym pojawia się słynna scena z kowbojem „jadącym” na bombie atomowej. FSB dowiedziała się o planowanym projekcie i postawiła go powstrzymać. Flores twierdzi, że od pewnego momentu FSB mogła też samodzielnie czytać wiadomości i wszystkie inne treści z jej telefonu dzięki programowi szpiegowskiemu i tak dowiedziała się o projekcie.
Kiedy pojawiła się groźba kolejnego zatrzymania Krisewicza, Flores ponownie próbowała zerwać kontakt z obserwowanym celem, aby przestać na niego donosić. W tym celu, jak twierdzi, wywołała konflikt z jego żoną, do której napisała „naprawdę obrzydliwe rzeczy”, licząc, że para zdecyduje się na emigrację i zerwie z nią kontakt. Według jej relacji ostatecznie plan się powiódł, a Krisewicz w grudniu 2025 roku opuścił Rosję. Sam Paweł Krisewicz w opublikowanym 25 sierpnia 2026 r. wywiadzie dla Meduzy powiedział jednak, że w ogóle nie pamięta, by Flores próbowała wywołać z nim konflikt, a jego żona również nie wspominała mu o takich wiadomościach. Według Krisewicza do emigracji przekonali go przede wszystkim funkcjonariusze FSB, którzy mieli postawić sprawę wprost: albo wyjeżdża, albo ponownie trafi do więzienia; ostatecznie przekonała go żona. Krisewicz w rozmowie bierze pod uwagę, że Flores mogła na niego aktywnie donosić.
„Z jakiegoś powodu jestem pewien, że podświadomość Rity ukryła lub przerobiła wiele rzeczy, żeby nie zwariować. (…)Może naprawdę [powiedziała FSB]… Nadal nie możemy jej w pełni zaufać”, mówi w rozmowie artysta. Jednak twierdzi, że jej wybaczył: „Nie możemy jej stygmatyzować. Musimy z nią empatyzować. Bo to nie nasza wina, że żyliśmy w nikczemnym systemie, który dosłownie łamie ludzi, by popierać jego przyszłe zbrodnie.”.
Latem 2025 roku funkcjonariusze FSB mieli zorientować się, że Flores celowo hamowała działania wymierzone w obserwowane osoby i unikała budowania z artystami bliskich relacji, na których zależało służbom. Według jej relacji właśnie wtedy powierzono jej najpoważniejsze zadanie: miała pomóc w zabójstwie Piotra Wierziłowa.
Wierziłow to jedna z najbardziej barwnych postaci rosyjskiej opozycji: zaczynał w radykalnym kolektywie Wojna, organizując prowokacyjne akcje polityczne i performanse. Później był związany z Pussy Riot, pełniąc m.in. rolę rzecznika grupy. W 2018 r. wbiegł na murawę podczas finału mundialu w Moskwie w proteście przeciw represjom w Rosji. Niedługo potem ciężko zachorował, a lekarze podejrzewali otrucie.
Wierziłow był jednym z założycieli i wydawców Mediazony, jednego z najważniejszych rosyjskojęzycznych mediów. Po inwazji Rosji na Ukrainę zaangażował się w dokumentowanie rosyjskich zbrodni wojennych, a w 2023 r. publicznie ogłosił wstąpienie do ukraińskiego wojska. W Rosji został zaocznie skazany na ponad osiem lat więzienia za publikacje dotyczące m.in. Buczy, oskarżono go o zdradę państwa, w tej sprawie rosyjski sąd wydał zaocznie nakaz jego aresztowania. Flores, młodsza od niego o prawie dziewięć lat, była z nim w związku w 2020 r.
Według Flores FSB ma postrzegać Wierziłowa jako szczególnie ważny cel i aktywnie szukać sposobu na jego zabicie. Jak twierdzi, jej przełożeni wielokrotnie naciskali, by ustaliła choćby przybliżoną lokalizację jego domu na Ukrainie, co miałoby umożliwić podłożenie w pobliżu ładunku wybuchowego.
Z tego powodu Wierziłow ma zachowywać swoje miejsce pobytu w ścisłej tajemnicy, nie ujawniając go nawet najbliższym znajomym. Flores utrzymuje przy tym, że w jego otoczeniu znajdują się osoby współpracujące z FSB, z czego sam Wierziłow prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy.
Zgodnie z przedstawionym planem Flores miała zwabić Wierziłowa do Serbii i umówić się z nim w konkretnej kawiarni. Na miejscu mieli czekać funkcjonariusze FSB oraz wynajęci ludzie. Flores miała wyjść pod pretekstem, a Wierziłow miał zostać następnie porwany i zabity. Jak mówiła, była to kropla, która przelała czarę goryczy. Wcześniej liczyła, że zdoła przeczekać sytuację, odzyskać dokumenty i uciec z kraju. Po otrzymaniu tego polecenia uznała jednak, że oczekiwania FSB są znacznie większe, niż wcześniej zakładała. Flores zdecydowała się skontaktować z opozycyjnym prawnikiem Dmitrijem Zachwatowem, wyjawić mu swój sekret i z jego pomocą przekonała opiekunów do „opóźnienia” misji.
Flores zdecydowała się wtedy wyjść za swojego ówczesnego partnera. O samym mężu wiadomo bardzo niewiele. Flores mówi, że poinformowała partnera o swojej współpracy z FSB. Małżeństwo stało się dla niej sposobem na odsuwanie kolejnych poleceń służb: oficerom tłumaczyła, że mąż nie zaakceptowałby jej podróży do Serbii na spotkanie z byłym partnerem, Wierziłowem. Kiedy Flores próbowała odzyskać możliwość wyjazdu za granicę, argumentowała wobec kuratorów, że jej mąż nie rozumie, dlaczego nie mogą pojechać w podróż poślubną, co miało być podstawą do oddania jej paszportu.
Flores twierdzi również, że celowo doprowadziła do konfliktu z Wierziłowem, aby uniknąć jego dalszej inwigilacji.
Konowałowa domagała się od FSB wydania jej zatrzymanego paszportu międzynarodowego, a po jego przeterminowaniu: wydania nowego, pod pozorem podróży poślubnej z mężem. O ile pozwolono jej wyrobić dokument, wstrzymano jego wydanie. Cała procedura trwałą wiele miesięcy.
Jak opowiada Flores, FSB domagało się wcześniej testu wariografem, aby potwierdzić jej lojalność, który oblała z kretesem. Zaoferowano jej drugie podejście, tym razem „Iwan” zaoferował jej kilka porad dotyczących przejścia testu pozytywnie. Mimo porad Flores nie zdała testu ponownie, osiągając tak zły wynik, że jej oficer prowadzący po raz pierwszy od początku współpracy miał okazać jej agresję i złość. Poinformowano ją, że jej wynik jest tak zły – miała odpowiadać nieszczerze na każde kluczowe pytanie – że podważało to wartość jej współpracy i dostarczanych informacji. „Iwan” miał też „żartować”, że z tego powodu Flores będzie musiała zostać zabita lub skazana na długie więzienie, na co Flores zareagowała atakiem paniki i myślami samobójczymi.
Jednocześnie jednak FSB dało jej trochę przestrzeni i nie kontaktowało się z nią. Flores skorzystała z okazji i korzystając z kontaktów Zachwatowa i „sztuczki”, której oboje nie zdecydowali się omówić w wywiadzie, odebrała wyrobiony paszport.
Latem 2026 roku Rita Flores przy pomocy Zachwatowa uciekła z Rosji w „bezpieczne miejsce”.
Na wstępie warto zauważyć, że opowieść Rity Flores opiera się głównie na jej relacji i ma nieco luk. Bez wątpienia opisuje ona jedynie ułamek swoich zadań: świadomie pomija jednak temat osób, którym mogłaby zaszkodzić, zapewne nie chce mówić o tych, którzy przebywają wciąż w Rosji.
Konowałowa podkreśla, że jest dumna, ponieważ udało jej się prowadzić działalność tak, aby przez trzy lata nikogo nie skrzywdzić. Jednocześnie część zasług, które sobie przypisuje jest problematyczna: fakt nakłonienia do wyjazdu szeregu opozycjonistów może być postrzegany jako „ratowanie ich”, ale też jako realizowanie interesu Kremla, który chętnie i często woli przeganiać przeciwników politycznych zamiast ich mordować.
Pojawiają się też pierwsze głosy wskazujące na przekłamania w historii Flores ( jak przytoczony wcześniej Krisewicz). Zaskakujące jest też to, że Flores uzależniała swój wyjazd od pozyskania paszportu zagranicznego, kiedy dosyć powszechną wiedzą jest to, że z Rosji można uciec używając paszportu wewnętrznego (chociaż kierunki są ograniczone do państw takich jak Armenia czy Kazachstan, co często wystarczy, aby wyrwać się służbom czy nawet prosić o pomoc w zachodniej ambasadzie). W wywiadzie Flores twierdzi, że dowiedziała się o tym kilka miesięcy temu, co jest nietypowe, biorąc pod uwagę, że funkcjonowała w środowisku opozycji, gdzie jest to wiedza powszechna.
Rita Flores, zanim została zwerbowana, miała lata doświadczenia w działalności opozycyjnej, była wielokrotnie zatrzymywana, aresztowana i przesłuchiwana. Pięć lat doświadczenia w kontaktach ze służbami nie uodporniło jej na przymuszenie do współpracy, zwłaszcza gdy nacisk obejmował groźby wobec bliskich, pozbawienie możliwości wyjazdu i długotrwałą presję. Oczywiście, biorąc pod uwagę okoliczności, trudno ją za to winić, jednak jest to mocna przesłanka, że potencjalnie każdy, nawet doświadczony opozycjonista, może być wykorzystywany przez służby.
Według Flores w pierwszym okresie spotykała się ze swoim oficerem prowadzącym kilka razy w tygodniu, nawet sześć razy, czyli prawie codziennie. W dalszym okresie było to przynajmniej raz w tygodniu. Kiedy jej oficer został skierowany do pracy na okupowanych terytoriach Ukrainy, okresowo częstotliwość kontaktu spadała do jednego spotkania na miesiąc. Musiała jednak zawsze być w pogotowiu. Co ciekawe, w wywiadzie Flores przyznaje, że była niezbyt „tajnym” współpracownikiem: około 20 osób miało przez lata dowiedzieć się od niej o jej sekrecie. Mimo wszystko FSB albo nie dowiedziało się o wycieku albo o to nie dbało.
Innym technicznym detalem, który można wyciągnąć z pełnego wywiadu, jest fakt, że Flores została zmuszona do zalogowania się na swoje „główne” konto telegramowe także na urządzeniu, które dostała od FSB i które wyposażono w oprogramowanie szpiegujące. Efektywnie uniemożliwiło jej to kasowanie czy kontrolowanie przepływu wiadomości i dało oficerom pełen dostęp do otrzymywanych tam wiadomości.
Ważny jest też model, jaki przy współpracy z Flores przyjęli funkcjonariusze FSB: od początku otrzymywała mieszankę skrajnych gróźb, ze śmiercią włącznie, przeplatanych zachowaniem w stylu „miłego, puszystego zajączka”. W późniejszym etapie przemoc i przymus, chociaż ciągle obecne, ustąpiły miejsca zachętom.
Na początku współpracy z FSB otrzymała jednorazowo 30 000 rubli gotówką w kopercie. Sporadycznie dawano jej pieniądze, a regularne wypłaty zaczęła otrzymywać dopiero w późniejszym etapie współpracy. Co miesiąc dostawała 50 000 rubli, czyli około 2300 zł. Środki „Iwan” przekazywał osobiście, w kopercie. Ostatnią „pensję” otrzymała w czerwcu. Z perspektywy Moskwy to raczej małe pieniądze (sama Flores nazywa wynagrodzenie „kopiejkowym”, groszowym), które uzależniało jednak od FSB artystkę, której praca i wystawy zostały z powodu współpracy wstrzymane lub mocno ograniczone. To też typowe dla postsowieckich służb podejście: „karmić, ale nie przekarmić”, oparte na oferowaniu swoim współpracownikom relatywnie niskich benefitów finansowych, uzupełnianych szantażem czy dostępem do np. szybkiego załatwiania spraw urzędowych, stypendiów, wyjazdów czy pokrywaniem drobnych wydatków takich jak bilety.
Za pomoc w zabójstwie Wierziłowa miała dostać od 1 do 3 milionów rubli (3 mln rubli to około 130 tysięcy złotych).
To wszystko jest bardzo istotne: bardzo ciężko jest budować wieloletnią relację, w której informator ma w gruncie rzeczy duży zakres swobody, opierając ją wyłącznie na strachu. Szczególnie w wypadku niektórych typów osobowości, do których na pewno należy Flores jako zawodowa rewolucjonistka, współpracownik działający pod przymusem będzie próbował uciec lub zmylić swojego oficera prowadzącego. Stąd FSB po pierwotnym pozyskaniu współpracownika często próbuje zmienić charakter współpracy: bat ciągle wisi w powietrzu, ale pojawia się marchewka.
Bardzo podobny mechanizm opisywał Michaił Sokołow, późniejszy pracownik regionalnych struktur Aleksieja Nawalnego. FSB zwerbowała go w 2016 roku, grożąc mu odpowiedzialnością karną za uchylanie się od służby wojskowej. Po wymuszeniu zgody funkcjonariusze zaczęli jednak budować z nim znacznie mniej konfrontacyjną relację. Sokołow wspominał, że zachowywali się wobec niego jak koledzy. Przez kilka pierwszych lat, jak twierdzi, za współpracę nie otrzymywał pieniędzy. Dopiero kiedy w 2021 roku znalazł się wewnątrz struktur Nawalnego i stał się cenniejszym źródłem, FSB zaczęła wypłacać mu regularnie symboliczne miesięczne wynagrodzenie. Inny opozycjonista zwerbowany przez FSB, Maksim Iwanow, opowiadał, że funkcjonariusz napisał do niego na Telegramie z życzeniami urodzinowymi.
To bardzo ważne dla zrozumienia dynamiki relacji rosyjskich współpracowników ze służbami: Flores w ciągu trzech lat przeszła od gróźb śmierci kierowanych wobec niej i jej matki do pełnego wyrozumiałości przekładania planów zabójstwa, bo jej mąż może być zazdrosny i podejrzliwy czy wyrobienia paszportu, bo chcą jechać na wycieczkę. Pozornie absurdalny może się wydawać też element historii, w którym Iwan przygotowuje Flores do przejścia testu poligraficznego i przez ponad trzy lata odgrywał rolę „dobrego policjanta”. Jednak przyjęcie do wiadomości, że rosyjskie służby nie zawsze stosują nagą przemoc i groźby oraz nie zawsze zachowują się racjonalnie, a budowanie relacji z informatorami przybiera formę asymetrycznych relacji paraspołecznych może pomóc nam zrozumieć -i uodpornić się na – mechanizmy ich działania.
Dziś Flores i Zachwatow chcą zachęcić innych przymusowych tajnych współpracowników do szukania pomocy. Utworzyli sieć kanałów kontaktu, dzięki którym obiecują pomóc informatorom wyrwać się z macek FSB. Flores twierdzi, że z racji swojej pracy wie o szeregu osób wśród rosyjskiej opozycji, które również współpracują ze służbami, oraz o kolejnych kilku, które o to podejrzewa.
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Komentarze